Co proponuje polski Kościół homoseksualistom, którzy pragną żyć w zgodzie z jego nauczaniem?


Odwaga „Odwagi”

Adam Fons



Homoseksualizm, którego doświadczam od wielu lat, jest wielką tajemnicą, a zarazem swoistą „czarną dziurą” mojego życia. Nie uporałem się z nim tak, jakby życzył tego sobie Kościół, którego postawa wobec zagadnienia wydaje mi się wielce kontrowersyjna, nie tyle w wymiarze doktrynalnym, co praktycznym.



W próbach dotarcia do prawdy o tym zjawisku spotykałem się zazwyczaj z ideologią o dwóch skrajnych obliczach. Z jednej strony – stanowisko środowisk gejowskich. Po latach udziału w tym „związku zawodowym poszkodowanych”, nie waham się nazwać go żałosną afirmacją złudzeń, takich jak przekonanie, że istnieje miłość homoseksualna, czyli radosna alternatywa dla tradycyjnego życia rodzinnego. Z drugiej strony – postawa Kościoła, będąca faktyczną negacją zjawiska. Nie piszę tu o bogatym słowotwórstwie, a o praktyce. Za trudnymi do przyjęcia słowami, wzywającymi do swoistego heroizmu, nie idą bowiem czyny.
Ludzie Kościoła chętnie wykazują, że homoseksualizm jest zaburzeniem, a nie preferencją seksualną. W Polsce ukazało się już kilka publikacji podejmujących temat w takim duchu (w większości tłumaczenia). Jeżeli osoba homoseksualna zechce te trudne dla niej treści przyjąć, szybko się przekona, że zostaje sama z książką w ręku. Niemałą rolę odgrywa lęk związany czy to z etykietką homoseksualisty, którą łatwo przypiąć osobie zajmującej się tym zagadnieniem, czy to z przekraczaniem społecznego tabu. A przecież zarówno wspomniane książki, jak dokumenty kościelne wykazują konieczność dostępności fachowej pomocy o charakterze terapeutycznym i wspierającym...

NIEDOSTĘPNE UZDROWIENIE

W roku 2000, na konferencji zorganizowanej przez Instytut im. ks. Blachnickiego, a poświęconej działaniom pastoralnym wobec osób o orientacji homoseksualnej, poznałem Richarda Cohena. Ten dawny gej, terapeuta, autor książki „Wyjście na prostą”, poprowadził porywający warsztat z elementami scenicznymi, w którym przedstawił swoją metodę wychodzenia z homoseksualizmu. Miałem wrażenie, że model zaburzenia więzi z tą samą płcią (jak to określa Cohen) w wielu punktach odnosi się do mnie samego bardziej niż inne znane mi teorie. Treści ideologizująco cierpiętniczych, tak charakterystycznych dla naszego pejzażu religijnego, nie było. Toteż odbiór spotkania, chyba nie tylko mój, był entuzjastyczny. Co ważne, Cohena wspierali przedstawiciele duchowieństwa, w tym dzisiejszy biskup siedlecki ks. Zbigniew Kiernikowski, który wspominał o aprobacie papieskiej dla idei tamtego spotkania.
Minęły dwa lata. Program nakreślony przez Cohena podjęła lubelska Grupa Odwaga (związana z ruchem Światło-Życie; działa w Polsce od 12 lat – cały czas w jednej diecezji, wyłącznie dzięki wielkiej determinacji dwóch kobiet). Niestety tylko ona, choć w spotkaniu uczestniczyli duchowni i terapeuci z całego kraju, a nawet z zagranicy. W Kościele dominuje przekonanie, że homoseksualizm jest zjawiskiem marginalnym, a zatem nie wymaga bądź wymaga relatywnie niewielkiej troski. Czy nie jest to przejaw ideologizacji? Środowiska gejowskie chcą zjawisko powiększyć, a kościelne – pomniejszyć. Prawda zatem znajduje się gdzieś pośrodku. Najbardziej przekonuje mnie szacunek mówiący o tym, że problemem homoseksualizmu dotknięte jest 5 proc. populacji. Opierając się na katolickich dociekaniach, upatrujących często źródła homoseksualizmu w zaburzeniach życia rodzinnego, należałoby uznać, że odsetek ten w związku z powszechnym kryzysem rodziny będzie rósł. Jeden ośrodek na całą Polskę to kropla w morzu potrzeb. Już dziś w Lublinie nie są w stanie przyjmować wszystkich chętnych.

POZNAŃ JAKO POCZĄTEK

O ile mi wiadomo, próby wprowadzenia tego rodzaju posługi w innych diecezjach nie powiodły się. Moim zdaniem powód jest jeden – opór hierarchii. Dowodów nie mam i wiem, że w imię szczególnie pojętej wierności Kościołowi hierarchicznemu nie potwierdzą tego zarzutu osoby tworzące Grupę Odwaga. Czy podobna zasada nie okazała się jednak obowiązująca w sprawie arcybiskupa Paetza?
Wstrząs związany ze skandalem poznańskim winien, moim zdaniem, zwrócić uwagę Kościoła na pilną potrzebę zajęcia się serio tematem homoseksualizmu. Dziwi mnie, że przy okazji tej sprawy z trudem przebijał się w prasie temat pomocy osobom homoseksualnym w duchu nauczania Kościoła (w uleczeniu zaburzenia, jeśli to możliwe, lub w trwaniu w czystości; legalizacji związków homoseksualnych nie zaliczam do tematu, ponieważ to karykatura pomocy). Pisano jednak, że to szczyt góry lodowej. Owszem. Wystarczy przejrzeć rubryki ogłoszeniowe w prasie gejowskiej lub internecie. W moim mieście (200 tys. mieszkańców) znam trzech czynnych gejów, którzy są kapłanami. Wierni w jednej z parafii nie wiedzą, że ofiary, jakie składają, służą także utrzymaniu mieszkania, będącego miejscem schadzek w innym mieście. W tym samym mieście i diecezji trudno marzyć o zgodzie na zaistnienie i wsparcie wspólnot w stylu Grupy Odwaga...
Jako student miałem odwagę udać się do pewnego biskupa i upomnieć się o taką posługę. Usłyszałem wtedy, że nie ma takiej potrzeby. Zaproponowano mi natomiast spotkanie z duszpasterzem grup AA oraz korzystanie z tego, co jest dostępne w każdej parafii. Duszpasterz AA nie wiedział, co powiedzieć, a w parafialnym konfesjonale kapłan był zainteresowany wyłącznie... własnoręcznym rozładowywaniem mojego napięcia seksualnego. Co proponuje Kościół w Polsce osobom doświadczającym homoseksualizmu, a pragnącym żyć w zgodzie z jego nauczaniem? Przeczytanie kolejnej zawiłej książki o katolickiej nauce na ten temat i schowanie jej do szuflady? A może przeprowadzkę do Lublina i zapis na listę oczekujących, bo tylko tamtejszy biskup ma odwagę mieć Odwagę, która nie jest już w stanie przyjmować kolejnych chętnych?

JAK ŁAZARZ

Richard Cohen, ksiądz Harvey, Aardweg, Daniel Ange czy małżeństwo Jamet z Francji wiele mówią i piszą o potrzebie tworzenia bezpiecznych miejsc, gdzie osoby homoseksualne mogłyby przychodzić, by w szczerości i otwartości modlić się, wspierać nawzajem i korzystać z posługi kompetentnych ludzi Kościoła. Co więcej, mówią o tym same dokumenty kościelne. Potrzebna jest sieć wsparcia nie tylko dla tych, którzy doświadczają homoseksualizmu, ale także dla ich rodzin. Nie brakuje w Polsce przypadków młodych ludzi, którzy za szczerość wobec bliskich zapłacili wyrzuceniem z domu. Niektórych można znaleźć na ulicach Berlina albo w agencjach oferujących młodych chłopców na telefon. Część natomiast, pozostając w ukryciu, próbuje znaleźć sobie „alibi” wchodząc w związek małżeński lub w kapłaństwo i prowadząc podwójne życie.
Dlaczego w ramach struktur Kościoła można pomagać alkoholikom czy małżeństwom niesakramentalnym, a osobom homoseksualnym, które chcą żyć w zgodzie z nauką Kościoła, takiej możliwości się odmawia?
Homoseksualizm w naszym Kościele leży jak Łazarz w grobie. Czeka, aż ktoś usłyszy Chrystusowe „Usuńcie kamień” i pozwoli wyjść z mroków śmierci. Być może nie byłoby sprawy arcybiskupa Paetza, gdyby, jak przeczytałem w internecie na stronach olsgt.republika.pl, w Kościele znaleźli się ludzie idący za słowami Jezusa wypowiedzianymi po wskrzeszeniu Łazarza: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. Nie wystarczy odsunąć kamień i przeżyć cud wskrzeszenia. Potrzeba jeszcze człowieka uwolnić z grobowych szat, pomóc mu samodzielnie chodzić. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 26 (2764), 30 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl