Amerykański Kościół wobec molestowania seksualnego nieletnich


Zlepianie popękanego dzbanka

Jarosław Makowski z Chicago



To było najważniejsze spotkanie biskupów w historii Stanów Zjednoczonych. Tutejsi pasterze zebrali się w Dallas, by wypracować spójną politykę wobec księży, którzy dopuścili się seksualnego wykorzystywania nieletnich. Czy znaleźli rozwiązanie, które w takich sytuacjach zwykło się określać „salomonowym”? I pytanie może ważniejsze: co doprowadziło do obecnego kryzysu i jakie są jego konsekwencje?



Jeszcze przed kilkoma miesiącami za szaleńca uznano by człowieka twierdzącego, że amerykański Kościół katolicki stoi wobec największego w swej historii przesilenia. Kościół, który cieszył się powszechnym autorytetem, prowadził szpitale, szkoły i szereg cenionych na całym świecie uniwersytetów, stracił niemal z dnia na dzień wiarygodność w oczach amerykańskiej opinii publicznej. Słowa takie jak „kryzys”, „tragedia”, „wstyd” czy „hańba” pojawiają się nie tylko w komentarzach największych amerykańskich gazet, ale wypowiadane są także przez czołowych biskupów i teologów tego kraju.

MIĘDZY MŁOTEM A KOWADŁEM

O powadze kryzysu Kościoła w USA świadczyć musi i to, że w kwietniu (23-24) odbyło się zwołane ad hoc w Watykanie spotkanie Jana Pawła II z 12 amerykańskimi kardynałami. Rzymskie obrady były szeroko komentowane w tutejszych mediach, gdyż niecierpliwa Ameryka domaga się szybkich rozstrzygnięć. Biskupi znaleźli się między młotem a kowadłem. Z jednej strony spotykają się z atakami czołowych publicystów (np. Andrew Sullivan) i teologów liberalnych (np. ks. Richard Mc’Brien z katolickiego Uniwersytetu Notre Dame), którzy domagają się nie tylko większej demokratyzacji kościelnych instytucji, przejrzystości finansowej diecezji czy parafii, ale także otwartej dyskusji na temat zniesienia celibatu oraz ordynacji żonatych mężczyzn i kobiet. Z drugiej strony mają świadomość, że nie nadszedł jeszcze czas, by można było o tych sprawach otwarcie rozmawiać. Przekonał się o tym kard. Roger M. Mahony z Los Angeles, który przed wyjazdem do Rzymu zapowiadał nakłanianie Jana Pawła II do rozważania zmian w obowiązującej przez wieki doktrynie celibatu. Tłumaczył, że „na kanwie toczącej się ogólnoświatowej debaty nadszedł czas, by i najwyżsi urzędnicy w Kościele również podnieśli te kwestie”. Jednak na spotkaniu z Janem Pawłem II i rzymskimi kardynałami owe drażliwe kwestie nie były w ogóle przedmiotem dyskusji. „Uświadamiając sobie fakt, że współbieżność pedofilii z celibatem nie jest naukowo potwierdzona, obrady potwierdzają wartość celibatu księży jako daru od Boga dla Kościoła” – napisali wówczas kardynałowie w końcowym dokumencie.

BUNT ŚWIECKICH

Jednak to nie twarde stanowisko Watykanu wobec eksperymentów duszpasterskich, a rosnący bunt świeckich stanowi główny problem tutejszego Kościoła. W głowie „szeregowego katolika” nie mieści się fakt, że biskupi wiedząc o seksualnych przestępstwach swoich kapłanów, nie tylko nie informowali o tym świeckiego wymiaru sprawiedliwości, ale robili wszystko, by nadużycia księży (a czasami i własne) utrzymać w tajemnicy. Zaś księży-pedofilów przenosili na kolejne placówki duszpasterskie, co każe sądzić, że nie kierowali się dobrem dzieci. Takie postępowanie trudno usprawiedliwić.
Bunt świeckich nie polega jednak na ucieczce z Kościoła. Przeciwnie: świeccy zaczynają brać sprawy w swoje ręce. „Katolicy, do których i ja się zaliczam, kochają swój Kościół mimo że każdego ranka ogarnia ich złość, kiedy czytają o nadużyciach seksualnych księży... Nie widzimy jednak powodu, by opuszczać Kościół. A to dlatego, że nie jesteśmy w Kościele tak bardzo, jak Kościół jest w nas” – napisał David O’Brien w prestiżowym tygodniku „National Catholic Reporter”. Kościół bowiem to nie klub sportowy, do którego można dziś wstąpić, a jutro opuścić go bez żalu. Dlatego – pisze dalej publicysta „NCR” – kiedy skandale na tle seksualnym odkryły zło, jakie zagościło w samym centrum Kościoła instytucjonalnego, dla wielu katolików stało się jasne, że muszą się połączyć, by stawić czoło korupcji Kościoła.
I tak też się dzieje, bez względu na to, czy ktoś ma poglądy liberalne, czy konserwatywne. Świeccy, jak Ameryka długa i szeroka, organizują rozmaite sesje i spotkania. James Muller, założyciel radykalnej organizacji „Głos wiernych” („Voice of Faithful”, około 13 000 członków), mówi o potrzebie przekształcenia struktur kościelnych w demokrację uczestniczącą, gdzie wpływ na wybór proboszczów i biskupów mieliby także świeccy. Ale nawet konserwatywny teolog i ekonomista, Michael Novak radzi się dokładnie przyjrzeć, czego domaga się laikat. W jego przekonaniu wierni są po prostu źli na biskupów: „Oni są pasterzami Bożymi, a dopuścili wilki do swych owieczek”.

„NOWY POCZĄTEK”

Kłopotów, jakie nękają tutejszy katolicyzm, nie ukrywa przewodniczący Konferencji Biskupów USA, bp Wilton Gregory: „Jak możesz być świadkiem Chrystusa dla ludzi, którzy ci nie ufają? Ludzie nie mogą wierzyć księżom, ponieważ zawiedliśmy ich zaufanie – nie dość skutecznie chroniliśmy dzieci. Dziś jest to centralna sprawa”. To więc, czy amerykański katolicyzm, który przypomina dziś popękany dzbanek, da się jakoś skleić, zależy teraz od kolejnych decyzji biskupów. 
Wydaje się, że ich dotychczasowe decyzje pokazują wolę pojednania i współpracy, tak między sobą, jak i z wiernymi. Jeszcze przed konferencją w Dallas specjalna komisja zwołana przy Episkopacie przedstawiła projekt dokumentu pt. „Karta Ochrony Dzieci i Młodzieży”. Projekt został przyjęty z zadowoleniem, choć nie obyło się bez zastrzeżeń. Pierwsze dotyczy fragmentu, który mówi, że księża, którzy dopuścili się w przeszłości jednego aktu wykorzystywania, mogą pozostać w stanie duchownym. Drugie wiąże się z brakiem jakichkolwiek sankcji wobec biskupów, którzy nie usuwali ze stanu duchownego księży-pedofilów.
Bp William Skylstad, wiceprzewodniczący Episkopatu, nazwał propozycje komitetu (w skład tego gremium wchodziło 8 biskupów, 4 księży i dwóch świeckich, w tym kobieta-ofiara seksualnego wykorzystywania) „dobrym początkiem”, choć chciałby, aby ostateczna wersja była ostrzejsza: „By zawierała słowa przeprosin ze strony biskupów, a także by mówiła o przyjęciu polityki »zera tolerancji wobec pedofilów«”. Polityki, która kieruje się zasadą: „one strike, you are out” („jedno uderzenie i jesteś wykluczony z gry” – termin z baseballa), czyli bezwzględnie karze księży tylko po jednym udowodnionym przestępstwie. „To są bardzo ostre propozycje, z których zaakceptowaniem niektórzy biskupi i księża będą mieli kłopot. Ale jeżeli do tego dojdzie, pierwszy rozdział tej ohydnej historii w końcu zostanie zamknięty. Zaś biskupi będą mogli rozpocząć odbudowę zaufania do duchowieństwa poprzez otwarcie innych dziedzin życia w Kościele – większej jawności, większego udziału świeckich, większej odpowiedzialności” – powiedział ks. Thomas J. Reese, redaktor jezuickiego tygodnika „America”.

Karta Ochrony Dzieci

Spotkanie biskupów w Dallas nie było zwyczajną Konferencją Episkopatu. Biskupi spotkali się z ofiarami molestowania seksualnego. „Ten skandal uświadomił świeckim, jak bezradni są wobec poczynań Kościoła. Po 40 latach od Soboru Watykańskiego II, który zapowiadał współpracę, jedynym poważnym środkiem nacisku laikatu na Kościół są pieniądze” – mówiła Margaret O’Brien Steinfelds.
Przyjęty przygniatającą większością głosów (239 biskupów za, 13 przeciw, 32 się wstrzymało), w tajnym głosowaniu i po wielogodzinnej debacie, dokument końcowy nosi tytuł „Karta Ochrony Dzieci i Nieletnich”. Składa się ze wstępu, 4 rozdziałów, 17 artykułów i konkluzji. Biskupi piszą: „ze swojej strony uznajemy nasze błędy, naszą rolę w tym cierpieniu. Przepraszamy i bierzemy na siebie odpowiedzialność za to, że w przeszłości zbyt często zawodziliśmy ofiary i wiernych”. Ważniejsze jednak jest to, że hierarchowie biorą na siebie „odpowiedzialność za ostre, spójne i efektywne zajmowanie się problemem w przyszłości”.
Episkopat nie zdecydował się na całkowite usuwanie księży-pedofilów ze stanu kapłańskiego. Biskupi kierowali się raczej zasadą, którą na rzymskim spotkaniu sformułował Papież. Jan Paweł II powiedział wtedy, że „nie ma miejsca wśród duchowieństwa dla tych, którzy krzywdzą dzieci”. Nie oznacza to jednak, że należy zwątpić w siłę tego, co chrześcijaństwo nazywa pokutą i nawróceniem. Dlatego w „Karcie” czytamy, iż kapłan, o którym wiadomo, że kiedykolwiek wykorzystywał dziecko (nieważne, jak dawno miało to miejsce), nie może pełnić posługi duszpasterskiej w żadnej parafii, szkole, szpitalu czy domu opieki społecznej. Kapłan taki może zatrzymać swój tytuł, ale nigdy więcej nie może założyć sutanny i publicznie celebrować mszy (por. art. nr. 5). Jak powiedział bp Wilton Gregory, „od dnia dzisiejszego każdy, o kim wiadomo, że seksualnie wykorzystał dziecko, nie będzie pracował w Kościele katolickim w Stanach Zjednoczonych”.
Episkopat nie chciał pozostawić wrażenia, że poprzestaje tylko na słowach. Bp Gregory ogłosił powołanie niezależnej rady, zewnętrznej w stosunku do Kościoła, która będzie nadzorować wprowadzanie ogłoszonej w Dallas polityki (zob. 8 art. „Karty”). Jej szefem został gubernator Oklahomy, praktykujący katolik, Frank Keating, który powiedział; „Kościół oczywiście jest religijną instytucją, ale jego działania nie da się oddzielić od świeckiego społeczeństwa”. Analogiczne rady z udziałem świeckich, których zadaniem będzie kontrolowanie realizacji zapisów „Karty”, mają zostać powołane na szczeblu diecezjalnym.
To jednak nie oznacza, że poważne dylematy biskupi mają już za sobą. Zwrócił na nie uwagę kard. Avery Dulles, jezuicki teolog, podczas obrad: „Dokument ustanawia odwrotną niż dotąd relację między biskupem a księdzem. Ksiądz nie może już iść do biskupa i w tajemnicy zwierzyć mu się z własnego problemu. Musi uważać na to, co mówi biskupowi, ponieważ ten może wyrzucić go z stanu duchownego – do końca życia”.
Wypracowane w Dallas zasady musi zatwierdzić Papież. Dlatego, jak powiedział bp Gregory, „»Karta« wiąże nas moralnie, choć jeszcze nie jest prawem”. Jezuita Thomas Resse był optymistą: „Prawie jednogłośne przyjęcie »Karty« przez biskupów dało mocny argument za potwierdzeniem tych zasad przez Rzym”. A to niewątpliwie zamknęłoby pierwszy rozdział tej tragicznej historii amerykańskiego Kościoła. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 25 (2763), 23 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl