16 czerwca Jan Paweł II kanonizował Ojca Pio


Uprzywilejowana droga do świętości

Aleksandra Bajka z Rzymu 



Mówi się, że świętych czynią ludzie, a Kościół ich tylko koronuje. Prawie pół miliona wiernych – nie tylko z Włoch – przyjechało do Rzymu, aby uczestniczyć w kanonizacji Ojca Pio z Pietrelciny.



Plac św. Piotra i prowadząca do niego od Tybru via della Conciliazione zapełniały się powoli już od świtu. Służby porządkowe pozwalały na zajmowanie miejsc w sektorach tylko osobom z biletami. „250 tysięcy wejściówek – to na pewno nie będzie wystarczająca liczba”– mówił jeszcze przed rozpoczęciem uroczystości jeden z szefów komitetu organizacyjnego, ojciec Gerardo. I nie pomylił się. Choć ceny biletów – rozprowadzanych za darmo – na kilka dni przed kanonizacją osiągnęły u ,,koników” cenę 200 euro, to szybko się rozeszły i nie wszystkim pielgrzymom udało się zmieścić w wytyczonych sektorach. ,,Nic nie widzimy, bo stoimy daleko od ołtarza, ale jesteśmy szczęśliwi, że możemy tu być” – mówił mi Tommaso, który przyjechał z Agrigento na Sycylii. Dla tych, którzy chcieli oglądać transmisję i chronić się przed lejącym się z nieba żarem, ustawiono na ocienionych placach Rzymu 12 telebimów. Wszystkim rozdawano butelki z napojami i nakrycia głowy, a w południe – przy 35 stopniowym upale – zgromadzonych polewano wodą. W niedzielne przedpołudnie cały plac św. Piotra modlił się w skupieniu, płakał i bił brawo. Przyjechali starzy i młodzież, wielu chorych, także ci – cudownie uzdrowieni. W bocznych uliczkach, niedaleko Watykanu, księża spowiadali spóźnialskich, tak jak ojciec Anthony przy via Pfeiffer, którego „konfesjonał” składał się z dwóch krzeseł ustawionych w promieniach słońca. Między tłumem przeciskali się sprzedawcy pamiątek.
Niedzielna uroczystość była ważna dla samego Jana Pawła II. Wielu uważa, że ten stygmatyk mógł być beatyfikowany i niedługo potem kanonizowany tylko dlatego, że na tronie Piotrowym zasiadł właśnie Karol Wojtyła. Przez wiele lat Watykan podejrzliwie patrzył na stygmaty i popularność kapucyna z Pietralciny. „Trudności i ból, jeśli przyjmowane są w duchu prawdziwej miłości, mogą zamienić się w uprzywilejowaną drogę ku świętości” – mówił w homilii Papież. Jan Paweł II poznał ojca Pio osobiście i cenił go nie tylko za jego nadprzyrodzone zdolności, ale też za jego nauczanie, którego podstawy stanowiły: modlitwa, miłosierdzie oraz szczególne poświęcenie się sakramentowi pojednania. W swojej homilii Papież nawiązał do spotkania ze świętym kapucynem. „Także ja miałem możliwość, kiedy byłem młodym kapłanem skorzystać z tej jego posługi w sakramencie pojednania. Służba w konfesjonale, stanowiąca jedną z cech charakterystycznych jego apostolatu przyciągała nieprzebrane rzesze wiernych do klasztoru w San Giovanni Rotondo”.
Te rzesze wiernych Ojciec Pio przyciąga także po śmierci. Do San Giovanni Rotondo w ostatnich dniach przyjechały setki tysięcy ludzi. Jest to obecnie najliczniej odwiedzane przez pielgrzymów miejsce w Europie. Tam i w jego rodzinnej miejscowości – Pietrelcinie, ponad 50 tysięcy osób oglądało na dużych ekranach transmisję z Placu św. Piotra. Kanonizacja była okazją do sprawdzenia się dla działającego od kilku lat nadawcy radiowego i telewizyjnego ojców kapucynów „Teleradio Padre Pio”. Bracia zaparkowali wozy satelitarne w tych dwóch południowowłoskich miastach oraz w Watykanie i przez cały dzień realizowali specjalne audycje. Obok kapucynów, na placu świętego Piotra stawiły się też z całego świata Grupy Modlitewne Ojca Pio, zainicjowane kilkadziesiąt lat temu przez stygmatyka. ,,Czujemy się dziś jak kibice drugoligowego klubu piłkarskiego, który zdobył mistrzostwo świata” – Maddalena z Grupy Modlitewnej z Bergamo używa sportowego porównania. 
Skąd takie zainteresowanie osobą Ojca Pio? ,,Bo był dobry i czyni cuda. A stygmaty dodatkowo świadczą o jego świętości” – mówi ponad siedemdziesięcioletnia Mariella, która przyjechała z Kampanii. ,,Bardziej od »cudów« ojca Pio liczy się liczba tych, których zachęcił on do modlitwy, do nawrócenia i do przyjęcia prób życia” – mówił w wywiadzie dla ,,Corriere della Sera” o. Raniero Cantalamessa, kapucyn, kaznodzieja Domu Papieskiego. Na takim właśnie stanowisku stoi Kościół, który nigdy oficjalnie nie uznał stygmatów ojca Pio. Watykan potwierdził natomiast dwa cudy (pierwszy potrzebny był do beatyfikacji, drugi – do kanonizacji), które dokonały się dzięki padre Pio. Ten drugi – to uzdrowienie ciężko chorego na zapalenie opon mózgowych małego chłopca, syna lekarza pracującego w stworzonym przez ojca Pio Domu Ulgi Cierpieniu. Mały Matteo Colella przez ostatnie tygodnie był bohaterem programów telewizyjnych i kolorowych pism. Świadczył o tym, że dzięki ojcu Pio cuda się zdarzają. Matteo jest teraz grubiutkim dziesięcioletnim chłopcem i marzy o karierze aktora.W niedzielę uczestniczył na placu św. Piotra we Mszy św. i właśnie w tym dniu przyjął Pierwszą Komunię.
Ojciec Pio to najbardziej czczony po Papieżu człowiek we Włoszech. Jego kanonizacja dla wielu była jedynie usankcjonowaniem istniejącego od lat kultu, który niewątpliwie teraz stanie się jeszcze bardziej masowy. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 25 (2763), 23 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl