EWA SZUMAŃSKA

 

Mundial

Przetacza się przez świat falą podwyższonego ciśnienia, przykrywa inne wydarzenia, króluje w serwisach informacyjnych. Nawet ci, którzy w ogóle nie interesują się futbolem zaczynają o nim rozmawiać, śledzić wyniki, snuć własne prognozy.
Pamiętam Mundial, który odbywał się w okresie, kiedy u nas trwał właśnie stan wojenny. Razem z grupką przyjaciół oglądaliśmy wszystkie możliwe mecze, zanurzaliśmy się w luksus niemyślenia o tym, co wokół nas. Na dwie godziny znikał bezsens i poczucie krzywdy, tak jakby zażyło się mocny proszek i ból nagle ustał. Po odgwizdaniu końca meczu patrzyliśmy na siebie zdumieni i nie mogliśmy zrozumieć co nas obchodziła piłka wpadająca do bramki.
Tak jest właśnie (u nie-kibiców) z Mundialem. Absorbuje, wciąga, zmienia codzienność – kiedy trwa. Natychmiast po zakończeniu zapomina się o nim i nawet trochę człowiekowi głupio.


Rozmowa

Niedawno, w „Gościu Jedynki”, widziałam rozmowę z Andrzejem Olechowskim. Zapamiętałam ją, bo różniła się wyraźnie od większości tych krótkich audycji. Nie chodzi nawet o to, co zaproszony mówił, ale o to, jaki był. Na gościojedynkowym stołku nie siedział człowiek spięty, zjadany od wewnątrz przez różne ambicje, czy kompleksy, agresywny, nieżyczliwy, zaprzątnięty myślami: jak wypadnę? Ile mi to głosów przysporzy? Czy wystarczająco zdyskredytowałem przeciwnika?... Siedział wyluzowany, dobrze wychowany, bardzo sympatyczny pan. Nie prowadził walki z kimś, albo o coś – tylko po prostu rozmawiał.
Pomyślałam wtedy, jak to się dzieje, że niemal wszyscy nasi obecni politycy, niezależnie od kompetencji, inteligencji (czy jej braku) i reprezentowanej opcji – są tacy niesympatyczni?


Timor

Bez głośnych fanfar, wielkiego rozgłosu i fleszów setek dziennikarzy Timor Wschodni – jako 192 członek – dołączył do rodziny niepodległych państw świata. Dziwna to rodzina. Niezbyt się kochająca, pazerna, bezwzględna, ściśle hierarchiczna, często obłudna, często niesprawiedliwa.
Myślę, że Timor przeżywa teraz najpiękniejszy czas spełnionego marzenia. Czas dumy, uniesienia i optymizmu. Nie ma w nim miejsca na myślenie o trudach wolności, o biedzie, o złych sąsiadach, o tworzeniu się partii i partyjek, o walkach o władzę, o ułomnościach natury ludzkiej i o rozczarowaniu. Teraz wszystko wydaje się łatwe i możliwe.
Życzę małemu państewku, aby w pełni przeżyło swoje pięć minut szczęścia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 24 (2762), 16 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl