Ile tego mają?

MICHAŁ KOMAR

 

Prezes jednego z największych polskich przedsiębiorstw wyznaje na łamach „Gazety Wyborczej”: ,,Mamy w naszej firmie tysiąc nieruchomości. Kiedy pół roku temu zostałem prezesem, nie było osoby, która potrafiłaby dokładnie powiedzieć, ile tego jest. Wiele nieruchomości jest niby naszych, ale użytkowanych razem z naszym dawnym partnerem..”. Kłopot w tym, że przedsiębiorstwo, o którym mowa, zajmuje dominującą pozycję w newralgicznym sektorze gospodarki i obsługuje miliony klientów dziennie. Jego wejście na giełdę, za zgodą władz Rzeczypospolitej, przygotowywane było przez najsławniejsze firmy krajowe i zagraniczne, a prospekt emisyjny – zgodnie z prawem i dobrym obyczajem – uważnie sprawdzany. Teraz czytam, że „nie wiadomo dokładnie, ile tego jest”. 
Domyślam się, że specjalista od public relations doradzający Prezesowi chciał stworzyć w oczach czytelników wizerunek managera, który wreszcie wprowadza do firmy rozumne zasady gospodarowania, porządkuje, naprawia. Stąd zdanie, że jeszcze pół roku temu ,,nie było osoby, która potrafiłaby dokładnie powiedzieć...” Z tego powinno wynikać, że teraz – pod nowym zarządem – taka osoba już jest. A jest? Nie ma, skoro Prezes mówi: ,,...policzymy, ile tego mamy, wydzielimy ze struktury i przeprowadzimy analizę, co się bardziej opłaca”. A więc jeszcze nie policzyli?! Nadal nie wiedzą, ile tego mają? Przecież audytorzy musieli to opisać! Nie opisali? Opisali. A może źle opisali? Może nieprawdziwie? Kto zatem sprawdzi audytorów? Audytorze, audytuj się sam! – żartowano dawniej, ale po aferze Enrona mówi się już zupełnie inaczej. Na żarty zbrakło miejsca i ochoty. Proste? Niby proste. I już chciałoby się wydać babski jazgot ŕ la Lepper, gdyby nie fakt, że Prezes mówi prawdę. On rzeczywiście nie odpowiada za zamęt z nieruchomościami, a prospekt emisyjny przedstawiał problem w sposób rzetelny. Rzecz polegała (przed prywatyzacją oraz w jej trakcie) i polega nadal na podjęciu działań przez administrację państwową; tylko bowiem ona może oddzielić nieruchomości firmy od nieruchomości użytkowanych przez kogoś innego. A kiedy to się stanie? 
Ja przecież życzę prezesowi jak najlepiej. Co dzień korzystam z usług zarządzanej przezeń firmy i chciałbym, żeby kwitła, przynosiła dochody – mnie zaś, prostego klienta, traktowała przynajmniej lojalnie, jeśli nie przyjaźnie. Lojalność w naszych stosunkach powinna się przejawiać w przysyłaniu mi faktur zgodnych z realnym stanem rzeczy. Ale jak tu mówić o realnym stanie rzeczy, skoro nikt jeszcze ,,nie policzył, ile tego jest”? A czy mógł policzyć? No, nie mógł, bo nie wiadomo, co jest czyje. Znów byle jak! Tak jakby nie można było raz – a dobrze. A może nie można? Może jakieś fatum? Może jakieś złe moce? W połowie XX wieku krasnoludki sikały do mleka. A teraz – w XXI wieku – kto?

Michał Komar

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 24 (2762), 16 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl