Nr 24 (2762), 16 czerwca 2002

 

 

 

               

Konflikt indyjsko-pakistański

ARTUR KLIMASZEWSKI z pogranicza indyjsko-pakistańskiego
Indie są wielkie. I Pakistan też.

Cisza nie trwała długo: Hindusi i Pakistańczycy znowu gromadzą wojska wzdłuż liczącej półtora tysiąca kilometrów granicy, w obu krajach rozkręca się propaganda wojenna, a zabiegi dyplomatyczne świata, w tym Rosjan i Amerykanów, nie przynoszą efektu. A przecież kiedy w grudniu ubiegłego roku islamskie bojówki zaatakowały parlament w Delhi, Indie i Pakistan po raz kolejny stanęły na krawędzi wojny, tym razem atomowej, to dzięki zabiegom dyplomatycznym udało się zapobiec konfrontacji. Jak widać, na krótko. WIĘCEJ




Czy wybuchnie indyjsko-pakistańska wojna atomowa?

EDWARD N. LUTTWAK z Waszyngtonu
Bomba jedna, może dwie


Jeśli nie dojdzie do nagłego – i na razie mało prawdopodobnego – dyplomatycznego przełomu, Indie mogą rozpocząć wojnę z Pakistanem, której bezpośrednią przyczyną będzie ciągła infiltracja indyjskiej części Kaszmiru przez bojowników islamskich z Pakistanu. Już teraz każdego dnia ginie średnio trzech obywateli Indii i dwóch bojowników. A to może być dopiero wstęp do dużo poważniejszej liczby ofiar działań wojennych obu armii, stojących wzdłuż dzielącej Kaszmir „linii kontroli”. WIĘCEJ






16. czerwca Jan Paweł II kanonizuje ojca Pio


WOJCIECH KUDYBA
Mistyka i pop-kultura



Choć żył w ukryciu, stał się jedną z najbardziej znanych postaci współczesnego Kościoła. Jest bohaterem fotograficznych albumów, filmów, jego charakterystyczna sylwetka zdobi okładki tysięcy książek (których łączny nakład sięga dziś kilku milionów egzemplarzy), spogląda z obrazków, figur, pomników, bilboardów. Za niewielkie pieniądze można kupić breloczek do kluczy z wizerunkiem Padre Pio, kubek, talerzyk, nocną lampkę. Z roku na rok kapucyni z San Giovanni Rotondo coraz częściej musieli tłumaczyć ekipom dziennikarzy, że zbolały i zmęczony brat Pio nie jest hollywoodzką gwiazdą. Rozpalony wzrok tłumów mówił co innego. KUDYBA




ks. ADAM BONIECKI 

Bardzo ważny list biskupa Wojtyły


W listopadzie 1962 wikariusz kapitulny Krakowa bp Karol Wojtyła uczestniczył w pierwszej sesji II Soboru Watykańskiego. Tam dotarła do niego wiadomość o chorobie bliskiej współpracownicy w dziedzinie duszpasterstwa rodzin, dr Wandy Półtawskiej. Badanie wykazało obecność groźnego nowotworu. Operacja była przewidziana na 21 listopada. Istniała poważna obawa, że kilka miesięcy po niej nastąpią przerzuty. Wtedy biskup usiadł przy biurku i napisał do San Giovanni Rotondo, do Ojca Pio krótki list po łacinie. WIĘCEJ







Ewa Szumańska – podróżniczka, pisarka
i pani doktor z „Pamiętnika młodej lekarki” 


ANNA MATEJA
„Trochę się dziwię, ale nie bardzo”


  Postój w porcie, Singapur 1972 r.

Ma pamięć selektywną – nie pamięta rzeczy przykrych. O swoim życiu mówi, że było barwne i soczyste. „Zostałam obdarowana przyjaźniami, małżeństwem, działalnością rozmaitą. Wszystko przychodziło mi łatwiej niż powinno. Mam poczucie niezasłużonej szczęśliwości”. WIĘCEJ










WIARA



Czytajmy źródła! Obraz, jaki się z nich wyłania,
nigdy nie jest czarno-biały
recenzja książek:






Peregryn z Opola, „Kazania de tempore i de sanctis”,
red. nauk. ks. J. Wolny, przeł. J. Mrukówna,
wyd. Uniwersytet Opolski, Kraków–Opole 2001;








 „Księga inkwizycji. Podręcznik napisany przez Bernarda Gui”,
 wyd. P. Seifert, przeł. (z j. niemieckiego) J. Zychowicz,
  Wydawnictwo WAM, Kraków 2002.







Ks. Grzegorz Ryś
Kaznodzieja kontra inkwizytor?


Otrzymujemy dwa radykalnie różne obrazy Kościoła – napisane przez ludzi o podobnej formacji intelektualnej i duchowej, a nawet o bardzo podobnych biografiach. Być może właśnie to, czego uczą nas źródła, to przekonanie, że obydwa te obrazy są realne! (...) Wyłaniający się z ich lektury obraz świata jest zawsze wielokolorowy. (...) Historyk musi też pytać o proporcje: musi zapytać np., którego Kościoła było „więcej”? Czyje myślenie: Bernarda czy Peregryna znajdywało u współczesnych więcej zrozumienia? A jeszcze bardziej: przełożenia na język praktyki?! Zawsze jednak rzetelnie opisane życie – tak dziś, jak 700 lat temu, wymyka się jakimkolwiek schematom. WIĘCEJ


Autor jest historykiem Kościoła, wykładowcą w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Ostatnio opublikował w wydawnictwie Znak książkę pt. „Celibat”.





Po cóż iść na Mszę, jeśli sąsiadowi
powodzi się tak samo dobrze, a on nie chodzi?
– recenzja książki Charlesa Taylora, „Oblicza religii dzisiaj”, przeł. Adam Lipszyc, str. 91, wyd. Znak, Kraków 2002.

Stanisław Obirek SJ
Wiara i niewiara są sobie potrzebne

Kilka, mimochodem jakby rzuconych, myśli zasługuje na uwagę, a już na pewno ostrzeżenie przed retorycznym ekscesem domaga się głębokiego przemyślenia: „(...) odczucie podległości i ucisku narodu, wartości cierpienia i walki są ściśle splecione z religijną wiarą i przynależnością do grupy religijnej – może nawet dochodzić do takich retorycznych ekscesów, jak przedstawianie Polski jako »Chrystusa narodów«. W rezultacie pojawia się to, co nazywam tu efektem »neodurkheimowskim«, kiedy to poczucie przynależności do grupy i poczucie tożsamości wyznaniowej stapiają się ze sobą, a moralne zagadnienia zbiorowej historii coraz częściej ujmowane są w kategoriach religijnych”. WIĘCEJ










KRAJ I ŚWIAT



SLD zapowiadał w programie „potanienie państwa, zmniejszenie administracji oraz likwidację parabudżetów”. Z zapowiedziami było łatwo. Nieco gorzej z realizacją.

 

Michał Zieliński
Cała para na parabudżety



Czy jednak w parabudżetach pieniędzy się nie marnotrawi? Oczywiście, że marnotrawi. Ale to wcale nie znaczy, że są niepotrzebne. Przecież, w wolnych chwilach, mogą robić także coś potrzebnego. Aby udowodnić, iż są zbędne, należałoby wykazać, że inne organy administracji będą to robić lepiej i marnotrawić mniej. Pierwsze jest dość trudne. Drugie niemożliwe. Nie jest bowiem tak, że premier Miller (czy jakikolwiek jego minister) dojeżdża do pracy tramwajem i urzęduje w dziurawym barakowozie postawionym na podwórku dawnych koszar przy Alejach Ujazdowskich. WIĘCEJ

























Według statystyk wszystkie dzieci z prowincji uczą się języka obcego, najczęściej angielskiego. Ale czy się nauczą?



Przemysław Wilczyński
Nauczyciel na jeden dzień


W 1999 r. tylko połowa szkół publicznych miała obsadzone etaty dla anglistów. Część luk zapełniono, zastępując angielski innym językiem. Czasem nauczyciele angielskiego byli zatrudniani przez kilka szkół; bywało, że jeden uczył 50 godzin tygodniowo. (...) Problemy z „wiejskimi” anglistami wykorzystały tzw. firmy językowe. Zasada ich funkcjonowania jest prosta: gmina, która ma kłopoty z anglistami, ogłasza przetarg na nauczanie angielskiego w szkołach na jej terenie. Prywatna firma, która przetarg wygra, podpisuje umowy z dyrektorami.

WIĘCEJ







Żydzi i europejski wiek XX
Zapis dyskusji zorganizowanej w Warszawie przez Fundację Stefana Batorego i „Tygodnik Powszechny”.
Pełny tekst jest dostępny na stronie www.batory.org.pl/forum


Marek Edelman Jeszcze niedawno w Polsce nie było radykalnych ruchów. Dzisiaj jest Lepper, radiostacja księdza Rydzyka. Są tolerowane. Kilka dni temu w Niemczech odbył się marsz postnazistowski za zezwoleniem sądu. We Francji niszczono cmentarze żydowskie. Tylko że później odbyła się wielka demonstracja z prezydentem Mitterrandem na czele. To jest odpowiednia reakcja. Bo problemem nie jest istnienie w społeczeństwach europejskich pojedynczych Żydów. Oni muszą się stać równoprawnymi obywatelami. Jeżeli demokracja będzie wybiórcza, nie będzie wspólnej Europy, nie będzie wolności. A jak nie będzie wolności, to będą nowe morderstwa. WIĘCEJ

Uczestnikami dyskusji byli:

Shlomo Avineri, Władysław Bartoszewski, Dan Diner,
Marek Edelman, Konstanty Gebert, Aleksander Smolar,
Fritz Stern




W rosyjskich salonach politycznych modne są ostatnio donośnie brzmiące trąby, które z jednej strony zapewniają o przełomie w stosunkach z Zachodem i opiewają sukcesy umiłowanego przywódcy, a z drugiej skutecznie zagłuszają głosy niezadowolenia części klasy politycznej i sfrustrowanego społeczeństwa. 

Andrzej Łukowski z Moskwy
Doktor Jekyll i gospodin Hyde


Duża część opinii publicznej uważa otwarcie Władimira Putina na Zachód za przejaw uległości i dalszy ciąg zapoczątkowanej w latach 90. wyprzedaży rosyjskiego majątku, dumy narodowej i prestiżu. Po ulukrowanym szczycie Rosja–USA i koneserskim spotkaniu z przywódcami państw NATO, rosyjskie serca zabiły mocniej dopiero podczas potyczki z Unią Europejską, kiedy to prezydent Rosji pokazał pazur drapieżnika. Wypowiedziane przezeń w kategorycznym tonie żądania specjalnych praw dla mieszkańców obwodu kaliningradzkiego zyskały aplauz społeczeństwa. Skąd ta nagła przemiana w postawie rosyjskiego przywódcy, który wpierw głosi hasła jedności z cywilizacją Zachodu, a tydzień później sięga do środków rodem z sowieckiej tradycji dyplomatycznej? WIĘCEJ




 

W hierarchii ważności amerykańskich wyborców polityka zagraniczna znajdowała się dotąd dopiero na 20 miejscu. Ostatnio jednak Amerykanie zaczynają uczyć się świata.

Rafał Geremek z Pittsburgha (USA)
Amerykanin uczy się świata


Amerykanie lubią mówić, że jak już coś robią, to naprawdę dobrze. Po rozprawie z terroryzmem powinien przyjść czas na autentyczne zbliżenie ze światem. Ameryka ma przecież także inną, daleką od izolacjonizmu tradycję. To właśnie w Stanach Zjednoczonych w czasach Kennedy’ego zorganizowano Korpus Pokoju, organizację złożoną z młodych wolontariuszy, która niesie pomoc ludziom na całym świecie. Wolontariusze ciężko pracują za równowartość miesięcznej pensji w kraju, w którym akurat przebywają. Można ich spotkać na bezdrożach Afryki, Azji, państw latynoskich, w biedniejszych krajach Europy. Ci ludzie dobrze wiedzą, po co tam pojechali. WIĘCEJ










KULTURA



Z Ewą Lipską rozmawia Barbara Gruszka-Zych
„Myślenie o śmierci daje miłość życia”


Na ile sztuka może być dla człowieka ocaleniem?
– Nie stawiałabym tak tego pytania... Wszystko zależy od człowieka i jego osobistych potrzeb. Nie można tego uogólniać. I co w tym kontekście znaczy słowo „ocalenie”? Czy nie brzmi to przypadkiem zbyt patetycznie? Sztuka pozwala na głębsze zrozumienie świata, prowokuje nas do rozmyślań nad sensem istnienia, wzbogaca nas, uczy tolerancji i tak dalej, i tak dalej... Ale równocześnie może być całkowicie inaczej, bo przecież wszystko zależy od tego, z jaką sztuką mamy do czynienia, prawda? WIĘCEJ


EWA LIPSKA jest autorką kilkunastu tomów poetyckich („Wiersze” – 1967, „Drugi zbiór wierszy” – 1970, „Trzeci zbiór wierszy” – 1972, „Czwarty zbiór wierszy” – 1974, „Piąty zbiór wierszy” – 1978”, „Żywa śmierć” – 1979, „Nie o śmierć tutaj chodzi, lecz o biały kordonek” – 1982, „Przechowalnia ciemności” – 1985, „Strefa ograniczonego postoju” – 1990, „Stypendyści czasu” – 1994, „Ludzie dla początkujących” – 1996, „1999” – 2000), laureatką nagród Kościelskich, Fundacji Jurzykowskiego i polskiego PEN Clubu. W latach 90. mieszkała w Wiedniu, była dyrektorem Instytutu Polskiego. W ubiegłym roku nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się jej nowy zbiór „Sklepy zoologiczne”, który wraz z poprzednim („1999”) składa się na olśniewającą mistrzostwem poetyckiego skrótu diagnozę naszej cywilizacji na przełomie tysiącleci.





O prozie Henryka Grynberga

Marek Zaleski
Mowa traumy


„Doświadczenie ocaleńca nie jest metaforą, jego los nie jest emblematem, ale przykładem”, powiada badacz literatury Zagłady. Dostarczane z książki na książkę cudze relacje, właśnie przez swoje przyrastanie zdają się zaprzeczać możliwości jakiejś wspólnej figury sensu: każde życie i każda śmierć są jedyne w swoim rodzaju. Zapisywanie kolejnych poddaje w wątpliwość możliwość istnienia jakiejś zasady, prawidłowości, wzoru i uchyla zasadę anonimowości rządzącej losem ofiar „masowej” śmierci. WIĘCEJ


HENRYK GRYNBERG (1936) pochodzi z rodziny żydowskiej osiadłej na wschodnim Mazowszu. Podczas wojny ukrywał się wraz z matką na Podlasiu i w Warszawie, ojciec, który pozostał w rodzinnej okolicy, zginął z rąk miejscowych chłopów. Po wojnie Grynberg mieszkał w Łodzi, od 1959 roku był aktorem Państwowego Teatru Żydowskiego w Warszawie. W 1963 r. wydał pierwszą książkę – tom opowiadań „Ekipa »Antygona«”. W grudniu 1967, podczas tournée teatru w USA, poprosił o azyl. Pracował w Głosie Ameryki, publikował w czasopismach emigracyjnych, a od lat 80. – ponownie w kraju; mieszka w McLean. Jest laureatem nagrody Kościelskich, nagrody Fundacji Jurzykowskiego i nagrody im. St. Vincenza.
Wydał m. in. powieści „Żydowska wojna” (1965), „Zwycięstwo” (1969), „Życie ideologiczne” (1975), „Życie osobiste” (1979), „ Życie codzienne i artystyczne” (1989), „Kadisz” (1987), „Dziedzictwo” (1993 – w oparciu o dialogi filmu dokumentalnego „Miejsce urodzenia” w reż. Pawła Łozińskiego), zbiory opowiadań „Szkice rodzinne” (1990) i „Drohobycz, Drohobycz” (1997), dramat „Kronika” (1987), zbiór esejów „Prawda nieartystyczna” (1984) i szereg tomów wierszy (m. in. „Święto kamieni” – 1964, „Antynostalgia” – 1971, „Po zmartwychwstaniu” – 1982, „Rysuję w pamięci” – 1995). Ostatnio ukazały się: „Memorbuch” (2000, nominacja do nagrody Nike), poprawione wznowienie dylogii „Żydowska wojna” i „Zwycięstwo” (2001) oraz opowieść „Szmuglerzy” (2001) napisana w oparciu o wspomnienia Jana Kostańskiego.





Roman Polański: filmy jako autobiografia?

Grażyna Stachówna
Powrót do początku

Polański od lat z uporem powtarza zapewnienia, że jego filmy wolne są od wpływów biograficznych, że gdy je realizuje, tylko się bawi, że wcale nie mówi o sobie. Ale istnieje także legenda biograficzna Polańskiego, powszechnie znana, bo wyjątkowo nagłośniona w mediach, oraz trudne do zlekceważenia przeświadczenie odbiorców, że w filmach Polańskiego istnieją wyraźne odniesienia do jego życia prywatnego. Istnieje też naukowe zaplecze w postaci psychologicznych analiz twórczości wielu artystów, pozwalające stwierdzić, że do ich dzieł przenikają – często wbrew świadomej woli autorów – mniej czy bardziej przekształcone elementy autentycznych biografii. WIĘCEJ







O wierszach Anny Frajlich

Piotr Śliwiński
Sztuka utrzymywania równowagi



Jej smutek jest pogodny, co być może stanowi zasługę skromności, poczucia proporcji i realizmu. „Ja” zwierzające się w wierszach nie jest zaborcze, lub nazbyt egocentryczne, raczej powściągliwe i zdystansowane, również w stosunku do samego siebie. Poetycka pobudliwość jest tu odpowiedzią na impuls, „szelest sukni, dźwięk słów, grymas”, nie zaś ciągłym polowaniem na artystyczny efekt. Wypatrywanie chwil minionych nie przekreśla umiejętności rozpoznawania urody chwil obecnych („I w deszczu lubię / nowojorską wiosnę”) i okazywania zaciekawienia temu, co rozciąga się wokół – na co dowodem piękne wiersze „Wielkanoc w Nowym Jorku” czy „Nowa Anglia”. W ogóle warto zauważyć ten pierwiastek dodatni, jasny, występujący w wielu wierszach z dobrym, wzbogacającym je skutkiem, a także – nie znajduję lepszego słowa – takt, z jakim autorka obnosi swą intymność. Żadnego epatowania rozpaczą, przemawiania głosem puszczyka, popisywania się formalną inwencją, gdyż poezja przede wszystkim winna pomóc w utrzymaniu delikatnej równowagi miedzy światłem i cieniem, rezygnacją i nadzieją. WIĘCEJ





 

FELIETONY





JÓZEFA HENNELOWA – Trochę
zapałek

EWA SZUMAŃSKA – Mundial; Rozmowa; Timor
 

ANDRZEJ DOBOSZ – Słowa jak dawniej, sensy całkiem nowe


MARCIN KRÓL – Warto wiedzieć, z kim się robi interesy?

JACEK PODSIADŁO – O poszukiwaniu ojca

MICHAŁ KOMAR – Ile tego mają? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 24 (2762), 16 czerwca 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia



Kronika religijna

 

Medytacja Biblijna

 

Ks. Mieczysław Maliński

 

Liturgiczne czytania tygodnia


Dwanaście koszy ułomków


Kobiety w Biblii


Komentarze

 

Przegląd prasy krajowej

 

Przegląd prasy zagranicznej

 

 

Notatki

 

Wśród książek

 

 

Listy 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl