Votum separatum

Trochę zapałek

JÓZEFA HENNELOWA



Dopiero co chciałam napisać tekścik pt. „Szkoda”, który odnosiłby się do zniknięcia serwisu „Wydarzenia” w wieczornej telewizji Puls. Ale nie zdążyłam, gdyż zamiast uroczyście pożegnanych „Wydarzeń” zaczął ukazywać się inny serwis informacyjny, pod innym tytułem, z innym prezenterem, nieco tylko krótszy. Więc co to było? Pretekst do pozbycia się paru osób (zresztą znakomitych)? Zmiana linii? 
Krótszy czas powinien skłaniać do kondensacji – więcej zmieścić, to wybrać inną formę komunikowania. Ale „Serwis Pulsu” dalej preferuje długie kawałki, koniecznie z komentarzem. Często ideologicznym. Tak przypomniano na przykład dziesięciolecie „nocy teczek”, ale komentatorem był jedynie autor tamtych wydarzeń, więc siłą rzeczy nie mogło być ani słowa o nieodpowiedzialności oskarżeń pod adresem dwóch najważniejszych w państwie osób – prezydenta Wałęsy i marszałka Chrzanowskiego, ani o krzywdzie tylu ludzi oplutych wówczas niewinnie. Zresztą obie niedawne rocznice (bo także trzynastolecie wyborów z ’89 roku) nikomu nie przysporzyły chęci do bilansów związanych z rachunkiem sumienia: ile zaprzepaszczonych możliwości, ile kłótni i podziałów, ile destrukcji zamiast popychania naprzód, ile marnowania czasu na frazesy, wykrzykniki i pustosłowie. Zawsze właściwie byliśmy w tym trzynastoleciu przed jakimiś wyborami, więc zamiast uczyć się na błędach (ale ktoś wtedy musi je nazwać!) zawsze jesteśmy pod presją takiej czy innej propagandy sukcesu własnego i niszczenia rywali.
Piszę te linijki w dniu nowej „zadymy” Samoobrony (wysypanie zboża na dworcu towarowym w Warszawie, przepychanka z policją, rękoczyny w Sejmie, nie mówiąc już o kłótni posłów przed kamerami TVN). I raz jeszcze zastanawiam się nad rolą słowa publicznego i publicznej informacji adresowanej do milionów. Jeśli informator poświęca awanturze sporo uwagi, kierując ją głównie na zachowanie i słowa lidera Samoobrony, to czasem wygląda to tak, jakby chciał wydobyć całą ich doniosłość. Każde zbliżenie twarzy, każdy frazes wygłaszany przez „bohatera” awantury, a nie streszczany ustami informatora – to jest przecież budowanie i wzmacnianie jego racji. A gdzie propozycja przyjrzenia się przyczynom, gdzie jakiekolwiek wyjaśnienie złożoności problemu, ot, choćby nieuchronnego powiązania importu z eksportem w umowach? Jakie skutki może mieć taki serwis, poza podgrzaniem nastrojów i tak już gotowych do rozhuśtania? Czy ktokolwiek lepiej zrozumie po nim cokolwiek ze spraw publicznych, czy tylko zwiększy narzekanie i wściekłość?
Coraz częściej myślę, że nie można przecenić odpowiedzialności dziennikarskiej w tym naszym czasie coraz trudniejszym. Głęboko martwią artykuły pełne zajadłości i nawet nienawiści do siebie – a kiedy ukazują się pod szyldem katolickim, ba, nawet i kościelnym czasem, wydają mi się igraniem z ogniem, tuż obok materiałów łatwopalnych. Myślę również z troską, że dzisiaj nawet kaznodzieje zaniepokoić się powinni, gdy ich kazania są kwitowane oklaskami – bo już od dawna ludzie gotowi są raczej klaskać przeciw niż w imię jakichś głębokich wartości, za które gotowi byliby oddać cały swój trud i zapał.


Józefa Hennelowa

PS. Panu ministrowi od BOR-u należą się szczere gratulacje za zlikwidowanie ochrony osobistej dla rzecznika interesu publicznego, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej i prezesa NBP. Jaka elegancka represja i ile dobrego przyniesie... J.H.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 24 (2762), 16 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl