Umiał czytać ludzkie doświadczenie

Z ks. Józefem Tischnerem rozmawiała Anna Karoń-Ostrowska




ANNA KAROŃ-OSTROWSKA: – Czy spotkanie z Antonim Kępińskim było dla Księdza spotkaniem z mistrzem?
KS. JÓZEF TISCHNER: – Na pewno tak, chociaż jako człowieka znałem go krótko. Była to znajomość trochę podobna do tej, jaką miałem z profesorem Krzysztofem Maurinem, matematykiem z Warszawy. Widzieliśmy się może trzy, cztery razy w życiu, ale były to tak znakomite rozmowy, że stwierdziliśmy, iż już więcej nie musimy się spotykać, bo to nam wystarczy, a boimy się, że mogłoby się zepsuć to, co jest.
– Jaki był Kępiński jako człowiek?
– Niesłychanie prosty, otwarty, z ogromną dozą autoironii, dystansu do siebie i świata. Zapraszał mnie na wykłady do Towarzystwa Psychiatrycznego. Mało im wtedy mogłem dać, bo był to dopiero początek mojego zainteresowania psychiatrią, więc mówiłem im o filozofii. Bardzo byłem przejęty, kiedy na jednym z moich wykładów zobaczyłem profesor Dąmbską; gęsto się wtedy tłumaczyłem, że mówię im takie banalne rzeczy. Ale oni potrzebowali tego rodzaju syntezy. Wartość filozofii w takich przypadkach polega na tym, że proponuje jakiś porządek. 
Kiedy Kępiński umarł, zaczęto wydawać jego książki. „Znak”, a ściślej mówiąc pani Hanna Malewska zainspirowała mnie do tego, żeby zacząć o nich pisać. Próbowałem konfrontować wtedy Kępińskiego z Freudem i z Heideggerem.
– Że z Freudem, to rozumiem, ale co miał do tego Heidegger?
– U Heideggera jest bardzo interesująca analiza lęku i strachu, ale kiedy przeczytałem „Lęk” Kępińskiego, byłem zafascynowany: Heidegger wyróżnił dwa rodzaje lęku, a Kępiński chyba z pięćdziesiąt! Wtedy pomyślałem: jak ten facet umie czytać ludzkie doświadczenie! I zrozumiałem, że można robić filozofię człowieka, opierając się na doświadczeniu, na tym ogromie konkretnej wiedzy o człowieku, którą miał Kępiński. 
Pomysł tworzenia w taki sposób filozofii bardzo mnie pociągał. Kępiński wiedzę o człowieku systematyzował poprzez teorię metabolizmu – wydawało mi się to o wiele sensowniejsze niż mechanistyczna w gruncie rzeczy teoria Freuda. U Freuda zawsze widziałem mentalność hydraulika: człowiek u niego jest jak kocioł, w którym jest woda, jest ciśnienie, jest parcie... Natomiast u Kępińskiego było miejsce i na teorię informacji, i na samowiedzę, wiedzę, autokontrolę, a do tego ogromna wrażliwość na duchowość, na wewnętrzne życie człowieka. Miałem poczucie, że to jest wspaniały materiał na wielką polską filozofię człowieka: pisaną po polsku, uwzględniającą polskie doświadczenia, pełną nadziei, pozbawioną mroczności tak charakterystycznej dla niemieckiej filozofii człowieka, np. dla Heideggera właśnie. Do dzisiaj sądzę, że myśl Kępińskiego nie została doceniona i wykorzystana przez filozofów.
Nie można jednak zapominać, że Kępiński był psychiatrą, a nie filozofem – inaczej wykorzystywał doświadczenie. A tak ŕ propos: czy w filozofii człowieka robionej przez Tischnera jest więcej teorii czy praktyki?
– Ucieczki od praktyki w stronę teorii.
I dlatego tak zafascynował Księdza Kępiński? Bo dał Księdzu do ręki konkret i Ksiądz mu uwierzył?
– Trudno mu było nie wierzyć. Jego opisy były fenomenologiczne: wprowadzał w doświadczenia, których nie wymyślał.
Pamiętam, jak Ksiądz opowiadał o swoich ostatnich spotkaniach z Kępińskim. Bał się Ksiądz przyjść do niego do szpitala, ale w końcu się odważył i Kępiński, widząc Księdza, sam rozładował sytuację mówiąc: „Józiu, jaką Ty masz terapeutyczną gębę!”.
– Bałem się przyjść, bo wcześniej, zanim Kępiński zachorował, wypiliśmy bruderszaft na jakimś przyjęciu po doktoracie. On był dużo starszy ode mnie i był kierownikiem kliniki, a jak piliśmy ten bruderszaft byliśmy już trochę na bańce i nie wiedziałem, czy to się liczy, czy nie i unikałem mówienia do niego na „ty”. Właśnie dlatego z pewnym opóźnieniem przyszedłem do szpitala. Najlepsze było to, że mu wtedy powiedziałem, dlaczego tak zwlekałem z odwiedzinami. To było śmieszne: on tu prawie umiera, a ja mam taki „poważny” problem. Bardzo się tym faktem rozbawił.
– Co ostatecznie dała Księdzu psychiatria, czy coś wniosła do Księdza filozofii?
– Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Jedno jest pewne – zacząłem uwzględniać tę rzeczywistość, a ani Husserl, ani Heidegger jej nie uwzględniali. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 23 (2761), 9 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl