Dwugłos o prawosławiu i ekumenizmie


Ekumeniści – porzućcie wszelką nadzieję

Andrzej de Lazari




Nie tak dawno w „autorytatywnych” słownikach języka rosyjskiego słowo „prostonarodje” było określane jako „przestarzałe” z prostej niby przyczyny: walka klas w Kraju Rad się zakończyła – więc społeczeństwo radzieckie nie mogło dzielić się (jak w rzeczywistości burżuazyjnej) na „naród” i „naród prosty” (czyli „lud”). Istniał jakoby jeden niepodzielny „naród radziecki” jako swoista „ekklesia” (czyli zgromadzenie obywateli jednej społeczności). Że był to teoretyczny absurd, w Polsce nie muszę chyba udowadniać. W Rosji sprawa jest bardziej skomplikowana. Oto Gienadij Ziuganow, przywódca komunistów, twierdzi, że „soborowość jest fundamentalną wartością światopoglądu rosyjskiego” i że KPZR „był swego rodzaju Soborem”. Do problemu „soborowości” za chwilę wrócę, gdyż jest on – jak by nie wydawało się to paradoksalne po słowach Ziuganowa – ściśle związany z „ekklesią”.
Powyższa myśl nasunęła mi się po przeczytaniu listu księdza Bogdana Pańczaka „Kościół, cerkiew, ekklesia” („TP”, nr 11/2002), w którym, powołując się na moją recenzję książki Grzegorza Przebindy „Większa Europa. Papież wobec Rosji i Ukrainy”, namawia, „by na początku XXI w. nie wracano w Polsce do określeń, które według autorytatywnego źródła – Encyklopedii Katolickiej – należą do odległej przeszłości”. Tak to już jest, że nieporozumienia, a w ślad za tym konflikty, najczęściej rodzą się ze słów.
Zacznijmy więc od wyjaśniania pojęć. Mój łódzki przyjaciel ma światopogląd ekumeniczny. Postanowił więc z myślą o swych dzieciach w jednej ze szkół stworzyć klasę, w której zamiast normalnej lekcji religii byłaby lekcja „wieloreligijna”. Poprawniej politycznie należałoby powiedzieć – wielokulturowa. On jednak uparł się, gdyż wyobraził sobie, że lekcje w tej klasie poprowadzą spolegliwie duchowni różnych wyznań; mało tego – że namówią swych parafian do zapisywania dzieci do tej klasy. Argument teoretycznie był niezwykle prosty – przecież Kościół jest Jeden. To tylko ludzie spierają i dzielą się.

Katolicki czyli powszechny

Myślę, że z tym argumentem zgodzi się i ksiądz Bogdan. A czy zgodzi się, gdy – zamiast Rosyjska Cerkiew Prawosławna – powiem Rosyjski Kościół Katolicki? Wątpię. A przecież właśnie tak należałoby przetłumaczyć pojęcie „Russkaja Sobornaja Cerkow’”, jak określają swój Kościół wyznawcy prawosławnego chrześcijaństwa w Rosji. Gdy wyjaśniam studentom, co oznacza pojęcie „sobornyj”, zwykle najpierw pytam, co oznacza słowo „katolicki”. Reguła – nie kojarzą, bo trudno przypuszczać, iż nie wiedzą, że „powszechny”. Zdecydowanie nie wiedzą natomiast, że wszyscy chrześcijanie – katolicy, protestanci, prawosławni – wierzą w jeden Kościół Powszechny (w oryginale greckim – „katholikos”, co nie oznacza przecież – rzymski).
„Kościół jest powszechny, ponieważ jest w nim obecny Chrystus [...] Kościół jest powszechny, ponieważ został posłany przez Chrystusa do całego rodzaju ludzkiego [...] Do tej katolickiej jedności Ludu Bożego... powołani są wszyscy ludzie... należą lub są jej przyporządkowani zarówno wierni katolicy, jak inni wierzący w Chrystusa, jak wreszcie wszyscy w ogóle ludzie, z łaski Bożej powołani do zbawienia” (Katechizm Kościoła Katolickiego).
„Powszechność” przekracza tu wszelkie granice zewnętrzne, w tym konfesjonalne i w pełni pokrywa się z „katolickością Kościoła”, w interpretacji np. prawosławnego teologa Paula Evdokimowa: „wyraża całość, ale nie geograficzną, poziomą czy ilościową, lecz pionową i jakościową, przeciwną wszelkiemu dzieleniu dogmatu”. Trudno powiedzieć, na ile takie pojmowanie „powszechności” przyjęło się wśród wiernych. Chrześcijanin z Zachodu, głosząc wiarę w Kościół Powszechny, Eglise catholique, Catholic Church, Katolische Kirche, z reguły pomyśli raczej o Kościele mającym swe centrum w Rzymie lub – w najlepszym razie – o Kościele chrześcijańskim w aspekcie czasoprzestrzennym. Chrześcijanin ze Wschodu łatwiej może wyobrazić sobie pozaczasową i pozaprzestrzenną „powszechność”, gdyż nie posiada centrum, Papieża. „Soborowość” w Kościele, jak ją widział np. Aleksy Chomiakow, nie zawiera w sobie ani aspektu geograficznego, ani etnograficznego, ani historycznego – jest wartością, „jakością”, dogmatem, jako „wolna jedność w miłości” chrześcijańskiej, i jako taka nie daje się przenieść do życia świeckiego, empirycznego (co próbowali zrobić np. komuniści). Dla Sergiusza Bułhakowa „jedność w poglądach tworzy sektę, szkołę, partię, która może być wspaniale zjednoczona, a mimo wszystko będzie tak samo daleka od »soborowości«, jak i wojsko dowodzone przez jedną władzę i jedną wolę”, gdyż „soborowość” jest „jednością w miłości”, a nie „jednością w poglądach”. 
Wiedząc już, czym jest „powszechność” w Kościele, miejmy jednocześnie świadomość, jak Wiaczesław Iwanow, że jest ona „zadaniem”, dążeniem, które nigdy jeszcze nie urzeczywistniło się na ziemi i której – jak Boga – nie można odnaleźć tu albo tam. 

Prawo łaski

Pierwsze wnioski? Tak Kościół, jak i jego Powszechność, pozostają jedynie marzycielskim dążeniem, gdyż każdy chciałby, aby urzeczywistniać właśnie jego „powszechność”. Są jednak wyjątki – jak Jan Paweł II, modlący się w cerkwi i synagodze, ale także jak moi przyjaciele – franciszkanin Ojciec Fabian i pastor Semko – którzy, udzielając wspólnie ślubu naszym dzieciom, przyjęli od nowożeńców obietnicę, że wychowają potomstwo, którym ich Bóg obdarzy, „po chrześcijańsku” (nie „po katolicku”, jak wymagają tego autorytatywne księgi i urzędy), lub jak ten sam pastor oraz prawosławny arcybiskup Szymon, którzy wspólnie pochowali moją matkę (nigdy nie potrafiła jednoznacznie określić swojej partykularnej przynależności – była po prostu chrześcijanką, ochrzczoną w obrządku prawosławnym, lecz modlącą się najczęściej u reformowanych ewangelików). Jakie ja miałem szczęście, że obaj postąpili wedle prawa wewnętrznego – Łaski. A jak nieszczęśliwa była rodzina profesora Deca, gdy instytucja kościelna odmówiła jej Łaski i pogrzebu, powołując się na zewnętrzne Prawo kanoniczne.
Skoro Kościół Powszechny jest tylko marzeniem (lub ideą poza skłóconą ludzką rzeczywistością), określanie Kościołów partykularnych mianem „katolickie” jest na swój sposób nielogiczne: skoro „rosyjski” – to nie „powszechny”, skoro „rzymski” – to także nie „powszechny” itd. Żaden z Kościołów jednak nie może przecież zrezygnować ze swojej Powszechności – zakwestionowałby swe istnienie.
Ksiądz Bogdan Pańczak zwraca uwagę dziennikarzom, że nie powinni mówić o „diecezjach katolickich” w Rosji, a o „diecezjach rzymskokatolickich”, gdyż Kościoły Wschodnie także są Katolickie. Niewątpliwie dla poprawności politycznej należy się z nim zgodzić, ale w takim razie Encyklopedia Katolicka, do której się odwołuje, powinna być Encyklopedią Rzymskokatolicką lub Encyklopedią powszechną w świeckim znaczeniu tego słowa, gdyż inaczej jej tytuł brzmi aż nazbyt autorytatywnie.
Rosjanie są zdecydowanie mniej poprawni politycznie. O ile w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary „Dominus Iesus” przypomina się o „konieczności Kościoła w porządku zbawienia” oraz że Kościół Chrystusowy „nadal istnieje w pełni jedynie w Kościele katolickim” (co przy bardzo naciąganej interpretacji może oznaczać, że istnieje On również w rosyjskim i innych Kościołach, oraz, że wierni tych Kościołów także zostaną zbawieni), o tyle prawosławie rosyjskie jednoznacznie naucza, że nie ma zbawienia poza prawosławiem. Dla wielu prawosławnych katolicyzm (rzymski) jest sektą i katolicy szans na zbawienie nie mają. Niektórzy w swym zacietrzewieniu posuwają się jeszcze dalej – Jan Paweł II jest dla nich masonem i zwiastunem Antychrysta. Podczas wizyty Jana Pawła II na Ukrainie polskie media unikały pokazywania i cytowania transparentów: „Prawosławie albo śmierć”, „Nadchodzi zwiastun Antychrysta” itp. Oczywiście i w Polsce znajdziemy katolików, dla których prawosławie to „schizmatyckie wyznanie greckie, chrześcijan odłączonych od Rzymu”, „heretyków” (A. Małaszewski, „Ekumenizm wobec ortodoksyjności”, „Zawsze Wierni” 1999, nr 28) – i mało liczy się tu autorytet i słowa Jana Pawła II: „Jeśli bowiem wierzymy, że czcigodna i starożytna tradycja Kościołów Wschodnich stanowi integralną część dziedzictwa Kościoła Chrystusowego, to katolicy powinni przede wszystkim ją poznawać, by móc się nią karmić i przyczyniać się – każdy na miarę swoich sił – do budowania jedności” („Orientale Lumen”).

Świat się zmienia – nienawiść pozostaje

Tak więc wiemy już, że Kościół jest Jeden. Wiemy także, że wszyscy chrześcijanie marzą, by był Jeden. By po ludzku zdążać do urzeczywistnienia tego marzenia, ponad 330 Kościołów ze 120 krajów ze wszystkich kontynentów utworzyło Ekumeniczną Radę Kościołów, zwaną też Światową Radą Kościołów z sekretariatem w Genewie. Są tam nieomal wszyscy (łącznie z Cerkwią moskiewskiego patriarchatu), prócz Kościoła rzymskokatolickiego, który ma własną koncepcję ekumenizmu – z prymatem Rzymu jako Matki i powrotem zbłąkanych Córek. Z drugiej jednak strony już sama liczba 330 świadczy o tym, że do jedności coraz dalej. 
Czyż mało jest na świecie takich „uczonych”, jak popularny w rosyjskich kręgach nacjonalistycznych pisarz Oleg Płatonow, który pod koniec stycznia w Moskwie na międzynarodowej konferencji antyglobalistycznej poinformował o istnieniu żydo-masońskiej Organizacji Zjednoczonych Religii. Organizacja ta powstała jakoby przy aktywnym poparciu Michaiła Gorbaczowa i jego Fundacji po upadku ZSRR, gdyż wcześniej Kraj Rad skutecznie zagradzał drogę do globalizacji. Teraz katolicyzm zawarł unię z masonerią i judaizmem, zaś „Jan Paweł II stał się pierwszym masońskim papieżem i towarzyszem rabinów żydowskich”. Oczywiście „Organizacja Zjednoczonych Religii ma przede wszystkim za zadanie zniszczenie Prawosławia – jedynej religii chrześcijańskiej, przechowującej czystość Przykazań Chrystusowych i aktywnie walczącej z żydo-masońską cywilizacją Zachodu”. Konferencję zorganizowało prestiżowe wydawnictwo Encyklopedia Cywilizacji Rosyjskiej, sfinansowało zaś amerykańskie „rewizjonistyczne” czasopismo „Barnes Review”. Oprócz Olega Płatonowa wystąpił na niej z ostrą krytyką Zachodu i globalizmu Aleksander Zinowjew (autor „Homo sovieticusa”); Borislaw Miloszewicz (brat Slobodana i były ambasador w Moskwie) mówił o planach zniszczenia Jugosławii i prawosławia; Wolen Siderow z Bułgarii potraktował globalizację jako „ostatni etap zniszczenia prawosławnego Wschodu”; szwajcarski „uczony” Jurgen Graf wsparł naszego dr. Dariusza Ratajczaka i „obalił mit o holokauście” itd. Ponieważ konferencja odbywała się w „Akademii Humanistyczno-Społecznej”, otworzył ją jej Rektor – były szef Wyższej Szkoły Komsomolskiej, obecnie przewodniczący Rady prywatnych szkół moskiewskich. Świat się zmienia – nienawiść pozostaje. 
Łatwo dostrzec, że na początku XXI wieku wiele pojęć trzeba wstawiać w cudzysłowy, gdyż inaczej nieporozumień może być bez liku. Na czele „Akademii Humanistyczno-Społecznej” stoi narodowy socjalista, na czele „Liberalno-Demokratycznej” Partii – to samo. W Polsce nie jest dużo lepiej – wystarczy przykład nieparlamentarnego Sejmu. A wszyscy wierzący wspólnie marzą o Kościele Powszechnym i mówią „Bóg jest z nami”. 
Dlatego powtórzę to, co napisałem, recenzując w „Rzeczpospolitej” książkę Grzegorza Przebindy: w dzisiejszym świecie zdecydowanie bardziej możemy liczyć na porozumienie pomiędzy kulturami/cywilizacjami w ramach świeckiego prawa i społeczności obywatelskiej. To te kategorie tworzą podstawy do pojednania i polifonii kulturowej. One otwierają nam drogę do Większej Europy. Kościoły i wiara jeszcze bardzo długo będą nas dzielić, mimo niezaprzeczalnych wysiłków Jana Pawła II, by tak nie było. Niestety, dla większości z nas Chrystus nie jest Nauczycielem, a jedynie zaklęciem „ode złego”. W Polsce uczniowie od pierwszej klasy szkoły podstawowej do ostatniej licealnej mają co tydzień dwie godziny religii, w której podstawową kategorią jest „miłość” (z reguły otrzymują piątki z tego przedmiotu). W zreformowanym liceum w ciągu trzech lat zaliczą sześć godzin religii, dwie godziny przysposobienia obronnego i jedną godzinę wiedzy o kulturze. Czyż dzięki temu bardziej pokochają bliźniego swego z innej kultury? 
Ekumeniści – porzućcie wszelką nadzieję... W pełni realne jest jedynie powszechne piekło, które sami sobie możemy po raz kolejny zgotować.


Autor jest rusycystą, profesorem Uniwersytetu Łódzkiego. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 23 (2761), 9 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl