Sojusz cywilizacji?

MARCIN KRÓL



Porozumienie między NATO a Rosją jest niewątpliwie zdarzeniem zdumiewającym, jednak poza czysto politycznymi konsekwencjami, manipulacjami i ewentualną złą wiarą (a wszystko to trzeba uwzględnić przy tak doniosłej okazji), pojawia się problem „zderzenia cywilizacji”. Kiedy Samuel P. Huntigton przed kilkoma laty wprowadził to pojęcie do publicznego obiegu, jedną z wyróżnionych przez niego cywilizacji była cywilizacja prawosławia, jako odrębna i potencjalnie wroga cywilizacji zachodniej. Koncepcja Huntingtona była wielokrotnie krytykowana, jednak samo odróżnienie cywilizacji i zwrócenie uwagi na ewentualność konfliktu miedzy nimi, zachowuje ważność. 
W XIX i XX wieku – od de Custine’a i Zygmunta Krasińskiego po Richarda Pipesa czy Alain Besancona – mamy do czynienia z wieloma myślicielami, którzy Rosję uważali za wiecznego, niezmiennego i niezmienialnego wroga łacińskiej Europy. Mamy też – by przyznać prawo głosu obu stronom – wielu takich myślicieli, którzy żywili poważne nadzieje na „okcydentalizację” Rosji, na jej pełne włączenie do cywilizacji zachodniej. Nie wiem, kto miał i ma rację, jednak jestem przekonany, że problemu tego nie można pozostawić na poziomie militarno-politycznym, na jakim został on sformułowany po porozumieniu NATO-Rosja.
W całym tym sporze idzie w gruncie rzeczy o dwie sprawy, a może tylko o jedną, a mianowicie o to, czy w Rosji może rozwinąć się liberalna demokracja i czy może być to kraj rządów prawa? Dlaczego pytania te są aż tak ważne? Najprostsza odpowiedź brzmi następująco: często i słusznie mówimy, że demokracje liberalne nie prowadzą miedzy sobą wojen. Otóż Rosja będzie wiarygodnym sojusznikiem zachodniej cywilizacji tylko wtedy, kiedy stanie się demokracją liberalną. Czy jest to możliwe? Oto sedno sporu. Nie mam zamiaru zabawiać się we wróżkę i zajmować stanowisko w tej sprawie. Chcę jedynie zwrócić uwagę na znaczenie zdarzeń, jakie obecnie mają miejsce.
Rosja Putina może się stać demokracją liberalną, którą na razie na pewno nie jest. Każdy kraj na świecie – według optymistycznych liberałów – może stać się demokracją, ale jest to przekonanie nie potwierdzone przez fakty. Demokracja bowiem nie może się rozwinąć bez rządów prawa i bez respektowania praw człowieka. Ponadto, nie ma żadnych zasadniczych powodów, dla których wszystkie kraje na świecie miałyby być demokracjami. Coraz częściej liberalni myśliciele zachodni (Francis Fukuyama, John Rawls) głoszą przekonanie, że demokracja liberalna jest fantastycznym ustrojem, ale zapewne specyficznym tylko dla części świata (czyli Zachodu) i znanym ledwie od ponad dwustu lat. Jest to w sprzeczności z nadziejami na to, że Rosja czy jakikolwiek inny kraj łatwo i szybko dołączy do tego grona.
Jeżeli natomiast porozumienie NATO–Rosja zostało zawarte bez większych nadziei na demokratyzacje i powstanie liberalnego społeczeństwa w Rosji, to trzeba jasno zdawać sobie sprawę, ze jest to porozumienie tymczasowe, słusznie niewątpliwie zawarte dla doraźnych celów walki z terroryzmem i innymi problemami nękającymi współczesny świat. Nie jest to jednak porozumienie, które raz na zawsze wyklucza wrogość Rosji wobec Zachodu (co widać chociażby na przykładzie postawy Kościoła prawosławnego), ani nie czyni z niej członka zachodniej międzynarodowej społeczności. Jest to porozumienie taktyczne, a nie strategiczne, a już tym bardziej cywilizacyjne czy historiozoficzne. Cieszyć się należy, bo porozumienie to jest potrzebne, ale nie wolno się na razie łudzić, że zostało ono zawarte z inną, „okcydentalną” Rosją, bo takiej jeszcze nie ma, a może nigdy nie będzie.

Marcin Król

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 23 (2761), 9 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl