Bitwa o Wawel

Ryszard Kasperowicz



Dyskusje o kształcie historycznych miast, powracające, gdy na dziedzińcu wawelskim pojawia się nowa kostka albo na Rynku rozpoczynają się prace remontowe, nie są niczym nowym. Czy jednak osiągają dziś ten sam poziom profesjonalizmu i bezinteresownego zaangażowania, jak wtedy, gdy przed ponad stu laty restaurowano Wawel pod rządami Austriaków? 



Jacob Burckhardt mawiał, że to właśnie dzieła sztuki najgłębiej zdradzają charakter czasów minionych. A żadna chyba epoka nie obfitowała w tak gwałtowne dyskusje o historii zaszyfrowanej w pomnikach sztuki, jak wiek XIX. Wpłynął na to „ruch” romantyczny: poczucie tragicznej odrębności, zainteresowanie tradycjami lokalnymi, estetyka tego, co charakterystyczne, fragmentaryczne i niesamowite, wreszcie kult historii były wyzwaniem rzuconym pseudo-racjonalistycznym doktrynerom Oświecenia. Burckhardt przenikliwie wyłowił inny jeszcze wątek, dostrzegając w XIX wieku nienasyconą, zachłanną potrzebę przyswajania historii.
Być może najjaskrawszym przykładem tych sporów były polemiki wokół renowacji, rekonstrukcji i restauracji zabytków przeszłości. Problem nie polegał wyłącznie na tym, że wciąż zmieniała się (i nadal się zmienia) definicja „zabytku”; nie wyczerpywał go też fakt istnienia różnych koncepcji konserwatorskich posługujących się niewspółmiernymi pojęciami „stylu”, „epoki”, „wartości historycznej” czy „artystycznej”. Ścierały się odmienne wizje historii – legitymizujące bądź też podważające istniejący ład kultury.

KONSERWOWAĆ CZY RESTAUROWAĆ?

To właśnie gwałtowne kontrowersje ideologiczne i społeczne kształtowały postawy wobec zabytków. Wzorów dostarczała Francja. Już w 1839 roku Charles de Montalembert przestrzegał, że zabytki architektury mają dwóch wrogów: wandali i konserwatorów. Jednak Komisja Zabytków Historycznych, kierowana przez Prospera Merimée’go, nie była skłonna poddać w wątpliwość zdolności słynnego Viollet-le-Duca. Ten obdarzony niesłychaną energią wielbiciel gotyku przywrócił „idealne” formy gotyckie paryskiej Notre-Dame czy Carcassonne. Viollet-le-Duc był przekonany, że celem winno być przywrócenie pierwotnego, stylowo niezmąconego stanu zabytku zgodnie z osobliwą logiką dedukcji całości z jakiegokolwiek fragmentu. 
Wobec tych radykalnych działań narastała jednak opozycja. Dowodem dużo późniejszy spór między Georgiem Dehio a Aloisem Rieglem, wielkimi luminarzami niemieckiej historii sztuki, streszczający się po części w haśle „konserwować, nie restaurować”. Jednak już w 1849 roku wystąpił myśliciel niezwykły – John Ruskin, dyktator w sprawach sztuki w Albionie, obrońca prerafaelitów i wróg Whistlera, niezłomny admirator weneckiego gotyku i Tintoretta jednocześnie. W dziele „Seven Lamps of Architecture”, zastanawiając się nad sensem troski o budowle przeszłości, napominał: „Nie mamy żadnego prawa ich tknąć. Nie są naszą własnością. Częściowo należą do tych, którzy je wznieśli, częściowo do tych wszystkich pokoleń ludzkości, mających nastąpić po nas”.
Wolno chyba zaryzykować twierdzenie, że to właśnie w świetle tych dwóch rywalizujących „filozofii” przeszłości rozegrała się najgłośniejsza, a może i najbardziej doniosła dyskusja o sztuce w Polsce – spór o katedrę i zamek na Wawelu, stoczony na samym progu XX stulecia. Jego dzieje przypomniał niedawno Jarosław Krawczyk, autor wstępu do antologii tekstów, które złożyły się wówczas na tę dyskusję. Zebrano je w tomie „Wokół Wawelu”, który ukazał się staraniem Oficyny Wydawniczej miesięcznika „Mówią Wieki”.
Temperaturę oraz zasięg dyskusji dyktowały nie tylko zagadnienia stricte techniczne. Zagadnieniem kluczowym pozostawał fakt mocno podkreślany przez Krawczyka – że Wawel stanowi „moment koncentracji symbolicznej trudno odnajdywalny w przestrzeniach kulturalnych innych narodów”.

„AKROPOLIS POLAKÓW”

Autor wstępu słusznie podzielił antologię na dwa niezależne, acz wewnętrznie powiązane zagadnienia – wokół katedry i wokół zamku. U zarania wielkich prac konserwatorskich katedra pozostawała w rękach Kościoła, natomiast zamek pod jurysdykcją władz austro-węgierskich. Ideę przywrócenia dawnej świetności zabudowaniom wzgórza zaczęto wcielać w czyn staraniem kardynała Albina Dunajewskiego. W 1888 roku odbyło się pierwsze posiedzenie społecznego komitetu powołanego w tym celu, zbierano datki oraz darowizny. Rekonstrukcja katedry, a była to, akcentuje Krawczyk, rekonstrukcja par excellence, gdyż przeprowadzono regotycyzację monumentu, trwała od 1895 do 1904 roku. Stroną merytoryczną, jak wówczas pisano, zajmował się Sławomir Odrzywolski, po nim zaś Zygmunt Hendel.
Odrzywolski był orędownikiem radykalnej regotycyzacji, której celem i zasadą miało być „obniżenie naw bocznych wokół prezbiterium, które dopiero w XVIII wieku podniesione zostały”. Chodziło zatem o restytucję pierwotnego kształtu ambitu i doprowadzenie do prezbiterium bezpośredniego światła. Kardynał Puzyna wybrał jednak wariant słabszy, kierując się może również względami finansowymi. Ambitu nie obniżono. Malkontenci, którym połowiczna regotycyzacja wydawała się rezygnacją z zasad, zaatakowali najpierw samego Odrzywolskiego. Do ich grona należeli wybitni znawcy sztuki i architektury, cieszący się wielkim autorytetem: Feliks Kopera i Leonard Lepszy. Ich poglądy zamieścił petersburski „Kraj”, pismo tyleż istotne dla dziejów kultury polskiej, co ugodowe, a czasem wręcz serwilistyczne wobec Rosji.
Kopera i Lepszy wyzwolili łańcuchową reakcję emocji. Nazywając Wawel Akropolis Polaków, sprowokowali ciąg symbolicznych skojarzeń. Przemawiając na przemian stylem wzniosłym i szyderczym zarzucili Odrzywolskiemu, że ufając zbytnio własnemu natchnieniu „stworzył rzecz bałamutną, pretensjonalną, w której widz odnajdzie wszelkich języków stylowych zamieszanie”. Chwiejność i niekonsekwencja Odrzywolskiego, przekonywali dalej, uniemożliwiły przywrócenie pierwotnej świetności wybitnemu dziełu architektury. Już za gotyku byliśmy zatem artystyczną potęgą – rekapituluje ich uwagi nieco ironicznie Krawczyk. 
Odrzywolski bronił się nieumiejętnie. Donośnie i bardzo przekonująco zabrzmiał natomiast głos Stanisława Tomkowicza, szefa Grona Konserwatorów Galicji Zachodniej. Nie negując symboliczno-mitologicznego wymiaru Wawelu, odwrócił kierunek argumentacji adwersarzy – ponieważ katedra nigdy nie była i nie będzie wybitnym dziełem sztuki, a raczej jest wytworem prowincjonalnym, postulat totalnej regotycyzacji jako odzyskania pierwotnej wielkości traci sens. Przypominał też, że zabiegi konserwatorskie zawsze są kompromisem między przeszłością a wymogami teraźniejszości, ideą a pragmatyką działania. 
Ocenie Kopery i Lepszego podlegały także artystyczne dokonania współczesności związane z uzupełnieniem dekoracji katedry: „Co nadto smutne, że na wiele prac, które powinny były wyjść spod ręki artysty polskiego, szukano recepty niemieckiej. Społeczeństwo polskie poniosło chętnie ofiary na restaurację wiekopomnej świątnicy, ale też ma prawo się dowiedzieć, czy to za jego grosz, czy jakiego prywatnego donatora wykonali, jak słyszymy, artyści niemieccy kartony na witraże do kościoła katedralnego. A mamy artystę, który stworzył już takie witraże, których mistrzostwo jest niezwykłym zjawiskiem – to twórca witraży Franciszkanów, St. Wyspiański”. Tomkowicz, który wcale nie był zaślepionym obrońcą działań w katedrze, także zwrócił uwagę na błędy, ujawniające się choćby w witrażach. Gdy Kopera i Lepszy przywoływali Wyspiańskiego, Tomkowicz pisał o Mehofferze. I w tym akurat przypadku krytycy mieli rację. Całą antologię zamyka właśnie Akropolis – projekt zabudowania Wawelu Wyspiańskiego, symbolistyczna wizja Wzgórza przemienionego, gdzie artystyczna kreacja „futurystycznie” wyrasta ponad spory o kształt historii. 

SPÓR O MARZENIA

Nigdzie jednak polemika nie osiągnęła takich wyżyn kazuistyki i subtelności, jak przy okazji dyskusji wokół restauracji wawelskiego zamku. W antologii przytoczono m.in. nader interesującą ocenę projektu renowacji zamku Zygmunta Hendla, którą w „Architekcie” z 1908 roku zamieścił Jerzy Warchałowski, krytyk i teoretyk sztuki, oraz artykuł Maxa Dvořaka z tego samego roku, będący głębszą próbą refleksji nad ideami i konsekwencjami renowacyjnych posunięć Hendla. 
Warchałowski z uznaniem powitał zamiar usunięcia obmurowań kolumn, łuków i balustrad krużganków, jako że były to tylko prowizoryczne zabezpieczenia, podjęte w 1809 r. przez rząd austriacki i mające po prostu zapobiec katastrofie budowlanej. Zniesienie tych obmurowań będzie „odsłonięciem dawnej pięknej i oryginalnej konstrukcji z XVI wieku”. Zupełnie inną postawę reprezentuje Max Dvořak – znakomity historyk sztuki, współtwórca tzw. szkoły wiedeńskiej. Jego artykuł to esej raczej niż rzeczowa, spokojna analiza. Nazywając Wawel „kamiennym komentarzem” do dziejów narodu polskiego, uczony od razu zaznacza, że jego wartość leży w przeszłości stricte historycznej, a nie w sferze dokonań artystycznych. Stąd continuum czasu, zachowanie zmian i pietyzm dla wszelkich przeróbek stanowi nie tylko wyznacznik wartości, lecz także gwarancję ciągłości świadectwa. Kto tego nie respektuje, zdaje się mówić Dvořak, popełnia historyczne kłamstwo; projekty rekonstrukcji, zrodzone z romantycznej nostalgii i wiary we wskrzeszenie przeszłości z wizji artystycznej, tworzą „śmieszną parodię przeszłości”. Nie koniec na tym – taka rekonstrukcja przyniesie zamkowi tylko szkody, niwecząc historyczną integralność zabytku. Jarosław Krawczyk trafnie komentuje stanowisko uczonego pisząc, że pragnął on w sposób symboliczny zadeklarować utrzymanie status quo, jakby chciał powtórzyć – messieurs, point de reveries.
Antologia „Wokół Wawelu” to książka pouczająca i pożyteczna. Uczy przede wszystkim, że wygląd i kondycja zabytków, które dziś jawią się naszym oczom, często bywa efektem ostrych sporów, sprzecznych interesów i dramatycznych rozstrzygnięć. Przypomina, że ich racje tkwią w ideologicznej skorupie współczesności, a nie w aurze oderwanych naukowych dyskusji. Uzmysławia na koniec, że wbrew pesymistycznym proroctwom Juliana Klaczki, Polakom sztuka była potrzebna i potrafili wadzić się o nią, a spory te znajdowały się często w centrum życia kulturalnego. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 23 (2761), 9 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl