Dwugłos o prawosławiu i ekumenizmie


Kościół jest jeden

Wacław Hryniewicz OMI




Andrzej de Lazari stawia diagnozy wyraziste, ostre, przenikliwe i otrzeźwiające. Nie owija gorzkiej prawdy we frazesy kościelnej bawełny.
Poniższe refleksje to próba wyjaśnienia i kontynuacji niektórych wątków przez niego poruszonych. Wątki te zasługują na szczególną uwagę tych wszystkich, którym stan nie-pojednania Kościołów wyznaniowych nie jest sprawą obojętną.
Wiek XX, wiek ekumenizmu i dążeń zjednoczeniowych, doprowadził do wielu udanych prób pojednania Kościołów. Równocześnie obserwuje się masywny wzrost konfesjonalizmu. Nowe wyznania chrześcijańskie, które z roku na rok powstawały w minionym stuleciu niepomiernie przewyższają trwałe osiągnięcia w procesie pojednania. Statystyki wyznaniowe wykazują, że w 1900 r. istniało w świecie 1880 odrębnych ugrupowań wyznaniowych, gdy tymczasem w roku 2000 ich suma wzrosła do 33800. Jesteśmy świadkami wzmożonego procesu fragmentaryzacji chrześcijaństwa. Dotyczy to zwłaszcza protestantyzmu. W 1970 r. 211 milionów protestantów należało do 8100 wyznań. Z końcem minionego stulecia liczba ta wzrosła do 9000 wyznań, gromadzących około 342 miliony ewangelickich chrześcijan. Wspólnota anglikańska ma obecnie 120 milionów wyznawców, ale obok niej istnieje ponad 40 separatystycznych ugrupowań wyznaniowych liczących 7 milionów 600 tysięcy członków. Społeczności te nie są w jedności z Canterbury, choć ich biskupi, niższe duchowieństwo i laikat nadal uważają siebie za wyznawców pierwotnej tradycji anglikańskiej. Dodajmy do tego podziały w łonie prawosławia, zwłaszcza po upadku komunizmu oraz ruchy separatystyczne w Kościele rzymskokatolickim po Soborze Watykańskim II, a otrzymamy obraz chrześcijańskiego świata w procesie narastającej fragmentaryzacji.

Nie spierajmy się o słowa

W języku kościelnym funkcjonuje wiele anomalii terminologicznych. Są one następstwem konfesyjnych podziałów, pozostających na widzialnej, instytucjonalnej powierzchni życia Kościoła. Choć wspólnota wiary nie znajduje już widzialnego wyrazu, Kościół podzielony pozostaje w swojej misteryjnej głębi nadal jednym Kościołem. Chrześcijanie wyznają wiarę w jeden Kościół Chrystusa, powszechny i apostolski. Rzecz w tym, że określenie „katholike ekklesía” mówi o powszechności, czyli katolickości nie w sensie wyznaniowym i przestrzennym, ale jakościowym. Jest to jedna z istotnych cech Kościoła, której żaden chrześcijanin się nie wyrzeka, ani jej nie odrzuca. W tym sensie wszystkie Kościoły chrześcijańskie mają prawo do katolickości. Tradycja rosyjskiego prawosławia mówi o soborowości Kościoła jako synonimie jego istotowej katolickości. Kościół powszechny to „sobornaja Cerkov” (od „sobirat”, czyli zbierać i gromadzić w jedno). 
Przede mną na półce stoi trzytomowy przekład dogmatyki prawosławnego teologa greckiego, Panagiotisa N. Trembelasa na język francuski, wydany w 1966 roku, tuż po Soborze Watykańskim II, przez benedyktyńskich mnichów z Chevetogne w Belgii, z przedmową kardynała Agostino Bea. Przekład tytułu jest następujący: „Dogmatique de l’Église Orthodoxe Catholique” (Dogmatyka Prawosławnego Kościoła Katolickiego). Sam autor nadał taki tytuł swemu dziełu w języku greckim, używając terminu „katolicki” w jego sensie pierwotnym. W sierpniu 2000 roku Rosyjski Kościół Prawosławny wydał dokument określający podstawowe zasady swego stosunku do chrześcijan nieprawosławnych. Już w pierwszym punkcie podkreśla on, że „prawosławny Kościół jest prawdziwym Kościołem Chrystusa”, „jednym, świętym, sobornym i apostolskim”. Przy słowie „sobornaja” dodano w nawiasie wyraz „kafoliczeskaja” (Cerkov’). Zauważmy: nie „katoliczeskaja” (w sensie wyznaniowym), lecz „kafoliczeskaja”, zgodnie z pierwotnym określeniem „katholike ekklesía”. 
Nie spierajmy się o słowa. Pierwotne terminy podzielają dramat rozbitego chrześcijaństwa. 

Powszechność jako zadanie

De Lazari kilkakrotnie wyraża swoje przekonanie, że Kościół i jego powszechność, czyli katolickość, to raczej „idea poza skłóconą ludzką rzeczywistością”. Co więcej, „wszyscy wierzący wspólnie marzą o Kościele Powszechnym i mówią »Bóg jest z nami«”. Słowa te pozwalają zrozumieć rozgoryczenie ich autora i końcową apostrofę, do której jeszcze nawiążę.
Mądre zdanie z Dekretu o ekumenizmie Soboru Watykańskiego II mówi o tym, iż z powodu podziałów między chrześcijanami trudno jest Kościołowi „wyrazić w konkretnym życiu pełnię katolickości pod każdym względem” i że „do pielgrzymującego Kościoła kieruje Chrystus wołanie o nieustanną reformę”(DE, nr 4 i 6). Pełna katolickość nie urzeczywistnia się w żadnym z oddzielonych od siebie Kościołów. Jest ustawicznym apelem do chrześcijańskiego sumienia, aby obraz Kościoła w świecie był lepszy i bardziej wiarygodny.
Na płaszczyźnie instytucji i dogmatów Kościół nigdy nie osiągnął w swoich dziejach całkowitej i pełnej jedności. Być może nie nastąpi to również w przyszłości. Po każdym z wczesnych soborów powszechnych pewna część wierzących odłączała się od „wielkiego Kościoła” dając tym samym początek nowym Kościołom. Niektóre z nich przetrwały do dzisiaj. „Una sancta” oraz „Una Catholica” pozostaje nade wszystko przedmiotem wiary i nadziei, celem wysiłków zmierzających do przezwyciężania narastających podziałów. Jest mobilizującym ideałem, ku któremu kazano nam ustawicznie przybliżać się w miarę ludzkich możliwości. Ten ideał stale osądza naszą ziemską rzeczywistość. Naszym wysiłkom i dążeniom musi towarzyszyć przeświadczenie, że poprzez ziemskie i niedoskonałe kształty jedności zmierzamy do niedostrzegalnej jeszcze pełni ostatecznego zjednoczenia w nowym świecie Bożym. Wszystkie istotne cechy Kościoła są dziejowym zadaniem do urzeczywistnienia: jego jedność, świętość, powszechność i apostolskość. Zawodzimy pod każdym względem, w odniesieniu do każdej z nich, gdyż jesteśmy słabymi i grzesznymi ludźmi. 
To przekonanie skłania do intensyfikacji wysiłków ekumenicznych. Wszystkim nam potrzeba większej mądrości i wyrozumiałości, zdolności do wzajemnego uznania oraz chęci do dialogu. Nauczyliśmy się w ciągu wieków usprawiedliwiać stan podziału na różne sposoby. Jednych podział martwi, inni uważają go wręcz za rzecz normalną i wzbogacającą. Aby usprawiedliwić podział dokonany pod wpływem różnych okoliczności historycznych, najczęściej zarzucano stronie przeciwnej odpadnięcie od prawdziwej wiary, czyli herezję. Możliwość zbawienia rezerwowano jedynie dla członków własnej wspólnoty kościelnej. 
W przeszłości nie brakowało tego rodzaju tendencji we wszystkich Kościołach, choć najwyraźniej chyba pojawiały się one, do czasu Vaticanum II, w nauce Kościoła rzymskokatolickiego oraz Kościoła prawosławnego. Dają one jeszcze o sobie znać również i dzisiaj. Dlatego między innymi opowiedziałem się przed 30 laty za nadzieją powszechnego zbawienia. Perspektywa uniwersalizmu nadziei uwalnia od wyznaniowych obsesji i zawłaszczeń boskiego daru zbawienia.

Przezwyciężyć podział w sobie samym

Sens ekumenicznych wysiłków polega w moim odczuciu głównie na tym, aby było coraz więcej chrześcijan wewnętrznie wolnych od podziału. De Lazari wspomina imiennie o takich znanych mu chrześcijanach ze swojego otoczenia, postępujących „wedle prawa wewnętrznego – Łaski”. Można się z tego tylko cieszyć. To zwycięstwo ducha Błogosławieństw nad duchem ciasnego konfesjonalizmu, tak często bezdusznego i raniącego ludzi. Ekumenia uczy przezwyciężać stan schizmy i rozdarcia przede wszystkim w sobie samym. Wierzę, że istnieje takie pragnienie jedności i pojednania, które wyrywa ze stanu podziału tego, kto żyje tym pragnieniem. Urzeczywistnia się ono w sytuacji, kiedy Kościoły, mimo iż łączy je wiara w podstawowe prawdy chrześcijaństwa, nie mogą lub nie potrafią przezwyciężyć podziału i uznać siebie nawzajem. Wierzę, że pragnienie jedności sprawia wówczas w sercu chrześcijanina to, czego Kościoły z różnych przyczyn nie uczyniły i być może nie uczynią. Staje się on człowiekiem wewnętrznie wolnym od podziału. Pozostając w swoim Kościele odzyskuje żywą świadomość przynależności do jednego, z natury swej powszechnego Kościoła Chrystusa. Odnajduje braterstwo ze wszystkimi innymi chrześcijanami. Jest to już jego osobista antycypacja pojednania i jedności.
Rozumiem gorycz słów Lazariego: „Kościoły i wiara, jeszcze długo będą nas dzielić”, „dla większości z nas Chrystus nie jest Nauczycielem, a jedynie zaklęciem »ode złego«”. Tym bardziej dostrzegam jednak sens przezwyciężania nieufności, niechęci i podziału w sobie samym, a to możliwe jest dla każdego chrześcijanina w każdym czasie. Zdolność ludzi do porozumienia i pojednania na płaszczyźnie kulturowej, w ramach społeczności obywatelskiej jest dla mnie tym bardziej zachętą, bym uczynił podobny krok na płaszczyźnie wiary.

Dla ekumenii nie ma alternatywy

Smutna to konstatacja, że „świat się zmienia – nienawiść pozostaje”. Gdy do pomnażania przestrzeni nienawiści w ludziach przyczyniają się także same Kościoły, jest to już rzeczywiste piekło na powierzchni ziemi. Realną alternatywą dla ekumenii są jedynie wojny i konflikty religijne. Czy chcemy znowu powrócić do niechlubnej przeszłości?
Ekumeniści, nie porzucą nadziei na obniżanie kościelnych murów, oddzielających nas od siebie nawzajem. Zdajemy sobie dobrze sprawę z doktrynalnych oporów i wygórowanych roszczeń Kościołów. Doktrynerstwo rodzi się z ciasnego rozumienia prawdy i nieufności wobec Bożego Ducha. Ekumenia wychowuje nas do innego stylu myślenia, odczuwania i postępowania. Jeżeli nie staniemy się skromniejsi w obliczu Prawdy, jeżeli ciasna edukacja wyznaniowa będzie nadal odnosić sukcesy – tym bardziej zagrażać nam będzie „powszechne piekło” na ziemi. Kto wyzwala się wewnętrznie z pęt podziału, ten nie jest marzycielem, ale czyni ten świat odrobinę jaśniejszym i bardziej godnym Boga. 
Dlatego, Andrzeju, nie porzucimy nadziei na przezwyciężenie przynajmniej niektórych wielkich podziałów historycznych. Ta nadzieja, bynajmniej nie naiwna, pozwala nam żyć i trudzić się dla przyszłości chrześcijaństwa bardziej pojednanego.


Autor należy do zgromadzenia oblatów, jest dyrektorem Instytutu Ekumenicznego KUL, członkiem Międzynarodowej Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem Rzymskokatolickim i Kościołem Prawosławnym. Stale współpracuje z „TP”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 23 (2761), 9 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl