Miasto wykorzystanych szans 

 

EWA MICHNIK

W ostatnim 10-leciu Wrocław rozkwitł. Jego wizytówką stał się Rynek, będący dumą mieszkańców i wzbudzający podziw gości z Polski. Jest to zasługa prezydenta Bogdana Zdrojewskiego i Rady Miejskiej. Oczywiście zawsze będą dyskusje, na przykład, czy fontannę należy zostawić na Rynku, czy nie. Współczesne miasto nie może funkcjonować jako skansen, a nowoczesna architektura wrosła już w pejzaż Wrocławia.
Wrocław zawsze przyciągał silne osobowości, które właśnie tutaj znajdowały klimat sprzyjający realizacji najbardziej szalonych projektów. Tu działał Jerzy Grotowski i jego Teatr Laboratorium, Pantomima Henryka Tomaszewskiego, tu mieszka i tworzy Tadeusz Różewicz, Krzesława Maliszewska, Eugeniusz Get-Stankiewicz. Do Wrocławia, miejsca, w którym się uczył, z radością co roku powraca dyrektor Filharmonii Nowojorskiej Kurt Masur. Melomani uczestniczą w koncertach Międzynarodowego Festiwalu „Wratislavia Cantans”, a przed rokiem do kalendarza imprez wpisano festiwal teatralny „Dialog”. We Wrocławiu odbywa się festiwal Polskiej Muzyki Współczesnej „Musica Nova” oraz WRO – Festiwal Sztuk Multimedialnych
Sukcesem okazał się pomysł realizacji superprodukcji operowych na wielkiej scenie Hali Ludowej. Wrocławskim fenomenem określono fakt, że kilkanaście tysięcy widzów zasiada w zabytkowej Hali Ludowej zaprojektowanej przez Maxa Berga, aby oglądać spektakle operowe. Widzowie podziwiają nie tylko dzieła klasyki światowej, ale i opery polskiej. Sześć przedstawień „Strasznego dworu” obejrzało ponad 24 tysiące widzów.
Z Wrocławia bliżej do Berlina, Drezna, Pragi, Wiednia niż do Warszawy. Są więc możliwości otworzenia się na współpracę z Europą. Nie chodzi tylko o kontakty gospodarczo-ekonomiczne. Jak opowiadali radni z Wrocławia, podczas spotkania w Strasburgu, gdy pytano ich: „Jaki jest ten wasz Wrocław?”, od razu zadawano dodatkowe pytania: „Czy jest tam uniwersytet i opera?”. We Wrocławiu uczy się ponad 100 tysięcy studentów. Są teatry, Opera, Filharmonia, Orkiestra Kameralna Leopoldinum, Operetka, zespoły muzyczne, chóry, festiwale, muzea, galerie itp.
Po wojnie do opustoszałego Wrocławia przyjechali ludzie z różnych zakątków Polski, a zwłaszcza przesiedleńcy ze Wschodu. Wszyscy byli tu na początku obcy. Trzeba było zbudować miasto od nowa. Energia i siła tych ludzi udzieliła się również następnemu pokoleniu. W odróżnieniu od innych miast, na przykład od Krakowa, Wrocław jest miastem otwartym, sprzyjającym ludziom z inicjatywą. Nikt nie czuje się tu obco. 
Przez wiele lat miasto miało też szczęście do włodarzy, którzy zawsze starali się pomóc inicjatywom związanym z kulturą i nauką. Należy podkreślić, że w sprawach ważnych tutejsze środowisko artystyczno-naukowe potrafi się zjednoczyć i wspólnie zabiegać o realizację wielkich przedsięwzięć. W innych miastach na skutek ostrych podziałów środowiskowych niewiele można zdziałać. We Wrocławiu o to, aby zespól opery mógł przetrwać i prezentować wysoki poziom artystyczny, walczyli wszyscy, niezależnie od przekonań politycznych. Taka jest mentalność tego miasta.


EWA MICHNIK jest dyrektorem Opery Dolnośląskiej we Wrocławiu, profesorem Akademii Muzycznej w Krakowie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 22 (2760), 2 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl