Pamięć, nostalgia, wymazywanie

 

PIOTR KOSIEWSKI

 

 

 

Wydanie tomu „Nostalgia. Eseje o tęsknocie za komunizmem” stało się okazją do zorganizowania w Warszawie spotkania pisarzy, krytyków i publicystów z naszego regionu. Rozmawiali o tym, co wyróżnia nasz kawałek Europy w 13 lat po upadku muru berlińskiego. Nie było jednak wspomnień o cukrowej wacie, wodzie z saturatora i swojskim zapachu barów mlecznych... 

 

 

 

 

Tęsknota za okresem komunizmu obecna jest nie tylko w życiu codziennym, ale też w sferze publicznej, w programach partii politycznych osiągających często znaczne sukcesy wyborcze, a odwołujących się do autorytarnego porządku i odrzucających przemiany po 1989 roku. W pamięci o dobrych czasach bezpieczeństwa socjalnego, stabilnego życia bez konieczności dokonywania ciągłych wyborów.


Do czego służy przeszłość?
Ową tęsknotę za minionym systemem można dostrzec – co ogromnie zdziwiło rosyjskiego pisarza Wiktora Jerofiejewa – w wielu krajach Europy Środkowo-Wschodniej, które wcześniej trudno było podejrzewać o postawy prokomunistyczne. Jej zaskakująca obecność nakazuje zastanawiać się: co i dlaczego pamiętamy? Próby ponownej rehabilitacji „dawnych, dobrych czasów” zmuszają też do zastanowienia nad wyborami dokonanymi po 1989 roku. Wtedy bowiem pytanie, na czym budujemy naszą przyszłość, było tak aktualne dla wszystkich państw byłego bloku. 
Częstą drogą, jak wskazywano podczas konferencji, był powrót do okresu przedkomunistycznego. To ten wybór – jak mówił Bogdan Lefter – pozwalał rumuńskim elitom żyć w przeświadczeniu, że nie miały nic wspólnego z komunizmem. Można było mówić: jesteśmy częścią Zachodu, a „to coś” stanowiło obce ciało narzucone nam przez Wschód. W Czechach też odrzucono przeszłość – przypominał Vaclav Żak. Partie polityczne wręcz „karały” komunistyczną Czechosłowację, skazując ją na zapomnienie. Miejsce refleksji nad przeszłością zajęła propaganda narodowa, odwołania do okresu przedwojennego. Nie można zatem się dziwić – tłumaczył Żak – że dla Czechów dzisiaj kwestia niemiecka jest ważniejsza niż wydarzenia późniejsze. W Serbii zaś – zwracała uwagę Drinka Gojković – początkowo nie było ani nostalgii, ani pamięci. Potem rozpętała się wojna. Teraz dopiero pojawiła się szansa, by przyjrzeć się wydarzeniom minionego półwiecza, a nie tylko ostatnich 10 lat. 
To jedynie trzy przykłady postaw. Postaw niebezpiecznych, bowiem – jak przekonywała Gojković – poleganie na wartościach przedkomunistycznych prowadzi do wymazywania 60 lat historii, a jednocześnie pielęgnuje się wyobrażenie, wedle którego lata przed komunizmem były doskonałe. Możemy w ten sposób, jak się to dzisiaj dzieje w Serbii – obwinić dawny system za wszystkie nasze nieszczęścia. 
To, co uważamy za nostalgię za komunizmem, jest często w rzeczywistości odwoływaniem się do całkiem innych tradycji – przestrzegał Wiktor Jerofiejew. W Rosji tęskni się nie za najlepszym z ustrojów, lecz za „rosyjskimi wartościami”. Jedną z przyczyn tego stanu był zapewne konserwatyzm rosyjskiego komunizmu, stąd łatwość porozumienia dzisiejszych jego wyznawców z ekstremą prawicową. Ale ta tęsknota jest także wynikiem rozczarowania przemianami i dzisiejszym Zachodem. Kiedy Zachód był wrogiem, wydawał się piękny i łączył się z pojęciem wolności – mówił Jerofiejew. Dzisiaj Rosjanie uznali, że nie jest to ich gra.
Za odwołaniem się do komunizmu – przypominano w trakcie spotkania – kryją się też rozmaite cele. Wschodni Niemcy dzięki pamięci o nim zyskali nowego wroga: swoich zachodnich rodaków. Joachim Trenkner określił ten stan rzeczy jako „wojnę kultur”. Jednocześnie ci sami mieszkańcy wschodnich landów nie chcą przywrócenia muru berlińskiego czy też reaktywowania STASI. Wolą jeździć na Majorkę.


DWIE tęsknotY?
Czy jednak tęsknimy tylko za czasami komunizmu? Oczywiście nie. Nie mniej wyraźna bywa – nie do końca nazwana – inna tęsknota: za szczęśliwym początkiem, czasami przełomu, kiedy wierzyliśmy w nasze zwycięstwo. Pytano wtedy: czy budować nową, własną wersję Europy postkomunistycznej? Wybrano jednak zwrot ku wartościom zachodnim: demokracji, wolnemu rynkowi, porzucając pomysły „trzeciej”, środkowoeuropejskiej drogi. Czy w tej „westernizacji” nie ponieśliśmy klęski, nie zatraciliśmy naszej tożsamości? Słowo „kolonizacja” pojawiało się w dyskusjach zaskakująco często. Może to poczucie bezradności wynika stąd, jak zauważył ironicznie jeden z uczestników spotkania, że „nie znamy się sami, nie wiemy, czego chcemy”
I chyba nieprzypadkiem w Warszawie powrócono do pytania o Europę Środkową, do sporów o nią toczonych pod koniec czasów komunistycznych. Była to przecież próba znalezienia innej, niekomunistycznej płaszczyzny wspólnoty krajów naszego regionu. Gdy nastąpił przełom – przypomniał Aleksander Kaczorowski – od tej idei się odwrócono, na Zachodzie szukając jedynego potwierdzenia naszej tożsamości. I nie pomógł nawet zgłaszany przez Białorusinów i Ukraińców akces do Europy Środka.

 
DO KOGO NALEŻY PRZESZŁOŚĆ?
Do kogo należy przeszłość? Dla Przemysława Czaplińskiego do tego, kto ma pieniądze i władzę. Także Péter Zilahy przekonywał, że przeszłość to kwestia władzy. Każda władza musi kontrolować przeszłość, tworzy więc historię. I jedyną alternatywą jest powstawanie historii prywatnych. A może rację ma polemizujący z nimi Paweł Smoleński? Dla niego pamięć jest bezpańska, każdy może ją zawłaszczać. Oczywiście ten, kto ma władzę, ma więcej możliwości, łatwiej mu przekonywać, że to jego wersja jest właściwa. 
Przeszłość ma nas we władaniu, organizuje nasze życie, ale jest nieadekwatna do czasów, w których żyjemy. Opowiadamy kalkami z przeszłości; stąd odwołania do tradycji nacjonalistycznych czy autokratycznych. Jednak pamięć może być przekleństwem lub błogosławieństwem – przypominała Drinka Gojković. Pamięć składa się z elementów i to my decydujemy, które z nich uznamy za dominujące. Sami decydujemy o dalszym biegu wydarzeń.
Pamięć można przywoływać, odtwarzać. Krzysztof Czyżewski opowiadał na przykładzie Sejn o swoich doświadczeniach rekonstruowania małej, lokalnej historii. O przywracaniu dziejów „tutejszych”, o których przez całe lata komunizmu nie wolno było mówić: Litwinów, Polaków, Żydów, Rosjan, starowierców. Lokalność może być odtrutką na miazmaty nacjonalistycznych wizji historii. Czy jednak jest to droga dla wszystkich? Ihar Babkau przypomniał, że na przykład Białorusini są narodem nie do końca przekonanym o swoim istnieniu. I często jedyną znaną im identyfikacją jest tak chwalona przez Czyżewskiego tutejszość, która jednak nie pozwala utwierdzić narodowej tożsamości. 
Może – jak zauważył Jacek Żakowski – w naszych debatach o nostalgiach za niedawnym czasem chodzi nie o samą pamięć, lecz o jej jakość. Warszawskie spotkanie miało za tło obraz Leona Tarasewicza. Dobrze mu znane poorane bruzdy ziemi zamienił ten polski Białorusin w abstrakcyjną, rozpoznawalną przez wszystkich, ale jednak własną przestrzeń. Podobnie było z całą debatą. Była to rozmowa o tym, co pozwala nam odróżnić się od otoczenia. I bardzo tego potrzebujemy. Tylko czy musi to być tęsknota za dawnym ustrojem?

„Pamięć, nostalgia, wymazywanie”. Międzynarodowe Spotkanie Pisarzy (Warszawa, 16-17.05. 2002). W spotkaniu uczestniczyli m.in.: Fatos Lubonja, Yljiet Alicka (Albania), Michael Freund, Martin Pollack, Isolde Charim, Robert Misik (Austria), Ihar Babkau, Ihar Lalkau (Białoruś), Georgi Gospodinov (Bułgaria), Vaclav Żak, Vaclav Burian (Czechy), Peeter Sauter (Estonia), Drinka Gojković (Jugosławia), Marius Ivaškevičius (Litwa), Joachim Trenkner, Ursula Plog (Niemcy), Krzysztof Czyżewski, Aleksander Kaczorowski, Michał Komar, Andrzej Stasiuk, Marek Sieprawski, Jacek Żakowski (Polska), Wiktor Jerofiejew (Rosja), Simona Popescu, Bogdan Lefter (Rumunia), Laszlo Szigeti (Słowacja), Jurij Andruchowycz, Taras Prochaśko, Jurij Prochaśko (Ukraina), Eva Karadi, Béla Nové, Péter Zilahy (Węgry). 
Organizatorzy spotkania: Fundacja Inicjatyw Międzynarodowych, Austriackie Forum Kultury, Wydawnictwo Czarne, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 22 (2760), 2 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl