Komentarze

 


Krzysztof Kozłowski Obiecanki cacanki – a komu radość

Krzysztof Burnetko Polskie hipermarkety

 




  
Obiecanki cacanki – a komu radość

Po dwunastu latach decyzją parlamentu przestał istnieć Urząd Ochrony Pań-
stwa. Ustawa powołująca w to miejsce Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencję Wywiadu czeka na podpis Prezydenta. 
Miało być prościej, taniej i efektywniej. Miano zlikwidować dwutorowość służb specjalnych i scalić nowopowstałe Agencje z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Nic z tego nie wyszło: mamy nadal podwójny wywiad i podwójny kontrwywiad (jeśli nie liczyć przejścia kilkudziesięciu wojskowych do Agencji Wywiadu). Miało być oszczędniej: odrębne Agencje wymagają odrębnej logistyki. Miała być wzmożona cywilna kontrola nad służbami specjalnymi. Nic się w tej mierze nie zmienia; Kolegium ds. Służb Specjalnych jest tylko organem opiniodawczo-doradczym, Komisja Sejmowa ds. Służb Specjalnych raczej straciła na znaczeniu niż zyskała, Wojskowe Służby Informacyjne nadal umykają kontroli – tym bardziej, że brak ustawy regulującej ich funkcjonowanie. Agencje miały zatrudniać cywilów, a nie oficerów – opór materii okazał się za silny. Miało być usprawnione współdziałanie obu Agencji, WSI, Policji, Służby Granicznej, BOR-u. Jest odwrotnie: brak nawet rozgraniczenia kompetencji, choćby pomiędzy Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego a policyjnym Centralnym Biurem Śledczym. Miano odpolitycznić służby specjalne, tymczasem nieusuwalnymi praktycznie szefami Agencji zostaną politycy, a dzięki trzyletniej kadencji premier Miller zdąży mianować przed przyszłymi wyborami swoich kandydatów, pozostawiając ich następnemu premierowi. Miało być efektywniej, a trwające od ponad pół roku zamieszanie i nieskrywane czystki osłabiają wywiadowczy potencjał Polski – tak pożądany przez naszych sojuszników w walce z terroryzmem. 
Słowo „czystka” nie jest czymś gołosłownym. Wbrew przepisom dotychczasowej ustawy o UOP, a więc działając wstecz i bez poszanowania praw nabytych, nowa ustawa stanowi w przepisach przejściowych, że choć funkcjonariusze UOP stają się funkcjonariuszami nowych Agencji, to równocześnie szefowie ABW i AW mogą w ciągu 14 dni od wejścia ustawy w życie wypowiedzieć stosunek służbowy, bądź zaproponować warunki służby, których nie przyjęcie skutkuje natychmiastowym rozwiązaniem stosunku służby. Żaden tryb odwoławczy nie jest tu przewidziany. W ten sposób 6 tys. funkcjonariuszy b. UOP znajdzie się w gorszej sytuacji niż sprzątaczki Urzędu, które chroni przynajmniej Kodeks Pracy.
Na „pociechę” ustawa nie wyklucza powrotu do służby funkcjonariuszy SB negatywnie zweryfikowanych w 1990 r., a „emerytom mundurowym” umożliwia powrót do służby na szczególnie korzystnych warunkach.
O co więc tu naprawdę chodzi? 
 
Krzysztof Kozłowski

 


 

 

 



Polskie hipermarkety

 

Sejm zakazał sprzedaży dumpingowej (czyli poniżej kosztów produkcji) oraz 
ograniczył swobodę sprzedaży premiowanej. Wszystko to pod hasłem walki z nieuczciwą konkurencją – chodzić ma o wyrównanie szans między małymi i średnimi sklepami a hipermarketami. W argumentacji zwolenników ograniczeń silny był też wątek obrony polskich producentów i kupców, eliminowanych ponoć z rynku przez potężną konkurencję zagraniczną. 
Tymczasem – jak wynika z danych GUS i Ministerstwa Gospodarki za 2000 r. – w Polsce duże sklepy (czyli mające powyżej 400 m kw) zajmują niewiele ponad 15 proc. ogólnej powierzchni handlowej w kraju. Okazuje się też, że Polacy 90 proc. zakupów robią wciąż w małych sklepach – te wielkie sprzedają ledwie 10 proc. ogółu towaru oferowanego na rynku detalicznym (z tego w hipermarketach – czyli gigantach o powierzchni powyżej 2,5 tys. m kw sprzedaje się ledwie 4,5 proc. We Francji czy Wielkiej Brytanii proporcje są odwrotne. Więcej: 90 proc. żywności sprzedawanej przez działające w Polsce zagraniczne sieci handlowe pochodzi od miejscowych rolników i przetwórców (od polskich producentów pochodzi też blisko 30 proc. oferowanych w super- i hipermarketach towarów przemysłowych). Sieci dają wreszcie pracę tysiącom ludzi – w 2000 r. zatrudniały 66 tys. osób (nie licząc pracowników barów i sklepów zlokalizowanych w supermarketach czy współpracujących firm transportowych). 
Owszem, wielkie sklepy do dynamicznego rozwoju wykorzystują czasem korupcję wśród urzędników samorządowych (zwłaszcza przy zdobywaniu korzystnych lokalizacji). Tyle że dla przeciwdziałania takim patologiom konieczne są zupełnie inne zmiany: nie ustanawianie godzących w swobodę handlu, a ostatecznie w klienta, zakazów (łatwych zresztą do obejścia), lecz wprowadzenie przejrzystych procedur pozyskiwania zezwoleń na budowy. Można zresztą podać sporo przykładów miejsc, w których powstanie supermarketu wcale nie doprowadziło do upadku okolicznych targowisk czy małych sklepów – wpłynęło, co najwyżej, na zmianę profilu i poprawę jakości obsługi. Wszystko z korzyścią dla klienta.


Krzysztof Burnetko

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 22 (2760), 2 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl