Opowieść szkatułkowa

MICHAŁ KOMAR

 

Tym razem Doktor kazał nam czekać na opowieść aż do deseru. Podano crepes Suzette. Doktor wpatrywał się przez chwilę w błękitny płomień pełgający po powierzchni naleśnika, a potem westchnął: 
W naszym wieku, panowie, w naszym wieku bez ułudy nie da się żyć. Młodość lubuje się w faktach. Młodość żąda bezlitosnej prawdy. Ale potem przychodzi czas opamiętania. I zaczynamy rozumieć, że bez ułudy, powiem więcej: bez nadziei ułudy trudno będzie przetrwać następny dzień. Ta kobieta, zachwycająca... Zatrzymałem się na grani. Dojazd do dolnej stacji wyciągu był oblodzony. Nie należę do tchórzy, znacie mnie... z drugiej jednak strony myśl o czekającej mnie udręce powolnego zsuwania się, udręce upadków, trudzie wstawania... Przemknęła obok mnie. Nienaganna sylwetka. Leciała jak ptak. Ruszyłem za nią: instynkt samozachowawczy okazał się słabszy od wzbierającej we mnie nadziei. Po raz drugi spotkałem ją w barze na szczycie góry. Z uśmiechem przyjęła zaproszenie na kolację. Nie była szczególnie rozmowna. Tym lepiej, te gadatliwe są nieznośne. Po pół godzinie spostrzegłem, że brakuje nam tematu. Przeraziłem się, że uzna mnie za nudziarza. Anegdota, którą jej opowiedziałem... No więc tak... W przedziale siedzą dwaj młodzi ludzie poniżeni straszliwym kacem. Naprzeciw nich żwawy staruszek. Korytarzem idzie kelner z wózkiem, na którym stoją butelki z zimnymi napojami. Zmaltretowani przez kaca młodzieńcy kupują Colę. Wówczas odzywa się staruszek: – Panowie, zanim zaczniecie pić, posłuchajcie opowieści o moim życiu. Urodziłem się w 1895 roku. Jako dziesięcioletni chłopiec byłem łącznikiem Organizacji Spiskowo-
-Bojowej PPS i brałem udział w krwawych starciach rewolucyjnych 1905 roku w Warszawie i w Łodzi, co sprawiło, że w 1907 roku musiałem uciekać do Galicji. Tam wstąpiłem do Strzelca. W 1914 roku wymaszerowałem na wojnę w szeregach Pierwszej Kadrowej. Po dwóch latach zostałem skierowany do POW. Działałem w Kijowie. W 1920 roku dowodziłem oddziałem dywersyjnym na tyłach Konarmii Budionnego. Potem była odbudowa kraju. W maju 1926 roku ruszyłem z Marszałkiem przez most – na Belweder. Potem była odbudowa kraju. W 1939 roku zaciągnąłem się do ochotniczych batalionów obrony Warszawy. Wzięty do niewoli uciekłem i przystąpiłem do konspiracji. W czasie Powstania Warszawskiego walczyłem na Starówce, następnie przedarłem się na Czerniaków, przepłynąłem Wisłę, wstąpiłem do I Armii Wojska Polskiego i zdobyłem Berlin. Potem była odbudowa kraju. W 1948 roku zostałem aresztowany i skazany. Uwolniony i zrehabilitowany w 1956 roku, uczestniczyłem w demonstracjach październikowych. Potem była odbudowa kraju. W 1968 roku stanąłem w obronie studentów pałowanych przez milicję i aktyw partyjny, wskutek czego zostałem usunięty z pracy. W 1970 roku wziąłem udział w demonstracjach na Wybrzeżu. Potem była odbudowa kraju. W 1980 roku pomagałem Lechowi Wałęsie przeskoczyć przez płot. W 1981 roku zostałem internowany. W 1989 roku odegrałem istotną rolę w przygotowaniach do obrad Okrągłego Stołu i chciałbym wam teraz dobitnie oświadczyć: – Na kacu nigdy nie pijcie zimnego!... Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, bez uśmiechu. Czy mówiłem wam o jej oczach? Zielonkawe, nieco skośne, nie do zapomnienia. Nachyliła się ku mnie. – Skąd ty znasz tyle dat? – zapytała. – I po co? 
Doktor umilkł. Byliśmy wzruszeni. W tej sytuacji trzeba było zamówić coś na ogólną poprawę nastroju...


Michał Komar

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 22 (2760), 2 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl