Nr 22 (2760), 2 czerwca 2002

 

 

 

               

  96. pielgrzymka Jana Pawła II

 

 

  JĘDRZEJ MORAWIECKI

  Bułgaria splątana

 

 

  Wizyta Ojca Świętego w katolickiej parafii. Wierni przeganiają czarnego kota, który chce przebiec papieską drogę. Przypominają się słowa proboszcza Kurzoka: że wizyta umocni katolików w wierze, że księża będą mogli przez wiele lat odwoływać się do papieskich słów. Że zostanie wreszcie odbudowany kościół. Że Papież doceni Bułgarię, jej wkład we wschodnią wiarę i kulturę. Że Bułgaria usłyszy, iż to katolicy chcieli jako pierwsi wyzwolić kraj z niewoli tureckiej. WIĘCEJ




Jan Paweł II w Azerbejdżanie

 

Apel o pokój










  
WROCŁAW: MIASTO SUKCESU?

 

 W „Tygodniku” dyskusja o Wrocławiu – czy stolica Dolnego Śląska jest symbolem nowoczesności i sukcesu czy jego ofiarą? Wrocław współczesny opisuje Jędrzej Morawiecki; jego zarzuty odpierają współtwórcy nowego wizerunku miasta: Ewa Michnik, Piotr Moras i Bogdan Zdrojewski. O historii, micie i przyszłości miasta oraz o pracy nad swoją ostatnią książką, „Mikrokosmosem” opowiada prof. Norman Davies.


 Jędrzej Morawiecki

 Palę Wrocław 

 

  Wrocław może stać się tym, w co przeobraziła się radiowa „Trójka” – miastem niegdyś awangardowym, oryginalnym, dziś bazującym na szczątkach legendy. Może stać się sformatowanym tworem przekształconym w miasto środka (jak muzyka środka). Miastem bezbarwnym (mimo swej jaskrawości), miastem dla wszystkich i dla nikogo. WIĘCEJ


 Z prof. NORMANEM DAVIESEM rozmawia Marek Zając

 Zwycięstwo nad gruzami 

 

  Wrocławianie byli sami i nie mieli nic, a jednak „z niczego” zbudowali wspaniałe miasto. To wielkie osiągnięcie. WIĘCEJ


 MIASTO WYKORZYSTANYCH SZANS

 Bogdan Zdrojewski 

  Wrocław jest jednym z nielicznych dużych miast w Polsce, którym udało się wykorzystać szansę, jaką przyniósł rok 1989. WIĘCEJ


 Ewa Michnik 

   W ostatnim 10-leciu Wrocław rozkwitł. Jego wizytówką stał się Rynek, będący dumą mieszkańców i wzbudzający podziw gości z Polski. WIĘCEJ

  Paweł Moras 

   Nie jestem „expofanatykiem”, nie mam pewności, czy dostaniemy „Expo 2010”, ale wiem, że nasz potencjał organizacyjny nie odbiega od standardów pozostałych kandydatów. WIĘCEJ










 
O Dziecku na jego dzień

 
JOANNA OLECH 

  Zabawki mądre i głupie




 
Nigdy nie spotkałam się z zabawką, na której producent umieściłby adnotację: „stymuluje rozwój intelektualny”, choć wpływ zabawy na rozwój dziecka wydaje się oczywisty. WIĘCEJ




DARIUSZ CZAJA 

Dziecięce zagadki

 
  Dziecko tak naprawdę wynaleziono w końcu XIX wieku. Wyosobniono je jako wyraźną kategorię społeczną, a w ślad za tym pojawiły się widome symptomy przełomu: infantylny szczebiot dorosłych i galanteria dziecięca. Skutki tej zmiany dziedziczymy po dziś dzień. WIĘCEJ







  Przed Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej w Japonii i Korei 


  Ze ZBIGNIEWEM BOŃKIEM rozmawiają Piotr Mucharski i Michał Okoński

  Próba charakteru

 


  „Polacy rzadko walczą o najwyższe stawki, a kiedy już osiągną sukces, np. awans do mistrzostw świata po 16 latach przerwy, to zamiast traktować tę sytuację jako trampolinę do następnego skoku, zachowują się jakby już byli u celu.” WIĘCEJ

 

Zbigniew Boniek (ur. 1956) grał w piłkę nożną w klubach: Zawisza Bydgoszcz, Widzew Łódź, Juventus Turyn i AS Roma. Zagrał 80 meczów w reprezentacji Polski, strzelając 24 gole. Trzykrotny uczestnik finałów mistrzostw świata (Argentyna’78, Hiszpania’82 – gdzie polska drużyna zajęła III miejsce, Meksyk’86). Zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów w 1984 roku, Superpucharu i Pucharu Europy w 1985 roku (wszystkie z Juventusem). W 1982 roku był trzeci w prestiżowym plebiscycie „France Football” na najlepszego piłkarza Europy. Po zakończeniu kariery piłkarskiej trenował włoskie drużyny: Lecce, Bari, Avellino. W Polsce kierował firmą „Go&Goal”, zajmującą się m.in. sprzedażą praw do transmisji meczów piłkarskich. Jest wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej ds. marketingu.


 




 

WIARA

 

 

 

 


Czy procesja Bo
żego Ciała, niosąca świętość Eucharystii
w świeckość życia, ma sens?


O. WIESŁAW DAWIDOWSKI

Sacrum w parze z profanum

  Powszechny jest obrazek niesionego pod baldachimem Najświętszego Sakramentu, na który zerkają krawężnikowi gapie zajadający się lodami, palący papierosy, ukradkiem wykonujący prawą ręką tajemne ruchy przypominające bardziej oganianie się od much niż znak krzyża, czy umykający do bramy kamienicy przed wzrokiem proboszcza. Chyba nigdzie w życiu Kościoła nie widać ostrzej przemieszania się sacrum i profanum, jak w czasie procesji Bożego Ciała. (...) Czy krocząca z dostojeństwem i barokowym przepychem procesja mówi jeszcze cokolwiek ludziom żyjącym coraz szybciej, mówiącym coraz szybciej, czytającym coraz mniej i słuchającym niewiele? WIĘCEJ

 

 

 


 


Episkopat Czech uderzył w ultrakonserwatystów
swojego Kościoła

PATRYCJA BUKALSKA z Pragi
Praska rewolucja

  W latach 90. Wydział Teologii Katolickiej państwowego Uniwersytetu Karola w Pradze był w czeskim Kościele główną ostoją środowisk niechętnych myśli soborowej i otwarciu Kościoła na świat. Episkopat od dawna próbował przeciwstawić się temu środowisku, w którym można znaleźć księży współpracujących przed 1989 rokiem z komunistami. (...) Wiadomości, jakie przenikały przez lata z wydziału na zewnątrz, dają pewne wyobrażenie o wizji świata i Kościoła tego środowiska: znikoma obecność na wydziale świeckich, zakaz studiowania dla kobiet, ostracyzm i szykany wobec wszelkich próg zmiany tego stanu rzeczy. WIĘCEJ

   

 

 

 

 

 

 


KRAJ I ŚWIAT

 


„To nie rewolucja, to korekta” – dokąd zmierza polski samorząd?


Z prof. Grzegorzem Gorzelakiem, dyrektorem Europejskiego
Instytutu Rozwoju Regionalnego i Lokalnego UW,
rozmawia Katarzyna Kolenda-Zaleska


Liderzy lokalni potrzebni od zaraz


  – Jak radzą sobie samorządy? 
  – Samorząd bywa bezdennie głupi. Mówię „bywa”, bo chcę wierzyć, że tak jednak nie jest. Ale moje obserwacje są czasem przerażające. Z korupcją wśród radnych jest najgorzej w Warszawie, ale to nie tylko problem stolicy. Ryba psuje się od głowy – kiedy wójt z prowincji widzi, że każdy Minister Skarbu, bez względu na opcję polityczną, obsadza kolegami spółki Skarbu Państwa, myśli sobie: „Minister może, mogę i ja”. Następnego dnia w Urzędzie Gminy ląduje jego pociotek. WIĘCEJ

 


 



 

Jaka jest polska adwokatura?

 

  W artykule „Nieliczni, niedostępni, nietani” („TP” nr 20), krytykującym sytuację w polskiej adwokaturze, Michał Kłaczyński pisał: „W całej Polsce jest dziś tylu adwokatów, ilu w jednym dużym mieście w Niemczech. Albo inaczej: osiem razy mniej, niż w samej tylko stolicy USA. Polska adwokatura działa na zasadzie średniowiecznego cechu. Negatywne skutki tego zamknięcia – także finansowe – odczuwają niemal wszyscy, którzy potrzebują pomocy prawnej. Dlatego nie jest to tylko problem tysięcy młodych prawników, pozbawionych szans na zawód adwokata. To także problem społeczny: dostęp do wymiaru sprawiedliwości staje się iluzoryczny bez fachowej i powszechnej pomocy prawnej”. 
  Kłaczyński postulował zreformowanie systemu, w którym samorządy prawnicze – nie tylko adwokacki, także notarialny czy radcowski – ograniczają drastycznie napływ nowych prawników do tych zawodów, co ma negatywne skutki społeczne, nie tylko dla tysięcy absolwentów prawa, ale także dla zwykłych obywateli, i dla rozwoju państwa prawa. 
  Po opublikowaniu artykułu otrzymaliśmy bardzo wiele listów od Czytelników. W tym numerze publikujemy część z nich; ciąg dalszy za tydzień.


Redakcja 

 

 

 

 

Niesprawiedliwe osądy

 

  Michał Kłaczyński krytykuje ograniczenia w dostępie do aplikacji i wykonywania zawodu adwokata. Reprezentuje on pogląd, że stwarzanie ograniczeń to naruszenie Konstytucji, która zapewnia każdemu wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Trudno się z tym zgodzić. Aby pracować w wybranym zawodzie, trzeba spełniać wymogi, które warunkują jego wykonywanie. To właśnie względy społeczne nakazują stosowanie doboru pozytywnego. Nie każdy lekarz może być chirurgiem, kolejarz maszynistą pociągu, mechanik operatorem dźwigu, muzyk kompozytorem itd. Podobnie nie każdy absolwent prawa może być sędzią, prokuratorem, radcą, notariuszem czy adwokatem. Dlatego stworzono system doboru do tych zawodów osób z odpowiednimi predyspozycjami. WIĘCEJ

 

LECH ŁAWROWSKI,
dziekan Okręgowej Rady
Adwokackiej w Krakowie

 

 

 

 

 

Uczciwość też ważna

 

  Świadomość hermetyczności adwokatury, notariatu i radców związana jest z powszechnym przekonaniem o nieuczciwości istniejącego systemu naboru. Czy adwokat zasiadający w komisji egzaminacyjnej wybierze kandydata nieznanego – czy raczej syna kolegi z kancelarii? Nowością jest dla mnie jednak wypowiedź mec. Kubasa z Naczelnej Rady Adwokackiej, który otwarcie przyznaje, że takie zjawisko, ocierające się niemal o nepotyzm, ma miejsce. WIĘCEJ

KATARZYNA KOBOS, 
studentka prawa UJ (Kraków)

 

 

 

Gratuluję tekstu


 
Gratuluję redakcji „TP” doskonałego artykułu Michała Kłaczyńskiego o adwokaturze. Artykuł nie przyczyni redakcji zwolenników wśród adwokatów, lecz ze względów społecznych jest niezwykle pożyteczny. Kolejnym równie hermetycznym środowiskiem zawodowym są notariusze. Może by coś jeszcze o nich... 

(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

 

 

 

 

 

Jak korporacja łamie prawo

 

  Cztery lata temu przystąpiłem do konkursu na aplikację notarialną w Izbie Warszawskiej. Po części pisemnej zająłem drugą lokatę. Mimo trzech wyroków NSA do dziś nie doręczono mi decyzji Izby w mojej sprawie – rozstrzygającej, czy zostałem przyjęty, czy nie. W uchwale podjętej po ostatnim z wyroków Izba Warszawska poprzestała na stwierdzeniu, że nie zastosuje się do wyroku NSA, który nakazał Izbie wydanie odpowiedniej decyzji, ponieważ się z tym wyrokiem nie zgadza... WIĘCEJ

 

ADAM PŁOCIŃSKI
(Warszawa)

 

 

 

 

 

I nieliczni, i niedostępni, i nietani

 

  W państwie prawa nie jest bowiem dopuszczalne, aby interes ekonomiczny grupy zawodowej, poparty strachem przed weryfikacją umiejętności w warunkach nieskrępowanej konkurencji, przeważał nad konstytucyjnym prawem obywatelskim do wykonywania zawodu. Oczywiście, weryfikowanie umiejętności tych, którzy chcą być adwokatem lub radcą, jest konieczne, podobnie jak konieczne są aplikacje. Nie może to jednak służyć niszczeniu konkurencji. Aplikacja winna być dostępna dla wszystkich absolwentów prawa, a egzamin radcowski powinien być składany przed niezależnym organem (np. Ministrem Sprawiedliwości). WIĘCEJ

 

MARCIN GOMOŁA
absolwent Prawa i Administracji UW
www.fairplay.org.pl 

 

 







 



  ANNA HUSARSKA

  Birmańskie marzenia o wolności

 

  Reakcje na uwolnienie z kilkuletniego aresztu domowego birmańskiej „Wielkiej Damy” tamtejszej opozycji, Aung San Suu Kyi, były ekstatyczne zarówno w jej ojczyźnie – widzieliśmy w telewizji rozentuzjazmowany, niemal rozszalały tłum wokół delikatnej postaci „Lady” – jak i za granicą, gdzie krok ten witano jako zwiastun dobrej woli junty wojskowej. A może i jako jutrzenkę wolności?

 


BIRMAŃSKIE LATA: 
1988 – Aung San Suu Kyi wraca z emigracji i staje na czele opozycji, upadek dyktatury Ne Wina, władzę przejmuje grupa generałów. 
1990 – junta unieważnia legalne demokratyczne wybory, w których zwyciężyła NLD. 
1991 – Suu Kyi otrzymuje pokojową Nagrodę Nobla (nagrodę odbiera jej mąż). 
1989–95 oraz 2000–02 – Suu Kyi przebywa w areszcie domowym w Rangunie.
 WIĘCEJ

 

 

 









Spór o „centrum przeciw wypędzeniom”

Stary język, nowy temat

 

  W 1999 r. „Związek Wypędzonych”, zrzeszający Niemców, którzy po 1944-45 r. musieli opuścić kraje Europy Wschodniej, zgłosił projekt zbudowania w Berlinie ośrodka muzealno-badawczo-edukacyjnego: „Centrum przeciw Wypędzeniom”. Projekt nie uzyskał wtedy poparcia, skrytykował go kanclerz Schröder. Dziś wszystko się zmieniło: temat wysiedleń – który nigdy nie był w RFN tabu, choć od lat 60. znajdował się raczej poza obszarem „politycznej (czy historycznej) poprawności” – został symbolicznie „zrehabilitowany”, gdy wiosną br. Günter Grass poświęcił mu książkę o tragedii Niemców, uciekających zimą 1945 r. przed Armią Czerwoną. 
  Książka Grassa i równoczesny czesko--niemiecki spór o „dekrety Benesza”, na mocy których Niemców wysiedlono z Czechosłowacji, wywołały ostrą dyskusję. Nie tylko historyczną: kandydat chadecji na kanclerza Edmund Stoiber (żonaty z Niemką pochodzącą z Czech) uzależnia wejście Pragi do UE od anulowania dekretów. 
  Z punktu widzenia Czech czy Polski problemem jest także historyczny aspekt tej niemieckiej debaty, której uczestnicy, w tym część lewicy, przyjęli za swoje język, pojęcia (np. Vertriebene) i argumentację używane dotąd przez „Związek Wypędzonych”. Być może stało się tak dlatego, że to „Związek” dotąd monopolizował temat. Symboliczne jest np., że gdy przewodnicząca „Związku” Erika Steinbach nazywa siebie „wypędzoną z ziemi rodzinnej” (co jest kategorią także moralną), nikt w Niemczech nie protestuje, choć Steinbach urodziła się w okupowanej Polsce, gdzie jej ojciec stacjonował jako żołnierz Wehrmachtu. Ogromna większość niemieckich polityków odpowiedziałaby zapewne negatywnie na pytanie, czy Niemcom wolno traktować okupowaną Polskę jak „ziemię rodzinną” – problem w tym, że nikt takiego pytania nie zadaje.
W nowej atmosferze powrócił też projekt „Centrum przeciw Wypędzeniom”, który ma obecnie poparcie niemal wszystkich partii, także lewicy. Grupa polityków i publicystów z Niemiec i Polski (m.in. poseł SPD Markus Meckel i redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” Adam Michnik) zaproponowała, by takie miejsce pamięci powstało nie w Berlinie, lecz we Wrocławiu, i aby miało charakter ponadnarodowy.
  Czy ten pomysł ma szanse realizacji? To zależy od Niemców. A czy ma sens? O tym trzeba dyskutować w Polsce. Publikujemy głosy „za” i „przeciw”, autorstwa Janusza Jasińskiego i Gerharda Gnaucka (pochodzącego z rodziny polsko-niemieckiej).


Wojciech Pięciak

 

 

 

 

JANUSZ JASIŃSKI

Centrum krzywd

 

   „Centrum przeciw Wypędzeniom” we Wrocławiu to pomysł nieprzemyślany. Dziś niemal każdy Polak mniej więcej wie, co działo się z Niemcami po 1945 r. na ziemiach zachodnich i północnych. A ilu Niemców wie o wysiedleniach Polaków z Wielkopolski, Pomorza, Zamojszczyzny, Warszawy? Tu w Niemczech panuje powszechna ignorancja. „Centrum przeciw Wypędzeniom” tylko ten stan utrwali. WIĘCEJ

 

 

 

Gerhard Gnauck

Muzeum ojcowizny

 
Wysiedlenia cywilów polskich i niemieckich miały różny kontekst historyczny i polityczny. Wszelako z perspektywy pojedynczego człowieka można mówić o wspólnocie losów tych – niewinnych – Polaków i Niemców. Takich jak moja niemiecka babcia ze Śląska i moja polska babcia z Podola. Jestem przekonany, że byłyby one szczęśliwe, gdyby „Centrum przeciw Wypędzeniom” – a może po prostu: Miejsce Pamięci o utraconej ojcowiźnie – powstało nie w Berlinie, ale we Wrocławiu. WIĘCEJ

 

 Matka z małymi dziećmi, wypędzone przez Niemców z Warszawy po Powstaniu, 1944 r.

 

 









 

 

 

KULTURA

 

 

 

 

 

Złota Palma dla Polańskiego

 

  Dawno już żadna publiczna wiadomość nie ucieszyła mnie tak bardzo; choć – 
od razu zaznaczę – nie miałem jeszcze okazji, podobnie jak wszyscy, którzy nie byli w maju w Cannes, skonfrontować wielkiego festiwalowego sukcesu Romana Polańskiego z własnymi wrażeniami odbiorczymi. Na obejrzenie „Pianisty” będziemy musieli zapewne zaczekać do premiery, zapowiadanej na początek września.
  Sukces filmu cieszy mnie tak bardzo już teraz, po pierwsze, ze względu na kino polskie, które – jak nigdy – potrzebuje podobnego wsparcia. Dwadzieścia jeden lat po Andrzeju Wajdzie jako autorze „Człowieka z żelaza”, drugi raz polski reżyser został zwycięzcą najważniejszego festiwalu filmowego na świecie. Co przy tym istotne, był to znowu polski reżyser występujący w polskich barwach, opowiadający o polskiej historii. Odebrawszy nagrodę, Roman Polański wyraził przecież swoją radość, że to właśnie film reprezentujący nasz kraj odniósł taki sukces; podkreślił też, jak znaczny udział miał w tym sukcesie profesjonalizm polskiej ekipy.
  To ze względu na niego samego, po drugie, cieszy mnie ta Złota Palma. Przypuszczam bowiem, że największą satysfakcję artysta odczuwa wówczas, kiedy źródłem jego sukcesu staje się ten utwór, do którego on sam przywiązuje wyjątkową wagę. Wiem wprawdzie, że Roman Polański nie lubi, kiedy do omawiania jego filmów włącza się jego biografię. On sam jednak przyznawał, że opowieść Władysława Szpilmana dostarczyła mu okazji, na jaką od lat czekał: przekazania świadectwa o straszliwych czasach, które i na jego osobistym doświadczeniu odcisnęły się najsilniej. 
  Po trzecie wreszcie, ta Złota Palma świadczy o tym, że nad dziejami kultury panuje – wbrew pozorom – pewien moralny ład; nawet największe błędy bywają naprawiane. Przecież nie po raz pierwszy wojenna historia Władysława Szpilmana stała się podstawą utworu filmowego. Już pięćdziesiąt siedem lat temu dwaj inni artyści, Jerzy Andrzejewski i Czesław Miłosz, uczynili ją kanwą swojego scenariusza; na rok wcześniej nawet, nim ukazała się książka, nosząca wtedy tytuł „Śmierć miasta”. Dalsze losy scenariusza nie zależały już jednak od jego autorów; najwyraźniej ówczesne kino polskie – ze względów politycznych przede wszystkim – nie było przygotowane do prawdziwego opowiedzenia historii żydowskiego pianisty, skoro tak niemiłosiernie zniekształciło ją w „Mieście nieujarzmionym”. Oto jednak minęło pół wieku i Roman Polański, razem ze współpracownikami, z których większość nie może już tych zdarzeń pamiętać, opowiedział ją od nowa, bez żadnych cenzuralnych ograniczeń. Cieszmy się więc wspólnie, że tym razem ta historia zostanie usłyszana tak powszechnie.

 
Tadeusz Lubelski

 



  Cieszę się tak, jakbym sam dostał tę nagrodę. Cieszę się, że Roman Polański wrócił do naszych dawnych wspaniałych tematów; nie tylko wrócił, ale odniósł sukces właśnie dzięki takiemu tematowi, dzięki filmowi, który jest częścią jego życia. To fantastyczne. Cieszę się też, że ten film pojawił się w Cannes jako film polski. To jeszcze jedno potwierdzenie, że Polska jest miejscem, w którym robi się filmy; dużo jest przecież krajów, w których filmy nie powstają, bo się ich robić nie umie. Roman Polański mógł zrealizować „Pianistę” w tak porywającej inscenizacji i z takim rozmachem, bo ludzie, z którymi tutaj pracował – i operator, i scenograf, i kostiumolog, i cała ekipa – oddali reżyserowi to, co najlepsze.


Andrzej Wajda 

 

 






 

 

Dlaczego warto czytać dziennik Bronisława Malinowskiego?

 

GRAŻYNA KUBICA

Wyodrębnienie sprężyn życia

 

  Dawniej gdy się mówiło o Malinowskim, a interlokutor nie bardzo wiedział, o kogo chodzi, wystarczało powiedzieć: „ten od »Życia seksualnego dzikich«”. Mam nadzieję, że teraz stanie się on „tym od »Dziennika w ścisłym znaczeniu tego wyrazu«”.

 

  Jaki jest ten dziennik? Na pewno nie jest to gładki diariusz pisarza, typ, który sam autor nazywał „grafomańskim”. Jego lektura, mimo że nie najłatwiejsza, daje rzadkie poczucie autentyczności. Matematyczna oszczędność sformułowań jest ważnym doświadczeniem stylistycznym. Wyłania się z kart dziennika człowiek bez maski, ale też bez twarzy (za to o wielu głosach).

WIĘCEJ

 

 

  Autorka jest socjologiem, badaczką twórczości Malinowskiego; przygotowała polską edycję jego „Dziennika w ścisłym znaczeniu tego wyrazu”, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Literackiego.

 

 

 




 

 

ANITA PIOTROWSKA

Koniuszkami palców

 

  W dzisiejszym kinie irańskim dzieci odgrywają rolę szczególną. Wszędzie ich pełno, większość filmów skupia się właśnie na bohaterach dziecięcych, a problemy, z którymi muszą się mierzyć mali protagoniści, to często wielkie życiowe dramaty, trudne do udźwignięcia dla niejednego dorosłego. WIĘCEJ

 

 

  „KOLORY RAJU” (Rang-e khoda), scen. i reż. Majid Majidi, zdj. Mohammad Davoodi, muz. Alireza Kohandairy, wyst.: Mohsen Ramezani, Hossein Mahjoob, Salameh Feyzi. Iran 1999. Dystryb. Gutek Film.

 

 






 

Piotr Kosiewski
Pamięć, nostalgia, wymazywanie

 

  Wydanie tomu „Nostalgia. Eseje o tęsknocie za komunizmem” stało się okazją do zorganizowania w Warszawie spotkania pisarzy, krytyków i publicystów
z naszego regionu. Rozmawiali o tym, co wyróżnia nasz kawałek Europy w 13 lat po upadku muru berlińskiego. Nie było jednak wspomnień o cukrowej wacie, wodzie z saturatora i swojskim zapachu barów mlecznych... WIĘCEJ

 

  „Pamięć, nostalgia, wymazywanie”. Międzynarodowe Spotkanie Pisarzy (Warszawa, 16-17.05. 2002). W spotkaniu uczestniczyli m.in.: Fatos Lubonja, Yljiet Alicka (Albania), Michael Freund, Martin Pollack, Isolde Charim, Robert Misik (Austria), Ihar Babkau, Ihar Lalkau (Białoruś), Georgi Gospodinov (Bułgaria), Vaclav Żak, Vaclav Burian (Czechy), Peeter Sauter (Estonia), Drinka Gojković (Jugosławia), Marius Ivaškevičius (Litwa), Joachim Trenkner, Ursula Plog (Niemcy), Krzysztof Czyżewski, Aleksander Kaczorowski, Michał Komar, Andrzej Stasiuk, Marek Sieprawski, Jacek Żakowski (Polska), Wiktor Jerofiejew (Rosja), Simona Popescu, Bogdan Lefter (Rumunia), Laszlo Szigeti (Słowacja), Jurij Andruchowycz, Taras Prochaśko, Jurij Prochaśko (Ukraina), Eva Karadi, Béla Nové, Péter Zilahy (Węgry). 
  Organizatorzy spotkania: Fundacja Inicjatyw Międzynarodowych, Austriackie Forum Kultury, Wydawnictwo Czarne, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. 

 

 

 

 

 


 

 

 

FELIETONY

 

 

 

 

JÓZEFA HENNELOWA – Lekcja dla posła

JACEK PODSIADŁO – Ahoj, przygodo! 

MARCIN KRÓL – Demokracja po korupcji

MICHAŁ KOMAR – Opowieść szkatułkowa

EWA SZUMAŃSKA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 22 (2760), 2 czerwca 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia



Kronika religijna

 

Medytacja Biblijna

 

Ks. Mieczysław Maliński

 

Liturgiczne czytania tygodnia

 

Kobiety w Biblii


Komentarze

 

Przegląd prasy krajowej

 

Przegląd prasy zagranicznej

 

 

Notatki

 

Wśród książek

 

 

Listy 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl