Nr 22 (2760), 2 czerwca 2002
96. pielgrzymka Jana Pawła II
JĘDRZEJ MORAWIECKI
Bułgaria splątana
Wizyta
Ojca Świętego w katolickiej parafii. Wierni przeganiają
czarnego kota, który chce przebiec papieską drogę.
Przypominają się słowa proboszcza Kurzoka: że wizyta umocni
katolików w wierze, że księża będą mogli przez wiele lat
odwoływać się do papieskich słów. Że zostanie wreszcie
odbudowany kościół. Że Papież doceni Bułgarię, jej wkład
we wschodnią wiarę i kulturę. Że Bułgaria usłyszy, iż to
katolicy chcieli jako pierwsi wyzwolić kraj z niewoli
tureckiej. WIĘCEJ
Jan Paweł II w Azerbejdżanie
Apel o pokój
WROCŁAW:
MIASTO SUKCESU?

W „Tygodniku” dyskusja o Wrocławiu
– czy stolica Dolnego Śląska jest symbolem nowoczesności
i sukcesu czy jego ofiarą? Wrocław współczesny opisuje Jędrzej
Morawiecki; jego zarzuty odpierają współtwórcy nowego
wizerunku miasta: Ewa Michnik, Piotr Moras i Bogdan
Zdrojewski. O historii, micie i przyszłości miasta oraz o
pracy nad swoją ostatnią książką,
„Mikrokosmosem” opowiada prof. Norman Davies.
Jędrzej Morawiecki
Palę Wrocław
Wrocław może stać się tym, w co przeobraziła się radiowa „Trójka” – miastem niegdyś awangardowym, oryginalnym, dziś bazującym na szczątkach legendy. Może stać się sformatowanym tworem przekształconym w miasto środka (jak muzyka środka). Miastem bezbarwnym (mimo swej jaskrawości), miastem dla wszystkich i dla nikogo.
WIĘCEJ
Z
prof. NORMANEM DAVIESEM rozmawia Marek Zając
Zwycięstwo nad gruzami
Wrocławianie byli sami i nie mieli nic, a jednak
„z niczego” zbudowali wspaniałe miasto. To wielkie osiągnięcie.
WIĘCEJ
MIASTO
WYKORZYSTANYCH SZANS
Bogdan Zdrojewski
Wrocław jest jednym z nielicznych
dużych miast w Polsce, którym udało się wykorzystać szansę, jaką przyniósł rok 1989.
WIĘCEJ
Ewa Michnik
W ostatnim 10-leciu Wrocław rozkwitł.
Jego wizytówką stał się Rynek, będący dumą mieszkańców i wzbudzający podziw gości z Polski.
WIĘCEJ
Paweł
Moras
Nie jestem „expofanatykiem”, nie mam pewności, czy dostaniemy „Expo 2010”, ale wiem, że nasz potencjał organizacyjny nie odbiega od standardów pozostałych kandydatów.
WIĘCEJ
O Dziecku na jego
dzień
JOANNA OLECH
Zabawki mądre i głupie

Nigdy nie spotkałam się z zabawką, na której producent
umieściłby adnotację: „stymuluje rozwój
intelektualny”, choć wpływ zabawy na rozwój dziecka
wydaje się oczywisty. WIĘCEJ
DARIUSZ CZAJA
Dziecięce zagadki
Dziecko tak naprawdę wynaleziono w końcu XIX wieku. Wyosobniono je jako wyraźną kategorię społeczną,
a w ślad za tym pojawiły się widome symptomy przełomu: infantylny szczebiot dorosłych i galanteria dziecięca.
Skutki tej zmiany dziedziczymy po dziś dzień. WIĘCEJ
Przed Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej w Japonii i
Korei
Ze ZBIGNIEWEM BOŃKIEM
rozmawiają Piotr Mucharski i Michał Okoński
Próba charakteru

„Polacy rzadko walczą o najwyższe
stawki, a kiedy już osiągną sukces, np. awans do mistrzostw
świata po 16 latach przerwy, to zamiast traktować tę sytuację
jako trampolinę do następnego skoku, zachowują się jakby już
byli u celu.” WIĘCEJ
Zbigniew Boniek (ur. 1956) grał w piłkę nożną w klubach:
Zawisza Bydgoszcz, Widzew Łódź, Juventus Turyn i AS Roma. Zagrał 80 meczów w reprezentacji Polski, strzelając 24 gole. Trzykrotny uczestnik finałów mistrzostw świata (Argentyna’78, Hiszpania’82 – gdzie polska drużyna zajęła III miejsce, Meksyk’86). Zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów w 1984 roku, Superpucharu i Pucharu Europy w 1985 roku (wszystkie z Juventusem). W 1982 roku był trzeci w prestiżowym plebiscycie
„France Football” na najlepszego piłkarza Europy. Po zakończeniu kariery piłkarskiej trenował włoskie drużyny: Lecce, Bari, Avellino. W Polsce kierował firmą
„Go&Goal”, zajmującą się m.in. sprzedażą praw do transmisji meczów piłkarskich. Jest wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej ds. marketingu.
WIARA
Czy procesja Bożego
Ciała, niosąca świętość Eucharystii
w świeckość życia, ma sens?
O. WIESŁAW DAWIDOWSKI
Sacrum w parze z
profanum
Powszechny jest obrazek niesionego pod baldachimem Najświętszego
Sakramentu, na który zerkają krawężnikowi gapie zajadający
się lodami, palący papierosy, ukradkiem wykonujący prawą ręką
tajemne ruchy przypominające bardziej oganianie się od much niż
znak krzyża, czy umykający do bramy kamienicy przed wzrokiem
proboszcza. Chyba nigdzie w życiu Kościoła nie widać ostrzej
przemieszania się sacrum
i profanum, jak w czasie procesji Bożego Ciała. (...)
Czy krocząca z dostojeństwem i barokowym przepychem procesja mówi
jeszcze cokolwiek ludziom żyjącym coraz szybciej, mówiącym
coraz szybciej, czytającym coraz mniej i słuchającym
niewiele? WIĘCEJ
Episkopat Czech uderzył w ultrakonserwatystów swojego
Kościoła
PATRYCJA BUKALSKA z Pragi
Praska rewolucja
W latach 90. Wydział Teologii Katolickiej państwowego
Uniwersytetu Karola w Pradze był w czeskim Kościele główną
ostoją środowisk niechętnych myśli soborowej i otwarciu Kościoła
na świat. Episkopat od dawna próbował przeciwstawić się
temu środowisku, w którym można znaleźć księży współpracujących
przed 1989 rokiem z komunistami. (...) Wiadomości, jakie
przenikały przez lata z wydziału na zewnątrz, dają pewne
wyobrażenie o wizji świata i Kościoła tego środowiska:
znikoma obecność na wydziale świeckich, zakaz studiowania dla
kobiet, ostracyzm i szykany wobec wszelkich próg zmiany tego
stanu rzeczy. WIĘCEJ
KRAJ I ŚWIAT
„To nie rewolucja, to korekta” – dokąd
zmierza polski samorząd?
Z prof. Grzegorzem
Gorzelakiem, dyrektorem Europejskiego
Instytutu Rozwoju Regionalnego i Lokalnego UW,
rozmawia Katarzyna Kolenda-Zaleska
Liderzy lokalni potrzebni od zaraz
– Jak radzą sobie samorządy?
– Samorząd bywa bezdennie głupi. Mówię „bywa”, bo chcę wierzyć, że tak jednak nie jest. Ale moje obserwacje są czasem przerażające. Z korupcją wśród radnych jest najgorzej w Warszawie, ale to nie tylko problem stolicy. Ryba psuje się od głowy – kiedy wójt z prowincji widzi, że każdy Minister Skarbu, bez względu na opcję polityczną, obsadza kolegami spółki Skarbu Państwa, myśli sobie: „Minister może, mogę i ja”. Następnego dnia w Urzędzie Gminy ląduje jego pociotek.
WIĘCEJ
Jaka jest
polska adwokatura?
W artykule „Nieliczni, niedostępni, nietani”
(„TP” nr 20), krytykującym sytuację w polskiej adwokaturze, Michał Kłaczyński pisał: „W całej Polsce jest dziś tylu adwokatów, ilu w jednym dużym mieście w Niemczech. Albo inaczej: osiem razy mniej, niż w samej tylko stolicy USA. Polska adwokatura działa na zasadzie średniowiecznego cechu. Negatywne skutki tego zamknięcia – także finansowe – odczuwają niemal wszyscy, którzy potrzebują pomocy prawnej. Dlatego nie jest to tylko problem tysięcy młodych prawników, pozbawionych szans na zawód adwokata. To także problem społeczny: dostęp do wymiaru sprawiedliwości staje się iluzoryczny bez fachowej i powszechnej pomocy prawnej”.
Kłaczyński postulował zreformowanie systemu, w którym samorządy prawnicze – nie tylko adwokacki, także notarialny czy radcowski – ograniczają drastycznie napływ nowych prawników do tych zawodów, co ma negatywne skutki społeczne, nie tylko dla tysięcy absolwentów prawa, ale także dla zwykłych obywateli, i dla rozwoju państwa prawa.
Po opublikowaniu artykułu otrzymaliśmy bardzo wiele listów od Czytelników. W tym numerze publikujemy część z nich; ciąg dalszy za tydzień.
Redakcja
Niesprawiedliwe osądy
Michał Kłaczyński krytykuje ograniczenia w dostępie do aplikacji i wykonywania zawodu adwokata. Reprezentuje on pogląd, że stwarzanie ograniczeń to naruszenie Konstytucji, która zapewnia każdemu wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Trudno się z tym zgodzić. Aby pracować w wybranym zawodzie, trzeba spełniać wymogi, które warunkują jego wykonywanie. To właśnie względy społeczne nakazują stosowanie doboru pozytywnego. Nie każdy lekarz może być chirurgiem, kolejarz maszynistą pociągu, mechanik operatorem dźwigu, muzyk kompozytorem itd. Podobnie nie każdy absolwent prawa może być sędzią, prokuratorem, radcą, notariuszem czy adwokatem. Dlatego stworzono system doboru do tych zawodów osób z odpowiednimi predyspozycjami. WIĘCEJ
LECH ŁAWROWSKI,
dziekan Okręgowej Rady
Adwokackiej w Krakowie
Uczciwość też ważna
Świadomość hermetyczności adwokatury, notariatu i radców związana jest z powszechnym przekonaniem o nieuczciwości istniejącego systemu naboru. Czy adwokat zasiadający w komisji egzaminacyjnej wybierze kandydata nieznanego – czy raczej syna kolegi z kancelarii? Nowością jest dla mnie jednak wypowiedź mec. Kubasa z Naczelnej Rady Adwokackiej, który otwarcie przyznaje, że takie zjawisko, ocierające się niemal o nepotyzm, ma miejsce.
WIĘCEJ
KATARZYNA KOBOS,
studentka prawa UJ (Kraków)
Gratuluję tekstu
Gratuluję redakcji „TP” doskonałego artykułu Michała Kłaczyńskiego o adwokaturze. Artykuł nie przyczyni redakcji zwolenników wśród adwokatów, lecz ze względów społecznych jest niezwykle pożyteczny. Kolejnym równie hermetycznym środowiskiem zawodowym są notariusze. Może by coś jeszcze o nich...
(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)
Jak korporacja
łamie prawo
Cztery lata temu przystąpiłem do konkursu na aplikację notarialną w Izbie Warszawskiej. Po części pisemnej zająłem drugą lokatę. Mimo trzech wyroków NSA do dziś nie doręczono mi decyzji Izby w mojej sprawie – rozstrzygającej, czy zostałem przyjęty, czy nie. W uchwale podjętej po ostatnim z wyroków Izba Warszawska poprzestała na stwierdzeniu, że nie zastosuje się do wyroku NSA, który nakazał Izbie wydanie odpowiedniej decyzji, ponieważ się z tym wyrokiem nie zgadza...
WIĘCEJ
ADAM PŁOCIŃSKI
(Warszawa)
I nieliczni, i
niedostępni, i nietani
W państwie prawa nie jest bowiem dopuszczalne, aby interes ekonomiczny grupy zawodowej, poparty strachem przed weryfikacją umiejętności w warunkach nieskrępowanej konkurencji, przeważał nad konstytucyjnym prawem obywatelskim do wykonywania zawodu. Oczywiście, weryfikowanie umiejętności tych, którzy chcą być adwokatem lub radcą, jest konieczne, podobnie jak konieczne są aplikacje. Nie może to jednak służyć niszczeniu konkurencji. Aplikacja winna być dostępna dla wszystkich absolwentów prawa, a egzamin radcowski powinien być składany przed niezależnym organem (np. Ministrem Sprawiedliwości).
WIĘCEJ
MARCIN GOMOŁA
absolwent Prawa i Administracji UW
www.fairplay.org.pl
ANNA
HUSARSKA
Birmańskie
marzenia o wolności
Reakcje na uwolnienie z kilkuletniego aresztu domowego birmańskiej „Wielkiej Damy” tamtejszej opozycji, Aung San Suu Kyi, były ekstatyczne zarówno w jej ojczyźnie – widzieliśmy w telewizji rozentuzjazmowany, niemal rozszalały tłum wokół delikatnej postaci „Lady” – jak i za granicą, gdzie krok ten witano jako zwiastun dobrej woli junty wojskowej. A może i jako jutrzenkę wolności?
BIRMAŃSKIE LATA:
1988 – Aung San Suu Kyi wraca z emigracji i staje na czele opozycji, upadek
dyktatury Ne Wina, władzę przejmuje grupa generałów.
1990 – junta unieważnia legalne demokratyczne wybory, w których zwyciężyła
NLD.
1991 – Suu Kyi otrzymuje pokojową Nagrodę Nobla (nagrodę odbiera jej mąż).
1989–95 oraz 2000–02 – Suu Kyi przebywa w areszcie domowym
w Rangunie. WIĘCEJ
Spór
o „centrum przeciw wypędzeniom”
Stary język,
nowy temat
W 1999 r. „Związek Wypędzonych”, zrzeszający Niemców, którzy po 1944-45 r. musieli opuścić kraje Europy Wschodniej, zgłosił projekt zbudowania w Berlinie ośrodka muzealno-badawczo-edukacyjnego: „Centrum przeciw Wypędzeniom”. Projekt nie uzyskał wtedy poparcia, skrytykował go kanclerz Schröder. Dziś wszystko się zmieniło: temat wysiedleń – który nigdy nie był w RFN tabu, choć od lat 60. znajdował się raczej poza obszarem „politycznej (czy historycznej) poprawności” – został symbolicznie „zrehabilitowany”, gdy wiosną br. Günter Grass poświęcił mu książkę o tragedii Niemców, uciekających zimą 1945 r. przed Armią Czerwoną.
Książka Grassa i równoczesny czesko--niemiecki spór o „dekrety Benesza”, na mocy których Niemców wysiedlono z Czechosłowacji, wywołały ostrą dyskusję. Nie tylko historyczną: kandydat chadecji na kanclerza Edmund Stoiber (żonaty z Niemką pochodzącą z Czech) uzależnia wejście Pragi do UE od anulowania dekretów.
Z punktu widzenia Czech czy Polski problemem jest także historyczny aspekt tej niemieckiej debaty, której uczestnicy, w tym część lewicy, przyjęli za swoje język, pojęcia (np. Vertriebene) i argumentację używane dotąd przez „Związek Wypędzonych”. Być może stało się tak dlatego, że to „Związek” dotąd monopolizował temat. Symboliczne jest np., że gdy przewodnicząca „Związku” Erika Steinbach nazywa siebie „wypędzoną z ziemi rodzinnej” (co jest kategorią także moralną), nikt w Niemczech nie protestuje, choć Steinbach urodziła się w okupowanej Polsce, gdzie jej ojciec stacjonował jako żołnierz Wehrmachtu. Ogromna większość niemieckich polityków odpowiedziałaby zapewne negatywnie na pytanie, czy Niemcom wolno traktować okupowaną Polskę jak „ziemię rodzinną” – problem w tym, że nikt takiego pytania nie zadaje.
W nowej atmosferze powrócił też projekt „Centrum przeciw Wypędzeniom”, który ma obecnie poparcie niemal wszystkich partii, także lewicy. Grupa polityków i publicystów z Niemiec i Polski (m.in. poseł SPD Markus Meckel i redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” Adam Michnik) zaproponowała, by takie miejsce pamięci powstało nie w Berlinie, lecz we Wrocławiu, i aby miało charakter ponadnarodowy.
Czy ten pomysł ma szanse realizacji? To zależy od Niemców. A czy ma sens? O tym trzeba dyskutować w Polsce. Publikujemy głosy „za” i „przeciw”, autorstwa Janusza Jasińskiego i Gerharda Gnaucka (pochodzącego z rodziny polsko-niemieckiej).
Wojciech Pięciak
JANUSZ JASIŃSKI
Centrum krzywd
„Centrum przeciw Wypędzeniom” we Wrocławiu to pomysł nieprzemyślany. Dziś niemal każdy Polak mniej więcej wie, co działo się z Niemcami po 1945 r. na ziemiach zachodnich i północnych. A ilu Niemców wie o wysiedleniach Polaków z Wielkopolski, Pomorza, Zamojszczyzny, Warszawy? Tu w Niemczech panuje powszechna ignorancja.
„Centrum przeciw Wypędzeniom” tylko ten stan utrwali.
WIĘCEJ
Gerhard Gnauck
Muzeum ojcowizny
Wysiedlenia cywilów polskich i niemieckich miały różny kontekst historyczny i polityczny. Wszelako z perspektywy pojedynczego człowieka można mówić o wspólnocie losów tych – niewinnych – Polaków i Niemców. Takich jak moja niemiecka babcia ze Śląska i moja polska babcia z Podola. Jestem przekonany, że byłyby one szczęśliwe, gdyby
„Centrum przeciw Wypędzeniom” – a może po prostu: Miejsce Pamięci o utraconej ojcowiźnie – powstało nie w Berlinie, ale we Wrocławiu. WIĘCEJ
Matka z małymi
dziećmi, wypędzone przez Niemców
z Warszawy po Powstaniu, 1944 r.
KULTURA
Złota
Palma dla Polańskiego
Dawno już żadna publiczna wiadomość
nie ucieszyła mnie tak bardzo; choć –
od razu zaznaczę – nie miałem jeszcze okazji, podobnie jak wszyscy, którzy nie byli w maju w Cannes, skonfrontować wielkiego festiwalowego sukcesu Romana Polańskiego z własnymi wrażeniami odbiorczymi. Na obejrzenie „Pianisty” będziemy musieli zapewne zaczekać do premiery, zapowiadanej na początek września.
Sukces filmu cieszy mnie tak bardzo już teraz, po pierwsze, ze względu na kino polskie, które – jak nigdy – potrzebuje podobnego wsparcia. Dwadzieścia jeden lat po Andrzeju Wajdzie jako autorze „Człowieka z żelaza”, drugi raz polski reżyser został zwycięzcą najważniejszego festiwalu filmowego na świecie. Co przy tym istotne, był to znowu polski reżyser występujący w polskich barwach, opowiadający o polskiej historii. Odebrawszy nagrodę, Roman Polański wyraził przecież swoją radość, że to właśnie film reprezentujący nasz kraj odniósł taki sukces; podkreślił też, jak znaczny udział miał w tym sukcesie profesjonalizm polskiej ekipy.
To ze względu na niego samego, po drugie, cieszy mnie ta Złota Palma. Przypuszczam bowiem, że największą satysfakcję artysta odczuwa wówczas, kiedy źródłem jego sukcesu staje się ten utwór, do którego on sam przywiązuje wyjątkową wagę. Wiem wprawdzie, że Roman Polański nie lubi, kiedy do omawiania jego filmów włącza się jego biografię. On sam jednak przyznawał, że opowieść Władysława Szpilmana dostarczyła mu okazji, na jaką od lat czekał: przekazania świadectwa o straszliwych czasach, które i na jego osobistym doświadczeniu odcisnęły się najsilniej.
Po trzecie wreszcie, ta Złota Palma świadczy o tym, że nad dziejami kultury panuje – wbrew pozorom – pewien moralny ład; nawet największe błędy bywają naprawiane. Przecież nie po raz pierwszy wojenna historia Władysława Szpilmana stała się podstawą utworu filmowego. Już pięćdziesiąt siedem lat temu dwaj inni artyści, Jerzy Andrzejewski i Czesław Miłosz, uczynili ją kanwą swojego scenariusza; na rok wcześniej nawet, nim ukazała się książka, nosząca wtedy tytuł „Śmierć miasta”. Dalsze losy scenariusza nie zależały już jednak od jego autorów; najwyraźniej ówczesne kino polskie – ze względów politycznych przede wszystkim – nie było przygotowane do prawdziwego opowiedzenia historii żydowskiego pianisty, skoro tak niemiłosiernie zniekształciło ją w „Mieście nieujarzmionym”. Oto jednak minęło pół wieku i Roman Polański, razem ze współpracownikami, z których większość nie może już tych zdarzeń pamiętać, opowiedział ją od nowa, bez żadnych cenzuralnych ograniczeń. Cieszmy się więc wspólnie, że tym razem ta historia zostanie usłyszana tak powszechnie.
Tadeusz Lubelski
Cieszę się tak, jakbym sam dostał tę nagrodę. Cieszę się, że Roman Polański wrócił do naszych dawnych wspaniałych tematów; nie tylko wrócił, ale odniósł sukces właśnie dzięki takiemu tematowi, dzięki filmowi, który jest częścią jego życia. To fantastyczne. Cieszę się też, że ten film pojawił się w Cannes jako film polski. To jeszcze jedno potwierdzenie, że Polska jest miejscem, w którym robi się filmy; dużo jest przecież krajów, w których filmy nie powstają, bo się ich robić nie umie. Roman Polański mógł zrealizować „Pianistę” w tak porywającej inscenizacji i z takim rozmachem, bo ludzie, z którymi tutaj pracował – i operator, i scenograf, i kostiumolog, i cała ekipa – oddali reżyserowi to, co najlepsze.
Andrzej Wajda
Dlaczego warto
czytać dziennik Bronisława Malinowskiego?
GRAŻYNA
KUBICA
Wyodrębnienie
sprężyn życia

Dawniej gdy się mówiło o Malinowskim, a interlokutor nie bardzo wiedział, o kogo chodzi, wystarczało powiedzieć: „ten od »Życia seksualnego dzikich«”. Mam nadzieję, że teraz stanie się on „tym od »Dziennika w ścisłym znaczeniu tego wyrazu«”.
Jaki jest ten dziennik? Na pewno nie jest to gładki diariusz pisarza, typ, który sam autor nazywał „grafomańskim”. Jego lektura, mimo że nie najłatwiejsza, daje rzadkie poczucie autentyczności. Matematyczna oszczędność sformułowań jest ważnym doświadczeniem stylistycznym. Wyłania się z kart dziennika człowiek bez maski, ale też bez twarzy (za to o wielu głosach).
WIĘCEJ
Autorka jest socjologiem, badaczką twórczości Malinowskiego; przygotowała polską edycję jego „Dziennika w ścisłym znaczeniu tego wyrazu”, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Literackiego.
ANITA
PIOTROWSKA
Koniuszkami
palców
W dzisiejszym kinie irańskim dzieci odgrywają rolę szczególną. Wszędzie ich pełno, większość filmów skupia się właśnie na bohaterach dziecięcych, a problemy, z którymi muszą się mierzyć mali protagoniści, to często wielkie życiowe dramaty, trudne do udźwignięcia dla niejednego dorosłego.
WIĘCEJ
„KOLORY RAJU” (Rang-e khoda), scen. i reż. Majid Majidi, zdj. Mohammad Davoodi, muz. Alireza Kohandairy, wyst.: Mohsen Ramezani, Hossein Mahjoob, Salameh Feyzi. Iran 1999. Dystryb. Gutek Film.
Piotr
Kosiewski
Pamięć, nostalgia,
wymazywanie
Wydanie tomu „Nostalgia. Eseje o tęsknocie za komunizmem” stało się okazją do zorganizowania
w Warszawie spotkania pisarzy, krytyków i publicystów
z naszego regionu. Rozmawiali o tym, co wyróżnia nasz kawałek Europy w 13 lat po upadku muru berlińskiego.
Nie było jednak wspomnień o cukrowej wacie, wodzie z saturatora i swojskim zapachu barów mlecznych...
WIĘCEJ
„Pamięć, nostalgia, wymazywanie”. Międzynarodowe Spotkanie Pisarzy (Warszawa, 16-17.05. 2002). W spotkaniu uczestniczyli m.in.: Fatos Lubonja, Yljiet Alicka (Albania), Michael Freund, Martin Pollack, Isolde Charim, Robert Misik (Austria), Ihar Babkau, Ihar Lalkau (Białoruś), Georgi Gospodinov (Bułgaria), Vaclav Żak, Vaclav Burian (Czechy), Peeter Sauter (Estonia), Drinka Gojković (Jugosławia), Marius Ivaškevičius (Litwa), Joachim Trenkner, Ursula Plog (Niemcy), Krzysztof Czyżewski, Aleksander Kaczorowski, Michał Komar, Andrzej Stasiuk, Marek Sieprawski, Jacek Żakowski (Polska), Wiktor Jerofiejew (Rosja), Simona Popescu, Bogdan Lefter (Rumunia), Laszlo Szigeti (Słowacja), Jurij Andruchowycz, Taras Prochaśko, Jurij Prochaśko (Ukraina), Eva Karadi, Béla Nové, Péter Zilahy (Węgry).
Organizatorzy spotkania: Fundacja Inicjatyw Międzynarodowych, Austriackie Forum Kultury, Wydawnictwo Czarne, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski.
FELIETONY
JÓZEFA
HENNELOWA – Lekcja
dla posła
JACEK PODSIADŁO
– Ahoj, przygodo!
MARCIN
KRÓL – Demokracja po korupcji
MICHAŁ
KOMAR – Opowieść szkatułkowa
EWA
SZUMAŃSKA
|