Votum separatum

Lekcja dla posła


JÓZEFA HENNELOWA

 

Po awanturze wywołanej w Ministerstwie Rolnictwa przez Samoobronę jeszcze raz zaroiło się w mediach od opisów, analiz, komentarzy i wniosków. Krytyczne mniej czy więcej, wszystkie zgodnie budowały popularność lidera i nie szczędziły surowych ocen i pouczeń oponentom. „Jeżeli nie poprawi się jakość opozycji innej niż Samoobrona, to utrzymanie wysokiego poparcia dla partii Leppera jest możliwe” – wróży Andrzej Rychard, socjolog. A autorzy wielkiego „okładkowego” tekstu w „Newsweeku”, Michał Karnowski i Andrzej R. Potocki, wzywają po kolei na dywanik bezradnych polityków, którzy „nie potrafią jak Lepper” – skuteczny, bo wszędzie obecny, wszystkim współczujący, niestrudzony, jedyny rozumiejący, jedyny bliski sprawom zwykłych ludzi. Od przykładów tej obecności i troski aż roi się w całym obszernym materiale, ładnie (i chyba nieco sugestywnie, prawda?) zatytułowanym „On idzie”.
Zaraz, zaraz, ale oto natrafiamy tu na kilka zdań, które zastanawiają, bo coś jakby wynika z nich innego. „Kto (...) słyszał o pomocy, jakiej mazowiecki poseł PiS Artur Zawisza udziela pracownikom starającym się utrzymać produkcję w Ożarowskiej Fraktyce Kabli? – pytają reporterzy. – A Zawisza bywa tam co tydzień. Wysłał już w tej sprawie kilkanaście pism i odbył dziesiątki spotkań. Interweniował też w sprawie skupu mleka w gminie Klembów. Mimo to nie potrafi przebić się do mediów. Nie zorganizował wiecu, nie ściągnął dziennikarzy. Widać to nie jego żywioł. – Interwencje powinny być dla parlamentarzysty działalnością drugorzędną, przede wszystkim ma on stanowić dobre prawo – mówi poseł”.
No i proszę – dziennikarze niby widzą, że nie w „trosce o człowieka” leży sukces Samoobrony, a wnioskują dalej według tego samego stereotypu. Cytują słuszne zdanie posła o jego zasadniczych powinnościach, ale nie traktują go serio. Co tam stanowienie dobrego prawa – którego z dziennikarzy by to zainteresowało? Który skierowałby na taką pracę kamerę a choćby magnetofon? Żywiołem posła powinna być głośność, o właśnie: konferencja prasowa, wiec, na których mówi się językiem o ileż dla dziennikarza i odbiorcy ciekawszym. Poseł okazuje się winien nawet tego, że „nie przebił się do mediów”. Bo „nie potrafił”. To trzeba się aż przebijać? W takim razie, umówmy się od razu, wygra zawsze ten, kto będzie krzyczał głośniej, groził bardziej bezwzględnie, obrażał dosadniej. Uwaga mediów pójdzie za nim, uruchamiając zamknięty krąg popularności robionej i oddziałującej, czyniąc ze skutku następne przyczyny. A siła przekonywania gromady ludzkiej, że wszyscy poza mówcą i jego słuchaczami to złodzieje, szkodnicy i przestępcy, godni najwyższych kar, będzie zawsze nieporównywalna z siłą najbardziej racjonalnych diagnoz i zdroworozsądkowych argumentów za jakimkolwiek rozwiązaniem. Różnymi hasłami Leppera zajmowała się już prasa czy telewizja, ale może warto przypomnieć jeszcze jedno, bo to jak dotąd najdalszy punkt odniesienia w jego „programie” uzdrowienia kraju: żądanie sięgnięcia w tym celu do rezerw dewizowych Narodowego Banku Polskiego. Cóż zdziała nawet setka posłów, z jednej strony starających się interweniować, a z drugiej stanowić dobre prawo, wobec takiej przynęty, pojmowalnej nawet dla najciemniejszych? A jeszcze dodajmy, że ludziom proponuje się wtedy postawy czynne: odbierać, karać, blokować, wyważać drzwi do sezamów, tłuc szyby, podpalać opony, cały czas w poczuciu świętej bezkarności. Ludzie lubią być czynni, skoro to takie łatwe...
Andrzej Rychard życzy sobie poprawy jakości opozycji. Tylko na czym miałaby ona polegać, skoro coraz skuteczniejsze okazuje się zjawisko dokładnie odwrotne: to za brutalną demagogią i bezkarną dwulicowością ludzie idą coraz chętniej i coraz tłumniej, zachwyceni nie programem, lecz stekiem wyzwisk i pogardą dla prawa? To tego ma się nauczyć poseł PiS Artur Zawisza?

Józefa Hennelowa 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 22 (2760), 2 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl