Masjania – wirtualna gwiazda Rosji

ANA UZELAC z Petersburga

 

 

Ma niewyparzoną gębę, pije koniak z kufla i cierpi na wiecznego kaca. Pali trawkę, nie pracuje, nie szanuje żadnych autorytetów i wprawia otoczenie w szał piskliwym śmiechem. Dziewczyna z takim charakterem, powiecie, z pewnością jest skazana na straszliwą samotność...

 

 

Nic podobnego. Masjania, bo wyżej opisane stworzenie tak ma na imię, podbiła serca tysięcy Rosjan. Z zapałem śledzą jej przygody, ciekawią ich problemy pieniężne i miłosne Masjani, niezrealizowane marzenia i banalne frustracje. „Ona jest tak strasznie do mnie podobna, prawie jak siostra” – tłumaczy 21-letnia Lena, studenka Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego (MGU).
Lena, zgrabna ślicznotka o niebieskich oczach i kręconych blond włosach, oczywiście lekko przesadza. Masjania nie mogłaby być jej siostrą. Nie z tą jajowatą twarzą, dużymi, wybałuszonymi oczami i garstką włosów związanych w dwa kucyki. I jeszcze to ciało o kształcie baryłeczki, ledwo się mieszczące w obcisłej czerwonej bluzce. I te cienkie nogi, wystające spod kusej granatowej kiecki...
Masjania jest bohaterką filmu rysunkowego, który pół roku po powstaniu pobił wszystkie rekordy rosyjskiego internetu. Ludzie mówią „Masjania-mową”. Fani piszą do niej elektroniczne listy miłosne. Kafejki internetowe od Petersburga po Władywostok pełne są nastolatków, śledzących jej przygody i skręcających się w atakach spazmatycznego śmiechu. Pod koniec dnia dołącza się do nich armia rosyjskich „białych kołnierzyków”, gorączkowo logujących się do internetu, by choć przez chwilę podpatrzeć życie Masjani.
„Szczyt oglądalności jest między 17 a 1” – Oleg Kuwajew, 35-letni „ojciec” Masjani wybucha skądinąd znajomym piskliwym śmiechem. „O piątej szefowie wychodzą z biur i pracownicy mogą robić, co chcą... A chcą oglądać Masjanię.” Masjania jest prostą, miejską, rosyjską dziewczyną – impulsywną, trochę leniwą, pragmatyczno-cyniczną i całkowicie pozbawioną sentymentów. „Ona jest symbolem mojego pokolenia” – śmieje się Lenia z MGU. „Oczywiście, nie wszyscy jesteśmy tacy jak Masjania, ale każdy może rozpoznać w niej cząstkę siebie.” Obdarzona nieoszlifowanym, czasami wręcz brutalnym wdziękiem Masjania żyje typowym życiem współczesnych 20-, 30-latków. Mieszka w towarzystwie karaluchów w rozpadającej się garsonierze na przedmieściach Petersburga. Zarabia na życie w coraz to nowy sposób – między innymi śpiewając i grając na gitarze stare rockowe przeboje w podmiejskich pociągach tak źle, że w końcu jej płacą, by się zamknęła. Kłóci się z taksówkarzami, którzy nie potrafią znaleźć jej osiedla. Albo zamawia na urodziny obfite menu z rozmaitych gatunków twardych i lekkich narkotyków – od kokainy po LSD lub trawkę, ale za nic na świecie nie kupi piwa. „Piwo? Coś ty? Jeszcze się upiją, wywrócą mi mieszkanie do góry nogami. Oj, nie, piwa nie wezmę. Ja jestem przyzwoitą dziewczyną...” Emocjonalną zresztą też, jak wynika z walentynki wywieszonej w połowie lutego, w której Masjania wyjaśnia przyjaciółce, że „tak po prostu” z chłopakiem się nigdy nie prześpi. „Nie, muszą nas jednak łączyć jakieś uczucia, rozumiesz. Uczucia... Na przykład musimy najpierw albo trawkę razem popalić, albo się razem upić.” 
Od dwóch miesięcy Masjania jest właścicielką prestiżowej rosyjskiej internetowej nagrody za najlepszy debiut ubiegłego roku. A wkrótce być może podpisze kontrakt z rosyjskim MTV, potwierdzając swoją reputację „rosyjskiej odpowiedzi na Beavisa i Buttheada”. Pierwsze kreskówki powstały jesienią ubiegłego roku, gdy ich twórca pracował jako web-designer dla jednej z wielu rosyjskich firm produkujących gry internetowe. „Masjania najpierw była prywatnym żartem, rysowałem ją dla siebie i dla przyjaciół” – opowiada Kuwajew. „Wiesz, taka anarchiczna, nihilistyczna cyberpunk-osobowość, która powinna była spędzić całe życie w głębokim internetowym podziemiu...” Ale wieść o Masjani rozeszła się błyskawicznie i już po paru tygodniach serwer, na którym zbudowano jej stronę internetową, załamał się pod ciężarem tysięcy gości. „Na początku wypuszczałem nowy film co poniedziałek. Zazwyczaj serwer padał 15 minut po rozpoczęciu dnia roboczego” – wspomina Kuwajew. Liczba gości nadal rosła i wkrótce osiągnęła fantastyczną liczbę 30 000, wznosząc www.mult.ru do dwudziestki listy najchętniej odwiedzanych stron internetowych w Rosji. 
Film zaczął Olegowi zajmować coraz więcej czasu i szefostwo doszło do wniosku, że anarchistyczna cyberpunkowa panienka nijak się nie wpisuje w jego pracę. „Cóż, odszedłem – Oleg się uśmiecha figlarnie. – I teraz zamiast etatu i wygodnej pracy biurowej mam Masjanię i bóle głowy, o które mnie przyprawia...” Niektórzy krytycy zarzucają Kuwajewowi, że rysuje „prymitywne” i „głupawe” filmy „bez artystycznej wartości”. W debatach telewizyjnych oskarżano go też o „promowanie narkotyków”. Ale wielbicieli Masjani krytyka ta nie wzrusza. „Ona może się ludziom nie podobać, ale ja jeszcze nie widziałem śmieszniejszego i zarazem bardziej realistycznego opisu mojego życia – mówi 22-letni Roma, sprzedawca w sklepie ze sprzętem elektronicznym w Moskwie. – Przynajmniej połowę rzeczy z kreskówek znam z własnego doświadczenia”. „Każdy odcinek jest budowany na prawdziwym wydarzeniu – Kuwajew wyjaśnia tajemnice autentyczności kreskówek. – Nie dosłownie, oczywiście, ale w każdym odcinku dzieje się coś, co się przydarzyło albo mnie, albo któremuś z przyjaciół. Wybieram jakiś szczegół, trochę go nadmuchuję i mam scenariusz.”
Na razie Masjania istnieje wyłącznie w internecie. Filmy powstają w małym dwupokojowym mieszkaniu w centrum Petersburga. Wszystko, czego Oleg potrzebuje, to komputer z odpowiednim oprogramowaniem i prostym systemem obróbki dźwięku, który daje mu możliwość użyczenia Masjani swojego głosu. I jeszcze duży materac na podłodze, na który Oleg pada po nocach przepracowanych nad filmem. „Od kiedy Masjania została gwiazdą, mogę pracować tylko nocami – wzdycha Oleg, demonstrując podkrążone oczy. – W ciągu dnia spotykam się z dziennikarzami, odpowiadam na maile, negocjuję... Kiedyś mówiłem, że najważniejszą cechą internetu jest interaktywność. Teraz płacę za te słowa...” Sława przyniosła Kuwajewowi niezliczone kłopoty – dziesiątki telefonów z różnych stacji radiowych zapraszających Masjanię, by była ich DJ-em, kluby proponujące „wieczory Masjani”, zwykli ludzie dopytujący się, gdzie można kupić T-shirt albo kubki z rysunkiem Masjani. 
Ale najtrudniejsze brzemię sławy dla Olega to obcowanie z biznesmenami, którzy zapukali do jego drzwi, jak się tylko okazało, że Masjania odnosi sukcesy. „Przyciągnął ich zapach pieniędzy – kwituje Oleg. – Musiałem więc szybko wyuczyć się podstaw biznesu – czytałem po nocach książki na ten temat, wiesz, »Jak się nie dać wrobić przy podpisywaniu umowy« itp. Oj, i piłem straszne ilości piwa... Okazało się, że nasi biznesmeni piją wyłącznie piwo”. 
W końcu Oleg zrezygnował i oddał biznesową stronę projektu Masjania swym „doświadczonym przyjaciołom przedsiębiorcom z Moskwy”. Na stronie pojawia się coraz więcej reklam, od ponad miesiąca trwają negocjacje z rosyjskim MTV o wejściu Masjani na ekrany. Oleg się jednak obawia, że zanim petersburska cyberpanienka zostanie dopuszczona do głównego nurtu rosyjskiej pop-kultury, producenci spróbują „złagodzić” pewne cechy jej charakteru. „I tu się zacznie prawdziwa wojna – wzdycha. – Nie będę jej łagodził. Niegrzeczność jest jej sednem.” 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl