Wspomnienia wilniuczki

 

Św. Faustyna w Wilnie

IRENA SŁAWIŃSKA

 

 

 

Mianowana przez krakowiaków „Nowym klejnotem w koronie Krakowa” („Peregrinus Cracoviensis”, zeszyt 9, 2000), gdyż w Krakowie-Łagiewnikach odbyła nowicjat (w 1926 r.) i tam uzyskała imię zakonne Faustyna, przynależy jednak i do Wilna, nie tylko ze względu na dwukrotne tam pobyty (1926 i 1933-36). Tam też spotkała ks. Michała Sopoćkę, który odegrał tak znamienną rolę w upowszechnianiu kultu Miłosierdzia Bożego i obrazu powstałego z inspiracji (i nakazu) Chrystusa (jeden z pierwszych obrazów pozostaje w Wilnie, w polskim kościele św. Ducha). Ale sprawa obrazu, nakazanego s. Faustynie przez Chrystusa – to lata nieco późniejsze.
Obecność św. Faustyny w Wilnie obejmuje dwa okresy: rok 1929 (kilka miesięcy wiosennych i letnich) oraz dłuższy okres, lata 1933-36, lata dojrzałej już „sekretarki” Jezusa i jej intensywnej działalności na rzecz upowszechnienia kultu Miłosierdzia Bożego.
Dane mi było poznać ją już w pierwszym okresie, więc wiosną 1929 roku. Trafiłam do Sióstr Miłosierdzia dzięki mojej matce Helenie Sławińskiej. Jako pracownica Urzędu Wojewódzkiego w Wilnie (Wydział Opieki Społecznej), miała też w swej gestii zakłady, prowadzone przez zakony – żeńskie i męskie. Jak dobrze wiadomo ówczesnym działaczom, rząd polski nie faworyzował (bynajmniej!) tych zakładów. Trzeba było nie lada działań i zabiegów, by zakonne instytucje odpowiednio wspomagać. Matka moja starała się o to usilnie (i skutecznie). Zakłady zakonne okazywały jej wdzięczność, zapraszając Mamę, razem z przychówkiem (tj. nami, córkami) na święta (Boże Narodzenie i Wielkanoc). Mama zabierała zwykle nas – dwie córki – by wychować nas również do wspomagania bliźniego. Stąd i nasza znajomość z Siostrą Faustyną, rozpoczęta już w 1929 roku, tj. w roku naszych studiów gimnazjalnych.
Nie była chyba jeszcze kierowniczką, ale tą młodą, miłą, serdeczną siostrzyczką wysyłaną chyba także do spotkań nie tylko urzędowej natury. Siostrę Faustynę pamiętam właśnie z takiego świątecznego spotkania. Zauważyłam już wówczas, że podopieczne dzieci mieszkały w murowanym białym domu – podczas gdy drewniany domek służył siostrom – i tam właśnie nas przyjmowała Siostra Faustyna, zawsze uśmiechnięta i serdeczna.
Spotkania na Antokolu nie urwały się z moją maturą, stały się jednak rzadsze. Natomiast sprawa obrazu Miłosierdzia Bożego – Chrystusa, działalność ks. Sopoćki i pierwsze konflikty z arcybiskupem Jałbrzykowskim mobilizowały wszystkich. W latach 1931-35 byłam już studentką uniwersytetu (i członkiem organizacji „Iuventus Christiana”) zaangażowaną w naukę i inną działalność – kontakty z s. Faustyną stały się rzadsze, ale sprawa obrazu Miłosierdzia Bożego i udział w tym s. Faustyny były dla nas również ważne i gorące. W Wilnie też – w Ostrej Bramie – ukazał się po raz pierwszy Obraz Miłosierdzia Bożego wykonany z inspiracji s. Faustyny. 
Wiadomość o śmierci s. Faustyny gorąco nas poruszyła – poruszyła całe Wilno. Jestem pewna, że i jej kanonizacja stała się tam wielkim wydarzeniem – nie tylko dla polskiego Wilna! Szerzący się kult Miłosierdzia Bożego jest niezapomnianym darem.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl