Naiwny i nieskuteczny 

Autorzy wielu wypowiedzi o projekcie rządowym zmierzającym do likwidacji promocji w super- i hipermarketach słusznie podkreślają, że zakaz obniżania cen podczas akcji promocyjnych uderzy przede wszystkim w tych, którzy dokonują zakupów w sklepach sieciowych właśnie z powodu korzystnych cen oferowanych towarów. Projekt sugeruje nie tyle dbałość o kondycję rodzimego handlu, w tym właścicieli małych sklepów, ile jest kolejnym zamachem na nasze portfele i być może nieświadomym ukłonem w stronę operatorów sieci handlowych. Świadczy o braku znajomości podstawowych zasad i strategii, którymi kieruje się współczesny handel wielkopowierzchniowy. 
Projekt opiera się na założeniu, że hipermarkety korzystają na sprzedaży towarów po niższych cenach, co świadczyć ma o nieuczciwej konkurencji i osiąganiu nieuzasadnionych zysków kosztem producentów. Uderza to w właścicieli małych sklepów prowadząc do ich upadku oraz utraty wielu miejsc pracy. Jeśli nawet konkluzja ta jest częściowo słuszna, sposób, w jaki chce się w projekcie ograniczać dominację sieci detalicznych wydaje się naiwny i z pewnością okaże się nieskuteczny. Chęć tzw. ręcznego sterowania, czyli regulowania procesów ekonomicznych, ograniczania jakoby nieuczciwej konkurencji oraz zysków w handlu poprzez dekrety, przypomina metody stosowane przez władze PRL. Przecież to właśnie konkurencja jest jednym z podstawowych założeń gospodarki rynkowej i wolnego handlu!
Myśl o przejęciu maksymalnego zysku, naturalna w obrocie towarowym, legła u podstaw tworzenia wielkopowierzchniowego handlu detalicznego. Twórcy pierwszych wielkich magazynów w końcu XIX w., a w XX w. sieci handlowych, oparli się na spostrzeżeniu, że kluczem do sukcesu w obrocie towarowym nie jest produkcja, lecz dostęp do rynków zbytu. Stopniowy rozwój systemów „wielkiego detalu”, przede wszystkim we Francji, gdzie rozpoczęły się zmiany, doprowadził do silnego uzależnienia producentów od detalistów. Ci ostatni, mając w ręku klucz do zbytu towarów, zaczęli dyktować producentom coraz trudniejsze warunki przejmując lwią część zysków. Szczególnie w warunkach państw zachodnioeuropejskich, przy koncentracji handlu sieciowego liczonej w wielu krajach na 70-75 proc., a we Francji blisko 85-90 proc., producenci nie są w stanie sprzedać znaczących ilości towarów bez współpracy z wielkimi detalistami. Rezygnując ze współpracy, przedsiębiorstwa muszą liczyć się nawet z bankructwem. To naturalne konsekwencje wpływu, jaki detaliści uzyskali na handel. Skoro jednak zgodziliśmy się wskoczyć do oceanu gospodarki rynkowej, nie możemy mieć za złe rekinom, że mają paszcze pełne zębów, których chętnie używają. 
Trzeba przy tym pamiętać, że, korzystając z możliwości, sieci przejmują zyski, ale także wielokroć oferują klientom tanie produkty. Naiwne próby ograniczania ekspansji wielkich sieci w Polsce, prowadzone takimi metodami jak dyskutowany projekt, mogą spowodować jedynie zmianę taktyki operatorów sieciowych. Skutkiem zakazu będzie więc... zużycie znacznej ilości papieru na powstanie kolejnych aktów prawnych. Nawet gdyby projekt wprowadzono w życie, ceny podstawowych artykułów w hipermarketach będą daleko niższe od tych w małych sklepach detalicznych. Powodem jest inny poziom cen zakupu dostępny, jak wiadomo, tylko wielkim zintegrowanym systemom, którego mali kupcy nie są w stanie uzyskać. Poza tym, sieci oferują coraz więcej towarów (najczęściej pierwszej potrzeby), tzw. własnych marek czy privat brands o stałych, konkurencyjnych cenach. Budują pakiety, czyli koszyki towarów służących do konkurencyjnej walki cenowej na pierwszej linii frontu, przy równoczesnym zachowaniu korzystnej marży dla towarów mniej rozpoznawalnych.
W Polsce, jak chyba w żadnym innym kraju, działa ok. 20 operatorów sieciowych z całej Europy (w tym 7–8 wielkich). Dopóki nie nastąpią zmiany konsolidacyjne, będą ze sobą konkurować i szukać nowych sposobów przyciągania klientów. Jedynym realnym sposobem ochrony rynku przed nadmierną ekspansją wielkich sieci (ich oddziaływanie stanie się dominujące, gdy osiągną koncentrację powyżej 50 proc. udziału w rynku), byłaby próba skutecznego ograniczenia liczby nowopowstających obiektów. Tak postąpiono w niektórych państwach zachodnioeuropejskich próbując, na zasadzie mniejszego zła, zatrzymać ekspansję sieci rozbijającej tzw. handel tradycyjny. U nas jeszcze nie jest za późno, ale nie przeprowadzimy tego poprzez doraźne i mało przemyślane ingerencje w technologię handlowania.

(pracownik średniego szczebla zarządzania w jednej z wielkich sieci handlowych 
w Polsce w latach 1998–2001; 
nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

 

 

O tzw. sztuce 


Przesyłam wyrazy uznania i wdzięczności panu Jackowi Podsiadle za „Tygodnikowe” felietony dotyczące tzw. sztuki oraz „twórców” („TP” nr 16 i 18/2002). Czasami wydaje mi się, że aby zaistnieć wystarczy wystąpić z kiepskim pomysłem zaznaczając, że jest kontrowersyjny i obrazoburczy, a zacofani odbiorcy nie docenią „dzieła”. Niektórzy zachwyciliby się nawet wspomnianym w felietonie posągiem z guano, byle tylko nie zostać posądzonym o zaściankowość. Dlaczego jednak autorzy tego typu „dzieł” uważają się za odważnych? To, co robią jest ostatnio tak modne, że nie jest odwagą produkowanie kolejnego paskudztwa i dorabianie do niego ideologii, ale jego publiczna krytyka. Pan Podsiadło powiedział bez ogródek, że król jest nagi. Nie dziwmy się więc protestom jego nadwornych krawców. Prawda jest dla nich wyjątkowo niekorzystna.


AGNIESZKA MAZUR
(Chrzanów)

 


Zaproszenie


W sali krakowskiej Filharmonii im. K. Szymanowskiego, 5 czerwca br. o godz. 18.30, odbędzie się koncert charytatywny na rzecz osób niepełnosprawnych intelektualnie. Dochód zostanie przeznaczony dla Fundacji im. Matki Teresy z Kalkuty (na budowę domu opieki dożywotniej w Krakowie), Wspólnoty „Wiara i Światło” – „Dzieci Brata Alberta” (na zorganizowanie obozu letniego) oraz dla ośrodka terapeutyczno-szkolnego dla dzieci autystycznych w Krakowie. 
W programie koncerty: „Muzyka w przestrzeni słowa” oraz zespołu „Kraków Gospel Choir” pod dyr. Lei Kjeldsen. 
Patronat honorowy nad koncertem objął ks. Metropolita Kardynał Franciszek Macharski.

 


Sprostowanie


W notce biograficznej prof. Barbary Skargi, znajdującej się przy jej tekście „Wyznanie” („TP” nr 17/2002), popełniliśmy błąd. Profesor Skarga studiowała na Politechnice w Warszawie, a nie w Wilnie. Był to zresztą jedynie epizod. Krótko po rozpoczęciu studiów politechnicznych, Barbara Skarga przeniosła się na studia filozoficzne na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie.
Za brak krytycznego stosunku do źródeł informacji przepraszamy zarówno Panią Profesor, jak czytelników.


REDAKCJA „TP”

 

O Unii na religii 
Jest mi coraz trudniej przed uczniami, a i przed samym sobą, przyznawać rację argumentom za wstąpieniem do Unii Europejskiej. W większości stają się one zlepkiem górnolotnych haseł i zaczynam poddawać się eurosceptycyzmowi. Mocno odczuwam to na lekcji religii, gdy temat „wypływa” za sprawą pytań moich, przepełnionych obawami, uczniów. 
Trudno mi było nie przyznać racji jednemu z nich, gdy stwierdził, że UE będzie istniała jeszcze 20–30 lat, ponieważ prawodawstwo unijne nie gwarantuje trwałości rodziny, nierozerwalności małżeństwa, a co za tym idzie, nie wychowuje do odpowiedzialności za drugiego człowieka. Czy pokolenie wychowane w „luźnych” związkach pseudorodzinnych, będzie zainteresowane więziami między sąsiednimi narodami? Najmniejszą cząstką społeczeństwa jest rodzina. A jeśli jej zabraknie? Jaką wspólnotę chcemy stworzyć, na czym będzie się ona opierać?
Idąc tym tropem, ktoś inny zapytał: czy programy typu „Big Brother” nie przygotowują nas do życia w społeczeństwie z iście Orwellowskiej wizji „Roku 1984”? Czy te programy promują nowe społeczeństwo: bez rodzin i więzi, pod ciągłą inwigilacją Wielkiego Brata z Brukseli, gdzie największą wartością jest pieniądz w roli „marchewki na kiju”? Pieniądze są koronnym argumentem moich uczniów. Ciągle mówimy o pieniądzach, składkach, dotacjach, a przecież nasze polskie porzekadło mówi, że „gdzie zaczynają się pieniądze, tam kończy się przyjaźń”. Na ostatniej lekcji usłyszałem: „Wy, księża, macie nas prowadzić do Boga, a nie do Unii. Kościół »przeżył« Cesarstwo Rzymskie, potop szwedzki i komunizm, to przeżyje i Unię Europejską. Byleby ksiądz mówił nam o Ewangelii... Skończmy ten temat”.
Moi uczniowie często dostają ode mnie kserokopie różnych artykułów z „TP” – są materiałem do przemyślenia. Zdarza się, że po lekturze temat wraca, ale już w spokojnej dyskusji. Liczę na Waszą pomoc i w tej kwestii.

Ks. ADAM SOŚNICKI
(prosty wikary powiatowy
z Ostrowa Wielkopolskiego) 

 

Akcja feministek?


Chciałbym nawiązać do listu pani Katarzyny Lidy „Nasze możliwości są mniejsze” oraz komentarza ks. Jana Słomki („TP” nr 15/2002). Aktualne stanowisko Magisterium Kościoła w sprawie święceń kapłańskich kobiet wyjaśnia list apostolski Jana Pawła II „Ordinatio Sacerdotalis” (22 maja 1994). Sprawy jednak nie zakończono, a z biegiem lat budzi ona coraz więcej emocji. Kościół, jak każda organizacja, ma prawo do wymagań i regulacji dyscyplinarnych nawet, gdyby postrzegano je jako dyskryminacyjne. W tej akurat kwestii największym problemem jest jednak nie przedmiot sporu, ale brak otwartości dla podjęcia rzeczowej dyskusji. Dlatego stanowisko Kościoła w sprawie święcenia kobiet jest postrzegane przez naszych odłączonych Braci (i Siostry!) jako postawa antyekumeniczna. Wśród wykształconych teologicznie kobiet w USA i Europie Zachodniej sprawa budzi wielki niesmak oraz poczucie niepoważnego traktowania członków Kościoła. Natomiast postrzeganie problemu kapłaństwa kobiet w Kościele anglikańskim jako „akcji feministycznej” jest ignorancją. Może warto byłoby przyjrzeć się bliżej argumentom teologiczno-historycznym tego Kościoła, zanim ktoś posunie się do takich uproszczeń.
W 1517 r. pewien augustiański mnich powiesił na drzwiach wittenberskiej katedry 95 tez, które pragnął poddać teologicznej i otwartej dyskusji. Jej brak Kościół okupił Reformacją. Po prawie 500 latach pod większością tych tez Kościół katolicki mógłby się podpisać... Na zakończenie roku jubileuszowego Kościół, pod przewodnictwem Papieża, przepraszał za zło popełnione przez Kościół w przeszłości. Za jakie nasze obecne postępowanie będą przepraszać jego następcy? Oby nie trzeba było na to czekać 500 lat!


Ks. MIECZYSŁAW ONISKIEWICZ
(Kinde, Michigan, USA)



Błędy powyborcze


W artykule „Niebezpieczeństwa ładnej pogody” („TP” nr 18/2002) popełniłem kilka karygodnych błędów: opóźniłem o dwa lata utworzenie Frontu Narodowego – powstał w 1972 r.; wybory regionalne z roku 1998 przyspieszyłem o rok; nadwyżkę ok. 200 tys. głosów, jaką dostał Le Pen w pierwszej turze wyborów prezydenckich 21 kwietnia, wyprowadzić należało z wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich z roku 1995, a nie z wyborów parlamentarnych roku 1997. Francja nie jest „motorem jedności Europy”, a jej czynnikiem. Skróty redakcyjne sprawiły natomiast, że „uwikłanie się Le Pena w proces o pobicie socjalistycznej kandydatki w roku 1997” przekształciło się w „pozbawienie go przez sąd w 1997 r. możliwości startu w wyborach europejskich” – sąd wydał wyrok w 1998 r. Wakacje wielkanocne w Paryżu i Bordeaux (we Francji są trzy strefy, w których uczniowie mają ferie w różnych terminach) przekształciły się w stwierdzenie, że w obu miastach świeciło słońce. Świeciło tego dnia, niestety!, w całej Francji.
Pewną konfuzję mogło wywołać również stwierdzenie, że konstytucję V Republiki de Gaulle napisał w 1957 r. Co prawda, de Gaulle musiał mieć już wówczas przygotowane zręby nowej konstytucji, ale gros pisania odbyło się od maja do września 1958. Sam de Gaulle poprawiał konstytucję jeszcze kilkakrotnie. W 1962 r., w opinii Rady Panstwa „gwałcąc jej zasady”, wprowadził na drodze referendum bezpośrednie wybory prezydenta – dziś symbol V Republiki, z którym, co wykazały tegoroczne wybory, Francuzi powinni pożegnać się przechodząc do VI Republiki. Pułapki konstytucji z roku 1958 dobrze oceniał François Mitterrand, gdy z wrodzoną skromnością stwierdził: „Konstytucja V Republiki była groźna przede mną. Znów stanie się groźna po mnie”. Francji potrzebna jest nowa równowaga pomiędzy urzędem prezydenta i premiera. Tyle, że neogaulista Chirac jest wrogiem tego rodzaju reform. Ale to już temat na bardziej wnikliwą analizę.
Przepraszam P. T. Czytelników za te potknięcia. Najwidoczniej pisanie w stanie realnego zagrożenia narodowym socjalo-kapitalizmem Le Pena wyostrza jedne, a stępia inne zmysły.


JACEK KUBIAK

 


Muzeum Rodziewiczówny


W Hruszowej na Białorusi, na terenie dawnego zespołu dworskiego Marii Rodziewiczówny, znajduje się szkoła, w której białoruscy nauczyciele stworzyli małe muzeum. Są w nim zarówno skromne zbiory etnograficzne z Polesia, jak kącik poświęcony pamięci pisarki. Ambicją opiekunów muzeum jest zgromadzenie kompletu dzieł Marii Rodziewiczówny. Chcąc im pomóc w tym godnym pochwały zamyśle, zwracamy się z prośbą do Czytelników „Tygodnika Powszechnego” o przesłanie pod adresem Klubu Myśli Politycznej im. J. Mieroszewskiego (ul. Chłopickiego 10, 31-525 Kraków) książek Rodziewiczówny (wydań przedwojennych i najnowszych wznowień), reprodukcji zdjęć pisarki, kopii dokumentów z nią związanych, artykułów o niej itp.
Wszystkie rzeczy dostarczymy do Hruszowej.


JAN WIDACKI
(Kraków)



Listy otwierają więzienia


Są kraje, w których o uwięzieniu człowieka decyduje autorytarna władza, tortury są zwyczajnym sposobem wydobywania zeznań, a za małe przewinienia grozi kamienowanie lub obcinanie kończyn. Wielu ludzi nie wychodzi z więzień przez lata, nawet jeśli odbyli wyrok. Aby pomóc takim ludziom, Amnesty International Polska zaprasza na drugi ogólnopolski Maraton Pisania Listów. Zwrócimy się listownie do władz różnych krajów w sprawie 25 osób, których podstawowe prawa człowieka rażąco naruszono. Maraton rozpocznie się w południe 1 czerwca, a zakończy 24 godziny później. Listy będą skuteczne, jeśli w krótkim okresie zasypią odbiorcę. Państwa listy staną się częścią takiej lawiny. Jak oceniamy, dzięki tym listom udaje się pomóc w co trzeciej sprawie! 
Oto adresy niektórych miejsc, w których będzie odbywał się Maraton: Warszawa, ul. Trębacka 3; Gdańsk, ul. Jaśkowa Dolina 4; Łódź, Irish Pub, ul. Piotrkowska 77; Katowice, Cogitatur Lech Pub, ul. Gliwicka 9a; Maków Mazowiecki, Miejski Dom Kultury, ul. Moniuszki 2. Listy pisać też będzie można w Krakowie, Lublinie i Wrocławiu. Zapraszamy!
Jeśli chcą Państwo wesprzeć finansowo Amnesty International prosimy o wpłaty na konto: Bank PKO BP O/Sopot 10201882-66918-270-1.


STOWARZYSZENIE AMNESTY 
INTERNATIONAL 
(ul. Jaśkowa Dolina 4, 80-252 Gdańsk 
tel. 0-58; 347 60 94, www.amnesty.org.pl)

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl