Targ książki

MICHAŁ KUŹMIŃSKI

 

 

Trzy kondygnacje Pałacu Kultury wypełnione książkami – to widok, który cieszy oko. Na 47 Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie wydarzyło się wiele. Niepokoi tylko to, co może wydarzyć się z nimi samymi.

 

 

Tegoroczna impreza zgromadziła około 500 wystawców, z czego 190 z Polski. Ale to o 60 mniej niż w zeszłym roku. Między 15 a 19 maja można było tu obejrzeć zarówno nowości, jak i sztandarowe edycje wydawnictw, spotkać ulubionych autorów, wysłuchać dyskusji. 



POTĘŻNA KSIĘGARNIA


Aż tyle i tylko tyle. Warszawskie spotkanie wydawców to potężna księgarnia – „festiwal książki” – jak mówi Janusz Fogler, prezes spółki Ars Polona, organizatora imprezy. – „Formuła Targów jest otwarta i wszystko jest tak, jak chcą wydawcy. A wydawcy podkreślają, że chcą tu sprzedawać” – co cieszy liczących na promocyjne ceny klientów. Ale niewielu polskich wydawców przyjeżdża tu po to, by nawiązać kontakty z autorami. „W Warszawie liczymy na ekspozycję, zaznaczenie swojego istnienia – tłumaczy Ewa Zaręba-Piekarska, redaktor naczelny wydawnictwa Noir Sur Blanc – prawami autorskimi handluje się raczej we Frankfurcie albo poza jakimikolwiek targami”. Okazuje się, że tego typu handel w Polsce ciągle raczkuje. Zdaniem Janusza Foglera, zawód agenta praw autorskich niemal u nas nie istnieje. „Są może dwie, trzy takie osoby – mówi – zaś wśród wydawców raptem kilkunastu sprzedaje prawa. Pozostali tylko kupują”.
Nie mają z tym kłopotów goście zagraniczni. Jedno z haseł, jakie przyświecało tegorocznym Targom, brzmiało: „Europa, Europa... Sąsiedzi”. „Chodzi nam o to, aby Wschód spotykał się w Warszawie z Zachodem – wyjaśnia prezes Ars Polona. – Im więcej będzie wystawców ze Wschodu, tym atrakcyjniejsi będziemy dla wydawców zachodnich, którzy szukają u nas kontaktów w tamtą stronę”. I to się akurat na Targach udaje. „To faktycznie pomost wschód-zachód – zapewnia Jos Staes, przedstawiciel belgijskiego koncernu Brepols – bardzo wiele praw autorskich do zachodnich książek sprzedaje się tu na Wschód”. Belgowie robią w Warszawie dobre interesy już od dziesięciu lat. A dr Sigitas Narbutas ze Stowarzyszenia Wydawców Litewskich dodaje: „Co roku zdobywamy tu kontakty nie tylko w Polsce, ale i w Czechach, Niemczech czy Rosji i Białorusi. Są już owoce – kilka wspólnych prac Litwinów z Polakami i Czechami”. Na litewskim stoisku leżą znakomicie wydane tłumaczenia „Małej Apokalipsy” Konwickiego czy „Pod Mocnym Aniołem” Pilcha. Tuż nad nimi równie atrakcyjne dla oka wydania dzieł Tomasa Venclovy. 
Ale na całych Targach ilość zagranicznych wydań polskich autorów bynajmniej nie przytłacza. Tymczasem w prasie pojawiają się prognozy, wedle których do Warszawy przyjedzie nie więcej niż trzystu zagranicznych agentów. To niewiele. Debata nad tym, jaka ma być formuła Targów, powtarza się zresztą co roku. Co roku też niezawodnie dopisujący klienci cieszą się z księgarnianej formuły. Czas więc na książki.



DUŻO DUŻYCH


Najlepiej w Pałacu Kultury widać oczywiście największych wydawców. Warszawska Muza S.A. w zeszłym roku nie pojawiła się na Targach, organizując konkurencyjną imprezę. W tym roku zaprezentowała się z dużym stoiskiem, na którym przedstawiła m.in. serię „Galeria”. Seria wypromowała wśród polskich czytelników znakomitego hiszpańskiego autora bestsellerów, erudytę Arturo Péreza Reverte. „Teraz chcemy »wyjąć« go z serii” – mówi Hanna Grudzińska z Muzy, pokazując nowe wydanie „Fechtmistrza” Reverte w czarno-białej, przypominającej drzeworyt okładce.
Dom Wydawniczy Rebis z Poznania promował dwa pierwsze z czterech tomów beletryzowanej biografii Napoleona Bonaparte, pióra Maxa Gallo. Wypadało na Targach pokazać przynajmniej jedną „serię do postawienia na półce” – w przypadku Rebisu była to elegancka kolekcja dwudziestowiecznych mistrzów, jak Faulkner, Remarque, Llosa czy Saramago.
Świat Książki (grupa Bertelsmann) wydał właśnie najnowszą książkę Carlosa Fuentesa – „Instynkt pięknej Inez”, metafizyczną opowieść o miłości dyrygenta do niezwykłej śpiewaczki. „Postać Inez jest ucieleśnieniem piękna sopranu” – opowiadał sam autor, który na zaproszenie wydawnictwa był gościem Targów. Meksykański pisarz od kilku lat wymieniany jest jako kandydat do literackiego Nobla. „Ja już dostałem tę nagrodę– tłumaczył dziennikarzom – kiedy Nobla odbierał Marquez, poczułem się tak, jakby otrzymała go cała moja generacja. Teraz czas na nagradzanie nowego pokolenia”.
Na Targach gościły i inne wielkie nazwiska. „Mikrokosmos”, książkę o historii Wrocławia podpisywali na stoisku Znaku Norman Davies i Roger Moorhouse. Z Wielkiej Brytanii przyjechał Hari Kunzru, autor „Impresjonisty”, z Izraela A.B. Jehoszua i Etgar Keret, promujący swoją „Pizzerię Kamikadze” – zbiór czterech surrealistyczno-groteskowych opowiadań. Dopisali też polscy autorzy. Bogate stoisko-księgarnię uruchomiło zaraz przy wejściu wydawnictwo Prószyński i S-ka. Wydawnictwo Literackie zaś wystawiło nową edycję serii „Baltazara Gąbki” Stanisława Pagaczewskiego, o której pisał ostatnio „Tygodnik”. 
Brakowało natomiast pomysłu na atrakcyjną promocję mniejszych wydawnictw. „Wydawcom, których nie stać na duże stoisko, proponowaliśmy wynajęcie niedrogiego regału, na którym mogłoby przynajmniej zaistnieć ich logo” – mówi prezes Fogler. Dało to efekt supermarketu, sprawiając, że tylko wyjątkowo dociekliwi goście Targów umieli odnaleźć małe oficyny. Szkoda – choć wydawnictwa te bronią się same, starczy przyjrzeć się liście nominacji do tegorocznej Nagrody Literackiej Nike. Jedną z nominacji do Ikara 2002 otrzymało młode, ambitne Wydawnictwo Czarne. Jedno z wyróżnień w konkursie „Najpiękniejsze Książki Roku 2001” przypadło gdańskiej oficynie Słowo/Obraz Terytoria, której oferta zasługuje na uwagę tak z racji poziomu edytorskiego, jak i treści. Jest tu literaturoznawstwo, krytyka, filozofia, antropologia, czy film, a wszystko w niebanalnym ujęciu. Jak choćby seria „Przygody ciała”, „seria dość niezwykła – mówi redaktor wydawnictwa Małgorzata Jaworska – kluczem do niej jest sama nazwa, bardzo szeroko rozumiana”. Ostatnio ukazał się w niej „Corpus” Jeana-Luca Nancy – filozoficzny traktat o cielesności.


KSIĄŻKI I PIENIĄDZE


Jednym z tematów dyskutowanych w „Literackim Salonie 101” Małgorzaty Bocheńskiej miała być książka internetowa. Dyskusja skrzydeł raczej nie rozwinęła. Do tego stopnia, że na jej drugą część przyszły dwie osoby, w tym ja. Że temat nie interesuje obecnych na Targach wydawców, nie dziwi się Antoni Pawlak, założyciel wirtualnej księgarni literatura.net.pl. „To kiepski interes – kręci głową. – Polacy w ogóle mało czytają, a po drugie wciąż obawiają się płacenia kartą przez internet. Poza tym przeszacowaliśmy ilość potencjalnych klientów”. Portal Pawlaka mieści około 1100 e-książek, które można ściągnąć w postaci pliku w formacie pdf. Klientów – jak przyznaje szef firmy – ma niewielu. Głównym zmartwieniem tej branży jest oczywiście piractwo. Firma Pawlaka przygotowuje się do procesu z serwisem, który sprzedawał jej wirtualne publikacje, nie siląc się nawet na usunięcie logo. „Wszystkim się wydaje, że internet to kupa forsy. A tymczasem jedyne portale w sieci, które zarabiają, to portale pornograficzne i hazardowe” – ucina Antoni Pawlak. Na sprzedaż wirtualnych książek jeszcze w Polsce za wcześnie. Nie tylko zresztą w Polsce – Stephen King zrezygnował z projektu sprzedawania w sieci kolejnych części nowej książki „The Plant” – okazało się, że zyski zaczęły maleć, bo książka wędrowała w pirackim obiegu.
Statystycznemu entuzjaście książek, który odwiedza warszawskie Targi, towarzyszy jeszcze jedna refleksja – że jego apetytu nie wytrzyma jego portfel. Dlatego musi powstrzymywać zapał i dopisywać kolejne pozycje do listy książek, o których tylko marzy. Wiceminister kultury Rafał Skąpski, członek komitetu honorowego Targów, pociesza: „Przekonaliśmy Brukselę i zerowa stawka podatku VAT na książki będzie na pewno obowiązywać do końca 2006 roku”, mówi też o planach zaszczepienia w Polsce tzw. prawa Langa, od nazwiska byłego ministra kultury Francji. Polega ono na obowiązku drukowania ceny na okładce książki. „Na pewno porządkuje to rynek” – mówi Skąpski.
Minister jest też optymistą, jeśli chodzi o same Targi. „Liczę na kontakty wydawców z właścicielami praw i promocję polskiej książki za granicą” – deklaruje. W Pałacu Kultury obecny był Instytut Adama Mickiewicza, który dysponuje pieniędzmi resortu przeznaczonymi na dotowanie tłumaczeń polskiej literatury. „Tych środków jest w tym roku mniej, jak na wszystko – przyznaje Skąpski – ale mamy 300 tysięcy złotych i myślę, że będzie można nimi wesprzeć wydanie kilkudziesięciu polskich książek”.
Tymczasem na branżowym forum już trwa spór o warszawskie Targi. „Na naszych oczach rozwala się jedna z nielicznych imprez łącząca wydawców z czytelnikami” – wieszczy Jacek Włodarczyk na łamach portalu Wirtualny Wydawca. W ocenie środowiska Warszawa na pewno nie jest miejscem, gdzie robi się wydawnicze interesy. Samo środowisko jest skonfliktowane i choć prezes Ars Polony zapewnia, że między nimi a Polską Izbą Książki doszło do porozumienia, dyskutanci są niespokojni. „Wydawcy są sfrustrowani i naprawdę nie wiedzą, co dalej będzie z ich Targami” – pisze Włodarczyk.
Pytanie, gdzie leży wina i jak ten konflikt odbije się na przyszłości Targów. Międzynarodowe Targi Książki mają być „pomostem między Wschodem a Zachodem”. Geograficznie Warszawa to znakomite miejsce na jego budowę, ale nie jedyne. Jest jeszcze Praga, Wilno czy Moskwa. Zagraniczni agenci poradzą sobie bez nas i szkoda byłoby, gdyby mieli po „pomoście Wschód – Zachód” przejść nad głowami polskich autorów i wydawców. 
Na pewno w tym roku spisał się samorząd Warszawy, dzięki któremu zmalały koszty imprezy, chociażby pomieszczeń w Pałacu Kultury. Dopisali też czytelnicy. Szkoda byłoby lubianych i naprawdę ważnych dla nich Targów. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl