Skoro nie do pomyślenia jest trzech Bogów, to czy Jego troistość
to tylko nazwy tego samego Boga?

 

Dylematy pierwszych chrześcijan

KS. JAN KRACIK

 

 

Wierzę w jednego Boga” – powtarzamy co niedzielę. Wyznajemy, że jest nim Ojciec i Stwórca wszystkiego. I Jego Syn, co stał się człowiekiem. I równy im Duch-Ożywiciel. Czcimy Trójcę w jedności i jednego Boga w Trójcy. Podstawowa prawda wiary chrześcijańskiej. Źródło i światło pozostałych prawd tej religii. A przecież ta formuła Credo kształtowała się w ferworze dyskusji i ścierania się interpretacji, z których jedne uznano z czasem za heretyckie, a inne za ortodoksyjne, potwierdzone autorytetem pierwszych soborów Kościoła (Nicea 325 r. i Konstantynopol 381 r.).
Skąd brały się kontrowersje poprzedzające artykułowanie takich zrębów doktryny chrześcijańskiej, jak nauka o Trójcy Świętej, o Wcieleniu, Odkupieniu, łasce koniecznej do zbawienia? Z nadmiernego intelektualizowania prostego przekazu wiary, z uporu nieprawowiernych, z powodu trudności z ustaleniem, co Bóg objawił? Skoro jednak posłużył się On w tym celu Nowym Testamentem, a nie klarownym małym katechizmem, to widocznie wolał pedagogikę stopniowego odsłaniania prawdy w zbawczych wydarzeniach i stopniowe rozpoznawanie tej prawdy przez kolejne pokolenia wyznawców, niż chór recytujący te same, coraz mniej z czasem zrozumiałe formuły doktrynalne. Ich doskonalenie szło tedy w ślad za przemianami myślenia i coraz lepszym rozpoznaniem niezmienności tego, co Bóg powiedział, by wyrazić to językiem żywym, czyli zmiennym.


Troistość formuł o niepodzielnym Bogu


Między rzeczywistością objawioną raz na zawsze a niedoskonałością wyrażających ją ludzkich pojęć i formuł, zależnych od mnóstwa uwarunkowań każdej epoki, zachodzi dysproporcja. Sam Chrystus spotykał się wszak z ograniczonym pojmowaniem Jego co trudniejszych nauk przez część słuchaczy. Sarkali wszak i niektórzy uczniowie – „trudna jest ta mowa, któż jej może słuchać?”. Wielu z nich „wycofało się i już z nim nie chodziło” (J 6,60 i 66). On sam też wiedział, że człowiek nie jest w stanie przyjąć każdej prawdy o każdej porze – „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie” (J 16,12).
Jakżeż więc Jezus mógłby przedstawić się rodakom wprost w ten np. sposób: – Jestem Bogiem. Dokładnie: Drugą Boską Osobą. Przemyślcie to, a jutro dowiecie się o całej Trójcy Świętej!?
W całym Nowym Testamencie nie ma określenia Trójca Święta. Ale Jezus mówi o Ojcu, Synu i Duchu. A najwcześniejszy zapis tej prawdy znajduje się w Pawłowym życzeniu: „łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi” (2 Kor 13,13). W tym i innych troiście rytmicznych sformułowaniach nowotestamentowych brak przecież rozwiniętej koncepcji trzech partnerów-osób w Bóstwie, jaka znajdzie się w soborowym wyznaniu wiary Kościoła. Jego doktryna kształtowała się poprzez systematyzowanie odniesień do Boga, o jakich mowa w Nowym Testamencie. Te wyliczeniowe formuły zwać trzeba raczej potrójnymi niż trynitarnymi. Dotyczą bowiem Ojca, Syna i Ducha bez bliższego wyjaśniania istniejących między Nimi relacji.
Wyraźne ich określenie stawało się absolutnie koniecznie, jeśli chciało się związać w spójną całość nowe elementy Objawienia z odziedziczonym po judaizmie monoteizmem. Niezwykle trudne harmonizowanie tych danych komplikował kontekst pogańskiego politeizmu. Skoro nie do pomyślenia było trzech Bogów, to czy Jego troistość to tylko nazwy tego samego Boga? Praca chrześcijańskiej myśli musiała się mieścić między tymi szrankami. Prosta katecheza wiary nie musiała tego dociekać. Przygotowywani do chrztu w II w. dowiadywali się tedy (wg relacji św. Ireneusza): „Taki jest zatem porządek reguły naszej wiary: Bóg Ojciec, nie stworzony (...) jeden Bóg, Stworzyciel wszystkich rzeczy, to jest pierwszy punkt naszej wiary. Drugi punkt jest następujący: Słowo Boże, Syn Boży, nasz Pan Jezus Chrystus (...) stał się człowiekiem między ludźmi, widzialnym i dotykalnym, po to by zniszczyć śmierć, proklamować życie i doprowadzić do całkowitego zjednoczenia człowieka z Bogiem. Trzeci punkt to: Duch Święty, przez którego prorocy przepowiadali (...) On na koniec wieków wylał się w nowy sposób na rodzaj ludzki całej ziemi, odradzając człowieka dla Boga” (Cytaty pozabiblijne za: J. Kelly, „Początki doktryny chrześcijańskiej”).
Po tej przepięknej lekcji wiary przyjmujący chrzest w imię Ojca, Syna i Ducha nie mogli przecież nie pytać: Jeden czy Trzech? I nie wszystkim starczyło za odpowiedź stwierdzenie Klemensa Rzymskiego: „Prawdą jest, że żyje Bóg, żyje Pan Jezus Chrystus i Duch Święty”. O dokonaniach Ojca, Syna i Ducha w dziele stworzenia, odkupienia i uświęcenia przypominały artykuły wiary w jej Symbolu, czyli wyznaniu zwanym Składem Apostolskim. A pytania stawiali i poganie.
Apologeci, dbający o zewnętrzny wizerunek chrześcijaństwa, nie chcąc narażać go na podejrzenia o zachwianie monoteizmu, podkreślali, że Chrystus w swej preegzystencji jest myślą Ojca, która w stworzeniu i objawieniu ujawniła się jako wypowiedź, a więc Słowo, czyli boski Logos. Było to modne wówczas wyrażenie, używane w judaizmie i przez stoików, które znalazło się zresztą już w Prologu Ewangelii Janowej.
Atenagoras z Aten, teolog II w., odpierając zarzut, że jest śmieszne, by Bóg miał syna, podkreślał, iż Syn Boży nie jest podobny do ludzkich dzieci, gdyż Ojciec z Synem stanowią jedność: „Syn jest w Ojcu, a Ojciec w Synu, dzięki jedności i mocy Ducha; zatem Syn Boży jest Rozumem i Słowem Ojca”. Dla Atenagorasa i jemu współczesnych apologetów określenie „Bóg Ojciec” oznaczało Boga-Stwórcę, a nie pierwszą Osobę Trójcy Świętej. W trosce o monoteizm powtarzali, że „Logos jest w istocie jednym z Ojcem, nierozdzielnym od Niego”.
Skupiając się na stosunku Chrystusa do Bóstwa apologeci II w. niewiele mieli do powiedzenia o Duchu Świętym. Wypowiadali się o Nim rzadko i niejasno. Powtarzali głównie katechetyczną naukę i brane z obrzędów chrztu i Eucharystii formuły triady. „Justyn nie wyznaczał Duchowi Świętemu żadnej roli we wcieleniu. Jak inni Ojcowie przednicejscy pojmował Boskiego Ducha” nie jako Ducha Świętego, ale jako Logos dokonujący sam swego wcielenia. Ów Duch Boga uczestniczy w Boskiej naturze, jest jej emanacją, ale ma jeszcze niezupełnie osobowy charakter. Dla Ireneusza, który podsumował myśl teologiczną II w., Syn i Duch są narzędziami czy formami objawienia się jedynego Boga. Stąd „Boga Słowo i Jego Mądrość, Jego Syn i Jego Duch, są zawsze przy Nim”.
Nie są to jeszcze, jak będzie w teologii ponicejskiej, trzy równe sobie Osoby, lecz – w typowym dla II w. ujęciu – pojedyncza Osoba Ojca, „który jest samym Bóstwem, z Jego umysłem czy rozumem i Jego Mądrością. Motywem tego podejścia do zagadnienia, wspólnym dla wszystkich chrześcijańskich myślicieli tego okresu była ich silna troska o fundamentalną zasadę monoteizmu; ale jej nieuniknionym następstwem było pewne zaciemnienie stanowiska Syna i Ducha jako Osób (żeby użyć języka późniejszej teologii) przed ich zrodzeniem czy ich ujawnieniem się”.
W III w. linii apologetów i Ireneusza trzymali się rzymianin Hipolit i kartagińczyk Tertulian, który jako pierwszy na Zachodzie użył określenia Trójca – Trinitas (na Wschodzie termin ten pojawił się w połowie II w.). Obaj posługiwali się pojęciem Osób Boskich, które są objawieniem tej samej niepodzielnej mocy. Określenia osoba (persona) nie kojarzono jednak wówczas ze świadomością, lecz z przedstawieniem osobnika, jego wyglądem czy odgrywaną rolą. Tertulian podkreślał usilnie, że ta objawiona potrójność żadną miarą nie jest sprzeczna z jednością Boga. Porównywał to z jedną, najwyższą władzą cesarską, która może być wykonywana przez kilka równorzędnych organów. Trzy Osoby stanowią jedną rzeczywistość Boską.


Herezje


Monoteistyczno-trynitarne problemy komplikowała dodatkowo konieczność godzenia ich z chrystologią. Pod koniec II w. pojawiła się jej wersja zwana adopcjonizmem. Według tej heretyckiej teorii Chrystus był tylko człowiekiem, na którego zstąpił Duch Boży podczas chrztu w Jordanie lub po zmartwychwstaniu. Bardziej popularny był nurt zwany modalizmem, w którym łączono dwa silne przekonania: o jedności Boga i o pełnym bóstwie Chrystusa. Żeby pogodzić te dwa twierdzenia zaprzeczano odrębności Ojca i Syna, uważając, że prowadziłoby to do uznania dwu Bogów. Modalizm, skupiony podobnie jak adopcjonizm na obronie monoteizmu, zwany jest też monarchianizmem. Wnioskiem, jaki z kolei wyciągali niektórzy z tej interpretacji, było twierdzenie, że na krzyżu cierpiał Bóg Ojciec. Bowiem według modalisty Sabeliusza jedyny Bóg to Ojciec, a Syn i Duch to tylko sposoby Jego wyrażania się. Modalistów, choć mieli dobre intencje, potępiono jako heretyków. Oficjalne kościelne koła rzymskie sympatyzowały z teologią monarchianistyczną, korzystając w nauczaniu o Trójcy Świętej z idei i terminologii Tertuliana.
Na Wschodzie, w aleksandryjskim centrum myśli chrześcijańskiej, w refleksji teologicznej posługiwano się chętnie kategoriami filozofii platońskiej i neoplatońskiej. Orygenes uderzając w pluralistyczne tony akcentował odrębność Osób Boskich aż tak, że ich jedność stawała się tylko jednością moralną – w miłości, woli, działaniu. Swą platońsko odmalowaną wizję „godnej czci wiecznej Triady” Orygenes równoważył całkowitym podporządkowaniem (subordynacjonizm) Syna i Ducha (należy się im część drugorzędna) Ojcu. Wpływ Orygenesa na grecki trynitaryzm drugiej połowy III wieku był znaczny. Zachód akcentował bardziej jedność Boga, Wschód – Jego trójosobowość.
Skrajny subordynacjonizm, odmawiający bóstwa Synowi i Duchowi, uznanych za stworzenia, doprowadził do kryzysu ariańskiego. Dla Orygenesa Syn jest niższy od Ojca, ale jest Bogiem. Dla aleksandryjskiego kapłana Ariusza – jest niższy, bo jest stworzeniem. Ma początek, bo gdyby był współwieczny z Ojcem, przekreślałoby to monoteizm. Jako stworzenie, choć najdoskonalsze, jest więc „niepodobny do istoty i indywidualnego bytu Ojca” – twierdził Ariusz. Swą dialektykę wspierał dobranymi cytatami biblijnymi. Nie rościł pretensji do oryginalności swoich poglądów. Jednym z ich źródeł był skrajny monarchianizm.
Sobór w Nicei w 325 r. potępił arianizm, a formułując ortodoksyjne wyznanie wiary katolickiej akcentował aż na parę sposobów to, co kwestionował Ariusz. Wyznając wiarę powtarzamy więc za ojcami soboru, iż wierzymy w Chrystusa,

Syna Bożego Jednorodzonego,
który z Ojca jest zrodzony
przed wszystkimi wiekami.
Bóg z Boga,
Światłość ze Światłości,
Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego.
Zrodzony, a nie stworzony,
Współistotny Ojcu...
”. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl