Przed pielgrzymką Jana Pawła II do Azerbejdżanu

 

Bulwar nafciarzy

WOJCIECH GÓRECKI

 

 

Papież w Azerbejdżanie i Bułgarii


W środę 22 maja Jan Paweł II rozpocznie 96 podróż zagraniczną. O godz. 16.00 czasu lokalnego przybędzie na lotnisko w Baku – stolicy Azerbejdżanu. W tym dniu Papież złoży wieniec pod pomnikiem poległych za niepodległość Azerbejdżanu oraz złoży wizytę prezydentowi kraju. W pałacu prezydenckim spotka się także z przywódcami religijnymi oraz przedstawicielami życia politycznego, kultury i sztuki. 
W czwartek rano 23 maja odprawi w Pałacu Sportu w Baku Mszę św. w Azerbejdżanie. Po obiedzie w domu parafialnym księży salezjanów Jan Paweł II spotka się z przywódcą duchowym muzułmanów Kaukazu, z prawosławnym biskupem Baku oraz prezesem lokalnej gminy żydowskiej. O 17.00 przewidziany jest odlot do Sofii.
Do stolicy Bułgarii Papież przybędzie ok. 18.00 czasu miejscowego. Oficjalne powitanie odbędzie się na placu św. Aleksandra Newskiego w centrum miasta.
24 maja po prywatnej Mszy św. w nuncjaturze apostolskiej, gdzie się zatrzyma, złoży wizytę prezydentowi Bułgarii. O 10.30 przybędzie do cerkwi pw. Aleksandra Newskiego i będzie obecny na nabożeństwie z okazji uroczystości świętych Cyryla i Metodego. Po nabożeństwie złoży wizytę u patriarchy prawosławnego Maksyma i członków Świętego Synodu. Po wspólnym obiedzie z katolickimi biskupami Bułgarii Jan Paweł II przyjmie przedstawicieli gminy żydowskiej, a wieczorem w Pałacu Kultury spotka się z przedstawicielami świata kultury, nauki i sztuki. 
25 maja rano Papież uda się helikopterem z pielgrzymką do klasztoru św. Jana w Rile. Tam spotka się z premierem Bułgarii. W południe powróci do Sofii, gdzie spotka się z wielkim muftim i przedstawicielami wspólnoty muzułmańskiej oraz z delegacją Kościołów ewangelickich. Wieczorem nawiedzi konkatedrę katolicką obrządku łacińskiego pod wezwaniem św. Józefa oraz katedrę katolicką obrządku wschodniego Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. 
W niedzielę rano 26 maja Papież uda się samochodem do Płowdiw, gdzie ok. 10.00 odprawi Mszę św., połączoną z beatyfikacją trzech męczenników z czasów stalinowskich. asumpcjonistów: Petyra Wiczewa, Pawła Dżidzowa i Jozafata Sziszkowa. Na 17.00 zaplanowano spotkanie z młodzieżą w kościele św. Ludwika Francuskiego, a na 19.00 – odlot do Rzymu.


 

 

Tuż po rozpadzie ZSRR Władimir Żyrinowski przepowiadał, że Azerbejdżan będzie jedyną obok Rosji republiką zdolną do samodzielnej egzystencji. Pewnym i stabilnym oparciem dla młodej państwowości miała się stać ropa naftowa.
O tym, że na Półwyspie Apszerońskim znajdują się jej złoża, wiadomo było już w starożytności. Greccy autorzy pisali o tryskającym z ziemi oleju, służącym miejscowym do oświetlania domów i leczenia reumatyzmu. Co krok płonął wiecznym ogniem dobywający się spod ziemi gaz, przyciągając pielgrzymów-zoroastrian ze Środkowego Wschodu, a nawet z odległych Indii. W miejscowości Surachany czciciele ognia wybudowali świątynię. Kiedy sto lat temu odwiedzał ją polski przyrodnik Edward Strumpf, była już opustoszała: „Miejsce boga Gwebrów zajął inny bóg, bóg wielki co błyszczy i brzęczy – i temu bogu wznoszą świątynie potężne, zaćmiewające swym ogromem nikłe budynki bóstw dawnych” – zanotował uczony w książce „Obrazy Kaukazu”.
Gorączka wybuchła w drugiej połowie XIX wieku, gdy wynaleziono silnik spalinowy i zapotrzebowanie na ropę gwałtownie wzrosło. W 1875 roku pozyskano jej na Apszeronie 83 tysiące ton, dekadę później – prawie 2 miliony ton, aby na przełomie wieków osiągnąć 10 milionów ton, co stanowiło połowę nafty wydobywanej na całej kuli ziemskiej! Do majątku można było dojść dosłownie z dnia na dzień, nad Morze Kaspijskie ściągali Rosjanie, Niemcy, Polacy, Włosi, Grecy i Anglicy. Pieniądze robili tutaj Noblowie i Rotszyldowie. Baku stało się jednym z najbogatszych miast świata.
Kaukaska bonanza skończyła się po kilkunastu latach. Już w roku 1908 Apszeron utracił pozycję światowego lidera, choć jeszcze przez pewien czas będzie największym dostawcą na wewnętrzny rynek rosyjski, a potem radziecki. Upadek nastąpił po drugiej wojnie. Wyczerpanie się płytkich, łatwo dostępnych złóż, niedoinwestowanie, wreszcie odkrycie ropy na Uralu, Powołżu i Syberii – wszystko to sprawiło, że pod koniec lat 80. Baku nie mieściło się już w pierwszej dziesiątce radzieckich producentów ropy. Jednocześnie w republice brak było dla sektora naftowego jakiejkolwiek alternatywy. Pojawił się typowy w gospodarkach kolonialnych kryzys strukturalny. Rosło bezrobocie. W tragicznym położeniu znalazła się azerska prowincja.


Bilans niepodległości


Rozpad ZSRR przyniósł Azerom nadzieję na poprawę sytuacji. Rachuby opierali rzecz jasna na węglowodorach. Pielgrzymki zachodnich nafciarzy, oferujących miliony dolarów za koncesje na eksploatację złóż utwierdzały ich w przekonaniu, że dobrobyt jest w zasięgu ręki, że nad Morzem Kaspijskim rychło wyrośnie drugi Kuwejt.
Po niewielu latach przyszło rozczarowanie. Ropy nie było którędy wywieźć. Rurociąg do Noworosyjska nad Morzem Czarnym przebiegał przez Czeczenię, miał za małą przepustowość i dawał Moskwie kontrolę nad azerskim eksportem. Działający od kwietnia 1999 roku rurociąg do gruzińskiej Supsy (również nad Morzem Czarnym) przebiegał w sąsiedztwie Karabachu i Abchazji, i też miał małą przepustowość. Azerbejdżan do tej pory korzysta z obu tras, bo nie ma innego wyjścia. Zresztą, przy zaledwie kilkunastu milionach ton rocznej produkcji, ta infrastruktura okazywała się wystarczająca.
Rok temu znów powrócił optymizm. Nowa amerykańska administracja odkurzyła projekt ropociągu z Baku do tureckiego Ceyhanu nad Morzem Śródziemnym. Wszystko wskazuje, że jego budowa rozpocznie się w najbliższym czasie. Inwestycja będzie kosztowna, za to umożliwi eksport kaspijskiej ropy z pominięciem nie tylko Rosji, ale też zatłoczonego Bosforu. Przepustowość wyniesie około 50 milionów ton i tyle ma za kilka lat produkować Azerbejdżan. Szacowane na 4,4 miliardy ton zasoby powinny wystarczyć na kilka dekad (dla porównania: przewidywane zasoby Kazachstanu wynoszą 12,6 miliardów ton, a Zatoki Perskiej – ponad 100 miliardów ton).
Trudno natomiast o optymizm w kwestii Górskiego Karabachu. Niepokoje w ormiańskiej enklawie rozpoczęły się jeszcze w okresie pierestrojki. W latach 1992-94 toczyła się wojna, w wyniku której zarówno sama prowincja, jak i tereny położone wokół niej – łącznie 20 procent powierzchni Azerbejdżanu – znalazły się pod kontrolą separatystycznych władz w Stepanakercie. Karabach jest dziś faktycznie niepodległym, choć nie uznanym państwem, drugim po Armenii ormiańskim państwem na Zakaukaziu. Proces pokojowy od ośmiu lat tkwi w martwym punkcie – stanowiska stron nie zbliżyły się przez ten czas nawet na milimetr. Utrwalanie konfliktu leży w interesie Rosji, która może utrzymać wpływy w regionie popierając to Ormian, to Azerów. O pokój zabiega z kolei dyplomacja USA. Silny i stabilny Azerbejdżan (wraz z silną i stabilną Gruzją) obiektywnie wzmacniałby bezpieczeństwo amerykańskiego sojusznika – Turcji, byłby także barierą dla wpływów Iranu i Rosji.
Największym bodaj azerskim sukcesem dekady jest konsekwentnie prozachodnia polityka i społeczny konsensus w tej sprawie. Gdy w 1993 roku władzę po obalonym w zamachu stanu Abulfazie Elczibeju obejmował Gejdar Alijew, były pierwszy sekretarz Azerbejdżańskiej Partii Komunistycznej i generał KGB, kierunek ten nie był oczywisty. Prezydent okazał się jednak politykiem nader zręcznym. Nie zadrażniając stosunków z Moskwą, nie dopuścił jednocześnie do ulokowania w kraju rosyjskich baz wojskowych ani do ochrony przez Rosjan państwowych granic. Równocześnie zacieśniał współpracę z NATO. Dziś istnieją w Baku dwa euroatlantyckie kluby – jeden firmują władze, drugi założyli działacze opozycji, którzy w tej jednej jedynej sprawie popierają Alijewa.


Meczet i market


Wśród wielu gmachów, jakie w ostatnich latach wzniesiono w azerbejdżańskiej stolicy, warto zatrzymać się przy górującym nad miastem meczecie, który sąsiaduje z cmentarzem ofiar wojny w Karabachu, oraz przy eleganckim domu handlowym, stojącym na samym początku głównej bakińskiej ulicy Nizami. Obie budowle postawili inwestorzy z krajów islamskich. Świątynia jest dziełem Turków, a market – Irańczyków.
Azerowie są narodem tureckim, a język azeri, rozumiany nad Bosforem bez tłumacza, to właściwie odmiana tureckiego. Dominującą religią jest tu jednak islam szyicki – tak samo jak w Iranie, a inaczej niż w Turcji, gdzie przeważają sunnici.
Ankara i Teheran rywalizują o rząd dusz od końca lat 80. Górą jest raz jedna, raz druga strona. Więcej atutów ma Ankara, bardziej swojska i jednocześnie kojarząca się z Zachodem. W dodatku stosunki z Teheranem ułożyły się jak najgorzej. Kością niezgody stała się obecna w Iranie wielomilionowa azerska mniejszość oraz kilka pól naftowych na Morzu Kaspijskim, do których roszczą pretensje obie strony.
A jednak Irańczycy są w Azerbejdżanie widoczni. Otwierają księgarnie i apteki, założyli filię irańskiego banku „Melli”. Do niedawna prowadzili kilka obozów dla azerskich uchodźców z Karabachu, gdy jednak okazało się, że obok pomocy humanitarnej dostarczali podopiecznym fundamentalistyczną literaturę, odebrano im je. Obecnie, jak twierdzą azerbejdżańskie władze, żadnych fundamentalistów już nie ma.
Moi bakińscy rozmówcy wyrażają podobną opinię: „Azerbejdżańskie społeczeństwo jest zlaicyzowane – mówi dziennikarz Wugar Israfiłow. – Proces sekularyzacji rozpoczął się jeszcze przed nastaniem sowieckich rządów. Pierwszym w historii świeckim państwem islamskim była Demokratyczna Republika Azerbejdżanu, istniejąca w latach 1918-1921. Kilka lat później tą drogą podążyła kemalistowska Turcja. Rozejrzyj się! Do meczetów chodzą tylko dziadkowie, mało kto rozumie podstawowe arabskie zwroty, a na hadżdż jeździ się, aby pohandlować”.
Siedzimy w centrum Baku – na Placu Fontann – i raczymy się winem „Jedwabny Szlak”. Wokoło spożywa alkohol mnóstwo ludzi. Nie widać żadnej zakwefionej kobiety. Oczywiście, na prowincji wszystko wygląda inaczej. Z pewnością też nawet tu istnieje druga, ukryta przed postronnymi rzeczywistość, pełna brodatych misjonarzy i poszukujących prawdy młodzieńców, którym nie odpowiada zachodni styl życia.
Chodzi o to, że w przeciwieństwie do Kaukazu Północnego, a zwłaszcza do Dagestanu i Czeczenii, gdzie dla islamu nie ma ideologicznej alternatywy – pytanie, jaki to będzie islam? – tu alternatywą jest umacnianie niepodległego państwa albo panturkizm.


Modlitwa za skorumpowanych


We Mszy w bakińskim kościele Jezusa Odkupiciela, jedynej katolickiej świątyni w kraju, uczestniczy pięćdziesięciu wiernych. Co niedziela modlą się o przyjazd Papieża.
Kościół powstał z przebudowanego domu. Znajduje się trzy kroki od polskiej ambasady. Posługę sprawuje dwóch słowackich salezjanów. Starszy był wcześniej na misjach w Afryce i w Jakucji. Żartuje, że jest specjalistą od trudnych odcinków.
Parafianie mają z reguły polskie korzenie, nieraz bardzo odległe. Niektórzy pochodzą z rodzin zasiedziałych w Baku od lat. Pod koniec XIX wieku polska kolonia liczyła tu parę tysięcy dusz i w osobie Seweryna Baryki trafiła do ojczystej literatury.
Można powiedzieć, że Polacy współkształtowali to miasto w sensie dosłownym. Józef Gosławski, długoletni miejski architekt, wzniósł budynek municypalnych władz. Z kolei Józef Płoszko zaprojektował gmach, w którym mieści się obecnie prezydium Azerbejdżańskiej Akademii Nauk. Te i kilka innych obiektów to sztandarowe przykłady rozbuchanej bakińskiej secesji oraz stylu eklektyczno-historycznego. Trzeba jeszcze wspomnieć o inżynierze Pawle Potockim, który jako pierwszy w świecie opracował metodę wydobywania ropy z morskiego dna. Na kilka miesięcy przed zakończeniem prac Potocki stracił wzrok, ale nadal kierował eksperymentem. Spoczął nad zatoką Bibi Ejbat, na końcu biegnącego równolegle do wybrzeża Bulwaru Nafciarzy.
Dla nikogo wizyta Papieża nie będzie większym wydarzeniem niż dla tej garstki z kościoła Odkupiciela (w Azerbejdżanie żyje 120 katolików). Azerbejdżan czeka na pielgrzymkę z życzliwym zainteresowaniem, ale bez entuzjazmu. 
„Do wizyty odnoszę się pozytywnie – mówi mi Ali Kerimow, czołowy polityk opozycji, lider Ludowego Frontu Azerbejdżanu. – Mam nadzieję, że Papież wspomni o ofiarach rzezi w Baku w 1918 roku oraz masakry w Chodżałach w 1992, podczas wojny o Górski Karabach. Gdy odwiedził Armenię, uczcił pamięć poległych Ormian. W tym przypadku Ormianie byli katami. Wierzę też, że przyjazd Papieża pozytywnie wpłynie na wizerunek Azerbejdżanu na arenie międzynarodowej”.
Rok temu gościł w Baku Aleksiej II. Patriarchę – podobnie jak prezydenta Putina, który przyjechał nieco później – przyjmowano z wielkimi honorami, otrzymał na przykład doktorat honoris causa Uniwersytetu Słowiańskiego. Azerbejdżan uelastyczniał właśnie swoją rosyjską politykę i potrzebne były spektakularne gesty.
Również pielgrzymka Jana Pawła II będzie tu wydarzeniem politycznym.
W bakińskim kościele trwa jeszcze Msza. Podczas modlitwy wiernych jedna ze starszych kobiet wypowiada intencję: „Módlmy się za to, żeby dobry Bóg pomógł skończyć z korupcją, która jest największą plagą i tragedią Azerbejdżanu. Módlmy się także za skorumpowanych, aby opamiętali się i nie grzeszyli więcej”. 


Z życia prowincji


W Baku opowiadają o wysokim urzędniku prezydenckiej administracji, który co miesiąc ściąga haracz z restauracji McDonald’s. Urzędnik miał grozić ajentowi zamknięciem lokalu. Nawet jeśli to tylko plotka – dobrze oddaje nastroje ulicy. Powszechnie uważa się tu, że kradną wszyscy, a dowodem ma być postępujące w szalonym tempie społeczne rozwarstwienie. Obok setek luksusowych rezydencji, skrytych za wysokimi murami, na obrzeżach Baku rosną dzielnice nędzy.
Wystarczy ruszyć się za miasto, by trafić do innego świata. Można pojechać na południe, trasą na Ali-Bajramły i Gandżę. Droga prowadzi Bulwarem Nafciarzy. Za eleganckim centrum i za dzielnicą przemysłową rozciągają się hektary wyeksploatowanych pól naftowych. Sto lat tętniło tu życie. Dziś po polach krzątają się bezrobotni. Sobie tylko znanymi metodami ściągają ostatnie resztki nafty z wysłużonych wież. Potem jakoś ją chałupniczo rafinują. Kiepską, lecz taniutką benzynę sprzedają przy drodze w plastykowych butelkach po wodzie mineralnej. Zarabiają na chleb.
Nawet krótki wyjazd z miasta uświadamia jednak także, w jak pięknym jesteśmy kraju. Azerbejdżan posiada wszystkie możliwe strefy klimatyczne, od stepowo-pustynnego na Nizinie Kurańskiej do arktycznej zimy w najwyższych partiach Kaukazu. Na południu, przy granicy z Iranem, rośnie tropikalna dżungla: tryskają gorące źródła i czasem spotyka się jeszcze tygrysy. Ponieważ odległości nie są wielkie, można jednego dnia przeżyć dwie-trzy pory roku. Miłośnik starożytności też nie będzie zawiedziony. Znajdzie rysunki naskalne, wczesnochrześcijańskie świątynie, meczety, pałace chanów, szachów i beków.


Widok z hotelu „Apszeron”


Z dziesiątego piętra hotelu „Apszeron” rozpościera się widok na Plac Wolności – dawniej Lenina – z potężnym budynkiem rządowym, na Zatokę Bakińską i Bulwar Nafciarzy. Wiek temu przybysze z różnych krajów nadali Baku kosmopolityczny charakter. W tyglu języków i ras narodził się bakiniec, odpowiednik łódzkiego lodzermenscha i odeskiego odesity. Dzisiejsi przyjezdni zamykają się w gettach: Amerykanie trzymają z Amerykanami, Anglicy z Anglikami. Mają własne kluby i własne gazety.
Między Bulwarem Nafciarzy a morzem ciągnie się pas plant. Pełno tu kafejek, barów i cienistych alejek, okupowanych przez zakochane pary. W jednej „czajhanie”, czyli tradycyjnej herbaciarni, natykałem się ciągle na grupę starców. Siedzieli zawsze na tych samych miejscach, niemal w tych samych pozach. Siorbali purpurowy napój z maleńkich, tureckich szklaneczek. Wyglądali, jakby tkwili tu od wieków. Jakby nie zauważyli gorączki nafty, narodzin i upadku komunizmu, przyjścia niepodległości, obcojęzycznych gości „Apszeronu”.



Autor pracuje w Ośrodku Studiów Wschodnich w Warszawie. Jest ekspertem od spraw Kaukazu. Ostatnio wydał książkę pt. „Planeta Kaukaz”. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl