LISTY



Dwójka – moje miejsce w eterze

W ostatnich tygodniach łamy „Tygodnika” obfitują w listy żałobne dotyczące nowej formuły oferowanej przez radiową Trójkę („TP” nr 16-17/2002). W swoim, choć nie tylko, imieniu chciałbym pogratulować decydentom z ul. Myśliwieckiej w Warszawie. Dziękuję za efektywną działalność misyjną na polu krzewienia kultury wysokiej. To w znacznej mierze dzięki Państwu, Drodzy Reformatorzy Dobrego Na Lepsze, zmuszony zostałem wziąć przyspieszony kurs wychowania do muzyki poważnej, współczesnej, folkloru, publicystyki radiowej najwyższej próby i oddać swój głos w eterze na Program Drugi PR. Przyznaję się bez bicia, że kiedy jeszcze Trójka była Trójką, wykazywałem niebywałe opory wobec oferty, wymagającej względem słuchacza, Dwójki. Wystarczało mi znane i lubiane, choć także wyśmienite, brzmienie dobrej muzyki młodzieżowej, dopołudniowych audycji publicystycznych, wieczornych „jazzów”, a zwłaszcza zagadek literackich i „Magazynu bardzo kulturalnego”. 
Jeszcze raz dziękuję, drodzy fachowcy od słuchalności! Taka Trójka, jaką zmontowaliście nie daje cienia wątpliwości, gdzie jest teraz moje miejsce w eterze. Postawiła mnie w świetle nowych, „dwójkowych” wartości. Po wielu miesiącach mozolnej adaptacji, wiem, że warto było! Czy ja i wielu moich znajomych nawróciłoby się na Dwójkę, gdyby nie wasza misja? Zachęcam do tego kroku także inne „sieroty” po starym Programie Trzecim PR. 
IGOR STRAPKO
(Kalisz)


Nie jestem tylko konsumentem

Trójka była moją stacją. Budziła mnie (ile pracy wymagało usprawnienie, by mechaniczny budzik uruchamiał odbiornik radiowy, wiem tylko ja) i była ze mną od rana do wieczora. Towarzyszyła w najlepszym tego słowa znaczeniu. „MiniMax”, „W tonacji Trójki”, „Gitarą i Piórem”, sobotnie muzyczne „Zapraszamy do Trójki”, „Książka Tygodnia”, „Winien i ma”, „Informator ekonomiczny”, „Klub Ludzi Ciekawych Wszystkiego”, czy wreszcie codzienna „Powtórka z rozrywki” były programami tworzącymi pozycję tej stacji. Program III osiągnął szczyt swoich możliwości, gdy dyrektorem został Piotr Kaczkowski.
Od ponad tygodnia „moje radio” coraz częściej milczy. Gdy 20 kwietnia wprowadzono nową ramówkę, nadawany jest program w stylu: muzyka – dżingiel – reklama – dżingiel – wiadomości – dżingiel – konkursik – dżingiel – rozmowa ze słuchaczami – dżingiel – dżingiel – dżingiel i tak w kółko, cały dzień. Odstręcza poziom komentarzy osób prowadzących. Zdjęto z anteny wiele audycji, zmienioną formułę popołudniowej edycji „Zapraszamy do Trójki” prowadzonej przez Kubę Strzyczkowskiego. Miejsce bezpośrednich telefonów od słuchaczy, znanych z Trójkowej anteny jeszcze z czasów poprzedniego reżimu, zajęły zmontowane opinie nadawane z taśmy (czyżby dyrekcja programu obawiała się krytyki na antenie?). Nawet „Dziennik Muzyczny”, powołany do życia kilka miesięcy temu, komuś przeszkadzał. To, co pozostało do słuchania, pokawałkowano, rozrzucono w programie i kołacze się gdzieś po antenie późnym wieczorem lub nocą. W sam raz dla cierpiących na bezsenność, ale nieosiągalne dla mnie – osoby czynnej zawodowo. Coraz mniej jest na antenie „trójkowych” głosów. Coraz więcej ludzi przyznających, że nie znają klimatu stacji, do której przyszli. Przekonanych za to, że Trójkę trzeba reformować. Szkoda, że nie będę już mógł usłyszeć dzięki tej stacji rzadkich nagrań muzycznych ani poznać tajników ciał kosmicznych. 
Czy Program III musi być podobny do innych stacji na skali odbiornika? Musi stać się nierozpoznawalny? W imię czego? Gdy zniknie stara formuła Trójki, drugi taki eter w kraju już nie powstanie. Statystyka jest nieubłagana – większości społeczeństwa kultura nie jest potrzebna. Czy jednak te kilkanaście procent słuchaczy nie godzących się na zalew tandety, jaką karmi nas większość mediów, nie zasługuje na radio dla siebie? 
MIROSŁAW HARDEK
(Kraków)




Nie wyrzucajcie radioodbiorników!

Lektura listów czytelników rozczarowanych zmianami w radiowej Trójce oraz wcześniejsze batalie Waszego pisma o ludzki kształt telewizji, pozwalają mi wierzyć, żem nie jedyny niezadowolony dziwak na tym zakrzyczanym świecie. O ile nie wypowiem się na temat telewizji, bo to obce dla mnie medium, o tyle radiosłuchaczom ośmielam się podpowiedzieć: nie wyrzucajcie radioodbiorników. Jest jeszcze Dwójka, czyli Program Drugi PR, o którego przeżycie walczył także „Tygodnik” w 1997 r. To radio pełne ciekawych, mądrych słów i pięknych dźwięków. Młodzieży polecałbym Radio Bis – okno otwarte na różne strony świata. Dobrze, że niezadowoleni krytykują, ale na szczęście nie żyjemy jeszcze na pustyni. Są miejsca na skali częstotliwości, gdzie słuchacz jest traktowany jak istota ludzka: wrażliwa i myśląca, a nie jak statystyczny konsument sterowany reklamą.
JACEK GODLEWSKI 
(Gdańsk)


Radio i misja

List otwarty do członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz prezesa zarządu Polskiego Radia SA – pana Ryszarda Miazka.
Na początku marca br. zdjęto z anteny Programu III PR dwie audycje poświęcone muzyce elektronicznej – jedyne o zasięgu ogólnopolskim dotyczące tego rodzaju muzyki. Prowadzone przez Jerzego Kordowicza, wytrawnego znawcę tematu. Audycje od lat prezentowały najnowsze osiągnięcia muzyki światowej oraz dokonania rodzimych twórców. Miały charakter edukacyjny oraz informacyjny – jednoznacznie zgodny z wymogami misji radia publicznego. 
Dzięki takim programom jak „Top-Tlen”, czy nocnym audycjom z muzyką elektroniczną, nasza twórczość mogła docierać do słuchaczy w Polsce i na całym świecie. O tym, że nie są to dokonania mało znaczące świadczą pozytywne recenzje w zachodnioeuropejskich i amerykańskich publikacjach. Utwory muzyki elektronicznej autorów rozsianych po całej Polsce, często gościły w programach Jerzego Kordowicza. Kto zagospodaruje ich potencjał talentu i entuzjazmu? Niepodobna również pominąć silnych akcentów związanych z ekologią i „zdrowym stylem życia” obecnych w tych audycjach. 
Zwracamy się z apelem zmiany tej decyzji, zaprzeczającej, naszym zdaniem, misji radia publicznego.
MAREK BILIŃSKI, JERZY GRUSZCZYŃSKI, MIKOŁAJ HERTEL, DARIUSZ KALIŃSKI, WŁADYSŁAW KOMENDAREK,TOMASZ KUBIAK, KONRAD KUCZ, ARTUR LASOŃ, TADEUSZ ŁUCZEJKO, PIOTR ŁUGOWSKI, MAREK MANOWSKI, CZESŁAW NIEMEN, ZIEMOWIT PONIATOWSKI (za 700 osób z Klubu Przyjaciół Muzyki Elektronicznej), JÓZEF SKRZEK, ZBIGNIEW ŻAK.



To nie złudzenia

Poruszył mnie felieton, w którym pani Józefa Hennelowa oceniała łańcuch ludzi trzymających się za ręce, utworzony 21 kwietnia br. między ambasadą Izraela i przedstawicielstwem Palestyny („TP” nr 18/2002). Też tam byłem. Dotknęło mnie uznanie tego działania za „nie tylko smutnie łatwe, ale dziecinne i naiwne”. Jestem w wieku emerytalnym i niechętnie przyznałbym się do naiwności. Tę manifestację (bez haseł, transparentów itd.) zorganizowała Amnesty International, która stara się bronić praw człowieka. Udział Janiny Ochojskiej dodatkowo uwiarygodnił dla mnie cel „pokojowego łańcucha”.
Współczuję wszystkim cierpiącym w Ziemi Świętej bez względu na ich narodowość i religię, opowiadam się przeciwko terrorowi i zabijaniu niewinnych ludzi, oczekuję sprawiedliwego pokoju, który (tak sądzę) wymaga samoograniczenia każdej strony. Nie wątpię, że jest potrzebne zewnętrzne współdziałanie, a może nawet wymuszenie ustępstw. To właśnie miałem na myśli jadąc na zbiórkę przy Alei Niepodległości, to chciałem zamanifestować udziałem. Tam, gdzie stałem, a później przechodziłem (stan zdrowia nie pozwolił mi dotrwać w łańcuchu do końca), nie słyszałem żadnych „słów niesprawiedliwych”, „morałów prawionych na wyprzódki pod adresem tych, których uznało się za winowajców”. Za treść dziennikarskich komentarzy, błędnych lub przewrotnych, uczestnicy nie mogą odpowiadać. Poza tym, nie ulegam złudzeniu, że „rozwiązanie tragedii proste jest jak przykazania dekalogu”. Gdy trzeba obezwładnić złoczyńcę, należy użyć przemocy, a niekiedy jedynym wyjściem jest zadanie śmierci, niestety.
HENRYK RUTKOWSKI
(Warszawa)




Czy Gogol posiadał psy?

Noblesse oblige. Gogola należy tłumaczyć dobrze – tylko wtedy Lach i Kozak będą dziś mieli z tego pożytek. Tak właśnie uczynił Aleksander Ziemny, którego przekład „Tarasa Bulby” ukazał się niedawno w Czytelniku. Gdy jednak czytelnik weźmie do ręki przekład tej samej powieści wykonany przez Jerzego Szota i wydany w 2001 r. w Krośnie przez Oficynę Wydawniczą „Apla”, żadnego pożytku nie odnajdzie. Może nawet nie przebrnąć przez wstęp tłumacza: „Parę lat po śmierci psiarza wielki krytyk i lider rewolucyjnych myślicieli lat sześćdziesiątych XIX wieku Czernyszewski powiedział: »Kierunek Gogola do dzisiejszych lat pozostaje w naszej literaturze wyjątkowo owocną twórczością«”. Once again: „I bardzo szybko odnalazł swoją drogę obywatelskiego służenia ojczyźnie – drogę psiarza, którego smutne i wesołe, tragiczne i entuzjastyczne słowo okazało się niezbędne nie tylko dla Rosji, ale i dla całego świata”. Przekład utrzymano w podobnej stylistyce. Mamy jednak szczęście – edytor w Krośnie zastrzegł sobie „wyłączność na prawa”: „Żadna część ani całość (...) wydawnictwa nie może być bez pisemnego pozwolenia wydawcy reprodukowana, odtwarzana elektronicznie, fotograficznie, bądź przechowywana w jakiejkolwiek bazie danych”... Niechybnie po lekturze czytelnik popadnie w acedię, a więc w rozpacz zgoła niechrześcijańską. Może też odrzucić szlachetne w gruncie rzeczy życzenie tłumacza: „I oby nasze myśli – wznosiły się ponad podziałami, ku europejskiej rodzinie, według Tarasa Szewczenki – »rodzinie wielkiej, wolnej, nowej«, w której Lach i Kozak zrozumieją się nawzajem”. 
Porozumiewajmy się jednak w tym „europejskim domu” w języku ludzkim.
Grzegorz Przebinda



Oświadczenie Rady Etyki Mediów

Rada Etyki Mediów stale otrzymuje sygnały o destrukcyjnych społecznie przejawach zaniku poczucia odpowiedzialności, umiaru i dobrego smaku w dziedzinie publikacji dotyczących nagości, seksu oraz przemocy. Służba mediów na rzecz dobra odbiorcy wymaga, aby wyżej niż zysk stawiano godność osoby ludzkiej, szacunek należny ludzkiemu ciału i sferze płciowości. Coraz częściej publiczne oburzenie wywołują akcje reklamowe posługujące się wielkiego formatu plakatami, których treść oceniana jest przez wielu jako pornograficzna, drastycznie atakująca wrażliwość dzieci, poniżająca dla kobiet.
Rada apeluje o przestrzeganie obowiązującego w Polsce prawa i poważne traktowanie ostrzeżeń formułowanych przez autorytety naukowe w dziedzinie psychologii społecznej. Autorytety te podkreślają związek przestępczości, a także postaw agresywnych i aspołecznych, z dostępnością przedstawień przemocy i obrazów ciała ludzkiego redukowanego do wizualnej zachęty erotycznej. Takie właśnie obrazy atakowały wrażliwość odbiorców m.in. z plansz reklamowych miesięczników „Playboy”, „Machina”, „Maxim”. REM wzywa reklamodawców do unikania agencji reklamowych o niskim standardzie, w których pomysłowość i artyzm zastępowane są nieodpowiedzialnym stosowaniem bodźców erotycznych. Natarczywość tych form promocji wyróżnia Polskę negatywnie w rodzinie krajów europejskich, a naszym ulicom nadaje barbarzyński i prowincjonalny charakter. 
w imieniu REM 
MAGDALENA BAJER – przewodnicząca

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl