Spory–polemiki: „Jedwabne bez stereotypów”


Zmarnowana szansa

Tomasz Szarota



Dobrze, że choć w czymś mogę się zgodzić z moim adwersarzem (Jan Tomasz Gross, „Trochę szkoda, że »nie pisze się historii chodząc po barach«”, TP nr 18/2001). Otóż ja także chciałbym, by Antonina Wyrzykowska przyjechała któregoś dnia do Jedwabnego i została przyjęta na plebanii przez tamtejszego proboszcza „z dumą i radością”. Nie ma między nami rozbieżności w kwestii zasadniczej: w zbrodni popełnionej na Żydach w Jedwabnem (i nie tylko w tej miejscowości) uczestniczyli ich katoliccy sąsiedzi. Obaj jesteśmy też zgodni co do tego, że znając prawdę o tych wydarzeniach nie można już dalej sprowadzać winy Polaków do roli biernego świadka, z obojętnością przypatrującego się żydowskiej tragedii, gdyż niestety niemieccy oprawcy znaleźli wśród nas pomocników w dziele zagłady. Na tym consensus chyba się kończy.
Jeden z historyków polskich, zabierając głos w dyskusji o książce, która – jak dziś to już wiemy – stała się światowym bestsellerem, napisał w styczniu ub.r. w „Rzeczpospolitej”: „uważam, że pod względem warsztatowym »Sąsiedzi« są pracą wzorcową. Gross przeprowadził bardzo staranną analizę dostępnych przekazów źródłowych”. Otóż mogę zapewnić czytelników „TP”, że opinia o doskonałości warsztatowej autora „Upiornej dekady” należy do całkowicie odosobnionych. Nie można mówić w wypadku „Sąsiadów” ani o starannej analizie, ani o uwzględnieniu wszystkich, dostępnych w chwili pisania pracy, przekazów źródłowych.
Felietonista tygodnika „Wprost”, Marek Zieleniewski, w tymże styczniu ub. r. pisał: „Syndromu Jedwabnego nie da się wymazać z pamięci. Wróci on już wkrótce w najbardziej koszmarnej postaci. W marcu w USA ukaże się książka Jana Grossa pt. »Holocaust – brakujące ogniwo«, która – o czym już dziś wiadomo – może liczyć na oszałamiającą promocję. Pierwsze najprostsze skojarzenie: Holocaust zgotowali milionom Niemcy i Polacy do spółki. I takie przesłanie pójdzie pewnie w świat”. Co prawda ani amerykańska edycja, ani niemiecka nie ukazały się, całe szczęście, pod podanym tu tytułem, jednakże „przesłanie” rzeczywiście poszło w świat. Livia Manera recenzję z włoskiego wydania książki Grossa, zamieszczoną w „Corriere della sera” 14 marca br., zatytułowała „To nie gestapo, oprawcami byli sąsiedzi. Książka prawdy o masakrze 1600 Żydów w 1941 w pewnej polskiej wiosce”. Przypuszczam, że wersja włoska „Sąsiadów” (I carnefici della porta accanto) niczym się nie różni od znanej mi niemieckiej.
Zastanawiam się, czy można było wymagać od Jana Tomasza Grossa, by zamiast powielania raz napisanego tekstu w różnych edycjach obcojęzycznych, przygotował do druku nowe, poprawione, uzupełnione, a tym samym znacznie rozszerzone wydanie „Sąsiadów”? Przecież oznaczałoby to zahamowanie przez autora triumfalnego pochodu jego własnego dzieła, którego przekładem już się zajmują tłumacze w wielu krajach. Zresztą Gross nie widzi powodu zmieniania w swej książce czegokolwiek także dlatego, że jego zdaniem po ukazaniu się „Sąsiadów” o wydarzeniach w Jedwabnem niczego nowego i istotnego już się nie dowiedziano. W tym kontekście staje się zrozumiały jego brak zainteresowania wynikami prac Instytutu Pamięci Narodowej, o czym mnie poinformowali moi koledzy tam zatrudnieni. Sądzę, że niebawem, gdy zostanie opublikowane dwutomowe dzieło IPN o Jedwabnem, Gross przekona się, że nasza wiedza o tym, co zdarzyło się tam 10 lipca 1941 r. znacznie wykracza poza to, co on o tym wiedział, kończąc pisanie „Sąsiadów”. Choć z drugiej strony trzeba przyznać, że owe dwa tomy nigdy by nie powstały, gdyby wcześniej nie ukazała się jego książka.
Jeśli o coś można mieć pretensję do Jana Tomasza Grossa, to o nieskorzystanie z szansy, jaką stwarzała możliwość zaopatrzenia każdej obcojęzycznej edycji „Sąsiadów” w dość obszerny wstęp. Zawierać on by mógł zarówno opis wywołanej przez tę książkę debaty narodowej w Polsce, a może i w innych krajach, jak też informacje o wysiłkach podjętych tu nad Wisłą, by zebrać możliwie pełną dokumentację dotyczącą jedwabieńskiej zbrodni, odtworzyć jej przebieg, wyjaśnić przyczyny, umieścić to wydarzenie w historycznym kontekście. Jak wynika z polemiki Grossa, ów historyczny kontekst sprowadza się dla niego do zestawienia Jedwabnego z innymi miejscami dokonanego przez Polaków na Żydach mordu, podczas gdy dla nas, jego oponentów, obejmuje on także konflikty narodowościowe II Rzeczypospolitej, które ogromnie się nasiliły w okresie okupacji sowieckiej naszych Kresów wschodnich w latach 1939–1941. Właśnie ukazała się godna polecenia książka Marka Wierzbickiego na ten temat1).
Dziwi mnie, że prof. Grossa oburza przypomnienie przeze mnie, że jest on z wykształcenia socjologiem. To przecież nie był epitet, gdyż brak szacunku dla tej dyscypliny naukowej w kraju, który wydał Floriana Znanieckiego, byłby nonsensem. Stwierdziłem tylko fakt nieposiadania fachowego przygotowania u naukowca, wkraczającego na pole badawcze dyscypliny, co prawda pokrewnej, ale wszak jednak odrębnej. Studia, jakie kończą socjologowie i historycy, różnią się od siebie: czego innego nas uczą nasi akademiccy nauczyciele, m.in. także tego, czym jest warsztat badawczy i na czym polega krytyka źródłowego przekazu i konfrontacja źródeł. Inne przygotowanie zawodowe ma też dalsze konsekwencje, gdyż zmusza do śledzenia publikacji, przede wszystkim zamieszczanych w czasopismach fachowych własnej dyscypliny. Stąd trudno się dziwić, że mój polemista nie zauważył ukazania się niezwykle szczegółowej, o niespotykanych rozmiarach (27 stron) recenzji „Sąsiadów” pióra Bogdana Musiała, w „Dziejach Najnowszych”2).
Wbrew temu, co pisze w polemice ze mną autor „Sąsiadów”, reakcja w Niemczech na jego książkę nie była „raczej sceptyczna”. Bez trudu mogę dowieść, że przeważały opinie wręcz entuzjastyczne, w których wyczuwało się uczucie Schadenfreude. Szczególnie odnosi się to do korespondentów prasy niemieckiej w Polsce, którzy zapoznali się z polską edycją i o niej informowali swych niemieckich czytelników. To, co do nich docierało, bynajmniej nie było „zdominowane przez filtr dziennikarskich sprawozdań Thomasa Urbana, korespondenta »Süddeutsche Zeitung«”. Wręcz przeciwnie, głos Urbana był niemal wyjątkiem. Gwoli prawdy pragnę też nadmienić, że jego artykuł o Hermannie Schaperze był jedynym opublikowanym przezeń w „Rzeczpospolitej”, o czym mnie poinformował red. Andrzej Kaczyński. W chwili obecnej jestem w posiadaniu zbioru ok. 120 wycinków prasowych, kserokopii oraz wydruków komputerowych tekstów, jakie ukazały się w prasie niemieckiej na temat zbrodni w Jedwabnem, toczącej się w Polsce narodowej debaty oraz książki Grossa. Na podstawie jedynie części tych materiałów (do lipca 2001 r.) opublikowałem artykuł w wydanej niedawno Księdze Pamiątkowej ku czci Władysława Bartoszewskiego3). Teraz znam także teksty, jakie się ukazały, gdy „Sąsiedzi” zostali przetłumaczeni na niemiecki. Na dobrą sprawę jedyną osobą, która odważyła się bardzo krytycznie ocenić dzieło Grossa była, udzielająca wywiadu Christianowi Semlerowi z „Die Tageszeitung”, wybitna uczona kanadyjska Iuth Bettina Birn.
Szczerze mówiąc nie wydaje mi się, by dalsza wymiana zdań pomiędzy prof. Grossem a mną mogła nas zbliżyć do poznania prawdy o jedwabieńskiej zbrodni. Nie uważam też za celowe kontynuowanie dyskusji o Jedwabnem przed ukazaniem się dwutomowego dzieła, przygotowywanego przez Instytut Pamięci Narodowej. Wszyscy zainteresowani czekają nań z utęsknieniem.

1) M. Wierzbicki, „Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim. Stosunki polsko-żydowskie na ziemiach północno-wschodnich II RP pod okupacją sowiecką (1939–1941)”
2) B. Musiał, „Tezy dotyczące pogromu w Jedwabnem. Uwagi krytyczne do książki »Sąsiedzi« autorstwa Jana Tomasza Grossa”, „Dzieje Najnowsze” 2001, nr 3, s. 253–280.
3) „Prasa niemiecka o Jedwabnem”, w: „Prawda i Pojednanie”, pod red. Jana Barcza, Warszawa 2002, s. 237–251.

Od redakcji: publikacją powyższego tekstu zamykamy dyskusję między Tomaszem Szarotą i Janem Tomaszem Grossem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl