Opowieść o kinie jidysz

Piotr Litka



O filmie żydowskim po roku 1950 pisano w Polsce okazjonalnie. Przyczyn było wiele, zwłaszcza emigracja twórców odradzającego się po Zagładzie kina jidysz. Jednym z nich był Natan Gross, którego praca o historii kina żydowskiego w Polsce ukazała się w roku 1990 nakładem Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Teraz opublikowano jej polski przekład.



Początki kina żydowskiego w Polsce sięgają pierwszej dekady ubiegłego stulecia. W Warszawie (jeszcze pod zaborem rosyjskim) na przestrzeni trzech lat (1908–1911) otwarto kilkadziesiąt kin. W tym samym mniej więcej czasie zaczęły powstawać pierwsze firmy produkujące i dystrybuujące filmy jidysz: Kantor Zjednoczonych Kinematografów Siła, Kooperatywa Artystyczna, Towarzystwo Udziałowe Sfinks i wytwórnia Kosmofilm.
Kino żydowskie – co Natan Gross wielokrotnie podkreśla – miało również swoje korzenie w ludowym folklorze oraz w teatrze i literaturze. Na przełomie XIX i XX wieku działało wielu słynnych pisarzy języka jidysz: Jakub Gordin, Szalom Asz czy Szymon An-ski (by wymienić tych, których teksty były adaptowane dla potrzeb filmu). Pisane przez nich sztuki, powieści czy piosenki zdobyły popularność wśród żydowskiej publiczności. Dotyczyły obyczajowości oraz związanego z procesem asymilacji kryzysu religii i rodziny. Tematykę tę przejęło później kino.
Dlatego pierwsze filmy jidysz bywały zapisem spektakli, przypominając bardziej dzisiejszy teatr telewizji niż film. Fakt ten zmniejszał ryzyko producenta i dawał pewność, że opowieść, która spodobała się publiczności teatralnej, będzie równie dobrze przyjęta przez kinomanów. Istotne było i to, że społeczność żydowska w Polsce tworzyła swoją oryginalną kulturę także poza wielkimi ośrodkami. Prawie w każdym sztetl istniał amatorski teatr, czasami działała biblioteka i czytelnia. Także amatorzy realizowali krótkie filmy, wykorzystując twórczo swoje podróże w rodzinne strony. „Co bardziej przedsiębiorczy spośród nich – pisze Gross – wynajmowali specjalistę z kamerą filmową, żeby im towarzyszył. Inni przywozili kamery szesnasto- lub ośmiomilimetrowe i filmowali – oprócz członków swojej rodziny – także miasteczko, mieszkańców, domy, synagogi, bożnice, instytucje społeczne itp. Wszystko, ażeby móc pokazać swym dzieciom i przyjaciołom widoki z miejsc młodości. Post factum okazało się, że spełnili misję historyczną.”
Interesujące w pracy Grossa są tezy dotyczące polsko-żydowskiego przenikania się kultur. Bowiem wśród pierwszych niemych filmów żydowskich (które były przeważnie adaptacjami) są dwa z 1911 roku: „Meir Ezofowicz” według powieści Elizy Orzeszkowej oraz „Sąd boży”, zrealizowany na podstawie „Sędziów” Stanisława Wyspiańskiego. Ale nie tylko literackie to było przenikanie: w produkcji zarówno filmów polskich, jak i jidysz brali udział ci sami producenci, często – ci sami twórcy (choćby Anatol Stern). Stąd – jak sugeruje Gross – próżno szukać w polskim kinie międzywojennym wątków antysemickich...
Najobszerniejsze rozdziały pracy o filmie żydowskim w Polsce dotyczą dwóch dokumentów Aleksandra Forda: „Sabra” (1933) i „Droga młodych” (1935) oraz tzw. „złotego okresu kina jidysz” z lat 1936-39, kiedy powstały między innymi: „Judel gra na skrzypcach” (1936) Józefa Greena i Jana Nowiny-Przybylskiego, „Dybuk” (1937) Michała Waszyńskiego czy „Mateczka” (1938) Konrada Toma i Greena. Rozdziały te zawierają także fragmenty niepublikowanych w Polsce wspomnień oraz wywiadów z twórcami i producentami tychże filmów. Gdyby nie wybuch II wojny światowej, powstałyby kolejne filmy żydowskie, tym bardziej że – jak zauważa Gross cytując artykuł z 1938 roku – przygotowywano wówczas pięć nowych produkcji. 
Na kolejne filmy trzeba było czekać kilka długich lat, nim kino jidysz zaczęło się odradzać po Zagładzie. Do roku 1950 powstało kilkanaście dokumentów i fabuł; m.in.: „My, którzy przeżyliśmy” oraz „Nasze dzieci” (obydwa z 1948) w reżyserii Natana Grossa, zaś w latach 1946-49 kilkanaście odcinków Żydowskiej Kroniki Filmowej. Kolejne fazy emigracji publiczności i twórców filmowych z Polski spowodowały, iż filmy jidysz przestały powstawać, a ostatnimi realizacjami w tym języku okazały się spektakle Państwowego Teatru Żydowskiego w Warszawie, które zarejestrowała Telewizja Polska: „Komedianci” (1978) i „Dybuk” (1979) w reżyserii Stefana Szlachtycza oraz „Gwiazdy na dachu” (1979) Jerzego Gruzy. Historia zatoczyła koło: wszystko w kinie żydowskim w Polsce zaczęło się i skończyło w teatrze...

*

Moja prywatna przygoda z kinem jidysz zaczęła się podczas jednego z Festiwali Kultury Żydowskiej w Krakowie, kiedy obejrzałem „Dybuka” Michała Waszyńskiego. Później dotarłem do specjalnego numeru Kwartalnika Filmowego „Powiększenie” i kilku artykułów prasowych. Powoli nadrabiałem zaległości, oglądając kolejne filmy. Czytając pracę Natana Grossa, uświadomiłem sobie, iż fenomen kulturowy kina jidysz w Polsce zyskał namiętnego badacza, dla którego historia kilkudziesięciu zachowanych do dziś filmów jest nie tylko splotem dat, okoliczności i osobowości producentów i twórców. Jest także próbą ocalenia pamięci o obyczajowości, folklorze i niepowtarzalnym pejzażu. Wreszcie – jeśli chodzi o okres kilku pierwszych lat po wojnie – jest bezcennym zapisem świadka i uczestnika odradzania się żydowskiego życia filmowego w Polsce. I podobnie jak w książce Grossa o Mordechaju Gebirtigu (wydanej dwa lata temu) – styl, wiedza i niepowtarzalne poczucie humoru sprawiają, iż pracę historyczną czyta się jak znakomicie napisaną powieść...

Natan Gross, „Film żydowski w Polsce”, Kraków 2002, Wydawnictwo RABID, seria: „My, Żydzi Polscy” Fundacji Dziedzictwo im. Chone Shmeruka. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl