Akcja „Wisła”: co wiemy, czego nie...

PIOTR KOSIEWSKI



Akcja „Wisła” rozpoczęła się 28 kwietnia 1947 roku, o czwartej rano. 150 tys. obywateli polskich narodowości ukraińskiej zostało przesiedlonych na obszary północnej i zachodniej Polski: rozproszono ich na dużym obszarze, rozbijając więzi lokalne, zakazano ukraińskiej działalności oświatowej i kulturalnej, zniszczono struktury Kościoła greckokatolickiego (a w części także prawosławnego). Blisko 4 tys. osób, podejrzewanych o współpracę z Ukraińską Armią Powstańczą (UPA) osadzono w obozie w Jaworznie; wielu z nich skazano na więzienie lub śmierć. Społeczność polskich Ukraińców, żyjąca w rozproszeniu i lęku przed asymilacją, niemal do 1989 r. kontrolowana przez Służbę Bezpieczeństwa PRL, wciąż odczuwa tamte wydarzenia.
Wydawało się, że o Akcji „Wisła” wiadomo prawie wszystko. A jednak konferencja IPN w przeddzień jej rocznicy była okazją do sporów (Krasiczyn, 18-19 kwietnia). I niemal regułą było, że w dyskusjach słychać było przede wszystkim głosy świadków, przypominające winy, zawsze tej drugiej – polskiej czy ukraińskiej – strony. Jedni i drudzy wracali też do kilku pytań: Co było celem przesiedleń? Likwidacja UPA czy asymilacja Ukraińców? Czy była to suwerenna decyzja PRL, czy polecenie Moskwy? Czy akcja „Wisła” była następstwem rzezi na Wołyniu, w których w latach 1942-43 zginęło 80-100 tys. Polaków? 
Odpowiedzi padały różne. Kiedyś propaganda PRL głosiła, że celem była likwidacja UPA. Ale czy konieczne było do tego wysiedlenie ludności ukraińskiej? Przeczy temu historyk Grzegorz Motyka, argumentując, że likwidując powojenną partyzantkę na innych obszarach Polski władze nie posuwały się do takich kroków. Co więcej, sporządzając listy wysiedlonych stosowano kryterium etniczne – znaleźli się na nich działacze partii komunistycznej (PPR) i milicjanci. To może świadczyć, że celem była asymilacja Ukraińców, rozwiązanie tej „kwestii”, jak proponował jej wykonawca gen. Stefan Mossor. Na pewno władze dążyły do zabezpieczenia granicy między Polską a sowiecką Ukrainą, gdzie trwały wówczas o wiele gwałtowniejsze walki między UPA a NKWD. Ale czy można twierdzić, że chodziło o stworzenie jednolitego etnicznie państwa polskiego? Akcja „Wisła” przyniosła owszem polonizację, ale – zauważa historyk Andrzej Paczkowski – podobnie radykalnych kroków nie podjęto przecież wobec innych mniejszości: Białorusinów czy Litwinów. 
Sporna jest też geneza akcji. Niektórzy widzą tu kontynuację przedwojennej polityki wobec Ukraińców. Dość powszechne jest za to w Polsce przeświadczenie, że istniał związek między Akcją „Wisła” a masakrami na Wołyniu; w tej optyce wysiedlenie miałoby być karą za zbrodnie na polskiej ludności. Tu stanowisko historyków jest jednak dość jednolite: rzezie wołyńskie mogły doprowadzić do wysiedleń w 1947, ale nie były ich bezpośrednią przyczyną.
Wreszcie ostatnie pytanie: o autorstwo akcji. Z ujawnionych dokumentów wiemy jedynie, że decyzję o jej przeprowadzeniu podjęło Biuro Polityczne KC PPR. Nie znaleziono dowodów na inspirację Moskwy. Zdaniem niektórych badaczy, np. Eugeniusza Misiły, świadczy to o polskim zamyśle. Czy jednak, pytają inni historycy, można było przeprowadzić taką operację bez przyzwolenia sowieckiej władzy? Decyzje w mniej istotnych sprawach zapadały w Moskwie, nie w Warszawie. Być może odpowiedź poznamy po udostępnieniu archiwów rosyjskich. Nie ulega za to wątpliwości, że zadanie wykonano polskimi rękami i przy akceptacji społeczeństwa.
Konferencja IPN nie zamyka dyskusji. Nie zamyka jej też list, wystosowany przez Aleksandra Kwaśniewskiego do jej uczestników – zawierający wyrazy ubolewania z powodu Akcji „Wisła” oraz odrzucający zasadę zbiorowej odpowiedzialności, którą kierowali się jej autorzy. Że dyskusje będą trwać, świadczy choćby sprzeciw wobec słów prezydenta – zarówno na łamach „Trybuny”, jak i „Naszego Dziennika”. Okazją do dyskusji będzie też wystawa „Polacy-Ukraińcy 1939-1947”, zaprezentowana po raz pierwszy podczas konferencji, która ma mieć charakter objazdowy i „odwiedzi” kilka miast w Polsce. 
Pozostają jeszcze ofiary Akcji „Wisła” i ich potomkowie, w tym kwestia ewentualnych odszkodowań dla niewinnie uwięzionych w Jaworznie. To sprawy otwarte – i zarazem skutki wydarzeń z 1947 r. O nich mówiono podczas innej dyskusji, zorganizowanej w Warszawie przez Forum Polsko-Ukraińskie, Związek Ukraińców w Polsce i Zakon Ojców Bazylianów. Oraz o ludziach, którzy mimo zabiegów władz PRL wciąż kultywują język i obyczaje. I wciąż borykają się ze skutkami rozproszenia; a także – jak mówił o. Marek Skórka – z przekonaniem o winie, która usprawiedliwia karę. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl