Ze wspomnień (758)

MICHAŁ KOMAR

 

Wybór, przed którym mnie postawiono, był boleśnie prosty. Miałem dwie godziny na podjęcie decyzji. Pogrążonego w rozterce zaniosło mnie na piwo do pubu, potem na dwa piwa do innego pubu i jeszcze setkę w trzecim pubie, następnie w kierunku wielkiej biblioteki, w której niegdyś bywali Charles Darwin, John Ruskin, John Henry Newman, Karl Marx z Friedrichem Engelsem oraz Mark Twain, ale naprzeciwko wejścia do biblioteki zobaczyłem niewielki antykwariat, a w nim mnóstwo książek pięknych i pouczających, więc tam skierowałem swe kroki. Wybór, przypominam, był boleśnie prosty. Albo roztropna zgoda na poważny zarobek, za którym jak nic idzie harmonia w rodzinie. Albo użytek z sumienia. Katalog antykwariatu zawierał pozycje takie – między innymi – jak: 
– George’a B. Lane’a „Puzon w Średniowieczu i Renesansie” (The Trombone in the Middle Ages and the Renaissance), Bloomington: Indiana University Press, 1982; 
– Shada Helmstetter’a „Co mówić, gdy się mówi do samego siebie” (What to Say When You Talk to Yourself), Grindle Press, 1982;
– Roberta L. Jeffersona „Rowerem przez Syberię” (Across Siberia on a Bicycle) Cycle Press, 1896;
– Geoffrey’a W. Younga „Wpływ gór na rozwój ludzkiej inteligencji” (The Influence of Mountains upon the Development of Human Intelligence), Jackson, Son & Co. & Glasgow University Press, 1957;
– Elizabeth Irvin Ross „Jak pisać w czasie snu” (How to Write While You Sleep) Cincinnati, Ohio: Writer’s Digest Book, 1985;
– Lestera K. Little’a „Benedyktyńskie przekleństwa: liturgiczne złorzeczenia w romańskiej Francji” (Benedicitine Maledictions: Liturgical Cursing in Romanesque France), Cornell University Press, 1993;
– Alberta Broela „Hodowla żab dla przyjemności i dla zysku” (Frog Raising for Pleasure and Profit), New Orleans, Marlboro House, 1950;
– H. Kane’a: „Rower jako czynnik sprawczy w chorobach genitalno-urologicznych...” (The Bicycle as a Factor in Genito-urinary Diseases, Prostatis, Prostatorrhea or Prostatic Catarrh), Watchung, NJ: Albert Saifer Publisher, 1983;
– Johna Modrowa „Jak zostać schizofrenikiem” (How to Become a Schizophrenic), Apollyon Press, 1992;
oraz 
nieznanego autora „Wielka Encyklopedia Wiedzy Uniwersalnej” (The Great Encyclopedia of Universal Knowledge), Odhams, 1933, w małym tomie (in octavo), pomiędzy którego stronicami znalazłem ośmiostronicową broszurę bez tytułu i nazwy wydawcy, poświęconą dyspucie między lekarzem (Medicus), generałem (Praefectus) i duchownym (Clericus) na temat sumienia. 
Dysputa owa miała się toczyć 5 października 1582 roku we Frankfurcie, a wypowiedziano w jej trakcie sporo ważnych myśli. Lekarz, radykalny zwolennik teorii humoralnej, twierdził, że sumienie jest umiejscowione w trzustce, płynie zaś do mózgu wraz z żółcią, o czym przekonał się był w swej długoletniej praktyce krajania trupów. Na te słowa Generał jął szydzić z Lekarza przypominając, że ten zebrał, owszem, spore doświadczenie w rozpruwaniu zwłok, były to jednak truchła złoczyńców skazanych przez sprawiedliwe sądy i ściętych czy powieszonych przez kata, do innych bowiem Lekarz nie miał dostępu; a skoro rzecz ma się właśnie tak, czemu Lekarz nie zaprzeczy przy świadkach i w obliczu Stwórcy w niebiosach, to mając wiedzę o trzustkach morderców, złodziei i sodomitów bez sumienia, nijakiej nie posiada wiedzy o trzustkach niewinnych dzieciątek i bogobojnych starców, czyli że brak mu materiału porównawczego, dzięki któremu można by sformułować hipotezę tyczącą umiejscowienia sumienia w trzustce lub zgoła gdzie indziej, choćby w wątrobie. Ciągnął dalej Generał, że pojęcie sumienia wywodzi się z sumienności, a więc z posłuszeństwa względem poleceń Władz Wyższych, wojskowych czy duchownych, i z dokładnego wykonywania owych poleceń, bez wahań i medytacji. Przykładem może być kat, który nie pytając się, czy wyrok wydany przez sąd jest sprawiedliwy czy też niesprawiedliwy, odrąbuje skazańcowi głowę, a jak trzeba, to także inne części ciała, a czyniąc to sumiennie odczuwa błogość, którą nazywamy spokojem sumienia. Z kolei Duchowny skoncentrował się na przypadkach, jakże częstych, gdy to człowiek zatwardziały w błędzie, postępuje (wedle swego mniemania) zgodnie z sumieniem szczerze wierząc, że błąd jest prawdą. Pytał więc Duchowny, czy błędne sumienie zobowiązuje czy też nie zobowiązuje, a nie umiejąc udzielić jasnej odpowiedzi naraził się na drwiny ze strony Lekarza, do którego po chwili przyłączył się Generał, co skłoniło Duchownego do stwierdzenia: „W żaden sposób nie jest zgodne z prawem, by postępować wbrew sumieniu, nawet jeśli wymaga tego jakieś prawo czy Przełożony”. Na to znów Generał zwrócił uwagę, że gdyby ktoś poważnie traktował słowa Duchownego, to we Frankfurcie od dawna by panował Saracen pogański lub, co gorsza, luterański heretyk... Byłem wtedy, powtarzam, po trzech piwach i secie, pogrążony w rozterce, i może właśnie dlatego przez mój mózg przebiegła nagle jakaś jasność i uświadomiłem sobie, że nie było żadnego sporu między Duchownym, Lekarzem i Generałem we Frankfurcie 5 października 1582 roku, bo go nie mogło być. A nie mogło go być, bo nie było takiego dnia – 5 października, gdyż na mocy bulli Grzegorza XIII dotyczącej reformy kalendarza dzień następujący po 4 października 1582 roku był dniem 14 października 1582 roku. No a jak to już sobie uświadomiłem, to zrozumiałem też, że postąpię roztropnie czyniąc użytek z sumienia, i w ten sposób zapewniając sobie i rodzinie przynajmniej odrobinę harmonii, a co do zarobku, za którym idzie dostatek, ech, mogło łatwo przyjść i łatwo poszło...  

Michał Komar 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl