Świat do składania

Paweł Dudziak



Jerzy Sosnowski napisał właśnie trzecią prozatorską książkę – „Linia nocna. Single’s collection”. Mówiąc inaczej: Jerzy Sosnowski podjął ryzyko napisania trzeciej książki. Zaryzykował, wystawiając się na nieuchronne podsumowania – na krytyczne próby określenia charakteru swojej twórczości i nazwania jej cech.



Sosnowski w ciągu dwóch lat wydał trzy książki. Szybko stał się autorem ważnym (czego potwierdzeniem ubiegłoroczna nagroda Fundacji im. Kościelskich), którego nie wypada pomijać przy próbach opisu literatury początku nowego wieku. Niewielu bowiem pisarzy potrafi pisać równie szybko i do tego coraz solidniej; nie wszyscy tworząc tzw. literaturę środka, wnoszą do niej przy okazji swój własny, u Sosnowskiego coraz lepiej rozpoznawalny pomysł na literaturę. 
Autor „Apokryfu Agłai” i „Wielościanu” bardzo starannie planuje swoje pisarstwo. Dba, aby kolejne prozy były logicznym, ale przede wszystkim artystycznym następstwem poprzednich. Z jednej strony różnią się one od siebie: pisarz wyciąga wnioski z błędów i wciąż szuka swojego miejsca. Rezygnuje na przykład z dużej formy powieściowej, gdzie chwilami czuł się zagubiony („Apokryf”), na rzecz bardziej dynamicznego, niezobowiązującego do ciągłości opowiadania („Wielościan”), a wreszcie fragmentu („Linia”), w którym czytelnik jest stale przymuszany do wykazywania się pomysłowością i odwagą przy jego współtworzeniu. Z drugiej strony wiele je łączy: chociażby zamiłowanie do snucia pierwszoosobowych opowieści z kilku perspektyw jednocześnie. Są to związki na tyle wyraziste, iż pozwalają identyfikować tę prozę z nazwiskiem Jerzego Sosnowskiego.
Tak więc Sosnowski zmienia się i rozwija, nie rezygnując z rozpoznawalnego stylu. A nie jest to styl wyrafinowany i niezwykły – raczej charakterystyczny. Zwykłym i codziennym językiem opisuje pisarz bardzo niezwykłą i niecodzienną „rzeczywistość” (którą na chwilę pozostawiam w cudzysłowie). Cóż to za „pomysł na literaturę”? Jaka „rzeczywistość”?

*

Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na literackie inspiracje Sosnowskiego. Bez uwzględnienia książek (za)czytanych przez autora „Linii nocnej”, mówienie o tej prozie rozminie się z nią o włos (i w wielu komentarzach tak się właśnie dzieje). Oto co czytają jego bohaterowie: „Sto lat samotności” i „Miłość w czasach zarazy” Marqueza; „Zeszyty don Rigoberta” i „Pochwałę macochy” Vargasa Llosy; „Grę w klasy” Cortazara. Sosnowski (już jako autor, a nie ewentualny bohater) niewątpliwie pozostaje pod wrażeniem Julio Cortazara: wspomnijmy „Ośmiościan” (chociażby sam tytuł tomu: „Wielościan”), czy na przykład „Opowieści o kronopiach i famach” (jeden z fragmentów „Linii nocnej” nazywa się „Jak zostać królem”), „62 model do składania” (por. „Pokój do składania” z „Wielościanu”). Cortazar jest tu wszędzie. Sosnowski rozczytuje się też w „fantastyce” Borgesowskiej. O ile na ostatnich stronach „Apokryfu Agłai” dziękował Lemowi za jego fantomatykę, o tyle kończąc „Wielościan”, a zwłaszcza „Linię nocną” nie powinien był zapomnieć o Cortazarze i Borgesie. Za co im powinien podziękować?
Powyższe (stanowczo zbyt krótkie) wyliczenie i zestawienie jest propozycją jednego z możliwych kluczy do tej literatury. Byłby to inny klucz niż kategoria snu, zasugerowana przez samego autora. Ta kategoria jest tu niewystarczająca, myląca nawet. Tu właściwie nic się nie „śni”, bo nikt się tu nigdy nie „budzi”. Lepiej byłoby powiedzieć, że wszystko jest tylko i wyłącznie snem, poza który nie ma wyjścia; że świat popadając w sen, wpadł w strefę mroku. Byłby to sen, w którym wszystko, co się w nim przewija, jest oprawione w surrealistyczno-wampiryczne ramy realizmu. Snując swoje oniryczne historie, Sosnowski zadłuża się jednocześnie w fantastyce (wcale nie tradycyjnej), w powieści obyczajowej i horrorze. Chociaż takie „pomieszanie stylów” czasami okazuje się zbyt trudne (widać to chwilami w „Apokryfie Agłai”), to jednak ciągle na nowo stara się on znaleźć formę dla pokazania świata, który go interesuje. Jaki to rodzaj świata?
Do opisu nie-rzeczywistości prozy Sosnowskiego proponuję użyć magicznej formuły: realizm magiczny. Niech będzie to realizm obciążony wszystkim tym, co wiąże go z literaturą iberoamerykańską; polegający w swojej istocie na nierozstrzygalności dylematu: światy możliwe, a niezaistniałe / światy niemożliwe, a zaistniałe. („To mogło tak wyglądać. Takie rzeczy dzieją się najgłupiej na świecie, wprost nie do uwierzenia”). Bohaterowie Jerzego Sosnowskiego (i on sam zatem?, i czytelnik też niekiedy) nie są w stanie wybadać „prawdziwej” rzeczywistości, nigdy nie uzyskują pewności tego, co robią; nie wierzą w to, co widzą; nie podejmują ryzyka określenia, kim są i czy w ogóle są. Nie jest to zresztą ich dramatem – ich myślenie jest magiczne. 
U Sosnowskiego nikt, poza Adamem z „Apokryfu Agłai”, nie szuka innego świata, nikt się nie dziwi, nie próbuje zdemaskować rzeczywistości, przedrzeć się na „drugą stronę”, tę „właściwą”. Do nich należy zaledwie dziwienie się i podziwianie, a czasem duszący, quasi-egzystencjalny lęk. Rzeczywistość zresztą u Sosnowskiego nie istnieje. Jej rozpoznawalność i normalność, każda próba zaufania jej, zostaje zawsze wykpiona. W tej twórczości świat to hipoteza. 
A zatem podziękowania, o których zapomniał Sosnowski: „Cortazarowi i Borgesowi za realizm magiczny”.

*

„Nazywam się Andrzej Walczak i to ja jestem autorem tej książki”. Autorem i jednocześnie bohaterem wszystkich opowieści Sosnowskiego jest Andrzej Walczak – czyli ów ktoś, kto ma prawo mówić w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Z jednej strony („Apokryf Agłai”) to autor opowieści o samym Sosnowskim, odgrywający rolę tradycyjnego „narratora wszechwiedzącego”; z drugiej („Wielościan”) tajemniczy, prawdopodobnie nieistniejący poeta, którego z pasją poszukuje Jeż (Jerzy?) tropiąc pisarza kradnącego mu myśli; w „Linii nocnej” wreszcie to postać mówiąca o samej sobie. Andrzej Walczak jest zwierciadłem (twórcą, czy produktem) całej tej magicznej rzeczywistości; to ktoś, kto istnieje-nieistnieje, po kim są tylko ślady, czyli zapisane słowa, zapamiętane sny, rozmywające się tropy prowadzące donikąd. 
Kim jest Walczak? Jeż? Wszyscy inni bohaterowie mówiący o sobie „ja”? Całe pisarstwo Sosnowskiego jest, najprawdopodobniej, mocno osadzone biograficznie; tym bardziej konieczna staje się odpowiedź na pytanie „kto mówi”, im bardziej okazuje się, że odpowiedzi nie ma. Bo czyż może być aż tak banalnie prosta? Czy to możliwe, że mówi – różnymi głosami – Jerzy Sosnowski?

*

„Teraz, kiedy to opowiadam, brzmi to strasznie tandetnie, i już wtedy była w tym jakaś tandeta, ale taka, która ci się podoba (...); czasem mi się wydaje, że każdy ma swój rodzaj kiczu, wobec którego jest bezradny, możesz wiedzieć, że to kicz, możesz go zdradzać, zarzekając się w towarzystwie, że to okropne, ale potem zamykasz się w czterech ścianach i to na ciebie działa, choćbyś się oszukiwał, działa to na ciebie i to chyba ten przypadek”.
To wyjęte z kontekstu „Apokryfu Agłai” zdanie można potraktować jako surowy, ale też dowartościowujący autokomentarz Sosnowskiego do własnego pisarstwa. Komentarz jeden z wielu możliwych; jeden z wielu możliwych do odnalezienia w jego prozie.

Jerzy Sosnowski, „Apokryf Agłai”, Warszawa 2001, Wydawnictwo W.A.B., seria „z Zegarkiem”; „Wielościan”, Warszawa 2001, Wydawnictwo W.A.B., seria „Archipelagi”; „Linia nocna. Single’s Collection”, Warszawa 2002, Wydawnictwo W.A.B., seria „z Zegarkiem”.

JERZY SOSNOWSKI (ur. 1962) – pisarz, nauczyciel, historyk literatury, krytyk literacki, publicysta, dziennikarz radiowy i telewizyjny. Laureat Nagrody Fundacji im. Kościelskich. Napisał też: „Śmierć czarownicy! Szkice o literaturze i wątpieniu” (1993), „Chwilowe zawieszenie broni” (razem z Jarosławem Klejnockim, 1996).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl