Niedźwiedzia przysługa

Jan Strzałka



W sprawie biskupa Jerzego Mazura nie można dać się ponieść emocjom.
To naturalne, że szukamy odpowiedzi na pytanie, kto jest winien, ale ważniejsze wydaje się, kto i co straci za sprawą deportacji bp. Mazura. 




Lista poszkodowanych będzie długa: znajdzie się na niej biskup diecezji irkuckiej, a zamknie ją Rosyjska Cerkiew Prawosławna, kto wie, czy nie najbardziej stratna w tej awanturze. Ale Kościoły to nie tylko instytucje, to lud Boży, żyjący w kraju, w którym prześladowania religijne stały się ostatnio zbyt częste, aby mówić o przypadkowym zbiegu okoliczności. Musimy się solidaryzować z bp. Mazurem, ale najwięcej niepokoju powinniśmy okazywać o los chrześcijan, a zarazem obywateli Rosji. Czy przed sprawą bp. Mazura wykazaliśmy dostateczną troskę o ich prawa? Otóż wydaje się, że znikomą. 

Biskup Mazur i inni

Lew Lewinson, moskiewski prawnik i doradca Siergieja Kowaliowa, niezłomnego obrońcy praw człowieka w Rosji, nie dziwi się, że sprawa bp. Mazura wywołuje powszechne zainteresowanie. Takiego zainteresowania nie wzbudziła jednak przygoda, jaka przydarzyła się przed miesiącem pastorowi zielonoświątkowców Aleksiejowi Liedajewowi z Rygi. Przybył on do Moskwy na spotkanie z pastorami rosyjskimi. Służby graniczne zatrzymały go na lotnisku Szeremietiewo 2 – na tym samym, na którym zatrzymano później bp. Mazura, lecz pastor był znacznie gorzej traktowany niż biskup katolicki. Liedajew został na kilkanaście godzin zamknięty w piwnicy, przez ten czas nie podano mu nawet szklanki wody. Próbował dowiedzieć się, o co jest podejrzany – usłyszał jedynie, że miejsce dla takich jak on jest w więzieniu. Później oficer służb granicznych powiedział mu, że nie zna wprawdzie powodu zatrzymania, ale rozkaz „przyszedł z góry”. Nie wiadomo, co by się stało z Liedajewem, gdyby jego pomocnik, świadek zatrzymania, nie powiadomił o tym moskiewskiego Słowiańskiego Centrum Prawnego. Prawnicy z Centrum wraz z oficerem Interpolu udali się na lotnisko i zażądali wyjaśnień, których oczywiście nie otrzymali. Służby graniczne zaprzeczyły, aby cokolwiek wiedziały o pastorze, na szczęście w tym momencie Liedajew przez telefon komórkowy zyskał połączenie z bliskimi. Obecność prawników, zaangażowanie Interpolu, a przede wszystkim komórka zmusiły służby do uwolnienia pastora. Dozorowany przez konwój pograniczników, wsadzony został na pokład samolotu do Wilna, tam dopiero odzyskał paszport i powrócił do Rygi. „Może przy okazji sprawy bp. Mazura ktoś zauważy ten incydent” – mówi Lewinson.
Warto też wspomnieć, co spotkało członków protestanckiej wspólnoty „Królestwo Boże”. Przed miesiącem podczas nabożeństwa do ich moskiewskiej świątyni wtargnęła policja wraz z psem. Wylegitymowano stu wiernych, wśród nich był człowiek zameldowany w okolicach Moskwy – zdaniem policji nie miał więc prawa przebywać w świątyni! Później policja zaczęła poszukiwać w kaplicy narkotyków. Jeden z uczestników nalotu ujawnił swe nazwisko i przynależność do Federalnego Biura Śledczego, pozostali nie podali nazwisk, gdyż „stanowią one tajemnicę państwową”. Policja oznajmiła, że przeprowadza operację „Wicher – antyterror”. Kilka godzin później nieznani sprawcy obrzucili świątynię kamieniami, pojawiły się też listy z pogróżkami wobec członków wspólnoty. Przed świątynią miał się odbyć antyprotestancki mityng „prawdziwych Rosjan”. Nie pierwszy zresztą. 
Po powrocie do Rygi pastor Liedajew oświadczył, że nie ma wątpliwości, iż zatrzymano go z powodu jego przynależności do Kościoła protestanckiego i że przygoda na moskiewskim lotnisku dowodzi panującej w Rosji wrogości wobec chrześcijan nieprawosławnych. „Jutro na moim miejscu może znaleźć się każdy” – ostrzegł. Nie mylił się. Nie minęło wiele czasu, jak na Szeremietiewie służby graniczne wydarły wizę rosyjską z paszportu włoskiego księdza Stefana Caprio, co pracujący od dwunastu lat proboszcz parafii we Włodzimierzu zauważył dopiero, gdy wylądował we Włoszech. Konsul rosyjski w Mediolanie nie wyjaśnił powodów, dla których „anulowano” mu wizę. Co najmniej przez rok ks. Caprio nie będzie miał prawa powrotu do Rosji. W czym ks. Caprio złamał prawo lub zaszkodził interesom państwa – nie wiadomo. Pojawiły się plotki, że jest podejrzewany o szpiegostwo. „Sugerowanie, że ks. Caprio zajmuje się szpiegostwem to czysty absurd – stwierdza ks. Igor Kowalewski, kanclerz kurii moskiewskiej i sekretarz Konferencji Biskupów Rosji. – Przed rokiem w prasie bulwarowej pojawiły się wprawdzie artykuły o »szpiegach Watykanu«, ale żaden poważny dziennikarz nie ośmieszyłby się pisaniem takich rewelacji”. Dziennikarz zapewne nie, ale nadgorliwy urzędnik... Nie zapominajmy, że od czasu, kiedy do władzy doszedł Putin, w Rosji zapanowało donosicielstwo i szpiegomania. „A władze nie mają obowiązku tłumaczenia się, dlaczego kogoś deportują lub pozbawiają wizy, wystarczy im zasłonić się enigmatycznym stwierdzeniem, że uczyniły to w imię interesów państwa” – dodaje ks. Kowalewski.
Czy podobnie będzie w przypadku bp. Mazura? Oświadczenie rosyjskiego MSZ, że ma ono „poważne pretensje” wobec biskupa i powołanie się na paragraf, w świetle którego wynika, że powodem wydalenia mogło być np. działanie na szkodę Rosji – stwarza szerokie pole do interpretacji. 

Punkt zapalny – nowe diecezje

Wracając do ks. Caprio: jeśli komuś przeszkadzał, to pewnie Cerkwi. „Znam Stiopę od wielu lat – mówi moskiewski duchowny prawosławny prof. Gieorgij Czistiakow. – Jego dwie parafie we Włodzimierzu to zaledwie kilkudziesięciu wiernych. Jak taka garstka ludzi mogła zaszkodzić interesom Cerkwi?”. Pozbawienie wizy ludzi takich jak ks. Caprio, który był wykładowcą uniwersyteckim, zaszkodzi raczej studiującej u niego młodzieży rosyjskiej – zauważa o. Gieorgij. 
Odebranie wizy ks. Caprio oznacza, że kilkudziesięciu katolików pozbawiono proboszcza, niewpuszczenie bp. Mazura stanowi dla Kościoła cios znacznie większy – największa terytorialnie diecezja świata pozostaje bez biskupa. Na razie kierować nią będzie metropolita moskiewski abp Tadeusz Kondrusiewicz, lecz co dalej? Jeśli władze Rosji nie pozwolą wrócić biskupowi Mazurowi do Irkucka, Stolica Apostolska będzie musiała wyznaczyć jego następcę. Ten zaś z pewnością przyjęty zostanie przez prawosławnych z wrogością. Nie chodzi przy tym o wrogość wobec konkretnych duchownych katolickich – lecz o to, że Cerkiew nie godzi się z reorganizacją struktur Kościoła katolickiego w Rosji. Dopóki bp Mazur był administratorem apostolskim Syberii Wschodniej, nikt nie manifestował przeciw jego działalności. Powołanie diecezji wywołało protesty Patriarchatu Moskiewskiego, a w prostych ludziach – podatnych na manipulacje – wzbudziło strach przed „okupacją przez Watykan” i rozpaliło antypolskie nastroje. 
Czy gra była zatem warta świeczki? Kościół katolicki tłumaczy, że miał do tego prawo, w świetle konwencji międzynarodowych Rosja gwarantuje wszelkim Kościołom prawo do swobodnego decydowania zarówno o organizacji struktur, jak do decyzji personalnych. Poza tym – tłumaczą przedstawiciele katolików – powołując diecezje uznaliśmy, że Rosja jest już normalnym państwem demokratycznym. Okazało się jednak, że Rosja różni się od innych państw, czego można było się spodziewać, znając skalę spustoszeń odziedziczonych po komunizmie, a kultywowanych pieczołowicie w ostatnich latach. Wszak tzw. ustawę o wolności sumienia i stowarzyszeniach religijnych, stwarzającą przywileje dla Cerkwi, a zagrażającą innym wyznaniom, przyjęto w Rosji zaledwie przed pięcioma laty. Służy ona za bicz na „heretyków” i członków sekt totalitarnych, a w oczach Patriarchatu każde wyznanie nieprawosławne należy do pierwszej bądź do drugiej grupy. Obyczaje w Rosji nie są więc demokratyczne, ale Kościół nie wziął tego pod uwagę. Zbyt późno też spostrzegł istnienie niefortunnej prefektury Karafuto... (zob. rozmowa z abp. Kondrusiewiczem w „TP” nr 17/2002).
 
Honor i dyplomacja

Prawosławni manifestujący ostatnio przed irkucką katedrą św. Józefa przypominali, że bp Mazur jest gościem, że zapomniał, iż Syberia to nie Polska, a nawet żądali zamknięcia tamtejszego konsulatu RP. Wykrzykiwano, że Minin i Pożarski pokażą Polakom drogę do domu. Minin i Pożarski to narodowi bohaterowie, przywódcy ludowego powstania przeciw okupującym Kreml Polakom dowodzonym przez hetmana Żółkiewskiego. Resentymenty okazują się silniejsze od rozsądku. Strona polska łatwo może podsycić antypolskie uprzedzenia. Powinniśmy być solidarni z bpem Mazurem, ale czy nasza dyplomacja musi – i to koniecznie przed kamerami telewizyjnymi – wzywać ambasadora rosyjskiego, domagać się wyjaśnień od rosyjskiego MSZ? Włoski MSZ sprawę ks. Caprio pozostawił dyplomacji watykańskiej. Zresztą okazało się, że najlepiej pozostawić tak drażliwą kwestię w rękach samych katolików rosyjskich. 
Parafianie z Włodzimierza zwrócili się bowiem o pomoc do rosyjskiego Komitetu Helsińskiego. Władze Rosji zostaną oskarżone o złamanie prawa. I obywatele niekoniecznie muszą przegrać, bo już kilkakrotnie zmusili państwo do wycofania się z decyzji sprzecznych z konstytucją i przyjętymi przez Rosję normami międzynarodowymi. „Tak było w przypadku Świadków Jehowy, zielonoświątkowców, Armii Zbawienia czy zakonu jezuitów: wszystkim tym stowarzyszeniom uniemożliwiano rejestrację i działalność w Rosji – przypomina Lew Lewinson. – Sąd Konstytucyjny przyznał, że to dyskryminacja i pogwałcanie konstytucji. Deportowanie bpa Mazura również kwalifikuje się do rozpatrzenia przez Sąd Konstytucyjny”. Konferencja Episkopatu Rosji nie wyklucza możliwości wystąpienia sądowego przeciw władzom Rosji. „Rosja jest państwem suwerennym – mówi ks. Kowalewski, obywatel rosyjski. – Ma prawo uznać kogoś za persona non grata, lecz obywatele też mają swe prawa. Skierowaliśmy pismo do rządu z prośbą o wyjaśnienie motywów decyzji podjętej wobec bp. Mazura. Uczyniliśmy to dla dobra Kościoła, ale i dla uspokojenia niezdrowych emocji i wzajemnych oskarżeń”. 
Pomoc dla Kościoła świadczy wspomniane Słowiańskie Centrum Prawne. Abp Tadeusz Kondrusiewicz podkreśla, że Centrum od dawna wspiera Kościół katolicki, np. krytykując rosyjski MSZ za mieszanie się w stosunki między Patriarchatem a Watykanem (MSZ nalegał, by Watykan powstrzymał się przed powołaniem diecezji), krytykując prawosławnego arcybiskupa i władze Pskowa, które zakazują katolikom budowy świątyni w tym mieście. „Prezes Centrum, pan Anatolij Krasikow, jest prawosławnym, lecz nie może się pogodzić z obskurantyzmem, jaki panuje w prawosławnej diecezji w Pskowie” – mówi abp Kondrusiewicz. Centrum nie pozostało obojętne na sprawę bp. Mazura. 
Twierdzimy często, że w Rosji nie istnieje społeczeństwo obywatelskie, że nagminnie łamane jest tam prawo – wszystko to prawda, lecz nie całkowita. Tamtejsze elity i pozbawieni dziś praktycznie wsparcia ze strony Zachodu obrońcy praw człowieka patrzą władzy na ręce. A co my, Polacy, w tym czasie robimy? Rzucamy im kłody pod nogi. 
Siergiej Kowaliow udał się na sesję Rady Europy, by m.in. wystąpić z krytyką polityki władz swego państwa wobec katolików. Rada potępiła Rosję za faworyzowanie prawosławia jako religii państwowej i ograniczanie praw innych wyznań. Tymczasem Marcin Libicki z Prawa i Sprawiedliwości, wiceprzewodniczący naszej delegacji do Rady, wezwał RE, by zbadała, czy Rosja łamiąc prawa do wolności sumienia może pozostawać jej członkiem. Kiedy wybuchła druga wojna czeczeńska, w Strasburgu zastanawiano się nad wykluczeniem Rosji, ale właśnie Kowaliow, który w pojedynkę zrobił więcej dla obrony praw Czeczenów niż niejedna organizacja europejska, przekonująco dowodził, że wykluczenie Rosji z instytucji międzynarodowych będzie ciosem dla raczkującej na wschodzie demokracji. Wykluczenie z Rady – i to nie za zbrodnie wojenne, ale za szykany wobec Kościołów nieprawosławnych – to gol do własnej bramki. Bo tym samym tacy ludzie jak Kowaliow pozbawieni zostaną możliwości upominania się „o wolność nasza i waszą”, o wspólne nam wartości zarówno w Radzie, jak i tam, gdzie my walczyć nie możemy – w Dumie, której Kowaliow jest reprezentantem. Niedobitki demokratów mają jeszcze w Rosji wpływy właśnie dlatego, że wyrażają interesy liberalnej Rosji w takich instytucjach jak Rada. Kowaliow od lat powtarza, że instytucja ta ma wpływ na Moskwę. Wyrzucić Rosję z Rady – to dobrowolnie wyrzec się nawet niewielkiego oddziaływania na Kreml. Znaczy to też, że odwracamy się obojętnie plecami do „przyjaciół-Moskali”. Na szczęście Rada nie podjęła propozycji Marcina Libickiego. Łatwo jednak wyobrazić sobie jedno z najbliższych posiedzeń Dumy, kiedy w końcu rozpatrywany będzie słynny projekt deputowanego Ałksnisa, który w apelu do Putina chce się domagać delegalizacji katolickich diecezji: w dyskusji z pewnością nie zabraknie antypolskich podtekstów. Podobnie zresztą jak to będzie 28 kwietnia podczas ogólnorosyjskiego protestu antykatolickiego. 

Kto za tym stoi?

Pozostaje jeszcze kwestia, czy Cerkiew inspiruje antykatolickie działania władz. Lew Lewinson nie ma wątpliwości, co do roli Patriarchatu w sprawie ks. Caprio i bp. Mazura. Ks. Kowalewski nie chce wierzyć, by Cerkiew była winna w tych akurat przypadkach: „Chciałbym wierzyć, że to wyłącznie niektóre grupy polityczne i społeczne instrumentalizują religię dla partykularnych interesów”. Ojciec Czistiakow jest wzburzony deportacją bp. Mazura, którego zna osobiście, bo uczestniczył kiedyś w konferencji mariologicznej zorganizowanej przez ordynariusza irkuckiego. Deportacja biskupa przypomina prawosławnemu duchownemu praktyki stosowane w czasach komunistycznych. Ale czy za tym stoi Patriarchat? „Wielu oskarża Cerkiew o inspirację nagonki na katolików i przyczynienie się do deportacji bp. Mazura, sądzę jednak, że mechanizm mógł być bardziej skomplikowany – mówi o. Gieorgij. – Nieokrzesani urzędnicy MSZ wraz ze służbami specjalnymi mogli z własnej inicjatywy zapragnąć przypodobać się Cerkwi. Ale wyrządzili jej niedźwiedzią przysługę. Incydenty te zaszkodzą bowiem reputacji Cerkwi w oczach naszej inteligencji i młodzieży, a także w oczach społeczności międzynarodowej. Dla urzędników i polityków prawosławie jest ideologią, która zastąpiła komunizm. Sądzą, że muszą przyjąć prawosławie i walczyć z katolickim zagrożeniem. Przyjmując prawosławie jako garnitur ideologiczny chcą podkreślić, że są z narodem, że są prawdziwymi Rosjanami. Prawosławie nie jest jednak rytuałem, starodawnym obrzędem, to całościowa wizja świata budowana przez pokolenia teologów i filozofów”.
Fakty potwierdzają opinię o. Czistiakowa o gorliwych urzędnikach: udział FSB we wszystkich atakach na protestantów, wykrętne tłumaczenia MSZ w sprawie ks. Caprio i bp. Mazura świadczą, że rosyjskie służby za wszelką cenę pragną się przypodobać Cerkwi.

*

Sprawa bp. Mazura i innych duchownych stawia przed nami pytanie, czy możliwy jest kompromis pomiędzy chrześcijanami rosyjskimi. „Kompromis nie jest wystarczający – powiada o. Czistiakow – potrzebujemy consensusu.” 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl