Przegląd prasy

Gospodarka PRL: między modernizacją a marnotrawstwem



System gospodarczy PRL był tyleż narzucony, co niewydolny. Zbyt długo parametry rozwoju mierzono w sposób, od którego odchodzono w całym cywilizowanym świecie – wydobyciem węgla, wytopem surówki. O ile w latach 50. były to rzeczywiście wskaźniki uprzemysłowienia czy rozwoju, to już w 70. weszły inne technologie, i nawet jeśli je sprowadzano, to nie można ich było w pełni wykorzystać – mówi w BIULETYNIE INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ (2) Krzysztof Madej. 
Jedynym w dziejach PRL skutecznym planem gospodarczym był tzw. plan trzyletni, przygotowany po wojnie przez związany z PPS Centralny Urząd Planowania (CUP). Odbudowa kraju miała nastąpić w oparciu o metody sprawdzone na Zachodzie. Program ten zawierał wprawdzie elementy gospodarki planowej, ale nie forsował uprzemysłowienia konkretnych dziedzin, co było charakterystyczne dla następnego planu, sześcioletniego. Był mniej obciążony ideologią, a bardziej podporządkowany pragmatyce gospodarczej – na przykład przewidywał równoprawne istnienie w gospodarce trzech sektorów: państwowego, spółdzielczego i prywatnego (dzięki temu w pierwszych latach powojennych praktycznie cały handel znajdował się w prywatnych rękach). Zakładał też, że nie będzie się odbudowywać zakładów zniszczonych w stopniu większym niż 50 proc. 
W efekcie w znacznym stopniu odbudowano gospodarkę kraju. Już w 1948 r. poziom produkcji przemysłowej przekroczono o 30 proc. w stosunku do wielkości produkcji sprzed 1939 r. Gorzej przedstawiały się wyniki w rolnictwie: w 1948 r. produkowano około 70 proc. tego, co przed wojną. Przede wszystkim zaś znacząco wzrosła konsumpcja – do 1949 r. płace realne ludności wzrosły o 58 proc. (tyle że płace zaraz po wojnie były bardzo niskie). W 1949 r. zniesiono również reglamentację żywności. 
Rychło jednak, bo już w 1948 r. komuniści ograniczyli rolę CUP i odsunęli ekonomistów powiązanych z przedwojenną lewicą. W gospodarce zapanowały metody radzieckie i rozpoczął się plan sześcioletni: oparty o ideę forsownej industrializacji kraju, a zwłaszcza rozwoju przemysłu ciężkiego. Sam fakt wyboru określonych typów przemysłu świadczył z kolei o priorytetach – chodziło o stworzenie zaplecza dla przemysłu zbrojeniowego. Priorytetem było silne państwo, a nie zamożne społeczeństwo. Inwestowano w przemysł maszynowy, metalurgiczny i chemiczny, mniejsze nakłady szły na przemysł budowlany, lekki i spożywczy. Społecznym skutkiem planu sześcioletniego był liczbowy wzrost klasy robotniczej. Zatrudnienie ludzi w przemyśle stwarzało jednak szansę rozwiązania problemu przeludnienia polskiej wsi. Stąd choćby sztandarowa budowa planu sześcioletniego – czyli kombinat w Nowej Hucie – nie miała wyłącznie charakteru politycznego. Lokalizacja zakładu miała na celu zapewnienie miejsc pracy dla młodzieży z małopolskich wsi, a krakowska Akademia Górniczo-Hutnicza miała dać hucie dobrze wykształconych inżynierów. Skądinąd okoliczności powstania Nowej Huty są ilustracją ewolucji sytuacji geopolitycznej Polski: pierwotnie kombinat taki miał powstać na Śląsku. W Chicago zamówiono nawet piec hutniczy. Nie udało się zrealizować tych zamierzeń, bo Polska ze względów politycznych musiała odrzucić plan Marshalla. Trzeba więc było zbudować hutę na bazie technologii radzieckiej i bliżej granicy wschodniej. 
Forsowna industrializacja miała również inny aspekt, zauważalny także i w następnych dekadach PRL: otóż „w gospodarce komunistycznej znacznie chętniej coś budowano i tworzono od nowa, niż remontowano i modernizowano. Po części było to pochodną rywalizacji różnych grup interesów o kasę państwową”. M.in. upadek kombinatu nowohuckiego był spowodowany tym, że w porę nie przeprowadzono jego modernizacji. 
Rozwijając przemysł ciężki, władze musiały zrezygnować z innych inwestycji. W latach 50. zaniedbano budownictwo mieszkaniowe. Na cztery nowo zawarte małżeństwa przypadało jedno nowe mieszkanie! Ceną za intensywną industrializację był również niski poziom życia. Mimo że więcej wytwarzano i rósł dochód narodowy, to na poziomie konsumpcji było to słabo odczuwalne. Ledwie o kilka procent wzrosły w tym okresie płace realne. W niektórych latach były one nawet niższe niż w 1949 r. 
Co ciekawe jednak: jeśli chodzi o przyrost dochodu narodowego, to najgorszym okresem w dziejach PRL były lata 80. Nastąpiło ogólne obniżenie standardu życia. Reglamentacją objęto praktycznie wszystkie dziedziny. Wciąż nie wiadomo, ile Polskę kosztował stan wojenny – choćby paliwo do wojskowych pojazdów. Ówczesna reforma gospodarcza sprowadziła się do radykalnej podwyżki cen, w wyniku której realne dochody ludności spadły o ponad 20 proc. Próbowano porządkować gospodarkę, ale okazało się, że jest to niemożliwe. Zmiany modelu gospodarczego dokonał dopiero pierwszy rząd solidarnościowy.
 

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl