A mój syn

Jak zepsuć słońce

JACEK PODSIADŁO

 

A mój syn chyba właśnie odkrywa, co to jest tabu, i ma jazdę na naruszanie go. Najwyraźniej fascynują go ostatnio fizjologia i śmierć. Pierwsza fascynacja objawia się przerabianiem piosenek tak, żeby co drugi rzeczownik zastąpić słowem „kupa” i pytaniami w rodzaju: „A co by było, jakbym zrobił kupę do wanny?” „A gdyby wszystkie zwierzęta świata jednocześnie zrobiły siku, to czy byłaby powódź?” Wyrazem drugiej fascynacji są nagłe ataki z okrzykiem „Zabiję cię!” albo życzenia składane ojcu przed podróżą: „Życzę udanego wyjazdu i żebyś umarł”. A niedawno odbierając go z przedszkola spytałem, jak minął dzień, i usłyszałem: „Fajnie. Bawiliśmy się z Radkiem w śmierć”. „W śmierć? A jak się w to bawi?” „Normalnie. Leży się”.
A mój syn napisał też instrukcję pt. „Jak zrobić słońce”. Bardzo krótką. „1. Koło. 2. Kreski wokoło”. 
A Wojtek Kozłowski napisał długi list, który tradycyjnie muszę zacytować w skrócie, za co tradycyjnie przepraszam. 
,,Biorę wieczorem »Tygodnik« i nagle przecieram oczy, bo mój ważny Poeta nagle pisze coś, co jeży mi włosy na głowie. Tak się składa, że jestem dyrektorem miejskiej galerii sztuki w Zielonej Górze. Dobra, nie mówię, że pełnym niepodważalnym fachowcem. Ale lubię, co robię, lubię ludzi, których prace pokazuję, i myślę, że lubię sztukę, w jej wielu przejawach i wyglądach. I trochę o niej wiem.
Przeczytałem ten Twój tekst w pracy, wieczorem. Postanowiłem, że prześpię się z tym, żeby nie napisać czegoś, czego potem będę żałował. Dlaczego tak jest, pytam, że fajni ludzie, którzy w swoim obszarze działania są kompetentni, piszą głupoty – głównie niestety – o sztuce? (...) Istnieje teoria, że w Polsce sztuki piękne szans nie mają z powodu narodowych skłonności do literatury. Że Matejko i wystarczy. Inna teoria współczesny stan pancernej niewrażliwosci na sztukę współczesną upatruje we wpływie emigracyjnych intelektualistów, którzy cały obszar powojennych kierunków, związany po części z lewicowym postrzeganiem świata, kojarzyli z lewicowością en masse. Józef Czapski jest dla tej formacji ostatnim ważnym artystą. Chylę czoło przed ich dorobkiem w poezji, prozie, eseju i innej słownej twórczości, ale wystarczy przejrzeć parę roczników »Zeszytów Literackich« i wszystko jasne, niestety. (...) To bardzo fajne i odważne, że podajesz swój e-mail pod felietonem. Gdyby nie to, pewnie rzuciłbym parę faków, a Ty nie czytałbyś tego wszystkiego. 
Więc szał i łzawa, bezsilna niemoc, jak przeczytałem tę liczbę mnogą – Serrany, Kozyry... Nie przypomina Ci to – Kuronie, Michniki, Modzelewskie, Turowicze? Nie czytałeś takich tekstów, gdzie to pomnożenie ma służyć pognębieniu, zohydzeniu poprzez odebranie pojedynczej osobowości i tworzeniu diabła o wielu głowach współczesnego artysty-nieartysty? Tak jakbyś w ogóle odmawiał im prawa do wypowiedzenia na istotne tematy. Oni nie chcą, jak piszesz, stwarzać rzeczy pięknych (może Serrano tak, ale to akurat beznadziejne zestawienie). Piękno w sztuce, czy nam się podoba, czy nie, stało się kategorią zdarzającą się, ale nie nieodzowną. (...) Pytasz o osobiste problemy i porównujesz ich do dzieci z tzw. marginesu. No to odpowiedz, ile przeczytałeś wywiadów ze Świetlickim, a ile z Kozyrą? Ile z Wiedemannem, a ile z Liberą (Zbigniewem oczywiście)? I dam sobie głowę uciąć, że nie czytałeś np. Urszuli Czartoryskiej »Od pop-artu do sztuki konceptualnej«, żeby choć próbować zrozumieć, skąd się to wszystko wzięło. Eliota, Miłosza, Kafkę to na wylot znasz, ale o Schwittersie i akcjonistach wiedeńskich, nie mówiąc o Marinie Abramovic, nie masz pojęcia. Tak sobie spekuluję, ale myślę, że mam rację. Piszesz o Hitlerze i jego kolegach, a nie wspominasz (ja wiem, felieton, ale tu to akurat błąd w sztuce), że to oni wymyślili pojęcie »sztuka zdegenerowana« na określenie wszystkiego, co nie było monachijskim akademizmem. Wyganiali artystów, a czasami i zabijali tych wszystkich, którzy uważali sztukę za obszar wolności i refleksji intelektualnej. Takoż i Stalin z kumplami. Odnoszę obrzydliwe, duszące i straszne wrażenie, że Tobie by się to podobało. (...) Poeci – tak, artyści nie. Ja wiem, jest dużo informacji, nie do przerobienia, ale obowiązkiem intelektualisty, artysty, jest starać się wiedzieć. (...) Wiem, że Cię nie przekonałem. Już Ci się nie będzie chciało czytać, poznawać artystów i wiedzieć, po prostu wiedzieć. Wolisz poprzestać na swoim, wyuczonym z telewizora i popularnych dzienników (przepraszam, ale daje się przeczytać, że stąd Twoja wiedza) przekonaniu o służebności sztuki wobec ściany w Twoim domu. Gdybym nie wiedział, to bym pomyślał, że Ojciec R. i Andrzej Osęka to Twoi najbliżsi intelektualnie sąsiedzi. Dlaczego deprecjonujesz coś tylko dlatego, że nic o tym nie wiesz, poza globalnym poczuciem, że Ci się nie podoba? (...) Nie będę Cię przekonywać, że »Piss Christ« (którego słusznie w intuicji odbierasz estetycznie, a Serrano bardzo katolik, bo Latino), to głęboko refleksyjna wypowiedź o religii dziś. I tak mnie wyśmiejesz, bo kupujesz świecące Madonny”.
Stary, owłada mną uczucie, które chyba i Tobie przypadło w udziale: tzn. mimo całej sympatii, jaką do Ciebie od razu poczułem, nie mam zamiaru trzymać języka na wodzy. Za krótko spałeś i nie wszystkie argumenty przemyślałeś. Com napisał, napisałem, ale czegom nie napisał, tego nie napisałem. Teoria, że sztuki piękne nie mają w Polsce szans, to nie moja teoria, więc zostawiam Cię sam na sam z tym problemem. Za Józefa Czapskiego odpowiada Manuela Gretkowska, nie ja. Prawa do wypowiedzi na tematy ważne artystom nie odmawiam. Za spis lektur koniecznych do zrozumienia dzieł Kozyry dziękuję, ale nie skorzystam. Wywiadów ze Świetlickim przeczytałem 7, z Wiedemannem i Liberą nie pamiętam, z Kozyrą rozmowy wysłuchałem w telewizji raz, plotła farmazony jak ostatni cielemok, więcej nie chcę. Czartoryskiej nie czytałem (o mało nie straciłeś głowy, znajomi mi to podsuwali), o Abramovic nie mam pojęcia, ale nie znam też dogłębnie Eliota i Kafki. O Schwittersie i akcjonistach mógłbym Ci zrobić w razie potrzeby wykład. O wystawach „sztuki zdegenerowanej” nie wspomniałem, bo nie było potrzeby. Twoje wrażenie, że jej niszczenie plus pomysły Stalina podobałyby mi się, istotnie jest obrzydliwe. Sugestię, iż swoją wiedzę czerpię z TV i dzienników wybaczam Ci, bo czuję tę sympatię, com na początku wspomniał. Nie tylko nie napisałem, że mi się Serrano czy Kozyra nie podobają („tylko dlatego, że nic o tym nie wiesz” – tutaj to już poleciałeś jak kozieł w rakiecie), ale nawet napisałem, że Serrano mi się podoba. Nie sądzę, żeby średnia głupków wśród poetów była niższa niż wśród innych artystów. A jakbyś kumał z piśmiennictwa choć tyle, ile ja ze sztuk pięknych, zrozumiałbyś, że świecące Madonny w swoim felietonie właśnie wyśmiałem.
A teraz, skoroś w ogóle nie pojął, o czym był mój felieton, wyjaśnię Ci krok po kroku jak poeta intelektualiście. Nie znam się na sztukach pięknych, ale zdarza się, że poruszy mnie obraz, fotografia albo nawet instalacja. Mam prawo do tych przeżyć i mam prawo nie być znawcą sztuki, mam też prawo do swojej sklerozy i nieprzyswajania wiedzy. Tak jak każdy, mam prawo do własnego odbioru dzieł. Jeden patrzy na rysunek słońca i może widzieć tam niesłychane cuda, głębokie refleksje, refleksy dzieł innych twórców i wszystkie mity solarne naraz. Drugi może widzieć koło i kreski wokoło. Jak napisałem, z przyjemnością patrzyłem na słynne dzieło Serrano, dopóki nie zobaczyłem jego tytułu. Od tej chwili widziałem tylko krzyż i mocz wokoło. Ale to nie ja źle widziałem, tylko artysta zubożył wymowę własnego dzieła głupią nazwą. Pewnie, że wyśmieję Twoje „głęboko refleksyjna wypowiedź o religii dziś”, bo głębia tego dzieła w najlepszym razie równa jest głębi pęcherza pana Serrano. Takie chwyty to robiły na mnie wrażenie, jak byłem nastolatkiem i chciałem, żeby w pewnym amatorskim teatrzyku scenie gwałtu czy mordu towarzyszyła z offu piosenka „Pieski małe dwa”, do dziś mi wstyd.
A na koniec opowiem Ci o mojej świętej pamięci babci, która nie jest uwzględniana jako argument w książkach z teorii sztuki i może Cię obchodzić tyle, co Stockhausena setki trupów w czerwonych szelkach, ale mnie to bardzo obchodzi, że chociaż nie była Latino, to przez całe życie, nawet w późnej starości zaiwaniała na piechotę pięć kilometrów z Mirkowic do Gromadzic do tego samego Chrystusa, którego Twój Serrano zanurzył w moczu, a gdyby moja babka chodziła do łaźni, to żadna Kozyra ani największa artystka świata nie miałaby prawa filmować jej starego ciała ukrytą kamerą, a kiedy moja babka leżała w kostnicy, to żaden Serrano nie miał prawa wstępu tam i fotografowania fragmentów jej ciała, bo kostnica jest po to, żeby zwłoki umyć i zostawić je w spokoju, ewentualnie rodzina może tam przyjść, żeby dotknąć tego bliskiego sobie ciała, a Serrano nie ma mi nic do powiedzenia o śmierci, bo ja wiem, że dłoń zmarłego może być ładna i wiem, jak wygląda śmierć: leży się; i tak, tak, tak, bardzo chętnie określę te prymitywne sztuczki z trupami, krzyżami i nagością mianem sztuki zdegenerowanej, i fak, fak, fak, i bardzo bym chciał, żeby jakiś Andrzej Osęka albo polityk Ligi Polskich Rodzin albo Daniel Olbrychski wjechał do tych waszych galerii na koniu na biegunach i pociachał teleskopową szabelką papieża trafionego meteorytem, genitalia na krzyżu i piramidę ze zwierzęcych trupów, bo jak ja wymierzę w papieża wierszykiem, to przynajmniej potrafię wyjaśnić, gdzie mnie boli i o co mam żal do niego, bo jeśli obrażam kogoś lub jego tzw. uczucia, to wiem w imię jakich uczuć to robię, a większość tych waszych artystów tylko bełkotać o głębi potrafi, co bynajmniej nie oznacza, że jestem wrogiem sztuk pięknych i konceptów konceptualistów, ale wiem też, że zaraz jakiś geniusz zada sobie głęboko refleksyjne pytanie: „A co by było, gdybyśmy ulepili z kupy postać jakiegoś świętego?”, i jeśli tego nie rozumiesz, to zwolnij się z tego dyrektora, a moja babcia niech odpoczywa w spokoju wiecznym, amen, adieu, howgh.


Jacek Podsiadło


 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl