NOTATKI

Bronisław Mamoń



Spory o Sarah Kane

O Sarah Kane pisze się wiele w prasie zagranicznej, a także w polskiej. Jej sztuki grane są na scenach całego świata, także naszych. Po prezentacjach jej utworów przez Krzysztofa Warlikowskiego i Grzegorza Jarzynę nie cichną spory o rangę tego pisarstwa. Dla jednych jest ona jednym z najwybitniejszych dramaturgów doby współczesnej. Zestawia się ją z Szekspirem, Eurypidesem, Beckettem, Pinterem. Dla innych autorką sezonową, szokującą nieprzyzwoitością i patologią. Kwietniowy zeszyt „Dialogu” przynosi interesujący tekst Marka Zaleskiego „Co się zdarzyło Sarah Kane?” Zaleski kłótnie i emocjonalną dyskusję między krytykami próbuje sprowadzić „na grunt sporu o język teatru, granice teatralności i strategie odbiorcze”, gdyż tylko na tym poziomie można potwierdzić lub zakwestionować wybitność tego pisarstwa. Krytyk zauważa, że sztuki Sarah Kane, z wyjątkiem „4.48 Psychosis” i fragmentów „Łaknąć”, napisane są językiem dosyć banalnym. Trudno byłoby doszukać się w nich jakiejś racjonalności czy logiki. Dramatopisanie u Kane – opiniuje krytyk – „wydaje się odkrywaniem doświadczenia traumatycznego”. Zdaniem Zaleskiego „trauma paraliżuje nie tylko pamięć, ale ujawnia się w postaci kryzysu zdolności przedstawienia tego, co jest jej istotą, jako niemożliwość narracji o zdarzeniu leżącym u jej podłoża”.
W świecie Sarah Kane – pisze Zaleski – trudno mówić o obecności tragedii, o możliwościach jej zaistnienia. „Tragedia dzisiaj jest niemożliwa – zdaje się mówić pisarka. Ale to znaczy, że niemożliwy jest prawdziwy teatr; teatr, który uwalnia od cierpienia. Oczyszcza. Pomaga osiągnąć samowiedzę. Czy warto być w takim świecie dramatopisarzem?”
Konkluzja krytyka: „Sarah Kane chciałaby stworzyć prawdziwy teatr w »społeczeństwie spektaklu«. Czy jej się to udało? Raczej nie. Nie dlatego, że zabrakło jej talentu. Dlatego, że niewidzialna, ale rzeczywista granica między życiem a sztuką jest dziś dla nas granicą mniej rzeczywistą aniżeli kiedykolwiek”.

Obraz i ornament

pod takim tytułem otwarto wystawę malarstwa Andrzeja Rysińskiego w pałacu „Królikarnia” (Warszawa, ul. Puławska 113 A). Ekspozycja obejmuje 60 obrazów, powstałych w latach 1996–2002. Inspiracją dla tego malarstwa stało się studium natury. Natura jest podstawą do tworzonego przez artystę indywidualnego, tylko jemu właściwego języka wypowiedzi artystycznej – ornamentu.
W katalogu do wystawy Rysiński napisał: „Świadome posługiwanie się ornamentem jako narzędziem ma wówczas sens, gdy uda się zachować jego pierwotne znaczenie, zmienić je, bądź nadać nowe. Wyjaśnić jego tajemnicę posługując się zasadami, regułami nie tylko dotyczącymi budowy formy, ale i dotrzeć do jego zakodowanej treści, związanej z chęcią nazwania i dotknięcia tego, co należy do naszego doświadczenia i istnieje poza nim”.
Zbigniew Taranienko z okazji nieborowskiej wystawy (r. 2001) Rysińskiego „Domek ogrodnika” zauważył, że obrazy Rysińskiego nie są czystą dekoracją, choć przynoszą radość i cieszą „barwnymi plamami, niezależnością linii, swobodnymi, jakby beztroskimi uderzeniami pędzla”. Z płócien Rysińskiego – konkluduje krytyk – emanuje spokój i radość życia – „jakże rzadkie odczucia we współczesnej sztuce – to wyniki wybranych gier, jakie artysta od ukończenia studiów prowadzi z tradycją malarską, rezultaty wielu świadomych wyborów i ich warsztatowej konsekwencji”.
Andrzej Rysiński (ur. 1958). Studia w warszawskiej ASP na wydziale malarstwa w pracowni prof. Tadeusza Dominika. Od 1990 r. jest wykładowca na tejże uczelni. Od początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku prezentuje swoje prace na wystawach indywidualnych i zbiorowych, w kraju i za granicą.
Nagroda Czterech Kolumn
Z inspiracji Stanisława Pasternaka – lotnika, sadownika i pisarza, ustanowiona została w r. 2001 nagroda literacka „Czterech Kolumn”. Nagroda przyznawana jest za utwory poetyckie, prozatorskie i eseistyczne, napisane w j. polskim, a także za całokształt twórczości.
Jury składa się z pięciu osób (czterech pisarzy i jednego szarego czytelnika), zbiera się na posiedzenia w Lutyni koło Wrocławia (w sadzie brzoskwiniowym) lub we Wrocławiu. Laureaci otrzymują statuetkę Czterech Kolumn oraz pozłacaną złotówkę. Nagrodę wręcza się w maju, w sadzie Stanisława Pasternaka podczas święta kwitnącej brzoskwini i jabłoni. Nagrodę Czterech Kolumn w r. 2001 otrzymali Andrzej Falkiewicz i Tymoteusz Karpowicz. Za rok 2002 nagrodę przyznano Henrykowi Berezie, Jakubowi Ekierowi i Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi.


(m)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl