Kościół wobec pedofilii – kardynałowie amerykańscy w Watykanie


Rzymskie powietrze

Jarosław Makowski z Bostonu



Rzymskie spotkanie Jana Pawła II z amerykańskimi hierarchami, według wielu obserwatorów bezprecedensowe, było dla tutejszych mediów tematem numer jeden mijającego tygodnia.



„Boston Globe”, który jako pierwszy opublikował w styczniu materiał dotyczący molestowania seksualnego nieletnich, napisał, że obrady rozczarowały tych, którzy liczyli na jakieś konkretne rozwiązania. Jedynym rzeczywistym sukcesem spotkania było – zdaniem bostońskiego dziennika – to, że w ogóle się odbyło. Pozytywnie zostało odebrane także wystąpienie Papieża, w którym Jan Paweł II powiedział, że „pośród duchowieństwa nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdzą młodych ludzi”. Także „New York Times” pozytywnie oceniał słowa Papieża o solidarności Kościoła z ofiarami wykorzystywania seksualnego przez księży. Jednak już dalsze wypowiedzi Papieża, podobnie jak innych przedstawicieli Kurii Rzymskiej, nawołujących do dania drugiej szansy tym księżom, którzy zbłądzili, wprowadziły wiele zamieszania. I to nie tylko wśród dziennikarzy. „Boston Globe” przytacza wypowiedź kard. Francisa E. George z Chicago, który powiedział, że „nie jest dla niego oczywiste”, czy Jan Paweł II zgodził się na przyjęcie „polityki zera tolerancji” wobec księży podejrzewanych o molestowanie seksualne.
„New York Times” przypomina w tym kontekście, że już 9 lat temu w Nowym Orleanie amerykańscy biskupi zebrali się, aby przedyskutować wspólną politykę, mającą na celu ukrócenie procederu wykorzystywania nieletnich przez księży. Wówczas kard. Anthony J. Bevilacqua powiedział, że natychmiast po wykryciu takiego przypadku ksiądz powinien być usunięty ze stanu duchowego. Wszyscy zatem sądzili, że skoro strategia „zera tolerancji” została już dawno sformułowana, to wobec dzisiejszej sytuacji wystarczy tylko przekonać do jej realizacji Watykan. „NYT” zarzuca biskupom, że jadąc do Rzymu mówili o konieczności wprowadzenia jej w życie, a zakończyli spotkanie, prosząc Watykan o zgodę na łatwiejsze usuwanie z stanu duchownego tych księży, których podejrzewa się o „zamieszanie w seryjne, napastliwe, seksualne wykorzystywanie nieletnich”. Rezygnacja z radykalnego respektowania polityki „zera tolerancji”, pisze dalej „NYT”, umożliwia tym kapłanom, którzy raz czy dwa wykorzystywali seksualnie dziecko, pozostanie w szeregach duchowieństwa, jeśli nie było kolejnych skarg. Sylvia Poggioli, korespondentka National Catholic Radio w Rzymie, której słowa przytacza „New York Times”, powiedziała, że jest „coś jest takiego w rzymskim powietrzu, co sprawia, że milkną oni (biskupi amerykańscy), gdy tutaj przyjeżdżają”.
Zdaniem „Washington Post” rzymskie spotkanie z pewnością zawiodło tych, którzy domagali się od biskupów Kościoła amerykańskiego wzięcia na siebie odpowiedzialności za obecne skandale seksualne. Dziennik twierdzi, że biskupi powinni podjąć bardziej zdecydowane kroki i przyjąć politykę całkowitego odcięcia się od księży oskarżonych o wykorzystywanie seksualne nieletnich. Ks. Richard O’Brien z katolickiego Uniwersytetu Notre Dame powiedział „Washington Post”, że wierni, a przede wszystkim ofiary, nie spoczną, zanim biskupi nie przyznają się do popełnionych w tym względzie błędów. „Faktem jest, że większość amerykańskiego laikatu jest bardziej zła na biskupów niż na księży, którzy dopuścili się seksualnych przestępstw. Ludzie zdają sobie sprawę, ze biskupi w niektórych przypadkach ukrywali kryminalne zachowania księży, narażając dzieci na niebezpieczeństwo” – mówi McBrien. Trudno się oprzeć wrażeniu, piszą korespondenci „Washington Post”, że rzymskie spotkanie było odbierane przez amerykańskich biskupów „jako przymusowy obowiązek. I są oni szczęśliwi, że mają je już za sobą”... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl