Film


Braterstwo

Ks. Andrzej Luter



Nowy film Zanussiego wpisuje się we współczesną dyskusję o poszukiwaniu wiary, grzeszności i o tajemnicy świętości.



Pusta cela klasztorna. Łóżko z rozgrzebaną pościelą. Stół, na którym leżą rozrzucone notatki i książki. Na taborecie miednica. Obok klęcznik, na którym Filip (Paweł Okraska) próbuje się modlić. Zniechęcony wstaje; nie może znaleźć sobie miejsca. Pakuje coś do plecaka. Uderza czołem w blat. Leje zimną wodę na głowę, w końcu wyciąga pasek ze spodni i niczym średniowieczny asceta wymierza sobie chłostę. Do celi zagląda młody mnich (Paweł Kowalski). Filip informuje go, że opuszcza klasztor. Mnich chciałby, żeby jednak kiedyś tu powrócił. „Nie wiem. Pewnie wrócę. Ale jeśli wrócę, to już na stałe” – odpowiada Filip.

SUMIENIE MÓWI: SZUKAJ!

Tak rozpoczyna się nowy film Krzysztofa Zanussiego. Tytuł „Suplement” sugeruje, że to dodatek uzupełniający dzieło główne. Rzeczywiście, nowy obraz Zanussiego jest uzupełnieniem filmu „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”. Obserwujemy te same wydarzenia, tym razem z punktu widzenia Filipa, a także jego dziewczyny Hanki (Monika Krzywkowska). Dochodzi jeszcze bardzo ważna postać: brat Filipa Andrzej (Karol Urbański). Bohater „Życia...”, chory na raka doktor Tomasz Berg (Zbigniew Zapasiewicz) pozostaje kluczową postacią fabuły, aczkolwiek tym razem drugoplanową. „Suplement” to uzupełnienie, ale jednocześnie całkowicie osobny film. Zanussi próbuje opowiedzieć o wyborach życiowych młodego chłopaka, studenta medycyny.
Ks. Józef Tischner mówił: „Gdy człowiek nie wie, co robić, sumienie mówi mu tylko jedno: szukaj!”. Filip żyje w sytuacji splątania racji, zagubienia. Nie umie dokonać dobrego wyboru. Ma poczucie winy, nie-winy, żal do siebie, ale i do otoczenia. Ks. Tischner: „Winą nie jest to, co robisz, ani to, czego nie robisz, ale to, że w ogóle jesteś”. W takim stanie ducha znajdujemy Filipa. Przy konfesjonale opowiada księdzu, że szuka sposobu na życie, żeby się nie rozmienić na drobne. Przyznaje, że być może przemawia przez niego pycha. Boi się, że klasztor to tylko ucieczka. Poszukuje obiektywnej prawdy i Boga. Stąd z jednej strony klasztor, a z drugiej próba „mistycznego” roztopienia się poprzez zażycie LSD, po obejrzeniu starego filmu Zanussiego „Iluminacja” z pamiętną kreacją Stanisława Latałły. Dla mnie i dla mojego pokolenia, które dorastało w drugiej połowie lat 70., metafizyka „Iluminacji” prowokowała do radykalnych pytań o Boga i moc rozumu. Filip odczytał z tamtego filmu tylko wątek okrucieństwa istnienia. Gdzie zatem znaleźć Boga? Może w upojeniu narkotycznym.
Praktyki szpitalne wprowadzają Filipa w rzeczywistość śmierci, czyli przerwania jedności między tym, co duchowe, i tym, co zmysłowe. Do świadomie umierającego doktora Berga Filip powie: „To niesłychane, pan mówi, że pan nie wierzy, a pan tak wszystko rozumie”. „Bo jest różnica »rozumieć« a »wierzyć«” – usłyszy w odpowiedzi. To doktor Tomasz, stary cyniczny mędrzec, niczym przewodnik duchowy, poradzi Filipowi: „Wiesz, ja nie jestem wierzący, ale znam taką formułę, mówi się »bądź wola Twoja«. Zdaj się na Tego, w Kogo wierzysz”. Jego wiara czy nie-wiara ma charakter sokratejski: wiem, że nic nie wiem.
Dramatyczne spotkanie Filipa w łazience szpitalnej z młodym pacjentem ukazuje przyszłemu lekarzowi w sposób brutalny skandal śmierci. Młody pianista (Michał Sieczkowski) też jest niewierzący. Mówi beznamiętnie, że niedługo „wykorkuje”: „Akurat tak na mnie wypadło”. I dalej: „Po co się oszukiwać? To tchórzliwe. A ja się zupełnie nie boję. To znaczy bólu się boję i to wszystko”. Filip nie potrafi patrzeć na śmierć tylko materialnie, biologicznie. Dlaczego Bóg zechciał, by stworzenie duchowe miało ciało? Dlaczego połączył materię i ducha w jednym bycie? I dlaczego istnieje śmierć? Marie-Dominique Goutierre pisze: „Śmierć stawia człowieka wobec bardzo radykalnego realizmu: realizmu jego kondycji stworzenia. Jej celem jest wobec tego przypominanie człowiekowi o fundamentalnym wymogu adoracji i zawierzenia Bogu oraz wykorzenianie jego największej winy, która polega na tym, że człowiek czyni siebie miarą wszystkiego, posuwając się tak daleko, że czyni siebie Bogiem”. 

Bóg nie potrzebuje kadzideł

Myślę jednak, że Zanussiemu bliższy jest pogląd ks. Tischnera, który śledząc myśl Schellinga i mistrza Eckharta sugerował, że w Bogu istnieje coś, co nie jest boskie, co Bóg musi przezwyciężać – „jakiś żywioł gniewu, zniecierpliwienia, nienawiści. Bóg przezwycięża ten żywioł miłością”. Zanussi na pewno odrzuca platońską wizję Boga – czystej idei. Swoje pytania reżyser rozkłada na postacie występujące w filmie.
Filip w finale zręcznym ruchem skalpela rozpoczyna sekcję zwłok Berga. W „Suplemencie” nie ma charakterystycznego przymrużenia oka doktora Tomasza („Tnij, to tylko ciało”). Filipowi niepotrzebne są już inspiracje z zaświatów. Zrozumiał, że w każdym intensywnym spotkaniu z człowiekiem spotykamy również boskie „Ty”. Jak pisze Anselm Grün OSB, takie spotkania są zawsze darem. „Jeżeli dwie osoby dotykają w swojej miłości tajemnicy Boga, jest to dla nich zawsze łaską, a nigdy własną zdobyczą. Dotykają one czegoś, czego nie trzymają w swoich rękach”. 
W rezultacie Filip i Hanka, która w czystości cielesnej oczekiwała na spełnienie, dotknęli w końcu samego Boga. Tak rozumiem gest Filipa, który przed złem świata ucieka w góry i wtula się w skałę. Zanussi nawiązuje tym epizodem do jednej ze średniowiecznych przypowieści rzymskich („Gesta Romanorum”), które niedawno wydano w znakomitym tłumaczeniu Pawła Hertza: „Pewien orzeł, na którego młode czyhał wąż imieniem Parnas, wzleciał na wysoki szczyt i tam zbudował sobie gniazdo. Wąż, widząc, że nie zdoła dotrzeć tak wysoko, ściągnął ku sobie wiatr i napełnił go swoim jadem, aby przesycone nim powietrze zabiło młode. Orzeł jednak, wiedziony instynktem, okazał zdumiewającą przezorność. Wziął mianowicie kamień zwany agatem, położył go w tej części gniazda, która była wystawiona na wiatr, a moc owego kamienia sprawiła, że orlęta nie tknięte siłą jadu, ocalały”. Spełnienie miłosne i jednocześnie prokreacyjne, które dokonuje się także w owym gnieździe skalnym, ma w tym kontekście jednoznaczną wymowę. To ostatnia scena filmu. 
Zanussi nie tylko tym epizodem nawiązuje do średniowiecznych przypowieści. Z nich pochodzi motyw mędrca, dziewicy, a przede wszystkim miłości braterskiej. To wątek najbardziej poruszający; Andrzej, brat Filipa, jest dla mnie najciekawszą postacią filmu. Wyczuwamy, że odtwórca tej roli nie jest zawodowym aktorem. Sposób zachowania i mówienia zrazu trochę razi, potem wciąga swoją „zwyczajnością”. Andrzej jest aniołem stróżem brata, nie narzucającym się, ale trwale obecnym w jego życiu. To on pokazał mu szczelinę skalną, owo miejsce magiczne, do którego się wraca; gniazdo bezpieczeństwa, które mogło być dla Filipa także gniazdem ucieczki przed rzeczywistością. To Andrzej pokazuje bratu istotę ludzkiego powołania. Bóg nie potrzebuje kadzideł. Ostatecznie chodzi o miłość. Człowiek w pewnej chwili widzi, że droga, która się przed nim otwiera, ma sens. Nie musi być płonących krzaków na pustyni. Powołanie, także kapłańskie, rodzi się we wnętrzu człowieka. Najważniejsze jednak, aby każdy mógł powiedzieć, że jest na swoim miejscu. Andrzej odnalazł swoje miejsce w rodzinie i w pracy z niepełnosprawnymi dziećmi. „Filip! Nie śpij! Chwyć się. Dasz radę, czy mam po ciebie schodzić?” – to wołanie z gór najlepiej oddaje relacje braterskie.
Karol Urbański, odtwórca roli Andrzeja, jest choreografem i tancerzem Teatru Wielkiego w Warszawie, wcześniej był komandosem, teraz kończy filozofię. Niezwykłe zestawienie, ale może dlatego jego filmowy Andrzej jest tak przekonujący w swojej „zwyczajności”. To postać, w której pokłada się nadzieję. Pokładać w kimś nadzieję, to mieć przekonanie, że ten ktoś jest wierny. 

*

Krytycy narzekają, że film Zanussiego jest zbyt deklaracyjny, teologiczny i wręcz nudny. Ich prawo. Uważam, że jest to obraz daleki od jednoznaczności. Wpisuje się on we współczesny dyskurs o poszukiwaniu wiary, o grzeszności i o tajemnicy świętości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl