Plastyka


Obrazki z wystawy

Bogusław Deptuła



Nie mam pewności, czy te obrazy da się powiązać w logiczną całość. Wszystkich jedenastu na pewno nie. Namalował je Wilhelm Sasnal, rocznik 1972. 



Wystawa ma tytuł „Pokaż ręce. Chodź bliżej. Patrz.”; jest to „dialog z opowiadania Tadeusza Borowskiego rozpisany w okienku komiksu”. Wymieńmy tematy pozostałych obok tytułowego obrazów, tak to uczynili organizatorzy: nowoczesna architektura sakralna w Polsce, postać z komiksu Arta Spiegelmana „Maus”, młodzież w trakcie tzw. „stage divining” na koncercie rockowym, pejzaż ilustrujący znowu prozę Borowskiego, światła cmentarza nocą. Najważniejsze wydaje się zestawienie Borowskiego i Spiegelmana z arcykatolickim Tarnowem w tle. Dodajmy, że Tarnów to rodzinne miasto Sasnala. 
Wilhelm Sasnal zasłynął, gdy wraz z Rafałem Bujnowskim i Marcinem Maciejowskim stworzyli grupę „Ładnie”. Proste, zgoła banalne obrazki szybko zjednały im wiernych miłośników. Z jednej strony „yuppies”, a z drugiej elity, wszyscy po równo, bez najmniejszych oporów przyjęli nową krakowską propozycję. Sasnal, Bujnowski i Maciejowski w uproszczonej maksymalnie technice przemalowywali prasowe zdjęcia, foldery supermarketów, sceny z telewizora. Wszystko równie ciekawe i nadające się na temat obrazów. Estetyka komiksu, filozofia rysunkowego żartu, przesłanie w stylu pop, miały w sobie mnóstwo świeżości i uroku. Była w tych obrazkach i ironia, i bystrość obserwacji, a zarazem dość bezceremonialna próba uchwycenia przemieniającej się rzeczywistości. Może trudno byłoby mówić o odnowie malarstwa, ale trzeba przyznać, że powstało artystyczne zjawisko idealnie przystające do tego, co właśnie dokonuje się wokół nas i nas doświadcza. 
Dla Wilhelma Sasnala taka koncepcja malarstwa najwyraźniej stała się niewystarczająca. Pod koniec ubiegłego roku na wystawie zorganizowanej przez Adama Szymczyka w Bielsku-Białej pt. „Zawody malarskie” Sasnal pokazał przemalowaną 157 stronę z komiksu „Maus” Spiegelmana. Zacytujmy Szymczyka z katalogu wystawy: „to epizod z Bielska-Białej. Władek Spiegelman i jego żona, wydani gestapo przez szmalcownika, idą przez Bielsko, gdzie ich rodzina miała fabrykę tekstyliów. (...) Sasnal zlecił dokładne przemalowanie strony 157 z pominięciem warstwy przedstawiającej – zostały tylko »dymki« i tekst – i powiększenie jej w stosunku do oryginału do wymiaru ściany”. Malowidło miało zostać umieszczone na ścianie Muzeum Techniki, które mieści się w dawnej fabryce (w komiksie jest to fabryka Spiegelmana), potem były inne propozycje, ale zawsze odmawiano. Raz w uzasadnieniu odmowy podano jako powód treść malowidła. Ostatecznie powstało ono na tylnej ścianie budynku bielskiego BWA, który stoi na miejscu zburzonej przez Niemców synagogi. 
Przywołanie epizodu z wystawy w Bielsku wydaje się niezbędne dla oceny tego, co Sasnal obecnie prezentuje w Warszawie. To wystawa o Holokauście czy może raczej, jak pisał Szymczyk, o „niemożności bezpośredniego obrazowania Holokaustu”. To zarazem opowieść o pogodzeniu się z przeszłością, o życiu w śmiertelnych dekoracjach. A może też więcej, o katolickiej obojętności wobec przeszłości. Tak było w Bielsku i do tego najwyraźniej powraca Sasnal w najnowszej wystawie, wzbogacając ją o motyw z Borowskiego. Najwyraźniej „Willemu”, jak się go powszechnie nazywa, przestała odpowiadać etykietka „realisty-banalisty” i rozpoczął poszukiwania nieco poważniejszego tonu dla własnej sztuki. 
Równocześnie, wykazując się pewną dozą złej woli, można by zobaczyć wystawę Sasnala w dużo gorszym świetle, jako typowy produkt na eksport. Trudno bowiem wykluczyć, że ta wystawa może być manewrem komercyjnym, mającym otworzyć młodemu artyście, już dobrze dającemu sobie radę w artystycznym świecie, drogę do jeszcze bardziej prestiżowych galerii Europy i świata. Oto bowiem w ultrakatolickim Tarnowie, w którym ma podobno stanąć największa na świecie figura Chrystusa, działa artysta upominający się o pamięć o Holokauście, który dokonywał się na tej ziemi, wśród nie zawsze potępiających spojrzeń jej mieszkańców. To kwestie nieodmiennie trudne, które nie mają tylko jednego rozstrzygnięcia i dla których obrazy Sasnala też nie mogą być rozsądzające. Obrazy te wpisują się jednak znacząco w dialog na temat naszej przeszłości i teraźniejszości. 
Sasnal już właściwie należy do młodzieżowej elity europejskiego malarstwa. Jego czarno-białe obrazy pokazywane były od stycznia do marca na paryskiej wystawie „Urgent painting”, potem trafiły do kolońskiej galerii Johnen+Schöttle. To spore wyróżnienie, tym bardziej wartościowe, że wśród innych młodych malarzy z Europy nasz „Willy” wyglądał naprawdę interesująco. Mamy bowiem do czynienia z wyjątkowo zdolnym i przenikliwym artystą. W jego nowej wystawie chyba najważniejsze jest to, czego nie widać, co nie zostało zobrazowane, co pozostało milczące, tak jak niemy jest pejzaż zainspirowany prozą Tadeusza Borowskiego.

„Pokaż ręce. Chodź bliżej. Patrz.” Fundacja Galerii Foksal prezentuje kilka obrazów Wilhelma Sasnala z roku 2001 i 2002. Wystawa czynna do 10. 05. 2002 przy ul. Górskiego 1A w Warszawie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl