Kościół wobec pedofilii – kardynałowie amerykańscy w Watykanie


Przejrzystość i zdecydowanie

Ks. Adam Boniecki



Watykańskie „spotkanie na szczycie” niewątpliwie należy do wielkich wydarzeń pontyfikatu Jana Pawła II. 14 przedstawicieli Episkopatu Amerykańskiego (12 kardynałów i 2 biskupów), Papież, szefowie wszystkich rzymskich dykasterii dyskutowali pod przewodnictwem kardynała sekretarza stanu Angelo Sodano na temat pedofilii
w Kościele.




Publiczna reakcja na skandal z ostatnich tygodni wymaga znacznie większej odwagi, aniżeli „mea culpa” odnoszące się do przewin z dawnych epok – napisał Luigi Accatoli. Całe wydarzenie odbiega od watykańskiej rutyny. Zresztą, jeśli wierzyć wspomnianemu watykaniście, Kuria Rzymska zamierzała potraktować to spotkanie z maksymalną dyskrecją, nie jako „spotkanie na szczycie”, ale jako „sesję roboczą”, „konsultację”, ograniczając się do komunikatu po jego zakończeniu. O ile wiem, nie przewidywano też przemówienia Papieża. Jednak wrzawa trwająca od trzech miesięcy w amerykańskich mediach i reperkusje tamtejszych skandali w opinii światowej przeważyły szalę na rzecz otwarcia.
Przemówienie Ojca Świętego zostało przyjęte jako punkt odniesienia dla programu walki z pedofilią, który Episkopat Stanów Zjednoczonych ma zatwierdzić w czerwcu na konferencji plenarnej w Dallas. W Watykanie rozważano kluczowe dla tego programu zagadnienia: sposób postępowania z księżmi oskarżonymi o pedofilię, sprawę informowania władz o tego rodzaju przestępstwach, pomoc ofiarom pedofilii, system selekcji kandydatów do kapłaństwa, a także problem homoseksualizmu wśród duchowieństwa i w seminariach.
Kiedy się pamięta wszystko, co Papież powiedział i napisał o kapłaństwie, łatwo sobie wyobrazić, ile wygłoszenie tego przemówienia musiało go kosztować. Wzniosły obraz z tamtych tekstów został zakłócony przez koszmarną rzeczywistość. Jan Paweł II wyznał, że „jest zdruzgotany faktem, że księża i osoby duchowne, których powołaniem jest pomagać ludziom, same wywołały skandal”. Czyny „niektórych księży” sprawiły, że „na cały Kościół spogląda się z nieufnością”.
Pedofilię Papież nazwał „zbrodnią” i „grzechem w oczach Boga”. Pierwsze określenie słusznie odczytuje się jako przyznanie racji tym, którzy uznają konieczność traktowania winnych – także przy współpracy z wymiarem sprawiedliwości – jako przestępców. Ofiarom i ich rodzinom Jan Paweł II przekazał słowa „solidarności i współczucia”. Zwrócono uwagę, że ze strony Kościoła w kontekście wydarzeń w Stanach te słowa padły po raz pierwszy.
Bardzo surowo ocenił Papież postępowanie biskupów. Ich decyzje – powiedział – „okazały się błędne”. Próba usprawiedliwienia – „brak świadomości co do natury problemu”, „czasem i porady ekspertów” – wypadła blado. Przecież od lat Episkopat USA musi stawiać czoło tego rodzaju oskarżeniom i procesom. Od lat nad diecezjami i zakonami wisi zagrożenie wypłacania astronomicznych odszkodowań, od lat istnieją wyspecjalizowane, uznawane przez Kościół ośrodki terapeutyczne, zajmujące się ludźmi z tego rodzaju problemami. Spotykałem amerykańskich biskupów, którzy mnie zapewniali, że żadna diecezja nie zatrudni w duszpasterstwie księdza, który nawet z pozytywnym wynikiem przeszedł kurację w takim ośrodku. Od amerykańskich specjalistów też słyszałem tezę o nieuleczalności pedofilii u kogoś, kto choć raz ją praktykował. To prawda: obok niemal magicznego zaufania do psychoterapeutów leczących dewiacje spotykałem także biskupów i przełożonych kościelnych, którzy tę wiarę traktowali z daleko posuniętym sceptycyzmem.
Papież mówi o „stawianiu czoła problemowi nadużyć w sposób przejrzysty i zdecydowany”. Co znaczy „przejrzysty”? Dotychczas lęk przed konsekwencjami: zagrożeniem dobrego imienia kleru i skutkami finansowymi z pewnością przejrzystości nie sprzyjał. Jeśli kierowano duchownego do ośrodka terapeutycznego, czyniono to z reguły w sposób bardzo dyskretny.
Papież nie wdaje się w tego rodzaju subtelności. Mówi z mocą, że najważniejsze jest „dobro dusz”. „Ludzie muszą wiedzieć, że w stanie duchownym nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdzą młodzież; że biskupi i księża są całkowicie zaangażowani w pełnię katolickiej prawdy o seksualnej moralności”. To zdanie wydaje się kluczowe jako zasada. Kładzie kres beznadziejnym próbom poddawania terapii i przywracania do funkcji księży-pedofilów. To prawda, wyżej Papież przywołuje zasadę miłosierdzia (w noworocznym orędziu wszak wykładał sztukę godzenia sprawiedliwości z miłosierdziem), mówi o „sile nawrócenia, tej radykalnej decyzji, by odwrócić się od grzechu”, o „niezwykłej przemianie”, to jednak nie anuluje wypowiedzianych potem słów: „w stanie duchownym nie ma miejsca dla tych...”. Miłosierdzie i uznanie nawrócenia nie musi bynajmniej oznaczać przywrócenia do stanu duchownego. Proponowana przez część amerykańskich biskupów opcja „zero tolerancji dla pedofilów w gronie duchowieństwa” wydaje się znajdować papieską aprobatę.
Konkludując Jan Paweł II wyraził przekonanie, że „ten czas próby przyniesie oczyszczenie dla całej społeczności katolickiej”. Straszliwe doświadczenie Kościoła Stanów Zjednoczonych nie może nie zmusić do zastanowienia i podjęcia konkretnych kroków innych episkopatów. Komentatorzy tych wydarzeń wyrażają niepokój o przyszłość całego „personelu” Kościoła. Jeśli teraz się notuje niedostatek powołań, co będzie, kiedy zaostrzy się kryteria przyjmowania do seminariów? Papież kończy przemówienie cytatem z listu do Rzymian: „tam, gdzie wzmógł się grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska”. Historia uczy, że rezygnacja z wymagań nigdy nie owocowała ani duchową odnową Kościoła, ani wzrostem liczby powołań, ani poprawą jakości kleru. Odnowa zawsze wiązała się z powrotem do ewangelicznych zasad. Kryzys, który nie dziś się zaczął, ale dziś się ujawnił na taką skalę, może się okazać początkiem uzdrowienia i kryzysem wzrostu. Wszystko zależy od tego, czy się go potraktuje „w sposób przejrzysty i zdecydowany”. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl