Kościół wobec pedofilii – kardynałowie amerykańscy w Watykanie


Przepraszamy. I co dalej?

Aleksandra Bajka z Watykanu



Czy amerykański ksiądz będzie mógł pogłaskać po głowie dziecko i nie być uznanym za pedofila? Czy Kościołowi w USA uda się odbudować utracone zaufanie wiernych? Czy winni zostaną ukarani, a przypadki molestowania seksualnego dzieci i młodzieży w przyszłości się nie powtórzą? Pozytywnych odpowiedzi na te pytania oczekiwały po dwudniowym spotkaniu w Watykanie miliony Amerykanów.
Wpatrzeni w ekrany telewizorów lub monitory komputerów (tak się teraz najczęściej czyta gazety w USA) bacznie śledzili deklaracje członków Episkopatu USA. „Ważne, aby spotkanie przyniosło rzeczywiste rezultaty, a nie tylko uspokajające słowa” – pisał na kilka dni przed podróżą kardynałów do Watykanu „The New York Times”. Po zakończeniu szczytu zdania na temat skuteczności podjętych w tych dniach kroków są podzielone.
Jednomyślność panuje natomiast, jeśli chodzi o pozytywną ocenę bezprecedensowej decyzji Papieża – dosyć szybkiej jak na Watykan – i zdecydowanych słów, w których Jan Paweł II nazwał zło wyrządzane przez niektórych księży po imieniu. Przewodniczący Episkopatu USA biskup Wilton Gregory, który rozmawiał z Papieżem, zanim do Rzymu zjechali wszyscy kardynałowie, powiedział, że Jan Paweł II jest głęboko zraniony skandalami w USA i wezwał ich, aby to z ich ust usłyszeć, jak wygląda sytuacja. A jest ona naprawdę bardzo poważna. Nawet jeśli uznać, że tylko część z 450 osób, które zgłosiły (od stycznia) molestowanie przez księży, mówi prawdę, i że nie chodzi o dzieci, ale o już prawie pełnoletnią młodzież – fakty i tak budzą grozę. Stacja CNN oszacowała, że Kościół w USA będzie zmuszony wypłacić ofiarom księży-
-pedofilów odszkodowania sięgające miliarda dolarów, ale nie o kościelnych finansach mówiło się w tych dniach w Watykanie.
Spotkanie cieszyło się ogromnym zainteresowaniem mediów i przebiegało w dużym stopniu pod ich dyktando. Wokół placu św. Piotra wozy transmisyjne zaparkowały największe stacje radiowe i telewizyjne. Media z każdego amerykańskiego stanu przysłały swoich dziennikarzy – rekord należał do Bostonu, ciągle jeszcze żyjącego sprawą ks. Johna Geoghana, któremu udowodniono molestowanie kilkudziesięciu nieletnich. Hołdując zasadzie przejrzystości, kardynałowie obiecali prasie po dwie konferencje prasowe dziennie i odpowiadali cierpliwie na wszystkie pytania dziennikarzy. Równie ważne jak Sala Bolońska Pałacu Apostolskiego, gdzie odbywały się rozmowy, stały się dwa inne miejsca: Spiżowa Brama, przy której dziennikarze uzyskiwali komentarze wchodzących i wychodzących hierarchów, oraz aula Kolegium Amerykańskiego, gdzie odbywały się konferencje prasowe.
Ostatniego wieczora wejście do tego drugiego miejsca przypominało canneński bulwar La Croisette w czasie festiwalu filmowego – z dziesiątkami kamer telewizyjnych i mikrofonów. Kardynałowie, podobnie jak gwiazdy filmowe, kazali na siebie czekać ponad dwie i pół godziny. Zamiast oczekiwanego całego składu delegacji – przybyło tylko trzech. Przynieśli ze sobą zredagowane właśnie dwa dokumenty: komunikat końcowy i list do księży w USA. Padły w nim oczekiwane przez wielu słowa: „Żałujemy, że opieka biskupów nie była w stanie uchronić Kościoła przed tym skandalem” i zapewnienia o solidarności z wszystkimi duchownymi, którzy cierpią z powodu skandalicznych zachowań niektórych księży.
Kardynałowie przedstawili na piśmie kilka propozycji postępowania z kapłanami podejrzanymi o molestowanie nieletnich, sugerując, że konkretne decyzje zostaną podjęte w czasie spotkania amerykańskich biskupów w czerwcu w Dallas. Ale te propozycje zawierają zapowiedź kroków znacznie mniej stanowczych niż „zerowa tolerancja”, o której hierarchowie mówili kilka dni wcześniej. O ile kardynałowie stanowczo deklarowali, że sądzenie tego typu przestępstw będzie odbywać się przed sądami państwowymi, o tyle nie do końca potrafili sprecyzować, kto będzie usuwany ze stanu duchownego: czy każdy ksiądz, który choć raz popełnił takie przestępstwo, czy też osoba, która „dopuściła się kilkakrotnie drapieżnego molestowania nieletnich” – jak czytamy w dokumencie. Z niedyskrecji dowiedzieliśmy się, że najważniejsze persony amerykańskiego Kościoła mają różne zdania na ten temat. Kard. Theodore E. McCarick z Waszyngtonu dał do zrozumienia, że podziela opinię Papieża, iż jeden raz jest wystarczającym powodem do usunięcia ze stanu duchownego. Niektórzy uważają, że to biskup danej diecezji powinien zdecydować, czy podejrzany o molestowanie ksiądz stanowi „groźbę dla dzieci i młodzieży”. Kard. Francis E. George z Chicago jest z kolei za tym, aby ustalić wzór postępowania w takich przypadkach – wspólny dla wszystkich diecezji. – Powinniśmy jednak mieć na uwadze także prawa posądzonego księdza – mówi kard. George. Wszak pomówienie duchownego bez udowodnienia mu winy nie powinno być powodem do usuwania go z szeregu kapłanów. Prawa oskarżonego do właściwego procesu bronił także prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, kard. Dario Castrillo Hoyos.
Po spotkaniu w Dallas dowiemy się, czy decyzje, które tam zapadną, będą działały wstecz. Co zrobić z duchownym, który dopuścił się molestowania nieletnich w przeszłości, a dalej jest księdzem? Większość skandali, które ostatnio wyszły na jaw w USA, dotyczy właśnie zła wyrządzonego wiele lat wcześniej. Opinia publiczna domaga się, aby wyjawić wszystkie przypadki, a winnych ukarać. – Czy komuś, o kim 30 lat temu słyszałem, że miał tego typu problem, ale teraz jest określany przez parafian jako porządny, dobry człowiek, mam powiedzieć: jesteś zwolniony? – zastanawia się kard. McCarrick.
Amerykańskich dziennikarzy irytowała nieobecność na końcowej konferencji prasowej arcybiskupa Bostonu kardynała Bernarda Law, który w przeszłości chronił winnych księży, przesuwając ich z parafii na parafię. Znaczna część Amerykanów uważa, że kard. Law powinien ustąpić z funkcji. Ponoć takie głosy pojawiły się też wśród amerykańskich biskupów. Dziennikarze pytali, czy odbudowanie zaufania społecznego nie powinno opierać się także na zmianach personalnych? Jednak zmian w hierarchii nie będzie. Losy arcybiskupa Bostonu zależą od niego samego i od Papieża, a ten zachęca go do pozostania w swojej diecezji.
Nie będzie też żadnych zmian, jeśli chodzi o celibat. Dokument końcowy powtarza słowa Jana Pawła II, że nie ma i nie było mowy o jego zniesieniu. „Uświadamiając sobie fakt, że współbieżność pedofilii z celibatem nie jest naukowo potwierdzona, obrady potwierdzają wartość celibatu księży jako daru od Boga dla Kościoła” – napisali kardynałowie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl