Kobiety w Biblii


Dwie matki

Elżbieta Adamiak



Autor Ksiąg Królewskich jest przekonany o wielkości władcy, którego przymioty opisuje – Salomona. Wstępem i uzasadnieniem takiej pozycji króla jest jego mądrość, a źródła jej autor biblijny przedstawia nam w mistrzowsko zredagowanej scenie rozmowy Salomona z Bogiem. Dokonuje się ona we śnie, uznawanym wówczas za uprzywilejowane miejsce kontaktu z Bogiem. „Jahwe ukazał się Salomonowi w Gibeonie w nocy we śnie. Bóg rzekł [do niego]: »Proś! Co mam ci dać?« Salomon odpowiedział: (...) »Daj Twojemu słudze serce pojętne...« (1 Krl 3,5-6 i 9). Bóg, uznając celność prośby młodego króla, obiecuje mu także bogactwo i długie życie. 
Następująca tuż po opisie dialogu we śnie historia ma służyć jedynie jako ilustracja daru „pojętnego serca” – historia dwóch kobiet. Egzegeci powszechnie uważają, że istniejącą już wcześniej historię o dobrym sędzi zaadoptowano do wielkiego następcy Dawida. 
„Pewnego dnia przyszły do króla dwie kobiety lekkich obyczajów i stanęły przed nim” (3,16). Obie łączy nie tylko wspólne zajęcie – prostytucja, ale i wspólne miejsce zamieszkania. Obie były w ciąży i obie urodziły synów – w odstępie zaledwie trzech dni. Wspólnotę ich losów zakłóca tragiczne wydarzenie. Jedno z dzieci umiera. O wydarzeniu dowiadujemy się jak na sądzie u króla. Jedna z matek przedstawia tę historię tak: oto we śnie ta druga przygniotła swe dziecko. We śnie znaczy tu tyle, co nieświadomie, nie mocą własnej decyzji. Ale konsekwencje tego, co zdarzyło się we śnie, musi unieść na jawie. Obudziwszy się pierwsza, zamienia synów, chcąc zachować dla siebie żyjące niemowlę. Gdy budzi się druga matka, przeżywa ten sam szok, by później nabrać podejrzeń o zamianę dzieci... 
Nie mogąc rozstrzygnąć sporu między sobą, trafiają do króla. Najprawdopodobniej dlatego autor Ksiąg Królewskich „uczynił” spierające się matki prostytutkami. W pierwotnej wersji opowiadania chodziło o dwie żony jednego męża, który miał nad nimi władzę i on rozstrzygałby i takie sprawy. Tutaj chodzi jednak o kobiety nie objęte niczyją ochroną prawną, to uzasadnia odwołanie się do werdyktu królewskiego. 
Król znajduje „salomonowy wyrok”: „Zawołał więc król: »Przynieście mi miecz! (...) Rozetnijcie żywego chłopca na dwoje. Połowę dajcie jednej, połowę zaś drugiej«” (3,24n). Autor każe nam wierzyć, że działanie Salomona było przemyślane, przecież nie chciał on śmierci dziecka! Matki reagują odmiennie: jedna woła „Litości, panie mój! Dajcie jej żywe dziecię! Nie zabijajcie go!”, druga: „Nie będzie ani moje, ani twoje. Rozetnijcie” (3,26). Syn zostaje przyznany przez Salomona tej pierwszej. Zapada sprawiedliwy wyrok. 
Do końca historii kobiety pozostają bezimienne. Nie dowiadujemy się zatem, czyje zarzuty były słuszne. Czy rzeczywiście jedna z nich, dotknięta rozpaczą, dokonała zamiany, a teraz została pozbawiona dziecka (i nadziei) po raz drugi? Czy może zarzut, który doprowadził je przed oblicze króla, był fałszywy? Może to właśnie ta matka, której syn umarł, zrozpaczona jego utratą, trapiona poczuciem winy rzuciła podejrzenie na swą współmieszkankę? Zakryte przed nami pozostają też dalsze losy kobiet, naznaczone wydarzeniem tej nocy. Czy kiedykolwiek zdołały sobie przebaczyć? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl