Żydzi i Arabowie: dzieje konfliktu (3)


Wojna czy pokój?

Agnieszka Sabor



Aby zrozumieć tragedię, która rozgrywa się dziś na Bliskim Wschodzie, trzeba sięgnąć do historii ostatnich stu lat.
W ostatnich dwóch numerach przedstawiliśmy wydarzenia, które doprowadziły do powstania państwa Izrael oraz pierwszą część historii żydowsko-arabskich zmagań, jakie towarzyszyły jego istnieniu. Historię konfliktu doprowadzamy do chwili objęcia rządów w Izraelu przez premiera Szarona, która stała się początkiem kolejnego etapu dramatu.




Ziemie, w których posiadanie wszedł Izrael w czerwcu 1967 r., były dowodem militarnego sukcesu, ale zapowiadały też niepewną przyszłość. Żydzi stali się właścicielami terytoriów zamieszkałych niemal wyłącznie przez Arabów, dla których Izrael był agresorem. Na terenach okupowanych pojawili się pierwsi osadnicy, wywodzący się z ortodoksyjnych organizacji Ruch Ziemia dla Izraela oraz Blok Wiernych. Jeden z nich mówił: „Terytorium Erec Israel jest święte. Zobowiązuje to do jego zachowania, gdy zostało wyzwolone spod obcego panowania, oraz do zasiedlenia, nawet wbrew autorytetowi rządu”. 12 kwietnia 1968 r. pierwszych dziesięć rodzin przybyło do Hebronu. Rok później Mosze Dajan wzywał już do budowy na tych terenach wielkich żydowskich miast. Budziło to oczywiście opór Arabów: dochodziło do demonstracji i starć z policją, mordowano pośredników handlowych, mieszkańcy nowych żydowskich osiedli coraz częściej musieli starać się o wojskową ochronę.

OKUPANCI I TERRORYŚCI

Izraelczycy nie chcieli powtarzać błędów Brytyjczyków. Wiedzieli, jak wielkie znaczenie ma dla nich samych szybka poprawa warunków życia Palestyńczyków. Walter Ejtan wspominał: „Jakkolwiek było bardziej niż prawdopodobne, że większa część tych terytoriów nie pozostanie trwale pod władzą Izraela, inwestowano znaczne sumy w ich rozwój. Budowano drogi, rozwijano system oświatowy, wprowadzano nowoczesne metody agronomiczne, przeprowadzano wybory do rad miejskich i wiejskich, wspierano eksport i import towarów, budowano domy dla nomadów beduińskich”.
Mimo to „wspaniałomyślni okupanci” nie byli w stanie zaspokoić niepodległościowych dążeń Palestyńczyków, którzy dostrzegali już w sobie niezależny naród. W utrzymywanych głównie z izraelskich funduszy państwowych szkołach (dzięki którym wśród Palestyńczyków jest dziś znacznie mniej analfabetów niż w innych społecznościach arabskich) powstawały ośrodki konspiracji palestyńskiej. Coraz większą popularnością cieszyły się idee głoszone przez Organizację Wyzwolenia Palestyny. Polityczna działalność Organizacji rozwijała się na emigracji. Do Izraela i na tereny okupowane wysyłała ona jednak dobrze wyszkolone grupy terrorystyczne. Palestyńska Karta Narodowa – rodzaj manifestu OWP – głosiła: „Działania fedajnów są podstawowym środkiem palestyńskiej wojny wyzwoleńczej. Wymaga to jej eskalacji, szerokiego zasięgu i mobilizacji wszelkich palestyńskich ludowych i edukacyjnych poczynań oraz ich zorganizowania i włączenia do zbrojnej rewolucji palestyńskiej”.
Po wojnie sześciodniowej politycy izraelscy byli przekonani, że kraje arabskie zasiądą do negocjacji. Przecież izraelskie wojska znalazły się niecałe 100 km od Kairu! Tymczasem odpowiedź trzynastu państw arabskich brzmiała: „Nie będzie rozmów z Izraelem, nie będzie pokoju z Izraelem, nie będzie uznania tego państwa”. W tej sytuacji także wśród Żydów narastały nastroje zmierzające do konfrontacji. Premier Golda Meir mówiła: „To ja jestem Palestynką” i dodawała „Dla mnie najwyższą moralnością jest to, że lud żydowski ma prawo do istnienia”.
Rozpoczynała się „wojna na wyczerpanie”, drobne incydenty zbrojne stały się w latach 1969-70 codziennością. Egipcjanie regularnie prowadzili ostrzał artyleryjski Izraela, Izrael rewanżował się rajdami spadochroniarzy w głąb terytorium przeciwnika. Zakupione w Stanach Zjednoczonych myśliwce bombardujące Phantom pojawiały się nad Port Saidem, Suezem i Kairem. Skala tej operacji lotniczej porównywana była do amerykańskich działań w Wietnamie. W lutym 1970 Naser zwrócił się o pomoc do Rosjan. ZSRR skierował do Egiptu 200 pilotów, 12 tys. artylerzystów i 4 tys. oficerów wojsk lądowych. Choć „wojna na wyczerpanie” nie przyniosła żadnych rozstrzygnięć militarnych, to jednocześnie ukazała nowe oblicze konfliktu żydowsko-arabskiego. Po raz pierwszy wzięły w niej udział walczące o światową dominację supermocarstwa: Stany Zjednoczone i Związek Radziecki.

DZIEŃ POJEDNANIA

We wrześniu 1970 umarł Naser. Jego następcą został nie doceniany przez izraelskich polityków Anwar Sadat. W lipcu 1972 nowy przywódca Egiptu zwrócił się do Rosjan z prośbą o wycofanie wszystkich „specjalistów”. Zamienił ich na kolejne dostawy radzieckiej broni. Wydawało się, że Egipt może już podjąć walkę z Izraelem samodzielnie i doprowadzić do wycofania się Żydów z Synaju.
6 października 1973 – w dniu, w którym rozpoczynało się żydowskie Święto Pojednania i arabski Ramadan – wojska egipskie przeprawiły się na wschodni brzeg Kanału Sueskiego. Na Wzgórzach Golan jedna brygada izraelska walczyła z trzema dywizjami syryjskimi. Po trzech dniach Izrael stanął wobec niebezpieczeństwa przesunięcia się linii frontu bezpośrednio na jego terytorium. Szalę zwycięstwa na stronę żydowską przeważyły dopiero ataki lotnicze: bombardowano, nie licząc się z własnymi stratami, syryjskie budynki rządowe, rurociągi, elektrownie. W efekcie nastąpił arabski odwrót za linię demarkacyjną ustaloną w 1967. Izraelczykom to jednak nie wystarczało – 11 października ruszyli w kierunku Damaszku. Powstrzymało ich dopiero wezwanie Waszyngtonu, do którego wcześniej zwróciła się Moskwa, grożąc militarnym wsparciem syryjskich sojuszników.
Na Synaju, gdzie wojska egipskie szykowały się właśnie do ofensywy, doszło do wielkiej bitwy pancernej, w której już w pierwszych godzinach walki Egipcjanie stracili 250 maszyn. Izraelski generał Szaron natychmiast zaproponował wykorzystanie luki między dwiema arabskimi armiami i przekroczenie Kanału. Ta operacja zadecydowała o wyniku wojny. W nocy z 17 na 18 października armia izraelska zagroziła Suezowi.
Prezydent Egiptu zwrócił się do Związku Radzieckiego i Stanów Zjednoczonych o ustanowienie sił ONZ, które wymusiłyby zawieszenie broni. Wkrótce siły międzynarodowe pojawiły się na pograniczu egipsko-izraelskim. W lutym 1974 podjęto rozmowy, w wyniku których Izraelczycy wycofali się w głąb Synaju. Egipt mógł wznowić żeglugę na Kanale. Młodemu żydowskiemu państwu znów udało się obronić. Tym razem koszta były jednak ogromne. Jeden z uczestników wojny Jom Kipur wspominał: „Między poległymi znalazłem co najmniej dwóch, którzy byli jedynymi synami ludzi uratowanych z Holocaustu. Znów poczułem się jak w potrzasku, bez przyjaciół, którzy podaliby nam pomocna rękę”.
Droga do pokoju była długa i prowadziła aż do Camp David, gdzie 5 września 1978, korzystając z amerykańskiej pomocy, rozpoczęto negocjacje egipsko-izraelskie. Po trzynastu dniach ustalono najważniejsze punkty traktatu: ustanowienie stosunków dyplomatycznych między obu krajami, wycofanie się Izraela z Synaju, przyznanie flocie izraelskiej prawa do żeglugi po Kanale Sueskim. Ogólnikowo wspomniano o autonomii dla Palestyńczyków. W grudniu tego roku Menachem Begin i Anwar Sadat otrzymali pokojową Nagrodę Nobla.

„O POKÓJ DLA GALILEI”

W tym czasie Izrael zainteresował się sytuacją w Libanie. Mieszkający tam palestyńscy uchodźcy – których biedne i pogrążone w wewnętrznych konfliktach państwo nie mogło wchłonąć – tkwili w poczuciu wykluczenia. Wielkie wpływy osiągała wśród nich silna, korzystająca z pieniędzy otrzymywanych od naftowych potęg Organizacja Wyzwolenia Palestyny. Stanowiła ona dla Izraela realne niebezpieczeństwo terroryzmu, czego najbardziej spektakularnym znakiem był atak Palestyńczyków na wioskę olimpijską w Monachium; w odwecie izraelski wywiad zamordował w Bejrucie trzech działaczy OWP.
W Izraelu czekano tylko na pretekst. Stał się nim zamach, do którego doszło 3 czerwca 1982 r. w Londynie: ambasador Szlomo Argow został postrzelony przez młodego Palestyńczyka. Rozpoczęła się bezwzględna i krwawa operacja „O pokój dla Galilei”. Armia izraelska szybko zajęła południowy Liban i okrążyła Bejrut, w którym przebywało kilka tysięcy fedajnów. Przywódca OWP Jasir Arafat zaczął zdawać sobie sprawę z konieczności ewakuacji, żadne państwo arabskie nie chciało jednak wpuścić na swe terytorium uzbrojonych bojowników. Wreszcie część z nich ewakuowano do Jordanii, Jemenu, Sudanu i Iraku, część zaś do Tunezji i Algierii. Sam Arafat na pokładzie greckiego liniowca „Atlantis” odpłynął do Tunisu. W maju 1983 r. Izrael i Liban podpisały układ pokojowy. Obydwa państwa zobowiązały się, że nie dopuszczą, by ich terytoria stały się bazą wypadową dla działań wymierzonych przeciw drugiej stronie. Dla Libanu nie nadszedł jednak czas pokoju. Z ogarniętego wojną domową kraju wycofały się zarówno siły pokojowe ONZ, jak i Izraelczycy.

INTIFADA

Tymczasem na terytoriach okupowanych do głosu dochodziło pokolenie, które pamiętało wojnę Jom Kipur. Jeden z zagranicznych dziennikarzy pisał: „Gaza przypomina kocioł pod ciśnieniem, który lada chwila eksploduje”. Jego proroctwa wypełniły się w grudniu 1987 – to właśnie tutaj, w Strefie Gazy, wybuchła intifada, palestyńskie powstanie. Zaczęło się od drobnego na pozór wydarzenia: izraelska ciężarówka wjechała na samochód osobowy, zabijając arabskich pasażerów. Na ulicach pojawiła się młodzież, rzucając kamieniami w izraelskie posterunki i podpalając samochody z izraelską rejestracją. Arabscy robotnicy zaprzestali pracy w Izraelu. Główną bronią Palestyńczyków stawały się zamachy terrorystyczne. Z Gazy ruch rozprzestrzenił się szybko na Zachodni Brzeg Jordanu i Wschodnią Jerozolimę. W styczniu 1988 narodził się Islamski Ruch Oporu – Hamas, głoszący, że na każdym muzułmaninie spoczywa obowiązek świętej wojny z Izraelem. Latem powstało Zjednoczone Narodowe Kierownictwo Powstania, w skład którego weszli przedstawiciele OWP.
Izrael chciał stłumić powstanie, używając wojska. Zdarzały się przypadki łamania praw człowieka: młodzi izraelscy żołnierze mówili o powszechnym procederze łamania kości arabskim więźniom. Szokiem okazała się historia kilku Palestyńczyków, którzy zostali zakopani żywcem. Do 1991 r. w wyniku intifady zginęło 1225 Palestyńczyków, z czego połowa zabita została przez Izraelczyków, a reszta zginęła w wyniku wewnątrzarabskich porachunków. Sytuacja wymknęła się spod kontroli.
W lipcu 1992 r. nowy premier izraelskiego rządu Icchak Rabin zadeklarował chęć osiągnięcia kompromisu z Palestyńczykami. W styczniu 1993 przedstawiciele izraelskiego rządu spotkali się w Oslo z przywódcą OWP Jasirem Arafatem. Osiągniętą z trudem „Deklarację Zasad” podpisano we wrześniu w Waszyngtonie. W zamian za uznanie państwa Izrael i podjęcie wszelkich starań, by zlikwidować islamski terroryzm, OWP miała przejąć administrację Strefy Gazy i Jerycha. Pozostałe ziemie na Zachodnim Brzegu miały znaleźć się w Autonomii Palestyńskiej w ciągu pięciu lat. Wydawało się, że to, co niemożliwe, stało się możliwe i pokój został osiągnięty. 10 grudnia 1994 r. Icchak Rabin, Szimon Peres i Jasir Arafat otrzymali pokojową Nagrodę Nobla.
Rok później, gdy Izrael rozszerzył zakres kompetencji władz Autonomii Palestyńskiej podpisując układ „Oslo II”, premier Rabin mówił w Tel Awiwie: „Jestem żołnierzem od 27 lat. Długo nie wierzyłem w szansę dla pokoju, teraz wierzę w tę szansę, wielką szansę”. Za chwilę miał zginąć – zamordowany przez rodaka-nacjonalistę.

CO DALEJ?

Proces pokojowy stanął pod znakiem zapytania. W Gazie islamscy fundamentaliści zorganizowali – za zgodą Arafata – manifestację na cześć znanego terrorysty – Jehiji Ajasza. Oddziały Hamasu i Islamskiego Dżihadu zamordowały do końca 1995 r. 100 Izraelczyków. Zorganizowana z inicjatywy Peresa militarna akcja odwetowa „Grona gniewu” nie przyniosła żadnych wymiernych efektów.
W rezultacie władzę w Izraelu przejęła opozycja. Rząd objął Benjamin Netaniahu. Jego zastępca, Rafael Ejtan mówił podczas wizyty w Polsce: „Arabowie nie myślą o pokoju według naszej, zachodniej logiki. Ich logika pokoju polega na zniszczeniu państwa izraelskiego (...). Jest to walka między kulturami, między islamem, w którym nie ma miejsca na kompromis i porozumienie ani na pokojowe współżycie, a naszą cywilizacją i religią”. We wrześniu 1996 r., kiedy rząd izraelski udostępnił turystom tunel pod Wzgórzem Świątynnym w Jerozolimie, zostało to odczytane przez społeczność arabską jako świętokradztwo. W grudniu władze przyznały nowe fundusze żydowskim osadnikom na Zachodnim Brzegu Jordanu. W marcu 1997 podjęły decyzję o wybudowaniu we wschodniej Jerozolimie osiedla żydowskiego. Arafat tymczasem przymykał oczy na działalność organizacji terrorystycznych, wspieranych przez policję Autonomii Palestyńskiej. Trudno już było mówić o jakimkolwiek porozumieniu i nie zmieniły tego rokowania, które odbyły się z inicjatywy Billa Clintona. Stosunki Izraela z USA znacznie się pogorszyły, co przyczyniło się do upadku rządu Benjamina Netaniahu.
Przedterminowe wybory 17 maja 1999 wygrał Ehud Barak, ten sam, który w 1972 kierował akcją odbicia pasażerów belgijskiego samolotu, porwanego przez organizację „Czarny Wrzesień”. Najważniejszymi celami Baraka było wycofanie wojsk izraelskich z południowego Libanu (co dokonało się 23 maja 2000) i zakończenie konfliktu z Palestyńczykami. Początkowo rozmowy z przedstawicielami Autonomii przynosiły nadspodziewane efekty: Izrael zobowiązał się do wycofania żołnierzy z kolejnych części Zachodniego Brzegu oraz do zwolnienia 350 więźniów politycznych, przyjęto projekt wybudowania międzynarodowego lotniska w Gazie, a przede wszystkim – ustalono harmonogram dalszych rozmów. Wkrótce jednak – gdy pojawiły się kwestie dotyczące przyznania arabskim uchodźcom prawa do powrotu, pozostania żydowskich osadników na zajętych terenach, a zwłaszcza przynależności jerozolimskiego Starego Miasta – negocjacje musiały się załamać. Nowego Camp David nie było. Rozpoczynała się kolejna intifada, do której pretekstem stała się wizyta przywódcy izraelskiej prawicy, Ariela Szarona na Wzgórzu Świątynnym.
6 lutego 2001 r. Izraelczycy, po rezygnacji Baraka, wybrali nowego premiera. Został nim Szaron. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl