Przegląd prasy

Inteligenci, kobiety, indywidualizm, autokratyzm



Dochody inteligencji nietechnicznej są dziś w Polsce wyższe niż dochody właścicieli średnich i małych firm; nierówności w dochodach kobiet i mężczyzn znacząco się zmniejszają; wciąż nie powstały bariery na stałe oddzielające tzw. „wyłączonych” od „klas” usytuowanych na wyższych szczeblach drabiny społecznej – dowodzi w RES PUBLICE NOWEJ (4) prof. Henryk Domański z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.
Jeżeli chodzi o strukturę społeczną Polski po 1989 r., najistotniejsze zmiany dokonały się w hierarchii położenia materialnego; najlepiej odzwierciedla ją hierarchia dochodów rodzin, będąca wykładnikiem dochodów napływających z wszystkich źródeł. Badania socjologiczne pokazują, że pod względem hierarchii dochodów Polska upodabnia się do krajów zachodnich: w latach 90. na czołowe pozycje przesunęły się najwyższe kadry kierownicze – dyrektorzy firm i urzędów, oraz inteligencja nietechniczna – lekarze, prawnicy, naukowcy, przedstawiciele świata kultury, specjaliści bankowości i marketingu. Relatywnie obniżyły się natomiast dochody w rodzinach średniego i drobnego biznesu. Właściciele firm, którzy w poprzednim ustroju byli na szczycie hierarchii, przesuwają się w dół. Dziś są dopiero na trzeciej pozycji, za kierownikami i inteligencją nietechniczną.
Fachowców to nie dziwi: obniżanie się pozycji drobnych właścicieli było prawidłowością w krajach kapitalistycznych przez cały XX wiek. Ale już przeciętnemu inteligentowi trudno uwierzyć, że reprezentuje uprzywilejowaną warstwę i że „kapitał intelektualno-kulturowy, wsparty dyplomem, przynosi, średnio biorąc, większy zysk w porównaniu z kapitałem własności”. Panuje bowiem teza o pauperyzacji inteligencji. Tyle że sformułowali ją sami inteligenci i oni są jej najgorliwszymi rzecznikami. W rzeczywistości polski inteligent pod względem zarobków z głównego miejsca pracy znajduje się wprawdzie tylko w okolicach średniej krajowej, ale równocześnie wraz z nową rzeczywistością zyskał wiele innych możliwości zarabiania – i to właśnie możliwość kumulowania dochodów z różnych źródeł stała się źródłem finansowego awansu inteligencji w latach 90. 
Potoczna intuicja zawodzi też przy ocenie nierówności zarobków związanych z płcią. Owszem: prawidłowością niezależną od systemu politycznego, stanu gospodarki, różnic kulturowych i regulacji prawnych jest, że średnie zarobki kobiet kształtują się na poziomie 60-70 proc. zarobków mężczyzn. Mogłoby się wydawać, że po 1989 r. – w związku z rozwojem kapitalistycznego rynku pracy i zaostrzeniem współzawodnictwa – dysproporcje te winny się w Polsce nasilić. Tymczasem w ostatnich latach nierówności w zarobkach zmalały. O ile w 1982 r. średnia zarobków dla kobiet kształtowała się na poziomie 47,2 proc. średniej dla mężczyzn, to w 1992 r. kobiety otrzymywały 50,8 proc., a w 1999 r. 69 proc. zarobków mężczyzn. Co spowodowało ów zwrot? „Prawdopodobnie bezrobocie i inne czynniki związane z transformacją spowodowały mniejszą dezaktywizację zawodową mężczyzn niż kobiet, a w konsekwencji na rynku pracy pozostały kobiety charakteryzujące się wyższymi kwalifikacjami i te zatrudnione w wyżej wynagradzanych i cenionych zawodach. Jeżeli ten odpływ – kobiet, których zawody mają niższą wartość rynkową – nastąpił, efektem musiało być podniesienie się średniej zarobków kobiet”. Redukcja nierówności zarobków nie zapowiada oczywiście zatarcia się nierówności w sferze płci.
Sensacją są też wskaźniki popularności poglądów autorytarnych w polskim społeczeństwie. Wydawało się, że rozwój demokracji winien sprzyjać postawom otwartym i pozbawionym uprzedzeń, nie zaś nietolerancyjnym, rygorystycznym i gotowym poddać się nakazom zewnętrznych autorytetów. I rzeczywiście: w latach 90. autorytaryzm kształtował się na niższym poziomie niż za PRL. Lecz o ile autorytaryzm obniżył się w grupach robotniczych, to nieoczekiwanie wzrósł wśród inteligencji. Społeczeństwo polskie charakteryzuje się przy tym znacznie wyższym autorytaryzmem niż społeczeństwa zachodnie – mentalnie jesteśmy bliscy pod tym względem Rosji i Bułgarii. Można się pocieszać, że generalnie inteligencja ciągle jest mniej autorytarna niż robotnicy i chłopi oraz że autorytaryzm nie oznacza w Polsce gotowości do wyrzeczenia się demokratycznego ustroju.
Świadectwem adaptacji do zmian systemowych byłby wzrost orientacji indywidualistycznych. Potocznie uważało się, że ludzie tylko czekają na odblokowanie instytucjonalnych barier ustanowionych przez socjalizm. I owszem, po 1989 r. miał miejsce gwałtowny rozwój prywatnej przedsiębiorczości, a kapitał edukacyjny przyniósł coraz to większe dochody. Jednak deklarowany poziom indywidualizmu w latach 90. w Polsce się nie zwiększył – przeciwnie: nawet trochę zmalał. Mechanizmy rynku nie wymusiły na Polakach inicjatywy i brania odpowiedzialności za własny los, „nie przełożyły się na skłonności do ponoszenia ryzyka w zamian za obietnicę sukcesu”. Ludzie nie wiedzą, że „powinni polegać na sobie bardziej niż kiedyś”.
 

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl