NOTATKI

Bronisław Mamoń



Szymon Kobyliński

15 maja, w Warszawie zmarł Szymon Kobyliński – znakomity rysownik i satyryk. Uprawiający – jak powiedział jeden z jego przyjaciół – rysunek mądry i inteligentny.
Urodził się w Warszawie (rocznik 1927) w rodzinie malarskiej. Obcował ze sztuką od dziecka. Mając dziewięć lat zadebiutował rysunkiem prasowym. Studiował w warszawskiej ASP i na Uniwersytecie Warszawskim (historia sztuki). Był artystą o bardzo rozległych zainteresowaniach. Rysunek satyryczny, plakat reklamowy, scenografia, ilustracja książkowa, felieton – to główne obszary jego twórczości.
Współpracował z wieloma instytucjami i redakcjami pism. Kierował redakcją Plakatów Satyrycznych WAG. Był kierownikiem graficznym „Przeglądu Kulturalnego” i wydawnictwa „Iskry”. Współpracował z Polskim Radiem i telewizją. Projektował scenografię dla teatrów, estrad, telewizji. Ilustrował książki dla wielu wydawnictw, książki poważne i zabawne. Miał wielki dar narracji. Jego pogadanki radiowe w epoce realnego socjalizmu cieszyły się ogromnym powodzeniem u słuchaczy. Były bardzo kolorowe, przez swój specyficzny humor, choć cień diamatu pozostawił na nich swój przykry ślad: ślad dyspozycyjności wobec „przodującej ideologii”. W latach 1957–1990 w tygodniku „Polityka” na pierwszej stronie publikował regularnie rysunek satyryczny, który był cotygodniowym komentarzem do wydarzeń w kraju. Komentarz ten pozostawał długo w pamięci czytelników. Uczył dystansu i rozwagi wobec zarejestrowanych wydarzeń.

Fotograf twarzy

W Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha (Kraków, ul. Konopnickiej 26) od 6 kwietnia do 5 maja czynna jest wystawa fotografii szwajcarskiego pisarza i podróżnika Nicolasa Bouviera pt. „Oswajanie świata”. W połowie maja ekspozycja przeniesiona zostanie do Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie (Rynek Starego Miasta 20).
Nicolas Bouvier, ur. 1929, zmarły w Genewie w r. 1998 jest w Polsce znanym pisarzem. Jego książki („Oswajanie świata”, „Ryba–Skorpion”, „Dziennik z wysp Aran i innych miejsc”, „Drogi i manowce” – rozmowy z pisarzem) opublikowała oficyna wydawnicza „Noir sur Blanc”.
Fotografowaniem i pisaniem drobnych tekstów do gazet genewskich zarabiał na życie, na podróże. Zamiłowanie do turystyki miał we krwi. Jego ojciec był świetnym alpinistą. Turystyka była dla niego – jak to określał „poznawaniem świata przez podeszwy”. W młodości wiele podróżował do Włoch, Finlandii, Francji, Algierii, Jugosławii Grecji, Turcji. Jego pasją stała się Azja: wyprawy do Japonii, Turkiestanu, Korei, na Jawę.
Podróże na Wschód rozszerzały jego horyzont intelektualny, wiedzę o świecie... W szkole, na uniwersytecie genewskim (studiował prawo i historię) przekazywano mu europocentryczną koncepcję historii. Przeciwko tej koncepcji się buntował. „Domyślałem się – zwierza się w „Drogach i manowcach” – że pomimo tego ignorowania Azji, cywilizacyjnie Europa od dawna bardzo wiele jej zawdzięcza, że łączy je bliskie pokrewieństwo” (przekład Krystyny Arustowicz).
Podróże pozwoliły mu odkryć dziedzictwo europejskie, dziedzictwo bałkańskie; podróż do Jugosławii, do Macedonii, wywarła na nim ogromne wrażenie. Odkrył tam wielkie skarby muzyki, poezji, gościnności. Poznał i przyswoił sobie dziedzictwo Mittel Europy. Podróżował pieszo, rowerem, własnym samochodzikiem, środkami komunikacji publicznej. Z przyjacielem malarzem, żoną, synami, sam. Podróżując odkrywał świat bardzo złożony, brutalny, mroczny, ale także przyjazny i gościnny.
Na wystawie w Centrum Manggha obok fotografii (z Azji, ze środkowej Europy) znalazły się plansze z cytatami z książek Bouviera, także fragmenty jego utworów poetyckich, powstałe z zachwytu i podziwu, które towarzyszyły odkrywaniu nieznanego świata.
„Jestem portrecistą – wyznał w „Drogach i manowcach”. – Jeśli krajobraz jest wspaniały, fotografuję go, a jeśli zdjęcie się uda, cieszy mnie to. A szczególnie interesują mnie twarze ludzi, a jeszcze bardziej to, co się dzieje między fotografem a modelem w chwili, gdy odbywa się ta iście magiczna operacja.” Zakochany jest w twarzach ludzkich. W ich różnorodności i inności. Te fotografie są mało ostre, jakby trochę niedopowiedziane. Fotograf jest zawsze w cieniu. Bouvier próbuje przekazać jakąś wiedzę o historii kraju, przez który podróżuje, jego duchową atmosferę, folklor, obyczaje. Jest artystą codzienności i tego, co dokonuje się w ludzkich psychikach. „W ciągu jednego roku podróży – napisał w „L’échappée belle” – zapomniałem o swoim życiu, lecz zyskałem Życie; na drodze między Zagrzebiem a Iranem stało się takie barwne, nieprzewidywalne, zabawne”.


(m)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl