LISTY



Smutno i straszno

Jestem słuchaczem, który nie mieści się w grupie docelowej, do której chyba kierują swoją ofertę obecni szefowie Trójki. Podobnie jak dla Agnieszki Sabor, autorki tekstu „Pogrzeb Trójki?” („TP” nr 14/2002), radio było zawsze dla mnie ważne, ale teraz będę mógł sprzedać odbiornik. Wszystko, co było barierą odgradzającą mnie od stacji komercyjnej, okazuje się być w nowej Trójce zaletą. Zastanawiam się, dlaczego szefowie Trójki chcą się mnie pozbyć i kim chcą mnie zastąpić? Dlaczego utraciłem prawa do przynajmniej jednego eteru w kraju? Co takiego niesamowitego stało się w Polsce w ostatnich dwóch latach, że nagle przestałem być interesującym dla programu trzeciego słuchaczem? Chce mi się płakać, gdy próbuję słuchać Trójki: muzyka przeistoczyła się ze sztuki w tapetę, trudniejsze programy są skracane, a sposób ich prezentowania upraszczany. Dlaczego nikt nie pomyślał w Trójce, że takie zabiegi muszą spowodować także straty? Nie potrafię zrozumieć, o co w tym chodzi, a jeśli nie wiadomo, o co chodzi... itd. Smutno mi i straszno. Szkoda mi radia, którego przez prawie 30 lat czułem się nie tylko słuchaczem, ale prawie jego fragmentem. Czy musi umierać formuła radia, która sprawdza się nawet teraz, w dobie drapieżnego kapitalizmu?

MIROSŁAW CHMIEL
(pracownik naukowy Politechniki Śląskiej 
w Gliwicach)





Powab krótkich
spódniczek

Dzięki Trójce nie odczuwałam potrzeby posiadania telewizora. Stację tę cenię (jeszcze) przede wszystkim ze względu na to, co do mnie MÓWI. Radio „nie mówiące” jest wynaturzeniem wyprodukowanym przez współczesne, „nie tęskniące za pogłębioną refleksją”, masy społecznego odbiorcy. Stało się chyba jednak coś niedobrego, jeżeli redaktor Trójki, w odpowiedzi na krytykę denerwująco-eremefowskiego dżingla (Trójka, twoje pierwsze radio), uzasadnia jego sensowność tym, że chórzystki mają krótkie spódniczki. Nadal jednak jest to tylko obrona, nie przekraczająca jeszcze granic dobrego smaku. Jeśli jednak inny redaktor mówi o piosenkarce, że to „jeden z najbardziej powabnych tyłeczków świata”, nie wiem, czy mój odbiornik nie przestawił się sam na którąś ze stacji przez całą dobę emitujących bezmyślne bleblanie na przemian z sieczką, którą nie zawsze można nazwać muzyką. 
Oburza mnie rugowanie z Trójki merytorycznego słowa na rzecz bzdur mających przyciągnąć do odbiorników osoby, których obraz świata nie wykracza poza powab tyłeczków. Nie wydaje mi się też, aby dobrym kierunkiem rozwoju było poszerzanie kręgu odbiorców kosztem ich poziomu. Media, zamiast podnosić poziom, w imię słuchalności schlebiają odbiorcy, zniżając się do jego oczekiwań. Ludziom przyjemniej przecież słucha się tych, przy których nie czują się gorsi i którzy dowartościowują ich, zachowując się podobnie jak oni. A przecież, jak mawia ojciec Józef Puciłowski OP, najcięższym grzechem, z którego co gorsza nikt się nie spowiada, jest głupota. 

MONIKA POGODA 
(polonistka ze Szczecina)





Czym zastąpimy Zespół Literacki? 

Ze zdumieniem dowiedzieliśmy się, że Zespół Literacki Instytutu Adama Mickiewicza ma zostać zlikwidowany. Najprawdopodobniej będzie to strata, której nie da się odrobić. Ledwo literatura polska wychynęła z prowincjonalnego zaułka w nieco szerszy świat, a już próbuje się ją wepchnąć z powrotem tam, gdzie była. Jeżeli Frankfurt 2000 był jakimś sukcesem, to w wielkim stopniu było to zasługą Albrechta Lemppa i jego Zespołu. Podobnie dzieje się z innymi imprezami o europejskim zasięgu: Zespół albo jego szef są zawsze na miejscu. Nie sposób przecenić zasług, kompetencji i sprawności tych kilku osób, jeśli idzie o promocję naszej literatury. Ciekawe, czym będzie zastąpiony ich profesjonalizm, wiedza, a zwłaszcza osobiste kontakty w świecie europejskich wydawców, wystawców i w ogóle ludzi związanych z kulturą. Przeczucia mamy jak najgorsze. 

MONIKA SZNAJDERMAN, 
ANDRZEJ STASIUK
Wydawnictwo Czarne





Studium charakterów

Śledzenie bohaterów korespondencji: Jerzego Giedroycia oraz Jana Nowaka-Jeziorańskiego („Listy 1952-1998”, Wrocław 2001; recenzja Marcina Króla w „TP” nr 10/2002), tak sobie różnych i jednakowo oddanych polskiej sprawie, pochłonęło mnie całkowicie. Treść wymiany listowej ilustrowała moje własne przemyślenia, przeżycia i doświadczenia, a także pewnie wielu Polaków. Przebogate przypisy, równe informacji encyklopedycznej, uzupełniały treść listów. Nie ulega wątpliwości, że materiał listów, przypisów oraz zdarzeń dotyczących obu wybitnych osobistości, nie jest wyczerpany. I pewnie nigdy nie będzie.
Obszerne opracowanie listów, po przekazaniu ich Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Wrocławiu przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego, jest cennym i pouczającym wkładem w naszą historię oraz godną polecenia literaturą dla dzisiejszych polskich polityków. Z niej mogą brać dobry przykład, jak wybitne osobistości o odmiennych charakterach, kulturalnie i pożytecznie dla wspólnej im sprawy, rozmawiają i postępują.
Na końcu artykułu podana jest informacja „...Wrocław 2001, Ossolineum”. Większość społeczeństwa polskiego niestety nie wie, że Ossolineum znalazło się za czasów PRL, pozbawione osobowości prawnej, w gestii Polskiej Akademii Nauk. Pod znakiem Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, w gestii PAN, działały jako niezależne działy: wydawnictwo, biblioteka i muzeum. Po 1995 r., kiedy biblioteka i muzeum uzyskały decyzją parlamentu osobowość prawną, tradycje przekazane statutem Jerzego Ossolińskiego kontynuuje właśnie Zakład Narodowy im. Ossolińskich, już niezależnie od PAN. „Listy” wydało jednak nie wydawnictwo, używające znaku ZNiO, ale Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum przy Fundacji Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. To skomplikowana sprawa i trudno pojąć, że dwie instytucje nie powiązane ze sobą posługują się tym samym znakiem. Założyciel powołał przecież jeden ZNiO mający służyć narodowi. Liczę jednak, że ten stan zostanie dla obu stron korzystnie zakończony, podobnie jak nastąpiło „rozstanie” biblioteki z PAN.

MIECZYSŁAW LEDÓCHOWSKI
(kurator ZNiO od 1936 r., Wiedeń)





Portowe debiuty

Biuro Literackie Port Legnica wybrało poetyckich debiutantów roku 2002. Spośród ponad 100 nadesłanych propozycji postanowiono wydać książki Krzysztofowi Gryce z Puław i Tobiaszowi Melanowskiemu z Mikołowa. Więcej informacji na temat obu poetów oraz ich pierwszych książek można znaleźć na stronach internetowych: www.biuroliterackie.pl/gryko oraz www.biuroliterackie.pl/melanowski

ARTUR BURSZTA
(dyrektor Biura Literackiego, Legnica)

 





Św. Kazimierz w Poznaniu

Przesyłam kilka informacji o organizowanym w Poznaniu, staraniem Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej, „Kaziuku” (w tym roku już po raz dziewiąty). Program z racji 400-lecia kanonizacji św. Kazimierza był bardzo bogaty: Msza św., wystawa o św. Kazimierzu, tradycyjny kiermasz, prelekcje, teatr, koncerty i różne okolicznościowe wydawnictwa.
Pięknym momentem obchodów był koncert w wykonaniu chóru „Poznańskie Słowiki” prof. Stefana Stuligrosza, orkiestry symfonicznej Akademii Muzycznej z Poznania i solistów z Wilna. W dzień św. Kazimierza, patrona Polski i Litwy, usłyszeliśmy w katedrze poznańskiej wykonaną przez „Poznańskie Słowiki” piękną pieśń litewską „Marija, Marija”. Jest ona zawsze śpiewana w Ostrej Bramie, a chór Stuligrosza koncertując przed paru laty w Wilnie zaprezentował ją w swoim repertuarze.

MAŁGORZATA JAGIELSKA
(Poznań)





Ogłoszenie

Odstąpię osiem tomów (oraz talon na tom 9. – ostatni) „Encyklopedii Katolickiej” wydanej przez wydawnictwo Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Zainteresowanym podaję mój adres oraz numer telefonu:

JERZY OSTOJA-SOLECKI
ul. Sikorskiego 25, 57-410 Ścinawka Średnia, 
woj. dolnośląskie; tel.: 0-74, 87-15-401. 





Pomóż kupić lek

Ania Pabis ma 15 lat. Jest chora na przewlekłe zapalenie wątroby typu C, co wymaga rocznej kuracji lekiem o nazwie REBETON. Lek jest pełnopłatny i nierefundowany dla młodzieży przez Dolnośląską Regionalną Kasę Chorych. Koszt leczenia ma wynieść blisko 70 tys. zł. 
Wszystkich, którzy chcieliby nam pomóc zebrać potrzebną do zakupu leku sumę, prosimy o wpłaty na konto:

PEKAO SA I o/ KRAKÓW
1240143 7007439 2700 401112 001
z dopiskiem „LIVER” (ANNA PABIS).

Za dokonane wpłaty dziękują: Ania z rodzicami oraz Rada Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom Chorym na Schorzenia Dróg Żółciowych i Wątroby „LIVER”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl