Używane rzeczy, używani ludzie

MARCIN KRÓL

 

Ostatnio władza ustawodawcza zainteresowała się jeszcze jednym niesłychanie ważnym problemem, a mianowicie sklepami z używaną odzieżą. Podobno od 1 lipca ma wejść w życie zakaz handlu używaną odzieżą. Całkiem słusznie. Proponuję jednak ustawodawcom, żeby nie poprzestawali na odzieży, ale poszli dalej, a mianowicie zakazali handlu czymkolwiek, co używane: samochodami, komputerami, meblami i tak dalej, oraz odważyli się i poczynili następny krok, czyli zakazali uczestniczenia życiu publicznym używanym ludziom. Raz był ministrem i starczy, raz był posłem i starczy. Zużył się i jest nieświeży, więc nie ma prawa więcej występować w polityce. Zakazać należałoby także zmiany przynależności partyjnej, gdyż w ten sposób niektórzy osobnicy mogą próbować oszukać wyborców. Tylko nowe ma prawo bytu, używane na śmietnik.
Żarty żartami, ale wspomniana inicjatywa ustawodawcza – bez względu na to, jak ją potraktuje Trybunał Konstytucyjny – to kolejny przejaw radykalnej ingerencji w wolność jednostki. Obok supermarketów, o które toczy się obecnie walka, ceł zaporowych na sprowadzane z Zachodu samochody i wielu podobnych posunięć, jest to próba ograniczenia naszej wolności wyboru. Podobny charakter ma zresztą toczona przez rząd walka z tak zwaną koncentracją mediów.
Nie mam wątpliwości, że odpowiednie instytucje, w tym przypadku Urząd Antymonopolowy, powinny walczyć z monopolami i z wszystkimi próbami ograniczania wolnej konkurencji. Jednak instytucje te zostały powołanie nie tylko po to, żeby gospodarka się lepiej rozwijała, ale przede wszystkim po to, że chronić obywateli – w tym przypadku występujących w roli konsumentów – przed ograniczeniem ich wolności wyboru. Wolność wyboru jest w państwie demokratycznym rzeczą świętą, zaś obowiązkiem państwa jest staranne pilnowanie, by jej zakres ulegał nieustannemu poszerzaniu. Każda inna postawa ma charakter apodyktyczny, by nie rzec – autorytarny.
Zapewne wielu inicjatorów tego rodzaju zakazów będzie tłumaczyło, że czyni to w interesie obywateli, którzy są niedostatecznie poinformowani i mogą dać się oszukać w sklepie z używaną odzieżą, mogą skusić się na promocję w supermarkecie lub kupić felerny używany samochód. Zgoda. Jednak jedną z podstawowych cech wolności jest także wolność do mylenia się, do naiwności i do błędów.
W historii myśli politycznej pojawiały się dwa nurty, które chciały zabezpieczyć ludzi przed takimi błędami, nurty głęboko w istocie przekonane, że ludzie są podli i głupi. Jednym z nich był absolutystyczny konserwatyzm, drugim utopijny socjalizm czy wręcz komunizm. Wiemy dobrze, nawet za dobrze, jak wiele szkód poczyniły oba te nurty. Zaryzykować można nawet nieco dalej posuniętą hipotezę: szkodzi ludziom każdy, kto działa dla ich dobra, a nie dla ich wolności. Przede wszystkim należy zapewnić społeczeństwu jak najwięcej wolności i ufać, że ludzie, którzy z natury i z wykształcenia nie są ani tacy źli, ani tacy głupi, będą potrafili ową wolność wykorzystać. Natomiast na tych, którzy w sposób drastyczny przekroczą granice wolności czekają rozmaite instytucje, a w ostatecznym rachunku – więzienia.
Apeluję więc do władzy ustawodawczej i do władzy wykonawczej, by przestała dbać o moje dobro i o dobro wszystkich obywateli, a zajęła się konstruowaniem takiego prawa, które zapewni nam jak najwięcej wolności, także gospodarczej i także nam jako konsumentom. A nasza używaną odzież proszę zostawić w spokoju, bo psami poszczuję.

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl