Celibat księdza Rysia

Ks. Adam Boniecki



Chodzi oczywiście o książkę krakowskiego historyka Kościoła, ks. Grzegorza Rysia, wykładowcy Papieskiej Akademii Teologicznej. Ładnie wydany przez „Znak” niewielki tomik (117 stronic) spotkał się z ogromnym i uzasadnionym powodzeniem. Uzasadnionym, bo poznawanie rozwoju instytucji kościelnych jest pasjonujące. To, co nam wydaje się oczywiste, nie od razu było takie, jak jest dzisiaj. Sakramenty, liturgia, celibat, a nawet artykuły wiary mają swoją historię. Św. Augustyn nie przystępował do spowiedzi, bo spowiedzi w dzisiejszym kształcie jeszcze nie było, nie od razu ustalono, że jest siedem sakramentów, do IV wieku trudzono się nad sformułowaniem wiary w Trójcę Świętą. By zrozumieć Kościół, warto poznać drogę, którą doszedł do tego, czym jest dzisiaj.

TO, CO ISTOTNE

Poznawanie tak rozumianej historii uwalnia od pokusy absolutyzowania współczesnych form istnienia instytucji; uczy, że Kościół żyje i się rozwija. Nade wszystko jednak budzi zachwyt: ewolucja tej Bosko-ludzkiej instytucji ujawnia zdolność wychodzenia ze ślepych – mogłoby się wydawać – zaułków. W miarę upływu wieków Kościół dochodzi do coraz bardziej ewangelicznych rozwiązań. Motywacje, czasem mało ewangeliczne, instytucje i struktury wyrosłe z dawnych epok – przemijają. Pozostaje to, co istotne. Początkowo nie zawsze wiadomo, że to właśnie jest istotne. Inne sprawy zdają się wysuwać na plan pierwszy. I dopiero w perspektywie czasu można prześledzić drogę światła, najpierw ledwie dostrzegalnego, z trudem przebijającego się przez meandry historycznych uwarunkowań, by wreszcie rozświetlić wszystko: przeszłość, teraźniejszość, a nawet tajemniczą przyszłość. Tak to Duch Pański prowadzi Kościół poprzez dzieje.
Z celibatem w Kościele jest podobnie: ma swoją historię i różnie był w różnych epokach postrzegany. Niemal wszyscy Apostołowie byli żonaci, pierwszy papież, św. Piotr był żonaty i żona towarzyszyła mu w podróżach apostolskich. W Rzymie zachowały się dowody kultu córki św. Piotra, św. Petronilli. Historycy nie wykluczają, że żonaty był także św. Paweł, lecz on, odkąd się poświęcił misji apostolskiej, żył samotnie. Może, sądzą niektórzy na podstawie I Kor 7,7-8 („Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki. Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja”), św. Paweł był wdowcem? Czy dla Apostołów pójście za Chrystusem oznaczało rozstanie z żoną? Zaprzestanie pożycia małżeńskiego? Zwolennicy apostolskiego pochodzenia celibatu utrzymywali, że tak, choć nie jest to bynajmniej oczywiste. Ksiądz Ryś w każdym razie ma co do tego wątpliwości.
W czasach moich studiów pochodzenie celibatu nie było to przedmiotem osobnego wykładu w seminarium. Zresztą nie wykładano nam ani historii dogmatów, ani rozwoju samoświadomości Kościoła, ani historii sakramentów. Dziś każdy adept do życia w celibacie, który weźmie do ręki książkę księdza Rysia, dowie się, skąd i dlaczego celibat. Znajdzie zrekonstruowaną z wielką starannością chronologię kolejnych etapów historii celibatu: aktów prawnych, praktyki Kościoła zachodniego i wschodniego, gdzie księża są żonaci. Krótki wykład o stosunku do kapłańskiego celibatu Reformy i nieco informacji o Kościele anglikańskim. Smak lektury tej świetnie napisanej książki tkwi w szczegółach, których nie da się streścić. Im opis bliższy naszym czasom, tym obraz jaśniejszy, choć szczegółów znacznie mniej.

SPLAMIENI OBCOWANIEM

Najważniejsze jednak pozostaje pytanie o genezę. W jaki sposób i kiedy w Kościele zjawiła się idea kapłańskiego celibatu? W imię czego kapłaństwo zostało z nim tak ściśle związane?
Literatura na ten temat jest ogromna: historyczna, oparta na najstarszych źródłach, egzegetyczna i teologiczna. Ksiądz Ryś podkreśla, że temat traktuje z pozycji historyka. Zdaje sobie sprawę, że teologiczne, a tym bardziej ascetyczne eksplikacje bez dobrego gruntu historycznego są niewiele warte, a rekonstrukcja historyczna bez pomocy egzegezy i teologii także nie może się obejść.
Pewna niejasność genezy celibatu wynika – jak sądzę – z wielości motywów, do których się odwoływano zaraz u początków istnienia Kościoła. Do pytań o związek bezżenności z kapłaństwem musiały prowadzić teksty Nowego Testamentu. Jezus z jednej strony podkreśla najwyższą wartość małżeństwa, jako stanu danego przez Boga, z drugiej pochwala tych, którzy wybrali bezżenność „dla Królestwa”. Św. Paweł, bez osądzania tych, którzy wybierali jedną albo drugą drogę, głosi wartość całkowitego poświęcenia siebie Chrystusowi i Kościołowi, odwołując się do motywów eschatologicznych oraz konieczności całkowitego zaangażowania w sprawy Chrystusa. Sa tacy, którzy się powołują na przykład samego Jezusa, dziewiczego i narodzonego z Dziewicy.
Często znajdujemy odwołania do Starego Testamentu z jego przepisami dotyczącymi czystości rytualnej, zbliżonymi zresztą do tradycji pogańskich. Akt seksualny, nawet w najbardziej prawowitym małżeństwie, czyni człowieka nieczystym. Płciowość sama w sobie ma element nieczystości. Jak lewici w Starym Prawie mieli obowiązek zachowania rytualnej czystości, to jest małżeńskiej wstrzemięźliwości przed wypełnieniem swych funkcji oraz w czasie jej pełnienia, tak – sądzili niektórzy starożytni autorzy – duchowni sprawujący święte czynności, w czasie kiedy je sprawują, winni się powstrzymać od współżycia. Takie widzenie płciowości nie znajduje w Nowym Testamencie żadnego potwierdzenia z wyjątkiem Apokalipsy (14,4), gdzie mowa o stu czterdziestu czterech tysiącach uprzywilejowanych, „którzy obcowaniem z kobietą się nie splamili: bo są dziewiczy”. Motyw „czystości kultowej” trwał w Kościele właściwie do Soboru Watykańskiego II, dziś nikt się doń już nie odwołuje. Trudno też nie uwzględnić wpływu filozofii greckiej, jak choćby stoików czy neoplatonizmu, traktujących pasje jako zło, które trzeba wykorzenić z duszy.
Jednak przez trzy pierwsze stulecia panuje zasada oparta na Pawłowym zaleceniu, by biskup był mężem jednej żony. W wieku IV, tak na Zachodzie, jak i na Wschodzie kapłan, który otrzymuje święcenia, nie może się już ożenić. Święceń jednak udziela się żonatym. Wielu duchownych dobrowolnie wybiera życie w celibacie. W tym okresie niektóre synody w Galii i północnej Afryce zakazują biskupom, prezbiterom i diakonom spać z żonami, a nawet często się z nimi widywać. Potem przychodzi zakaz wspólnego mieszkania pod jednym dachem z kobietami, czy nawet niekiedy dłuższego z nimi przebywania. Pierwszą próbą przekształcenia dobrowolnej praktyki celibatu w obowiązujące w całym Kościele prawo był synod w Elvirze (305-306), który nakazał biskupom, kapłanom i diakonom i wszystkim klerykom służącym przy ołtarzu powstrzymanie się od współżycia z żonami pod groźbą usunięcia ich z grona duchowieństwa. W wieku V obowiązek zachowania celibatu zostaje nałożony na cały Kościół zachodni, jednak biskupi, kapłani i diakoni mogą pozostać z żonami. Wprowadzenie celibatu w ścisłym sensie wiąże się z reformą gregoriańską (XI w). Przełomem jednak nie były ani te dekrety, ani nawet postanowienia Soboru Trydenckiego, który w ogłoszonym podczas ostatniej sesji (1563) dziewiątym anatematyzmie definiuje stanowisko Kościoła w tej sprawie.

PYTANIE O PRZYSZŁOŚĆ

Historyk punkt przełomowy widzi gdzie indziej. Na Soborze Trydenckim wprowadzono w całym Kościele instytucje formacyjne dla kandydatów na księży: seminaria duchowne. „Wychodzący z nich duchowni – pisze ks. Ryś – nareszcie traktowali celibat nie tylko w kategoriach sztywnego prawnego gorsetu”. Tak przynajmniej być powinno.
Ks. Ryś kreśli pełne perturbacji drogi doktryny i praktyki celibatu w Kościele. Porusza także cały splot problemów materialnych, związanych z rządzącym w Kościele systemem beneficjalnym. Czasy potrydenckie traktuje sumarycznie, by zająć się, także dość zwięźle, współczesnością. Mamy więc dramatyczne statystyki odejść od kapłaństwa z powodu celibatu oraz trudności z dochowaniem przyjętych zobowiązań. Z drugiej strony stanowisko Soboru i kolejnych papieży aż do obecnego. Wbrew wysuwanej po Soborze, także przez episkopaty, sugestii zniesienia obowiązkowego celibatu, przynajmniej przez udzielanie święceń żonatym mężczyznom, oraz złagodzenia dyscypliny w stosunku do kapłanów, którzy zawarli cywilne związki małżeńskie, papieże pozostają zdecydowani. Owszem, przyznaje się, że celibat nie jest wymagany przez kapłaństwo z samej jego natury, ale wieloraka spójność miedzy urzędem pasterskim i życiem w celibacie powoduje, że jest on dla kapłaństwa najbardziej odpowiedni. Nie ma już odwoływania się do wątku „czystości” kultyczno-rytualnej. Podkreśla się relację oblubieńczą Chrystusa z Kościołem, kapłan zaś „in persona Christi” staje się oblubieńcem Kościoła. Kapłan daje siebie – na wzór Chrystusa – Kościołowi całkowicie i wyłącznie, pozostaje w pełni dyspozycyjny, aby tym lepiej służyć Bogu i braciom, staje się eschatologicznym znakiem „przyszłego świata, obecnego już przez wiarę i miłość, w którym synowie zmartwychwstania ani nie wychodzą za mąż, ani się nie żenią” – jak powiada dokument soborowy.
Znamienne: „Teologia – stwierdza autor – dopiero w ostatnich dziesięcioleciach dopracowała się przekonywającej argumentacji uzasadniającej istniejący od wieków stan prawny. Ta sama teologia wszakże niewiele potrafi zrozumieć i zaaprobować z historii celibatu.” Zręby owej „przekonywającej argumentacji” były obecne w Ewangelii, u św. Pawła i w niektórych pismach Ojców Kościoła, wśród wielu innych argumentów. Droga, którą poszedł Kościół (to jest Sobór, Synod Biskupów i papieże), to droga coraz bardziej wymagającej wizji kapłaństwa. Argumenty teologiczne za celibatem przypominają teologię życia konsekrowanego. Wobec braku powołań, wobec załamań księży w materii celibatu, Kościół nie obniża wymagań, lecz stawia coraz wyższe.
Ksiądz Grzegorz Ryś kończy książkę o przeszłości celibatu pytaniem o jego przyszłość. Pytanie należy rozszerzyć, pytając o przyszłość kapłaństwa w Kościele zachodnim. Dość trudno zrozumieć ewolucję rozumienia celibatu bez znajomości ewolucji rozumienia kapłaństwa. Uderzyło mnie to przy lekturze zbiorowego dzieła „Sacerdozio e celibato” („Kapłaństwo i celibat, wyd. Ancora 1975). Ta tysiącstronicowa księga powstała po Soborze Watykańskim II, kiedy toczyła się wielka dyskusja o celibacie. Może ks. Ryś opisze także dzieje katolickiego kapłaństwa? W jakim kierunku zaprowadzi nas coraz lepsze – w miarę upływu epok – poznawanie zamysłu Chrystusa? Czego uczy nas ks. Grzegorz Ryś? Czego historia, która – jak wiadomo – jest magistra vitae?

Ks. Grzegorz Ryś „Celibat”. Wydawnictwo Znak 2002.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl