Niepokoje o pokój

Z gen. Bolesławem Balcerowiczem rozmawia Michał Komar



Michał Komar: – Przyjmuję śmiałą hipotezę, że będę żył jeszcze 15 do 20 lat. Pan, Panie Generale, przyjmuje w wydanej właśnie książce „Pokój i Nie-pokój”, że w tym okresie Polska nie będzie narażona na nieszczęścia wielkiej wojny, takiej jak w latach 1914–1918 czy 1939–1945. Zatem mogę być optymistą?
Gen. Bolesław Balcerowicz: – Tak, choć lepiej nie popadać w przesadę. Wojna powszechna jest w dzisiejszym rozumieniu typem wojny, która ogarnia co najmniej jeden czy dwa kontynenty z przyległym akwenem oceanicznym. W takim starciu muszą wziąć udział dwaj mocarze lub koalicje o znacznych potencjałach wojskowych. A dzisiejszy ład międzynarodowy można nazwać łagodną hegemonią czy też rozluźnionym układem monocentrycznym pod łagodnym przywództwem Stanów Zjednoczonych. Sytuacja przypomina okres Pax Romana – dominacji Rzymu, potęgi, która zapewniała sobie bezpieczeństwo własną siłą, pomnożoną przez skuteczny system przymierzy. Co prawda były sekretarz obrony USA Caspar Weinberger przedstawiał w 1996 roku, w książce „Następna wojna światowa”, scenariusz przewidujący możliwość agresji Rosji na przestrzeń euroatlantycką w 2006 roku, ale – powtórzę za Brzezińskim, Huntingtonem i Kissingerem – dominacja Stanów Zjednoczonych będzie trwała jeszcze dwadzieścia lat. Czy dłużej? To temat do dyskusji. W każdym razie Koncepcja Strategiczna NATO zakłada, że w perspektywie 20 lat agresja w wielkiej skali na Sojusz jest wysoce nieprawdopodobna.
Nasz region będzie więc trwał w epoce „pauzy strategicznej” około osiemdziesięciu lat.
– A jak Pan to wyliczył?
– Zaczynając od dnia użycia pojęcia „zimna wojna”, to znaczy od 1947 roku.
– Zimna wojna w istocie wojną nie była, ale w okresie jej trwania mieliśmy do czynienia z wytężonymi przygotowaniami do krwawego starcia, a także szeregiem kryzysów z użyciem sił zbrojnych. Była blokada Berlina w 1948 r., był kryzys węgierski 1956, berliński w 1962, kubański w 1962, czechosłowacki w 1968... Wyścig zbrojeń w tym okresie spowodował zmniejszenie bezpieczeństwa państw, wzrost poczucia zagrożenia społeczeństw, dezorganizację gospodarki przeciążonej wydatkami na zbrojenia oraz napięcie w rejonach nagromadzenia sił zbrojnych. Po podpisaniu traktatu w sprawie zbrojeń konwencjonalnych CFE, w latach 1987–1993 światowe wydatki na zbrojenia spadły o 30%, o połowę zmniejszyły się też stany liczebne sił zbrojnych w państwach NATO i w Rosji. Redukcje o takiej skali zdarzały się w dziejach jedynie po zakończeniu dużej wojny.
Ale sprawa ma głębszy charakter. Dotyczy bowiem następujących po 1990 roku zmian w politycznym myśleniu o relacjach miedzy pokojem i wojną.
– Wegecjusz mówił: si vis pacem, para bellum.
– Chcesz pokoju, szykuj wojnę! Tę zasadę traktowano przez wieki jako zręczne uzasadnienie poglądu, że pokój jest jedynie przerwą między wojnami. Musi się ona pewnego dnia skończyć, jako że wojna jest naturalnym, właściwym gatunkowi ludzkiemu sposobem osiągania nowego, lepszego ładu politycznego. Ten zaś po jakimś czasie doprowadzi do nowej wojny. I tak bez końca. Dziś wola pokoju oznacza szykowanie się do zabezpieczenia przed przyszłą wojną. Nie daj się zaskoczyć! Chcesz pokoju – szykuj pokój! To znaczy: nieustannie zadawaj dwa pytania. Czym pauza może się zakończyć? Czym pauza może być zakłócona?
Karl von Clausewitz pisał, że wojna to dziwna trójca złożona z pierwotnej gwałtowności żywiołu, nienawiści i wrogości, co należy uważać za ślepy popęd naturalny, dalej, z gry prawdopodobieństwa, wreszcie zaś – z właściwości podrzędnej, jaką jest polityka, a więc domena zdrowego rozsądku. „Namiętności, jakie mają rozgorzeć na wojnie, muszą już istnieć w samych narodach”. Czy Pan uważa, że w XXI wieku nienawiść i wrogość uległy osłabieniu? Że nie będą popychać narodów do walki zbrojnej?
– A czy pan pamięta, że Clausewitz był też autorem stwierdzenia, że każda epoka ma swoje wojny? Kto w okresie 1950–1985 mógł przewidywać, że rozpad ładu dwubiegunowego, zorganizowanego na osi konfliktu między USA (NATO) a ZSRR (Układem Warszawskim) dokona się drogą pokojową? Zakładano wielką wojnę, w której miarą zwycięstwa miało być zniszczenie sił zbrojnych przeciwnika, zdobycie jego terytorium i, w efekcie, złamanie woli nieprzyjaciela. Tyle że coraz doskonalsza technika i związane z nią zmiany konceptów polityczno-militarnych sprawiają, że złamanie woli przeciwnika nie musi być tożsame z jego zniszczeniem. Rakiety precyzyjnie uderzające w wybrane cele okazują się bardziej skuteczne, przy tym zaś minimalizują straty obu stron. Nie, nie sądzę, by w naszej epoce zniknęła wrogość i nienawiść. Nie sądzę też, by na naszych oczach złagodzeniu czy zgoła unieważnieniu podległy dzielące świat konflikty ekonomiczne, polityczne i ideologiczne. Choć światowe wydatki na zbrojenia są niższe, w Azji wzrosły o 30%. Rośnie liczba państw dysponujących pociskami samosterującymi, bronią masowego rażenia itd. Nie została zahamowana pokusa militarnego wykorzystania zdobyczy nauki, a mają one charakter rewolucyjny. Mogę natomiast zakładać na podstawie szeregu racjonalnych przesłanek, że dziś wojna powszechna jest prawie nieprawdopodobna.
– Więc czeka nas pokój?
– Kogo „nas”?
– Świat.
– To zbyt ogólne... Skoro zdarzają się konflikty i zagrożenia kryzysowe, skoro istnieją państwa i społeczności wyrażające gotowość do użycia sił zbrojnych, to powinniśmy spodziewać się kryzysów polityczno-militarnych czy zgoła wojen. Przyjmuje się, że w ciągu najbliższych 25 lat będziemy świadkami – po pierwsze – wojen podejmowanych przez złośliwe antyzachodnie dyktatury mające dostęp do broni masowego rażenia, w obszarze rozciągającym się od północnej Afryki po Afganistan. Po wtóre, wojen prowadzonych o władzę w obrębie rozpadających się państw, być może na Bałkanach, niektórych obszarach byłego ZSRR, subkontynentu Indii i Afryki subsaharyjskiej. Po trzecie, wojen, w których obce i rodzime grupy atakują podstawy życia społecznego przy użyciu takich środków jak terror, niszczenie systemów informatycznych, finansowych i innych – ten rodzaj wojny zagraża krajom najbardziej rozwiniętym. Wreszcie po czwarte, regionalnych wojen klasycznych, których cele będą osiągane metodami XXI wieku – te mogą zaistnieć przede wszystkim we wschodniej Azji.
Rozumiem, że mapa nie-pokoju czy też nie-pokojów pokrywa się z mapą niedostatku, a mapa pokoju czy też mapa pauzy strategicznej dotyczy krajów bogatych. Czy tak?
– Wojny między krajami technologicznie zaawansowanymi stały się absurdalnie drogie i całkowicie wyniszczające. Wykluczają możliwość sukcesu, bo zwycięzca, który poniósł dotkliwe straty, znajdzie się w sytuacji podobnej do pokonanego. Z kolei panowanie nad spustoszonym terytorium przeciwnika wiąże się z poważnymi kłopotami. Znamienne, że jesteśmy świadkami historycznej zmiany w sposobie traktowania przeciwnika. Państwa biorące udział w zbrojnej interwencji w Jugosławii włączyły się, po ustaniu działań wojskowych, w proces odbudowy.
Ale ta pomoc jest niekiedy traktowana jako rodzaj cichej agresji. Staje się więc przyczyną rozwoju ideologii i postaw fundamentalistycznych. Te zaś widzą w krwawym starciu uniwersalny lek na niedole świata.
– Wysoki poziom rozwoju technologicznego to tylko jeden z czynników. Drugim, równie ważnym, jest demokracja. Jak wykazują badania dotyczące ostatnich dwóch stuleci, państwa demokratyczne nie prowadzą między sobą wojen. Co nie znaczy, że nie dzielą ich istotne konflikty interesów i sytuacje kryzysowe. Tyle że rozwiązania tych napięć znajdowane są na drogach innych niż wojenne. Natomiast w stosunkach z państwami niedemokratycznymi państwa demokratyczne są agresywne i skłonne do użycia sił zbrojnych.
Państwa najbardziej rozwinięte, nazywane postindustrialnymi, świadome współzależności i korzyści wynikających z globalizacji, będą kładły nacisk na zapobieganie konfliktom. Ich siły zbrojne, nieliczne, lecz świetnie wyposażone, będą opierać się na strategii wyprzedzania.
– Kogo będą chciały wyprzedzać?
– Istnieją przecież kraje, których podstawą gospodarki jest przemysł, a organizującą zasadą polityczną – istnienie scentralizowanego państwa narodowego. Wewnątrz takich państw – kurczowo trzymających się XIX-wiecznej definicji suwerenności – będzie dochodzić do gwałtownych sporów między zwolennikami integracji z państwami bardziej rozwiniętymi a zwolennikami stanowczej odrębności. Z uwagi na znaczną społeczną tolerancję wysokości strat i pojmowanie ochrony interesów narodowych jako chęci dokuczenia sąsiadowi, siły zbrojne będą przygotowywane do klasycznej wojny. Niektóre z nich – na przykład armie bardziej rozwiniętych krajów byłego bloku sowieckiego czy też krajów „późno lub nowo industrializowanych” – już stanowią siłę regionalną, która może być użyta przeciw innym państwom tego kręgu.
Mamy także kraje, w których handel wymienny i czarny rynek odgrywają większą rolę niż legalna produkcja, a przemoc jest podstawowym, niejako naturalnym regulatorem życia społecznego. Państwa tego kręgu – w Afryce, Azji, Ameryce Południowej, na niektórych terytoriach postradzieckich, być może też na Bałkanach – będą ignorować prawo. Ich siły zbrojne, milicje, prywatne armie, grupy terrorystyczne, będą zainteresowane zdobywaniem łupów wojennych. Terroryzm okaże się najważniejszym sposobem użycia przez nie siły w szerszym otoczeniu międzynarodowym. Jak widać, jest przeciw czemu się bronić.
– Czy przewiduje Pan koniec pauzy?
– Przewiduję, bo to mój zawód i obowiązek, możliwości zakłócenia pokoju oraz sytuacje grożące zerwaniem stanu pokoju.
– Także dla Polski?
– Polska może stać się obiektem uderzeń terrorystycznych zmierzających do wywołania paraliżu życia publicznego na dużą skalę. Wrogo nastawione państwo czy inna jednostka polityczna może skorzystać z usług własnych lub wynajętych grup zbrojnych w celu wymuszenia ustępstw lub zmiany istniejącego układu politycznego. Ugrupowanie terrorystyczne może posłużyć się zarówno środkami konwencjonalnymi, jak i bronią masowej zagłady, chemiczną, biologiczną i jądrową.
– Operacja antyterrorystyczna to chyba domena policji?
– Tak mówiono... Okazało się jednak, że niedopuszczenie do realizacji celów terrorystów, ich unieszkodliwienie wymaga zaangażowania jednostek specjalnych sił zbrojnych, rozpoznawczych i desantowo-szturmowych. Może też zaistnieć konieczność wzmocnienia osłony granic oraz ochrony znacznej ilości obiektów. To są zadania wojska. Nadto jako członek NATO i ONZ Polska może brać udział w operacjach, których celem jest wymuszenie pokoju lub przywrócenie stabilizacji na obszarze, który ma istotne znaczenie dla zachowania bezpieczeństwa regionalnego i ponadregionalnego.
Póki co te operacje dokonywane były w znacznej odległości od naszych granic.
– Niektóre obszary uznawane za kryzysogenne są położone stosunkowo niedaleko. W państwie lub państwach sąsiadujących z Polską też mogą zaistnieć sytuacje kryzysowe przeradzające się w konflikty zbrojne. Nie jest wykluczone, że znalazłyby się wówczas ośrodki polityczne zainteresowane rozszerzeniem konfliktu. Może to oznaczać próby wciągnięcia Polski jako strony drogą prowokacji, penetracji terytorium państwa przez grupy zbrojne, wszczynania incydentów granicznych. Powinniśmy więc wziąć pod uwagę możliwość przygotowania i przeprowadzenia z terytorium Rzeczypospolitej operacji wymuszającej pokój. Istnieje też scenariusz związany z wewnętrznym kryzysem społeczno-politycznym, w który mógłby ingerować potencjalny przeciwnik, np. przez udzielanie wsparcia grupom destabilizującym państwo, ich szkolenie i wyposażenie... Tu kończy się rejestr kryzysów czy też nie-pokojów, nie mających klasycznych cech wojny.
Trzeba brać pod uwagę możliwość zaistnienia agresji rakietowo-lotniczej, do której mogłoby dojść po okresie szczególnego napięcia połączonego z dojściem do władzy wojowniczych grup w pewnych nastawionych ekstremalnie państwach. Polska może być zaangażowana w konflikt zbrojny w wyniku splotu wydarzeń bądź z tytułu zobowiązań międzynarodowych. Ale nie wolno też wykluczać scenariusza konfliktu, w którego centrum Polska mogłaby się znaleźć w wyniku destabilizacji i kryzysu w stosunkach z jednym lub kilkoma państwami, także sąsiadującymi.
W jakiej mierze nasze siły zbrojne są gotowe do stawienia czoła tym wyzwaniom? W swej książce używa Pan takich sformułowań, jak „sprostanie co najmniej problematyczne”, „odpowiedniość niekoniecznie wystarczająca”...
– To dotyczy nie tylko naszych sił zbrojnych, ale i innych armii, także w Europie Zachodniej. Pauza strategiczna daje nam wyjątkową szansę gruntownej przebudowy systemu obronnego. I trzeba jej dokonać nie tylko po to, by dorównać standardom Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale i po to, aby rozumiejąc skutki przemian cywilizacyjnych, odpowiednio się do nich dostosować. W przeszłości wojsko szykowano do wojny. Obecnie jego rolę traktować należy w sposób bardziej złożony. Ubezpieczenie pauzy strategicznej to zbiór nowych zadań dla wojska jako sprawnego instrumentu polityki, polityki pokoju. Przez najbliższe dziesięciolecie Polska, jako kraj graniczny Sojuszu, będzie brała na siebie odpowiedzialność za osłonę ważnego kierunku strategicznego. To zaś oznacza – co najmniej – zdolność do obrony własnego terytorium, przestrzeni lądowej, morskiej i powietrznej. A to z kolei oznacza przygotowanie wojska i przebudowę systemu obronnego tak, abyśmy byli w stanie stawić czoło zagrożeniom i kryzysom charakterystycznym dla cywilizacji postindustrialnej. „Ostrzeżony – uzbrojony!” – mawiano w Rzymie za czasów Juliusza Cezara. To słowa wciąż aktualne.

Bolesław Balcerowicz, gen. dywizji, prof. dr hab. W latach 1965–1991 zajmował wiele stanowisk dowódczych w Wojsku Polskim. Od 1991 komendant Wydziału Strategiczno-Obronnego Akademii Obrony Narodowej, od 2000 roku komendant i rektor AON. Autor kilkudziesięciu prac naukowych i publicystycznych. Jego najnowsza książka, pt. „Pokój i Nie-pokój”, ukazała się niedawno nakładem Domu Wydawniczego Bellona.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl