Żydzi i Arabowie: dzieje konfliktu (2)
Młode państwo rośnie w siłę
Agnieszka Sabor
Aby zrozumieć tragedię, która rozgrywa się dziś na Bliskim Wschodzie, trzeba sięgnąć do historii ostatnich stu lat.
Przed tygodniem przedstawiliśmy wydarzenia, które doprowadziły
do powstania państwa Izrael. Dziś – historia żydowsko-arabskich zmagań, jakie towarzyszyły jego istnieniu. Za tydzień trzecia część historii konfliktu
żydowsko-arabskiego.
Kilka godzin po tym, jak 14 maja 1948
r. Ben Gurion odczytał deklarację założycielską Izraela, do Palestyny weszły wojska pięciu krajów Ligi Arabskiej. Premier młodego państwa oświadczył, że do walki stanie „jeden przeciwko czterdziestu”, Dawid przeciwko Goliatowi. Arabowie powtarzali, że ich celem jest „zepchnięcie Żydów do morza”.
KIBUCNICY I LEGIONIŚCI
Tymczasem obie strony nie były przygotowane do wojny na tak szeroką skalę. W obozie arabskim trwały nie kończące się waśnie. Ambicje króla Transjordanii Abdullaha, który chciał po prostu zająć część Palestyny, rozmijały się z interesami unikającego zatargów z Żydami króla Egiptu. Faruk do końca zastanawiał się, czy wziąć udział w inwazji, a kiedy wreszcie się na nią zdecydował, zrobił to niemal wyłącznie w celu pokrzyżowania planów konkurentowi. Trwał odwieczny spór między dwiema spokrewnionymi z Prorokiem Mahometem rodzinami – Haszymidów i Husajnich. Najmniej chodziło o stworzenie zagwarantowanego decyzją ONZ państwa palestyńskiego.
Konflikty pojawiały się także po stronie żydowskiej. Nie istniała przecież jeszcze podporządkowana rządowi regularna armia. Dopiero 26 maja 1948 r. utworzono Siły Obronne Izraela, w które wcielono członków różniących się między sobą politycznie organizacji paramilitarnych Hagana, Ecel i Lehi. Niedawni bojówkarze z trudem przemieniali się w żołnierzy. Kiedy dowództwo armii chciało przejąć przeznaczony dla Ecel transport broni, który pod koniec czerwca przypłynął z Francji, doszło do rozruchów, na czele których stanął Menachem Begin. Premier Ben Gurion rozkazał ostrzelać statek. Byli zabici i ranni.
W pierwszej fazie wojny, gdy młode państwo wydawało się jeszcze efemeryczną mgławicą, jego najbardziej skuteczną formacją wojskową okazali się uzbrojeni mieszkańcy kibuców. Tak było chociażby wtedy, gdy wojska syryjskie chciały otworzyć sobie drogę do Doliny Jordanu: nie dopuścili do tego obrońcy Deganii (na południe od Jeziora Tyberiadzkiego), miejscowości, w której na początku XX w. narodził się ruch kibuców.
BITWA O ŚWIĘTE MIEJSCA
Najważniejszym miejscem tej wojny stała się jednak Jerozolima. Rezolucja ONZ z listopada 1947 r. gwarantowała miastu status międzynarodowej enklawy na terytorium arabskiego państwa. Początkowo wydawało się, że wszystkie strony konfliktu akceptują tę decyzję. Jeszcze w kwietniu 1948 r. przedstawiciele Agencji Żydowskiej i palestyńskich Arabów spotkali się w Nowym Jorku, gdzie uzgodnili przerwanie walk w mieście i respektowanie jego ponadpaństwowego charakteru. Ale kiedy kilka dni później stojący na czele Legionu Arabskiego brytyjski oficer kontraktowy Glubb Pasza zaatakował okoliczne osiedla żydowskie, dowództwo Hagany odczytało to (wbrew intencjom generała) jako zapowiedź arabskiego ataku na Jerozolimę. Po wyjściu brytyjskich żołnierzy Żydzi – łamiąc rozejm – zajęli kluczowe punkty w śródmieściu. W tej sytuacji król Abdullach postanowił wystąpić jako obrońca świętych miejsc islamu (tu znajdował się zresztą także grób jego ojca) i 16 maja zmusił Glubba, by wkroczył do Jerozolimy. Następnej nocy Legion Arabski zajął Górę Oliwną, rankiem sforsował Bramę Lwów. 24 maja rozpoczął się szturm na Stare Miasto. Po czterech dniach walk pozbawieni żywności i amunicji Żydzi skapitulowali. Przez kilkanaście najbliższych lat nie będą mieli dostępu do najważniejszego dla judaizmu miejsca kultu – Muru Zachodniego...
Pomimo zdobycia Starego Miasta przez Arabów, inicjatywa na wszystkich frontach zaczęła jednak stopniowo przechodzić w ręce Żydów. Kolejne rozejmy Izrael wykorzystywał bowiem na rozbudowę armii. W lipcu 1948 r. liczyła już ona 60 tys. żołnierzy, w październiku – 90 tys. W Czechosłowacji, później także we Francji i USA kupowano broń, sprytnie omijając wszelkie obowiązujące zakazy. Dochodziło do spektakularnych akcji, chociażby wtedy, gdy kilka brytyjskich bombowców sprowadzono do Izraela najzupełniej legalnie – jakoby na potrzeby produkcji dokumentalnego filmu o historii RAF-u.
NEGOCJACJE
W połowie maja 1948 r. wiadomo już było, że konflikt żydowsko-arabski rozwija się tak dynamicznie, że rezolucji ONZ z listopada 1947 r. w żaden sposób nie da się zrealizować. Niewiele pomógł uczciwy, ale zupełnie nie znający Bliskiego Wschodu szwedzki dyplomata Folke Bernadotte – mediator z ramienia Organizacji. 18 września, w dzień po napisaniu raportu, który miał zostać przedstawiony na zbliżającej się właśnie paryskiej sesji Zgromadzenia Ogólnego, Bernadotte zamordowany został w Jerozolimie przez terrorystyczną grupę Sterna.
Dopiero w styczniu 1949 r. – gdy Zachód dostrzegł już w Izraelu najsilniejsze państwo regionu – podjęte zostały na wyspie Rodos, przy współudziale nowego mediatora ONZ Ralpha Bunche, rozmowy pokojowe. Znów ujawniły się spory wśród Arabów – tak jak jeszcze niedawno każde z państw Ligi prowadziło działania wojenne osobno, tak teraz osobno zasiadały do stołu rokowań. Te zakończyły się jedynie rozejmem. Choć państwa arabskie nie chciały uznać istnienia państwa Izrael, to praktycznie nastąpił jednak podział Palestyny. Transjordania otrzymała Judeę i Samarię, Egipt – Strefę Gazy. 77 proc. terytorium przypadło w udziale Izraelczykom – o 21 proc. więcej niż przewidywała to rezolucja ONZ z listopada 1947 r.
WYGNANIE CZY UCIECZKA?
Kiedy sto lat wcześniej w Europie rodził się syjonizm, nikt z jego przywódców nie zaprzątał sobie głowy kwestią mieszkających na terenie nie istniejącego jeszcze państwa żydowskiego Palestyńczyków. Stanowili oni wyłącznie pewien nieistotny margines, nie mieszczący się w romantycznych marzeniach przyszłych Izraelczyków. Realny problem dostrzeżono dopiero wtedy, gdy muzułmanie okazali się przeszkodą na drodze do Erec Israel. Josef Weitz, dyrektor departamentu osadnictwa Żydowskiego Funduszu Narodowego myślał o masowym przesiedleniu Arabów do państw ościennych już w czasie palestyńskiego powstania w latach 1936–1939. W kwietniu 1948 r. – gdy muzułmańscy mieszkańcy pogrążonych w wojnie wiosek zaczęli je w popłochu opuszczać, gdy rzesze arabskich robotników wybierały emigrację, obawiając się o swoje miejsce pracy w środowisku, w którym władzę sprawowali już Żydzi – Weitz mówił, że „stworzony przez uciekinierów stan anarchii winien być wykorzystany dla uwolnienia Palestyny od problemu arabskiego”. Wkrótce potem przedstawił plan ewakuacji, który szybko spotkał się z aprobatą dowódców Hagany i (co oczywiste) osadników. Dodajmy, że wciąż bardzo żywa była pamięć Holokaustu, a Arabowie uważani byli za popleczników nazistów.
Izraelskie ataki na osiedla arabskie miały przede wszystkim cele militarne. Chodziło o pozbawienie palestyńskiej partyzantki zaplecza. Jednocześnie niszczono jednak pola uprawne, rujnowano handel i rzemiosło. Na to – zwłaszcza po masakrze w Dajr Jasin – nakładał się zwykły ludzki strach, podsycany zresztą skutecznie przez propagandę obydwu walczących stron. Dowódca frontu południowego Jigal Allon donosił: „Zgromadziłem wszystkich żydowskich muhtars, którzy mieli kontakty z Arabami i poprosiłem ich o rozpowiadanie, że wielkie siły żydowskie nadejdą do Galilei, paląc wszystkie wioski w dolinie Hula. Mieli sugerować po przyjacielsku Arabom ucieczkę, póki jeszcze czas”. Z czasem żołnierze żydowscy poszli krok dalej: siłą zaczęli zmuszać Arabów do odejścia. Jeden z dowódców Hagany pisał: „Nie odeszli oni chętnie, toteż nie było możliwości uniknięcia użycia siły i strzałów ostrzegawczych, aby zmusić ich do przemaszerowania 15 mil, aż do miejsca, gdzie napotkali żołnierzy Legionu Arabskiego”.
W czerwcu 1948 r. rząd izraelski odebrał uchodźcom prawo do powrotu oraz do ubiegania się o porzucony majątek. Wydane w dwa lata później „Prawo o własności nieobecnych” stanowiło, że każdy, komu przysługuje obywatelstwo izraelskie, ale kto pomiędzy 29 listopada 1947 r. a 1 września 1948 opuścił miejsce zamieszkania, traci – jako „nieobecny” – możliwość dysponowania porzuconym majątkiem. Prawo to dotknęło ponad 700 tys. pozostających poza Izraelem palestyńskich Arabów.
OBYWATELE I EMIGRANCI
Ci Arabowie, którzy pozostali i uzyskali obywatelstwo Izraela, stanowili dla młodego państwa poważny – polityczny, ekonomiczny, ale także kulturalny i psychologiczny problem. Dwie społeczności różniły się między sobą wszystkim: historią, typem religijności, poziomem wykształcenia, punktem startu w konkurencji rynkowej. Rząd izraelski, choć skoncentrowany na problemach żydowskich mieszkańców, próbował podejmować inicjatywy pobudzające aktywność Palestyńczyków. W 1961 r. Departament Arabski Urzędu Premiera opracował – finansowany później w całości przez państwo – pięcioletni plan rozwoju rolnictwa arabskiego. Coraz więcej Arabów podejmowało pracę w innych, „żydowskich”, sektorach gospodarki, np. w budownictwie. Nieliczni Palestyńczycy wchodzili do aparatu państwowego – w latach 1951–1960 zasiadało w Knesecie pięciu arabskich deputowanych (wybranych z list komunistycznych). Powstawały publiczne szkoły, w których językiem nauczania był arabski. Pomysł burmistrza Hajfy Abby Housniego, by tworzyć szkoły zintegrowane, dla dzieci obydwu narodowości, nie znalazł jednak poparcia ani wśród Żydów, ani wśród Arabów.
Trudno było bowiem mówić o jakiejkolwiek integracji. Choć poziom życia Palestyńczyków na pewno się poprawiał, to przecież nie mieli oni szans dorównać prężnej i nowoczesnej gospodarce żydowskich osadników. To potęgowało frustrację, rodziło poczucie wykluczenia. Wiele kontrowersji budził fakt zwolnienia Arabów z – jakże ważnego w tym kraju – powszechnego obowiązku służby wojskowej. Choć z jednej strony Izraelczycy nie mieli zaufania do palestyńskich żołnierzy, a w dodatku obawiali się, że w razie kolejnej wojny z państwami arabskimi po dwóch stronach frontu mogą stanąć członkowie tej samej rodziny, to z drugiej – Żydzi mieli poczucie niesprawiedliwości i nierównomiernego rozłożenia obowiązków wynikających z izraelskiego obywatelstwa.
Zupełnie inaczej przedstawiała się sytuacja Palestyńczyków, którzy w wyniku wojny znaleźli się poza krajem. Większość z nich uciekła na tereny znajdujące się pod władzą Jordanii, inni znaleźli się w administrowanej przez Egipt Strefie Gazy, w Libanie lub Syrii. Wbrew nadziejom Izraela te rolnicze, biedne państwa nie były w stanie wchłonąć imigrantów – zapewnić im miejsc pracy, możliwości stałego osiedlenia się i rozwoju. Zresztą nie chcieli tego także sami uchodźcy. Większość pozostawała w stworzonych dzięki ONZ obozach, licząc na rychły powrót do domu, co stawało się coraz bardziej nierealne ze względu na politykę wewnętrzną Izraela. Status uchodźcy stawał się więc dziedziczny. W obozach rodziło się nowe pokolenie Palestyńczyków, które w przyszłości kontynuować będzie wojnę przeciw Izraelczykom.
KOLEJNE WOJNY
W 1949 r. wojna zakończyła się rozejmem, a nie traktatem pokojowym. Państwa arabskie nadal nie uznawały Izraela – bojkotowały go zarówno politycznie, jak i gospodarczo, nie zezwalając np. na żeglugę przez Kanał Sueski. Jordania wyburzała zabytkowe synagogi na jerozolimskim Starym Mieście. Egipt wspierał palestyńskich partyzantów atakujących ze Strefy Gazy nadgraniczne osiedla żydowskie, coraz bardziej przypominające uzbrojone fortece. Gdy Żydzi rozpoczęli osuszanie bagien w zdemilitaryzowanej strefie Doliny Hula, Syria ogłosiła przejęcie tych terenów. Musiało dojść do nowego, otwartego konfliktu.
Jego zwiastuny pojawiły się w lipcu 1952 r., kiedy doszło do obalenia monarchii w Egipcie. W dwa lata później Wlk. Brytania podpisała porozumienie o ewakuacji wojsk znad Kanału Sueskiego. Izrael liczył na to, że nowa sytuacja polityczna ułatwi otwarcie tej drogi dla żeglugi izraelskiej. Transportowiec „Bat Galim” wpłynął na wody Kanału, straż egipska zatrzymała go jednak, aresztując załogę. W odwecie wywiad izraelski zorganizował ataki bombowe w Kairze – zamachowcy zostali schwytani, a dwóch z nich skazano na karę śmierci. W lutym 1955 wojska izraelskie weszły ostrzegawczo do Strefy Gazy. Wkrótce potem rozpoczęły się rozmowy między Izraelem a tracącymi swe wpływy na tym terenie zachodnimi mocarstwami: Wlk. Brytanią i Francją. 24 października 1956 r. trzy kraje podpisały porozumienie w Sčvres. Pięć dni później rozpoczęła się wojna sueska. Pierwszy izraelski batalion został zrzucony w okolice Przełęczy Mitla.
Zakończenie wojny w marcu 1957 r. przyniosło militarną klęskę i polityczny sukces Egiptowi, który mimo trwającej właśnie „zimnej wojny” uzyskał wsparcie zarówno Związku Radzieckiego (zadowolonego z faktu, że oczy świata odwracają się od wydarzeń na Węgrzech), jak i Stanów Zjednoczonych (które zagroziły europejskim sojusznikom wstrzymaniem pomocy gospodarczej). Administracja egipska wróciła do Strefy Gazy. Izrael uzyskał możliwość korzystania z wód Cieśniny Tirańskiej, ale nie zagwarantował sobie prawa do żeglugi po Kanale Sueskim. Po raz pierwszy jednak – i to stanowiło największe żydowskie osiągnięcie w tej wojnie – młode państwo zaistniało na arenie międzynarodowej jako aktywny uczestnik polityki bliskowschodniej.
Następne dziesięciolecie to okres wyścigu zbrojeń. Bliski Wschód stawał się areną, na której coraz częściej walczyły o wpływy Związek Radziecki i Stany Zjednoczone. Przywódca Egiptu Gamal Abdel Naser starał się wykorzystać zdobytą w czasie wojny sueskiej popularność w świecie arabskim. Swój autorytet chciał budować także jako rzecznik praw Palestyńczyków. To właśnie dlatego w 1964 r. z inicjatywy Egiptu i Jordanii powstała Organizacja Wyzwolenia Palestyny. Powołana – dodajmy – jako przeciwwaga dla popieranej przez Syrię, istniejącej od lat 50. radykalnej organizacji al-Fatah („Zwycięstwo”).
Układ sił w rejonie szybko zmieniał się na niekorzyść Izraela, który w dodatku tracił bezwzględne poparcie mocarstw zachodnich. Propaganda państw ościennych budziła niepokoje w społeczeństwie izraelskim. W tej sytuacji politycy żydowscy, licząc na poprawę sytuacji strategicznej, podjęli decyzję o wojnie. Rozpoczęła się o świcie 5 czerwca 1967 r. atakiem na Egipt. W kilka godzin później do działań wojennych dołączyły Syria i Jordania. O wyniku przesądził jednak już pierwszy atak izraelskich samolotów, który kompletnie zniszczył lotnictwo egipskie zgromadzone na Synaju. Wojska lądowe zajęły Strefę Gazy i ruszyły w kierunku Kanału Sueskiego. W izraelskiej prasie pojawił się slogan głoszący, że jest on najlepszą zaporą przeciwczołgową. Gdy Jordańczycy rozpoczynali ostrzał Tel Awiwu i wkraczali do budynku zajmowanego w Jerozolimie przez misję rozjemczą ONZ, samoloty przeciwnika nadlatywały nad Amman. Wkrótce potem oddziały żydowskie dotarły do jerozolimskiego Starego Miasta. 7 czerwca po krwawych walkach (wojsko izraelskie miało zakaz użycia w mieście ciężkiej artylerii) Legion Arabski wycofał się z Jerozolimy. Rabin Szlomo Goren i szef sztabu Mosze Dajan włożyli między kamienie odzyskanej Ściany Płaczu karteczkę z tekstem prastarej modlitwy: „Niech będzie pokój dla Izraela”. Wieczorem 10 czerwca ustały walki.
Izrael był już bliskowschodnim mocarstwem, ale skutki zwycięstwa kryły w sobie zapowiedź kolejnych niebezpieczeństw. Jerozolima wschodnia została połączona z zachodnią. Izraelczycy przejęli Strefę Gazy, Zachodni Brzeg Jordanu, Wzgórza Golan – obszary zamieszkane w większości przez Arabów, często uciekinierów lub wygnańców z terenów państwa Izrael, pamiętających jeszcze wydarzenia roku 1948 i masakrę w Dajr Jasin. Widzieli oni w Żydach wyłącznie agresorów i sprawców dotykających ich nieszczęść. „Terytoria okupowane” na długie lata staną się ogniskiem nienawiści, wojny i terroru.
Przy pisaniu tekstu korzystałam z książek „Izrael” Andrzeja Chojnowskiego i Jerzego Tomaszewskiego oraz „Żydzi i Arabowie. Historia współczesnego Izraela” Doris Bensimon i Eglala Errery.
|