Wśród książek
LEKTOR
WIELKA ELEGIA
Sándor Márai: WYZNANIA PATRYCJUSZA – czytana w młodości ważna książka staje się dla nas niemal nowym kontynentem, ale im później, tym rzadziej zdarzają się podobne odkrycia i olśnienia. Im jesteśmy starsi, tym trudniej pobudzić naszą wrażliwość na tyle mocno, byśmy się dali wciągnąć w czyjś świat: pozostajemy na zewnątrz, czasem zaciekawieni, częściej maskujący obojętność albo znudzenie. Lektura „Wyznań patrycjusza” przywraca intensywność tamtych doświadczeń.
„Żar”, pierwsza tłumaczona na polski powieść Sándora Márai (1900–1989), i jego dziennik z ostatnich lat życia oraz prozatorskie miniatury z „Księgi ziół” publikowane w „Tygodniku” dowiodły, że chodzi o wybitnego pisarza, którego pośmiertny renesans nie jest przypadkiem. Jednak „Wyznania” są czymś więcej niż dobrą literaturą: to jedna z wielkich powieści-diagnoz, które umiały dostrzec i nazwać przemiany dokonujące się w europejskiej cywilizacji, wydobyć linie rozwojowe ukryte pod powierzchnią codziennych zdarzeń.
*
Przypomnijmy, za obszernym posłowiem tłumaczki „Wyznań” Teresy Worowskiej, podstawowe fakty z życia autora – rzecz tym istotniejsza, że książka oparta została na materiale jawnie autobiograficznym. Urodzony w 1900 roku w Kassa (dziś Koszyce), w rodzinie zamożnych mieszczan, pochodził po mieczu ze zmadziaryzowanych Sasów osiadłych na Górnych Węgrzech (czyli Słowacji); jego prawdziwe nazwisko brzmiało Grosschmidt. Ojciec Sándora, prawnik, po utworzeniu państwa czechosłowackiego, w granicach którego znalazły się Koszyce, zasiadał w parlamencie w Pradze jako senator. Przez matkę przyszły pisarz spokrewniony był z najsłynniejszym XIX-wiecznym dramaturgiem węgierskim Imre Madáchem, autorem „Tragedii człowieka”.
Po maturze w 1917 roku Sándor rozpoczął studia w Budapeszcie, pisząc równocześnie do gazet. Po upadku rewolucji 1919 roku, podczas której wsparł piórem Republikę Rad, wyjechał z kraju na blisko dziesięć lat. Mieszkał w Niemczech, potem w Paryżu, podróżował po Włoszech i Bliskim Wschodzie, publikował w czołowych gazetach niemieckich (m. in. „Frankfurter Zeitung”) i w pismach węgierskich. W 1923 roku poślubił Lolę (Ilonę) Matzner, przyjaciółkę z dzieciństwa, która przyjechała z Koszyc do Berlina. W 1928 powrócił na Węgry, by stać się jednym z najbardziej znanych pisarzy swego pokolenia; wśród jego utworów z lat 30. znalazły się m. in. „Wyznania patrycjusza”, w 1942 r. ukazał się „Żar”. Podczas wojny Márai wycofał się z życia publicznego, a po przejęciu w 1944 r. władzy przez faszystowską partię strzałokrzyżowców i wkroczeniu wojsk niemieckich przestał publikować i przeniósł się na wieś. W 1943 r. zaczął pisać dziennik, który prowadził do śmierci.
Po wojnie, atakowany przez marksistowską krytykę (m. in. Lukácsa), w obliczu narastającego komunistycznego terroru, Márai zdecydował się w 1948 roku na emigrację. Mieszkał w Neapolu, później w Nowym Jorku, znów we Włoszech, w Salerno, i na koniec w kalifornijskim San Diego; po zdławieniu powstania węgierskiego w 1956 roku wystąpił o obywatelstwo amerykańskie. Współpracował z Wolną Europą oraz z węgierskimi pismami i oficynami emigracyjnymi. Obserwował zmiany zachodzące na Węgrzech, jednak mimo „odwilży” odmawiał współpracy z instytucjami w kraju. W 1986 zmarła po 63 latach małżeństwa jego żona, a wkrótce po niej przybrany syn János. 21 lutego 1989 roku pogrążony w depresji pisarz odebrał sobie życie strzałem z pistoletu. Wkrótce potem na Węgrzech, a także we Włoszech, Niemczech i innych krajach zaczął się triumfalny powrót jego dzieł...
*
Autobiografia stanowi w „Wyznaniach patrycjusza” budulec szerokiej, refleksyjnej panoramy pierwszych dziesięcioleci zeszłego wieku. Równocześnie jest to opowieść o narodzinach pisarza, o źródłach impulsu twórczego i odkrywaniu przez narratora swego powołania, a także o obciążeniach, jakie temu powołaniu towarzyszą: neurotycznej nadwrażliwości, samotności. „Moje pisanie to nurt, który toczy się zawsze w kierunku jednej wspólnej delty, a ja sam jestem zaledwie tylko obecny, ale koniecznie obecny całym swoim życiem i losem, bo coś chce się wyrazić przeze mnie”.
Pierwsza część powieści przynosi znieruchomiały w dziecięcej pamięci i umieszczony poza czasem obraz mikrokosmosu rodzinnego domu i miasta. To także przywołanie rodzinnej przeszłości, które nas współtworzy. Bowiem „»osobowość«, ta odrobina, którą człowiek dodaje od siebie, jest znikoma wobec dziedzictwa pozostawionego nam przez zmarłych. Ludzie, których nigdy nie widziałem, we mnie dalej żyją, irytują się, tworzą, pragną i boją się”. Przesuwa się przed nami orszak kolorowy i różnorodny, postacie pojawiają się, nabierają życia, by za chwilę ustąpić miejsca następnej. Niespokojny wuj Ernö, artystyczny wiedeński dom malarza Franza, regiment samotnych kobiet pod wodzą ciotki Mari...
Pamięć kryje mapę doświadczeń, które nas ukształtowały. Bowiem „długa i kręta droga, która ze świata prowadzi do naszego wnętrza, pełna jest nieznośnych zakrętów, których sens i wagę przychodzi nam zrozumieć po latach”. Panorama, którą maluje Márai, poruszająca nasze zmysły i rozrzutnie bogata, jest ściśle spleciona z wewnętrznym światem narratora, stanowi element jego autoanalizy i zarazem autokreacji. I chodzi tu o sprzężenie zwrotne: „Autobiografia – pisze Márai – ma swoje uzasadnienie tylko wtedy, gdy pisarz odczuwa własne istnienie jako mikrokosmos stanowiący organiczną część uniwersalnego istnienia. A więc gdy donosi nie o tym, co się działo z nim i wokół niego, lecz o tym, jak się dział świat w nim.”
Część pierwszą „Wyznań” zamyka akord mocny i oczywisty: jest promieniste i bezchmurne lato 1914 roku, dzień świętych Piotra i Pawła, na letnisku goście zasiadają właśnie do podwieczorku, gdy huzar przynosi telegram z wiadomością o zabójstwie arcyksięcia... Część druga zaczyna się sceną o dziesięć lat późniejszą: Sándor i Lola przekraczają w drodze do Paryża granicę niemiecko-belgijską. To zarazem granica „prawdziwej Europy”, bowiem ogarnięte powojennym chaosem Niemcy, gdzie mieszkali dotychczas, należały jeszcze do ich środkowoeuropejskiej prowincji.
Lipsk, Frankfurt, Berlin, Paryż, Londyn, Florencja – „Wyznania” przynoszą fascynującą panoramę Europy lat 20. oglądanej oczami węgierskiego wędrowca, zamkniętą w kadrach nasyconych barwą i socjologicznym szczegółem, z galerią postaci zarówno anonimowych, jak i sławnych. Jest to Europa społecznych przemian i artystycznego fermentu, Europa wielu światów: dotkniętego inflacją Berlina i zwycięskiej Francji, zapobiegliwych mieszczan paryskich i przesiadujących po kawiarniach ekspatrydów.
Wędrówka w przestrzeni geograficznej i społecznej oznacza zarazem pokonywanie kolejnych szczebli wewnętrznego rozwoju i samopoznania. „»Wtedy zauważyłem po raz pierwszy« – każde zdanie w tej książce powinienem zaczynać od tego wyznania – notuje Márai. – Każdy dzień uświadamiał mi, że znów coś »zauważyłem po raz pierwszy« – świat, gwiazdy, kelnerów, kobiety, cierpienie, literaturę”. A opisując wizytę w Weimarze i wyznając swoją miłość do Goethego, porównuje nie bez racji powstającą właśnie książkę do „Zmyślenia i prawdy”.
Znajdziemy więc w „Wyznaniach patrycjusza” odtworzenie etapów własnej drogi narratora, zamkniętej powrotem na Węgry i śmiercią ojca. Znajdziemy elegijno-ironiczny portret odchodzącego świata własnej warstwy społecznej. I zarazem pełne żalu pożegnanie pewnej epoki w dziejach Europy. „Do ostatniej chwili, póki dane mi będzie stawiać litery, chcę zaświadczać, że była kiedyś epoka, a w niej kilka pokoleń, które głosiły triumf rozumu nad instynktem, wierzyły w siłę oporu ducha, który zatrzyma stadne dążenie ku śmierci”. Teraz – mówi narrator – „ludzkiego przeznaczenia nie zmieniał już najdoskonalszy nawet wiersz, gorący oddech padających w dramacie pytań, epicki wymiar sprawiedliwości. Pisarz nie mógł się już wtrącać w zamiar epoki, wysłuchiwano go, oklaskiwano i zapominano jak występy kuglarza. (...) Coraz doskonalej, z użyciem coraz wspanialszych środków rzemiosła pisarze wyrażali już tylko swoją przegraną, swoją bezsiłę”. (Czytelnik, s. 624. Seria „Nike”.)
|