Wójt – sługą czy panem?

MARCIN KRÓL

 

Nie wiemy, czy Sejm zdąży dokonać zmian ustawodawczych tak, by w najbliższych wyborach samorządowych wójt, starosta, prezydent miasta itd. byli wybierani przez wszystkich obywateli danej gminy, miasta lub powiatu, czy też tylko powoływani przez odpowiednie organy samorządowe. Ani mało odpowiedzialna Platforma Obywatelska, ani Sojusz Lewicy Demokratycznej nie zdają sobie sprawy z tego, że dokonują zmiany systemowej, ustrojowej w istocie, a nie tylko kosmetycznej korekty; że zmiana ta ma zasadnicze konsekwencje, które dla państwa mogą okazać się dobre, ale tylko pod pewnymi warunkami, a w obecnej sytuacji okażą się wyłącznie negatywne.
O co bowiem chodzi? Wyobraźmy to sobie na przykładzie wyboru i uprawnień prezydenta państwa. W Polsce powstał dziwny twór, stosunkowo mało znany w świecie, a mianowicie stosunkowo słaby prezydent wybierany w wyborach powszechnych. Dotychczas nie wyniknęło z tego nic złego, ale zawdzięczać to należy raczej ludziom niż prawu, a ponadto pamiętajmy, że istniejące zasady konstytucyjne udało się zweryfikować tylko na jednym, aktualnie rządzącym prezydencie, bo do wprowadzenia Konstytucji z 1997 roku, rola głowy państwa była w Polsce i większa, i mniej precyzyjnie określona. Otóż na poziomie gminy, miasta czy powiatu nie da się powtórzyć tego nieco dziwacznego rozwiązania. Wójt wybrany w wyborach powszechnych musi mieć duże uprawnienia, bo w przeciwnym razie jego sytuacja będzie absurdalna. Natomiast w polskiej publicystyce zauważam często poglądy, w których na poziom gminy przenosi się układ z poziomu kierowania państwem. Jest to rozumowanie błędne z dwu powodów.
Wójt wybrany w wyborach powszechnych – po pierwsze – nie może być tylko sługą rady wybranej w tym samym trybie. Powinien i będzie łączył funkcje wykonawcze z bardzo silnymi uprawnieniami ustawodawczymi, a co najmniej z przeważającą możliwością inicjatywy ustawodawczej. Na poziomie gminy nie może dojść do tego, że radni przegłosują cokolwiek, co byłoby sprzeczne ze stanowiskiem wójta, bo wówczas konflikt byłby fatalny dla całej lokalnej społeczności. Zaś zgodność stanowiska radnych ze stanowiskiem wójta oznacza w gruncie rzeczy, że wójt, prezydent, starosta, będzie jednoosobowym władcą niemal absolutnym. Wszystkie inne rozwiązania wymagałyby zmian prawnych i zmian w mentalności, jakie trudno sobie wyobrazić. Nie ma też żadnej, praktycznie, możliwości odwołania wójta, co jego władzę dodatkowo zwiększa. Podobnie jest wprawdzie w niektórych krajach na świecie, ale są to kraje silnie zdecentralizowane, zaś Polska jest krajem silnie i coraz bardziej scentralizowanym. Wyobrażam sobie, że SLD nie wie, co z tym fantem zrobić: z jednej strony ma spore szanse na wygranie tych wyborów, czyli przejęcie jeszcze więcej władzy, z drugiej jednak nie chce decentralizacji.
Po drugie jednak, gminy, miasta, powiaty wciąż są niemal niesamodzielne finansowo, co sprawia, że ich szefowie będą uzależnieni od państwowych dotacji, a wobec tego będą musieli przypochlebiać się władzy państwowej, czyli wojewodom i centrali. Sprawi to, że nie tylko ich władza stanie się słaba, ale ich sytuacja będzie nie do pozazdroszczenia. Mocni i słabi zarazem, w istocie będą mieli bardzo dużo do powiedzenia w sprawach mało ważnych i prawie nic w sprawach ważnych. Innymi słowy, będą wyjątkowo podatni na korupcję, bo przecież korupcja może występować tylko tam, gdzie chodzi o – pozornie – sprawy mało ważne, jak lokalizacja sklepu, a nie naprawdę ważne, jak możliwość finansowania szkolnictwa, służby zdrowia i tym podobne. Wójt – pan i potencjalny złodziej – oto najbardziej prawdopodobne konsekwencje proponowanych zmian ustrojowych.


Marcin Król

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl